Kupujemy sprzęt dla kapeli - Jak nie kupić za drogo i… za tanio

2018-11-16
Kupujemy sprzęt dla kapeli - Jak nie kupić za drogo i… za tanio

Pisząc artykuły o technice estradowej staram się w jak największym stopniu wykorzystywać własne doświadczenia i skupiam głównie na praktycznej stronie zagadnień, które w nich poruszam. Uważam bowiem, że dla większości użytkowników sprzętu nagłaśniającego właśnie aspekt praktyczny ma największe znaczenie, choć oczywiście trochę teorii też nikomu nie zaszkodzi.

W oparciu o powyższe założenia powstał również poniższy tekst, który został pomyślany jako mały poradnik dla osób planujących zainwestować swoje fundusze w zakup aparatury na własne potrzeby. Pisząc o „własnych potrzebach” mam na myśli sytuację, w której kapela nagłaśnia się samodzielnie, nie korzystając z usług specjalizowanych firm. To jest również „target” w którym od 30 lat działa moja jednoosobowa firma, wykonując sprzęt na indywidualne zamówienia. Tak więc mam w tym zakresie sporą praktykę i sądzę, że warto skorzystać z moich doświadczeń. Ponieważ temat jest dość obszerny, artykuł podzielony został na dwie części i kolejna ukaże się w podwójnym numerze wakacyjnym.

NAJWAŻNIEJSZE ZAŁOŻENIA

Aby właściwie zaplanować inwestycje w sprzęt, przede wszystkim musimy sobie opowiedzieć na kilka zasadniczych pytań, choć wcale nie jest łatwo ustalić, które z nich są ważniejsze, a które możemy potraktować jako uzupełniające. Na pewno nie powinniśmy zaczynać planowania od określenia mocy zestawu, bo to bardzo złudny parametr, szczególnie w dzisiejszych czasach, gdy firmy prześcigają się w epatowaniu klientów mocą aparatury, często wziętą z bardzo wysokiego sufitu. Zdecydowanie lepiej jest zwrócić uwagę na poziom ciśnienia akustycznego, jaki jest w stanie wygenerować zestaw nagłaśniający, gdyż to właśnie ten parametr, określany w katalogach jako SPL (Sound Pressure Level) decyduje o tym, co popularnie określa się głośnością. Warto jednak wiedzieć, że firmy różnie definiują SPL, podając np. jego wartość dla mocy 1 Wata zmierzonej z odległości 1 metra, albo podając maksymalny SPL przy mocy nominalnej paczki. Bywa, szczególnie w przypadku bardzo skutecznych zestawów, że ta wartość nie jest mierzona, tylko kalkulowana matematycznie, bo możliwości typowych mierników SPL zazwyczaj kończą się w okolicach 130 dB. Tak czy owak praktyka pokazuje, że te różnice bywają bardzo duże i jeśli np. jeden zestaw dwudrożny generuje maksymalny SPL o wartości 120 dB, a drugi o 10 dB większy, to dzieli je przepaść, jeśli chodzi o poziom możliwej do uzyskania głośności.

Oczywiście z mocą i właśnie ze skutecznością aparatury wiąże się kwestia wielkości sal, w których sprzęt będzie wykorzystywany i należy ustalić, czy planujemy również występy na wolnym powietrzu, bo taka opcja wymaga nieco innego podejścia. Klienci często pytają, czy lepsze są zestawy pasywne, czy aktywne i jakie są zalety i wady jednych i drugich, więc na to pytanie też postaram się odpowiedzieć, podobnie jak na dotyczące powermikserów, czy samych mikserów, choćby w związku z coraz większą popularnością sprzętu cyfrowego.

Każdy chyba zgodzi się z tezą, że jedną z najważniejszych kwestii przy zakupie dowolnej aparatury jest relacja między ceną i jakością sprzętu i zawsze warto odpowiedzieć sobie na pytanie, czy chcemy mieć sprzęt ze znanym logo, czy sprzęt dobrze grający, bo prawda jest taka, że to pierwsze niekoniecznie implikuje to drugie, szczególnie w zakresie sprzętu budżetowego. Myślę, że ta kwestia warta jest nieco szerszego rozwinięcia właśnie na wstępie, aby potem móc skupić się już na rozważaniach bardziej technicznych.

