Dni Stalowej Woli - Adamson w akcji

2010-07-20
Dni Stalowej Woli - Adamson w akcji

Nie wiem jak Wy, Drodzy Czytelnicy, ale ja niestety nie potrafię uczestniczyć w koncercie jak zwykły, przysłowiowy Kowalski. Skrzywienie zawodowe sprawia, że zamiast wsłuchiwać się w to, co śpiewa wokalista/wokalistka (jeśli jest to nowy, mało znany wykonawca) albo podśpiewywać sobie pod nosem (albo i na całe gardło) słowa dobrze znanych przebojów gwiazd polskiej estrady, przynajmniej połowę koncertu analizuję wydarzenie, w którym uczestniczę.

Będąc po trochu muzykiem i po trochu akustykiem, w pierwszej kolejności rozkładam na czynniki pierwsze nagłośnienie - jak brzmi zespół, jakie są proporcje w miksie, jak (i czy w ogóle) słychać wokalistę/wokalistkę, czy poszczególne instrumenty brzmią selektywnie, czy stopa "kopie", a jednocześnie jest klarowna, itd., itd.

Potem do gry wchodzi "muzyk" - czy wokalista/wokalistka śpiewa czysto, jak gra basista (jako że instrument ten jest najbliższy mojemu sercu), czy perkusja gra równo i cała sekcja "pulsuje", jak brzmią gitary, czy chórki nie dają.... itd. I tak mija większa część koncertu. No, chyba że wcześniej okaże się, iż albo impreza nagłośniona jest tak, że uszy bolą, łeb odpada, a brzuch zaczyna się buntować lub też wykonawca prezentuje poziom co najmniej żenujący - wtedy opuszczam "plac boju" znacznie wcześniej.

Jeśli jednak wszystko jest na sensownym poziomie, a występujący wykonawca na mojej prywatnej skali preferencji mieści się przynajmniej powyżej zakresu "akceptowalny" mogę wreszcie delektować się muzyka płynącą ze sceny.

Rzadko jednak zdarza się tak, żebym mimo wszystko nie miał jakichkolwiek zastrzeżeń natury technicznej lub artystycznej. Niestety, będąc w  pierwszych dniach maja w Stalowej Woli, na obchodach dni tego zacnego miasta, sromotnie się zawiodłem - wracając z koncertu grupy Myslovitz (która, nota bene, na mojej skali ledwo, ledwo przekracza próg "tolerowany" - po prostu nie jestem fanem ani tego rodzaju muzyki, ani też zespołu, przy całym szacunku dla ich dorobku) nie znalazłem ani jednego, nawet najmniejszego aspektu, do którego mógłbym się doczepić. Mam na myśli nagłośnienie koncertu i brzmienie zespołu, bo o samym występie - z racji mojego wspomnianego już, wątłego zainteresowania twórczością Myslovitz - wypowiadać się nie będę. Może jednak na dobry początek

USYSTEMATYZUJMY FAKTY

W długi (choć w tym roku wyjątkowo krótki) majowy weekend odbyły się w Stalowej Woli dni... Stalowej Woli. Oprócz atrakcji dla najmłodszych (w tym "wypasionego" wesołego miasteczka z Czech), występów uczniów i nauczycieli miejscowej Szkoły Muzycznej oraz zespołów artystycznych stalowowolskiego MDK-u nie mogło zabraknąć gwiazd wieczoru - i to trzech, gdyż impreza trwała trzy dni, od 1 do 3 maja.

W pierwszym dniu sceną zawładnęła Kayah, drugi należał do wspomnianego już we wstępie zespołu Myslovitz, zaś w ostatnim dniu zgromadzona publiczność mogła bawić się przy dźwiękach znanych przebojów Skaldów. Wszystkie koncerty gwiazd oraz część pozostałych występów odbywała się w plenerze, a konkretnie na Placu Piłsudskiego, i choć pogoda nie rozpieszczała, wszystkie wieczorne koncerty zgromadziły sporą rzeszę widzów. A jak to wyglądało od strony technicznej?