LOGO NIE GRA, NAWET EFEKTOWNIE PODŚWIETLONE

W „zamierzchłych” czasach, które ja jednak jeszcze dobrze pamiętam, zakup dowolnego sprzętu, oferowanego przez kilku czy nawet kilkunastu renomowanych producentów, w zasadzie nie był obarczony żadnym ryzykiem, z punktu widzenia użytkownika. Wiadomo było na ogół, że firma X stosuje sprawdzone, wysokiej jakości głośniki – własne, albo innego, renomowanego producenta, że w przypadku paczki pasywnej użyto w niej bezkompromisowo zaprojektowanej zwrotnicy, a w zestawie aktywnym zamontowano wzmacniacz, który nie padnie przy pierwszej „okazji”, a jeśli nawet kiedyś się popsuje, to będzie go w stanie naprawić w miarę „kumaty” elektronik. Można było również być niemal pewnym, że obudowa paczki wykonana została z dobrej jakości sklejki, a bywało, że spotykało się również konstrukcje „hybrydowe”, gdzie obudowa zewnętrzna była co prawda z tworzywa, ale w środku montowano szkielet drewniany, co może wydać się pewną przesadą, ale jeśli ktoś pozbywał się takiej aparatury, to przeważnie dlatego, że nie był w stanie nosić paczki dwudrożnej o masie ponad 50 kg, a nie dlatego, że po 20 latach na rynku pojawiło się coś zdecydowanie lepszego. Dziś taki sprzęt w zasadzie nie jest już produkowany, chyba że będziemy brać pod uwagę bardzo drogą aparaturę z najwyższej półki, co niekoniecznie musi wiązać się z popularnością danej firmy na rynku.

Z upływem lat sprzęt co prawda robił się coraz lżejszy i poręczniejszy w transporcie, ale jednocześnie stawał się zdecydowanie bardziej awaryjny, korekcją elektroniczną próbowano nadrabiać braki gorszej jakości głośników, sklejka ustąpiła różnego rodzaju produktom „drewnopochodnym” albo plastikowi i wysiłek producentów skupił się głównie na wyglądzie sprzętu oraz na marketingu. I z taką sytuacją mamy również do czynienia współcześnie.

Jednak wartość produktu weryfikuje czas i właśnie dlatego nawet dziś możemy spotkać oferty sprzedaży pasywnych paczek sprzed ćwierć wieku, które potrafią kosztować więcej, niż aktywne o podobnej mocy i parametrach produkowane współcześnie, o których można powiedzieć tylko tyle, że ładnie wyglądają i niewiele ważą. Jeden z moich kolegów muzyków dodaje jeszcze jedną zaletę, że jakoby podobno nie toną, no ale to tylko taki żart, choć dość dobrze ilustrujący to, o czym piszę. Co ciekawe, ten sprzęt sprzed kilku dekad stosunkowo często do dziś zachowuje sprawność, choć oczywiście pewne naturalne zużycie przetworników jest nieuniknione, a i wygląd też czasem pozostawia sporo do życzenia – szczególnie w sytuacji, gdy paczki zagrały już setki, jeśli nie tysiące, imprez. Jednym z powodów, dla których „słyszący” muzycy, grający na żywo, cenią sobie sprzęt starszej daty, są właśnie jego walory brzmieniowe i proszę mi wierzyć, że stara paczka 3-drożna z klasowymi głośnikami i dobrze zaprojektowaną zwrotnicą „zdeklasuje” pod tym względem większość popularnych, współczesnych konstrukcji dwudrożnych, również dlatego, że najbardziej wrażliwe dla ucha częstotliwości środkowego pasma przetwarzane są w tym wypadku przez membranowy głośnik średniotonowy, co ma ogromne znaczenie np. dla prawidłowej, „naturalnej” reprodukcji wokalu. W starych paczkach stosowano czasem układ złożony z kilku głośników średniotonowych niewielkiej mocy (2 lub 4), co nie tylko poprawiało walory brzmieniowe, ale również miało wpływ na charakterystyki kierunkowe zestawu. Fakt, że w takiej konstrukcji za wysokie tony odpowiadał najczęściej specjalizowany tweeter wysokotonowy (a nie „uniwersalny” driver) również powodował, że brzmienie paczki było „uszlachetnione” w zakresie najwyższej części pasma, a głośnik był mniej narażony na uszkodzenia, ponieważ częstotliwość jego odcięcia była wysoka.

Znam zespoły i muzyków, którzy od lat korzystają z tej samej, starej aparatury i nie sądzę, żeby robili to wyłącznie z sentymentu, bo nawet jeśli ją modernizują, to wyłącznie poprzez zakupy sprzętu podobnej klasy, czyli nieprodukowanego współcześnie. Oczywiście zupełnie inne są oczekiwania mobilnego DJ-a, który często korzysta z materiałów zapisanych w formacie MP3, od wieloosobowej kapeli grającej na żywo, nawet do przysłowiowego „kotleta”, choć faktem jest, że takie zespoły to obecnie raczej rarytas niż codzienność, bo kwestie ekonomiczne stoją na pierwszym miejscu. W muzyce dyskotekowej liczy się głównie „łupiący” bas i często nadmiernie eksponowana góra, więc średnie częstotliwości mają mniejsze znaczenie. Jeśli jednak chcemy wyeksponować wokal i sprawić, żeby był on klarowny i czytelny, to zestawy trójdrożne są optymalnym rozwiązaniem, ale niestety obecnie raczej rzadko spotykanym.

Jasne jest, że nie miałoby sensu pisanie „poradnika”, w którym namawiałbym do zakupu sprzętu sprzed 30 lat, ale chcę wyraźnie podkreślić, że dziś sytuacja rynkowa jest taka, że ryzyko zakupu bubla bardzo wzrosło i że niska cena firmowych produktów powinna być raczej ostrzeżeniem, niż zachętą do inwestowania w taką aparaturę. Lepszym pomysłem bywa zakup wyrobu producenta mniej znanego (co oczywiście nie oznacza, że ma to być „firma krzak”), tym bardziej, że kupując sprzęt dla zespołu, nie musimy kierować się czynnikiem „rajderowości”, tak ważnym dla firm nagłośnieniowych. Z oczywistych względów nie podam tutaj żadnych konkretnych przykładów firm godnych moim zdaniem zainteresowania, ale z pewnością warto przyjrzeć się ofercie niektórych producentów krajowych, przy czym zdecydowanie nie mam tutaj na myśli importerów wyrobów z dalekiego wschodu, którzy jedynie „firmują” sprzęt swoim logo. Ostrzegam również przed firmami, które co prawda w dawnych czasach oferowały własne, przyzwoite wyroby produkowane w kraju, a obecnie w zasadzie nic już nie produkują, choć nadal próbują sprzedawać chińszczyznę pod swoją marką.

Takich „prawdziwych” producentów jest u nas niewielu, ale wyróżnia ich własna myśl techniczna, czyli opracowywanie produktów od podstaw, stosowanie klasowych przetworników, czyli tego elementu, który bardzo często bywa piętą achillesową wielu budżetowych wyrobów znanych firm, wysokiej klasy obudowy, zarezerwowane w przypadku firm zachodnich jedynie dla ich topowych produktów, no i jedna z najważniejszych kwestii, czyli dostępny na miejscu serwis. Problemy z naprawami już posiadanego sprzętu to zresztą temat na oddzielny artykuł, ale może jako ciekawostkę powiem, że ostatnio jeden z największych sklepów muzycznych w Europie zrezygnował z dystrybucji jednej z najbardziej popularnych marek na świecie, właśnie ze względu na rosnącą lawino liczbę reklamacji, a serwis tego dystrybutora zatrudnia więcej osób, niż wszystkie serwisy polskich dystrybutorów razem wzięte, więc sprawa jest jak widać dość poważna. No ale wracając do sytuacji na naszym rynku, generalnie odradzam zakup paczek w sytuacji, gdy np. sprzedawca nie jest w stanie dokładnie określić, jakie głośniki w nich zastosowano. Tłumaczenie, że firma stosuje różne głośniki OEM wykonywane dla niej na zamówienie, w przypadku sprzętu budżetowego najczęściej oznacza, że są to marne „chińczyki” klepane w dużych seriach dla wielu producentów, którzy tylko przykleją na nich swoje logo, a czasem pozbawione są one jakichkolwiek oznaczeń i wtedy taki głośnik jest podzespołem zupełnie „anonimowym”, którego jedyną zaletą jest niski koszt. Jeśli znana na całym świecie, renomowana firma, sprzedaje obecnie swoją pełnopasmową paczkę aktywną poniżej ceny własnego, profesjonalnego głośnika estradowego, to chyba jasne jest, że albo stosuje dumping, albo faktycznie dobry głośnik jest jednak więcej wart, niż trochę blachy, plastiku i masówki elektronicznej składanej wiadomo gdzie. Może być również tak, że niewielkie zyski na produkcji „budżetówki” firma z nawiązką rekompensuje sobie przy sprzedaży sprzętu profesjonalnego, bo montując dwa wspomniane wyżej klasowe głośniki do jednej dużej obudowy, sprzedaje taki zestaw w cenie co najmniej czterokrotnie wyższej, niż detaliczny koszt obu tych przetworników, a bywa, że cena „zawodowej” paczki jest kompletnie „oderwana” od ceny zastosowanych w niej podzespołów, gdyż płacimy w tym wypadku głównie za satysfakcję z posiadania sprzętu ze znanym logo. Oczywiście ktoś mógłby zarzucić mi w tym momencie, że zbytnio generalizuję i że można również nabyć tani i dobry sprzęt znanego producenta. Tyle, że w tym momencie musielibyśmy określić, co rozumiemy pod słowem „tani” a i pojęcie „dobry” też może być rozumiane na różne sposoby. Ja tylko próbuję uzmysłowić potencjalnemu nabywcy aparatury, żeby nie sugerował się wyłącznie nazwą firmy i reklamą.

Warto zawsze porozmawiać z użytkownikami, poszukać rzetelnych testów sprzętu, zorientować się jak wyglądają wspomniane już kwestie serwisowe itd. Radzę też z dużym dystansem podchodzić do dyskusji na specjalistycznych forach internetowych, no ale to też jest temat zbyt obszerny, żeby się nim teraz zajmować. Na koniec części wstępnej chciałbym jeszcze przypomnieć, że o jakości zestawu nagłaśniającego decyduje jego najsłabszy element i że na początku toru elektroakustycznego zawsze znajduje się źródło dźwięku, czyli np. mikrofon, więc jeśli jego jakość będzie kiepska, to nic już nie pomogą najlepsze nawet zestawy głośnikowe, a w skrajnym wypadku ich wysoka klasa może nawet pogorszyć brzmienie, gdyż uwypuklą wszystkie wady wspomnianego mikrofonu, że nie wspomnę o niedostatkach wokalisty. Podobnie wygląda sytuacja z marnej jakości plikami w formatach skompresowanych, które to materiały są obecnie nagminnie wykorzystywane również przez zespoły muzyczne i oczywiście w takim wypadku brzmienia nie uratuje nawet klasowa aparatura.    

To tyle, jeśli chodzi o uwagi ogólnej natury, a teraz przejdę już do konkretów i zacznę od najprostszych konfiguracji sprzętu, aby następnie przejść do bardziej rozbudowanych wariantów zestawu nagłaśniającego, pamiętając jednak o założeniu, że ma to być sprzęt w miarę prosty w konfiguracji i łatwy o obsłudze.

DWA AKTYWNE ZESTAWY PEŁNOPASMOWE PLUS MIKSER

Jednym z najprostszych wariantów zestawu nagłaśniającego w układzie stereo są dwie aktywne paczki pełnopasmowe i mikser. Choć niektóre zestawy aktywne mają dodatkowe wejście mikrofonowe, to jego użycie zarezerwowane jest jedynie dla zastosowań typu prezentacja produktu w markecie, czy nagłośnienie jakiegoś jednoosobowego „eventu”, więc taką opcją nie będziemy się tutaj zajmować.

Oczywiście paczki aktywne w tym wypadku zazwyczaj są wygodniejszym rozwiązaniem niż zestawy pasywne, zasilane z zewnętrznego wzmacniacza. Pojawia się więc często pytanie, jaki wariant konstrukcyjny wybrać i oczywiście chodzi głównie o wielkość głośnika niskotonowego w paczce dwudrożnej, bo takie wersje są najczęściej spotykane w praktyce. Najmniejsze zestawy z głośnikami o średnicy 8” czy nawet 10” mają mocno ograniczone zastosowanie, ze względu na mało efektywne przetwarzanie dołu. Oczywiście na wszelkiego rodzaju prezentacjach czy konferencjach ta wada nie ma znaczenia, a nawet czasem może okazać się zaletą, ograniczając np. niebezpieczeństwo sprzężeń na niskich częstotliwościach. Jednak dla zastosowań muzycznych należy rozejrzeć się za zestawami z głośnikami o średnicach 12” lub 15”.

Teoretycznie mogłoby się wydawać, że zestaw z głośnikiem 15” jest lepszym wyborem, bo „z automatu” zapewni właśnie większą ilość basu. Jednak taka konfiguracja dość często będzie brzmiała gorzej, niż paczka z przetwornikiem 12”, a „plastikowy” bas z kiepskiego głośnika o dużej średnicy raczej nie zadowoli nieco bardziej wymagających użytkowników. Jedną z największych wad takich zestawów w wersji budżetowej jest to, że stosowane są w nich zazwyczaj kiepskiej jakości i małej mocy drivery, co wymusza stosunkowo wysokie częstotliwości podziału między sekcjami. Z drugiej strony, głośnik 15” ma ograniczone możliwości przetwarzania wyższych częstotliwości, szczególnie poza osią promieniowania, co w połączeniu z marnym driverem grozi powstaniem dziury w paśmie, akurat w tym zakresie, który jest bardzo istotny dla brzmienia paczki. Co prawda konstruktorzy starają się przeciwdziałać tym ograniczeniom, stosując czasem bardzo głębokie korekcje elektroniczne, ale nie zawsze daje to akceptowalne rezultaty. W efekcie zestaw z głośnikiem 15” + driver często jedynie „potężnie” wygląda, ale brzmieniowo z pewnością daleko mu do ideału. Co gorsza, kiepskie głośniki 15” mają zazwyczaj marną skuteczność, więc bywa tak, że mimo deklarowanej dużej mocy (najczęściej są to jednak właśnie wyłącznie „deklaracje”) użytkownik zmuszony jest do „rozkręcania” paczki na full, gdyż dopiero wówczas uzyskuje się oczekiwany poziom głośności.

W tym miejscu chciałbym zwrócić uwagę na bardzo ważną kwestię, czyli na dopasowanie czułości wejścia paczki i wyjścia miksera. Wiele zestawów aktywnych nie ma jasno określonych poziomów czułości przy gałce potencjometru głośności (Volume, Level), co powoduje, że stosunkowo łatwo jest je przesterować sygnałem z miksera. Często producenci celowo aplikują stosunkowo dużą czułość wejścia w zestawach aktywnych (znacznie większą, niż nominalna czułość w granicach ok. 0 dB przy potencjometrze ustawionym na maks), żeby stworzyć pozorne wrażenie większej głośności zestawu, gdyż niedoświadczonego i „nieuświadomionego” technicznie użytkownika „kręci” fakt, że np. już w połowie skali paczka gra dużo głośniej, niż zestaw jego kolegi o podobnej mocy, choć takie porównanie oczywiście nie ma najmniejszego sensu.

Co prawda w zestawach aktywnych stosowane są diody „peak” montowane w module wzmacniacza, ale mało kto w trakcie imprezy obserwuje tył paczki. Mimo, że w dzisiejszych czasach dobrym standardem jest również stosowanie ograniczników mocy (limiterów), to uszkodzenia głośników (szczególnie wysokotonowych) są zmorą wielu użytkowników. Dlaczego tak się dzieje? Ano dlatego, że w niektórych zestawach limiter zabezpiecza tylko sekcję niskotonową, a przesterowanie wzmacniacza uszkadza driver w ciągu kilku sekund. Ba, spotykałem również w mojej praktyce zestawy, w których dioda „peak” też sterowana była tylko ze wzmacniacza sekcji basowej (o ile w paczce zastosowano dwie niezależne końcówki), więc w ogóle nie informowała o przesterowaniu głośnika wysokotonowego. Spotykałem również konstrukcje, gdzie dioda opisana jako „limit” błędnie sugerowała, że pokazuje pracę ogranicznika, gdy w rzeczywistości żadnego limitera paczka nie miała i świecenie się jej na czerwono oznaczało po prostu „ordynarny” przester. Ideałem jest sytuacja, gdy sekcję nisko i wysokotonową zasilają oddzielne wzmacniacze i każdy z nich ma własny układ limitera, dopasowany do możliwości zastosowanych głośników. Warto przed zakupem ustalić, czy dana paczka skonstruowana jest właśnie w taki sposób, choć zazwyczaj producenci podkreślają to w prospektach, jako walor swojego wyrobu.

Niektóre proste zestawy dwudrożne nie mają oddzielnych końcówek i driver zasilany jest wówczas przez klasyczną zwrotnicę pasywną, najczęściej maksymalnie uproszczoną, co też przyczynia się do stosunkowo częstych awarii sekcji wysokotonowej. Jako przykład podam pewną szkołę, która zakupiła aktywne zestawy bardzo znanej firmy i w ciągu roku 3 razy naprawiane były w nich głośniki wysokotonowe. Definitywną poprawę uzyskano dopiero wówczas, gdy oryginalne, dość „żałosne” drivery zastąpione zostały produktem innej firmy (tańszym niż oryginały, ale o dużo lepszych parametrach, nie tylko mocowych). Smaczku sprawie dodaje fakt, że owa szkoła od 25 lat używa trójdrożnych zestawów mojej firmy wraz z dedykowaną końcówką i jak do tej pory bezawaryjnie. Końcówka zaś właśnie była naprawiana po raz pierwszy, ale tylko dlatego, że mechanicznemu uszkodzeniu uległo gniazdo głośnikowe XLR. No ale to tylko taki wtręt o charakterze kryptoreklamy, choć dobrze obrazujący to, co próbuję wytłumaczyć.

Powyższe uwagi dotyczą dowolnej konfiguracji zestawu dwudrożnego, ale teraz jeszcze kilka słów o wariancie 12” + driver. Osobiście uważam go za optymalny z kilku powodów. Po pierwsze, w takim wykonaniu łatwiej uzyskać zrównoważenie pasma przenoszenia zestawu, gdyż głośnik 12” z natury rzeczy dysponuje szerszym pasmem przenoszenia w górze niż 15”. Zazwyczaj jest również bardziej „dynamiczny” w sensie odpowiedzi impulsowej, gdyż układ drgający charakteryzuje się mniejszą masą. Jeśli chodzi o moc, to głównie zależy ona od średnicy cewki, więc jeśli przetworniki 12” i 15” mają podobnej wielkości obwody magnetyczne i cewki o zbliżonych średnicach, to mogą mieć również zbliżoną moc. Wspominam o tym dlatego, że niektórym osobom wydaje się, że skoro posiadają paczkę z głośnikiem 15”, to niejako „automatycznie” będą dysponować większą mocą zestawu, co oczywiście jest założeniem z gruntu błędnym.

Jasne jest, że do wygenerowania większego natężenia dźwięku w zakresie niższych częstotliwości, głośnik 12” będzie zmuszany do większej amplitudy wychyleń membrany niż 15” i zawsze należy brać ten fakt pod uwagę i nie zmuszać przetwornika do pracy poza zakresem jego możliwości, bo prędzej czy później będzie to skutkować awarią.

W tym miejscu chciałbym jeszcze na koniec pierwszej części poświęcić kilka słów wspominanej już elektronicznej korekcji pasma przenoszenia stosowanej w zestawach aktywnych, niezależnie od często występujących korekcji podstawowych w postaci potencjometrów Bass, Treble. Najprostszą, choć bardzo przydatną funkcją, która moim zdaniem powinna być stosowana w każdej aktywnej paczce dwudrożnej, jest filtr odcinający niskie częstotliwości, opisywany np. jako HPF, czyli high pass filter. Zazwyczaj producenci ustalają częstotliwość jego działania w rejonie między 80 a 120 Hz i zdecydowanie warto go używać wtedy, gdy nie ma potrzeby eksponowania dołu, albo wówczas, gdy posiadamy oddzielne subwoofery, o czym będzie mowa w następnym odcinku artykułu.

Kolejnym rozwiązaniem bywa kilkupozycyjny przełącznik, zmieniający charakterystyki brzmieniowe zestawu, poprzez korekcję pasma w różnych punktach. Taki zespół filtrów może mieć np. oznaczenia „Music” (najczęściej jest to filtr typu kontur, czyli podbijający niskie i wysokie częstotliwości), Monitor (czyli kształtujący charakterystykę zestawu jako odsłuchu podłogowego), Sub (jest to właśnie wspomniany wcześnie filtr HPF, a nie próba uczynienia z paczki pełnopasmowej subwoofera). Jeśli przełącznik ma pozycję opisaną jako Flat, to teoretycznie oznacza ona pracę bez korekcji. Ale uwaga! W praktyce wiele aktywnych zestawów dwudrożnych ma na stałe wprowadzoną korekcję elektroniczną, na którą użytkownik nie ma żadnego wpływu, więc w takim wypadku oznaczenie Flat nie jest do końca prawdziwe. Tego rodzaju korekcje, jeśli stosowane są z umiarem, mogą faktycznie przyczynić się do poprawy brzmienia zestawu. Niestety, często bywa tak, że firmy „ratują się” korekcją, aby zniwelować kiepskie charakterystyki przetworników, o czym już wcześniej wspominałem. Wyobraźmy sobie np. sytuację, gdy w niedużej paczce z gł. 12” czy 10” zastosowano duże podbicie dołu, czyli częstotliwości poniżej 100 Hz, których normalnie głośnik o niewielkiej średnicy nie jest w stanie przenieść. Przy małej mocy paczka rzeczywiście będzie nadspodziewanie dobrze przenosić dół, ale przy jej zwiększaniu zaczną się problemy spowodowane tym, że wzmacniacz, „widząc” sygnał wzmocniony np. o 10 dB i nie mając odpowiedniej rezerwy mocy, będzie ulegał szybkiemu przesterowaniu, chyba, że sygnał ograniczony zostanie przez limiter. Jednak wówczas brzmienie będzie dalekie od naturalnego i cała para pójdzie w gwizdek, czyli w tym wypadku w grzanie końcówki. Oczywiście podobne efekty wystąpią w dowolnej części pasma, która będzie głośnikowo „upośledzona” i silnie korygowana poprzez filtry. Dodatkowo mogą pojawić się w tej sytuacji różne problemy fazowe i tylko zastosowanie zaawansowanych procesorów DSP wbudowanych w zestaw, może zapobiegać takim sytuacjom. Dlatego po raz kolejny powtórzę na zakończenie, że bazą dla uzyskania optymalnego brzmienia zestawu są dobrej klasy głośniki, których jakość również w największym stopniu odpowiada za niezawodność. Wszelkie próby „pójścia na skróty” są uzasadnione jedynie czynnikami ekonomicznymi i maksymalizacją zysków producentów, co w efekcie sprawia, że optymalny wybór nagłośnienia nie jest prosty, mimo bardzo bogatej oferty rynkowej.

Live Sound & Instalation Newsletter
Krótko i na temat, zawsze najświeższe informacje