ADAMSON W AKCJI

Przygotowanie i obsługę imprezy organizator zlecił tarnobrzeskiej firmie Czak Music, która jako pierwsza w Polsce stała się właścicielem sporego zestawu nagłośnieniowego i monitorowego kanadyjskiej firmy Adamson. Nic też dziwnego, że to właśnie produkty spod szyldu Adamsona pełniły rolę głównego nagłośnienia, ale również dodatkowego dogłośnienia przed i z boku sceny oraz jako system monitorowy.

Ale po kolei. Jako główny system nagłośnieniowy pracowały, podwieszone w dwóch klastrach na 9 metrowych wieżach Krause, dwadzieścia cztery moduły systemu line array Y-10 (po 12 na stronę), przy czym zostały one tak zestrojone i skonfigurowane, aby grać stosunkowo krótko, bo do określonego punktu na placu Piłsudskiego, który wyznaczały namioty z gastronomią.

Dzięki konfiguracji systemu, przeprowadzonej za pomocą oprogramowania YAXIS Shooter, udało się przeważającą cześć energii akustycznej emitowanej przez system skierować w wyznaczone miejsce.

To jednak nie wszystko - aby publiczność mogła uczestniczyć w koncertach maksymalnie blisko sceny, nie tracąc przy tym nic z wiernego brzmienia nagłaśnianych instrumentów oraz czytelności wokalu, zastosowano dodatkowe urządzenia, dedykowane do pokrycia dźwiękiem bliskiego pola tuż przed sceną (frontfill). Wykorzystano do tego celu najmniejszy z zestawów liniowych Adamsona - Metrix, ustawiony na scenie w konfiguracji 2+2+2 (L+C+R), który dostarczyła firma Mega Music (aczkolwiek kto wie, czy wróci on jeszcze do Sopotu, czy pozostanie już na stałe w Tarnobrzegu, jako uzupełnienie Y-10?). Frontfille wsparte były czterema subwooferami Metrix Sub, pracującymi w trybie kardioidalnym.

Dodatkowo, po bokach sceny, jako outfill, usytuowano po trzy moduły Metrixa. Całym tym systemem sterowały trzy procesory XTA 424 i 448, a kontrola nad nimi odbywała się bezprzewodowo ze stanowiska realizatora frontowego znajdującego się ok. 25 metrów przed sceną. Procesory umieszczono wraz z końcówkami mocy, które stanowiły produkty Lab.Gruppena - FP+ 10000Q i FP+ 7000. Przy tym "ciężarze gatunkowym" imprezy i nagłaśnianych zespołach nie mogło oczywiście obyć się bez konkretnego basu. I bas w Stalowej Woli zabrzmiał tak, jak powinien - mocny, dynamiczny (mówiąc kolokwialnie - kopiący po bebechach), a jednocześnie klarowny i zarysowany.

To wszystko za sprawą rewelacyjnych subbasów Adamsona, opartych na dwóch głośnikach 21-calowych - T21, które na życzenie realizatorów występujących gwiazd pracowały w konfiguracji kardioidalnej (kierunkowej). Efekt ten uzyskano przez ustawienie ośmiu T21 w dwóch grupach metodą  "end firing 66" (dwa razy po dwie sztuki grające jedne drugim "w plecy", przy oczywiście odpowiednim opóźnieniu sygnałów), co pozwoliło uniknąć uciążliwego powracania niskich częstotliwości na scenę.

Było to niezwykle istotne dla zespołu Kayah, gdyż każdy z muzyków wyposażony został w monitory douszne. Przy ustawianiu basów w kardioidę swoją pomocą służył Jochen Sommer z europejskiego oddziału Adamsona. Aby dopełnić obrazu całości, jeśli chodzi o nagłośnienie FOH, trzeba wspomnieć, że sterowane było ono z nowego nabytku firmy Czak Music, cyfrowej konsolety Soundcraft Vi6, a pieczę nad nią miał Wojciech Gruszczyński, który również realizował występy artystów, którzy nie mieli swojego realizatora FOH (np. niedzielny występ Kabaretu Skeczów Męczących, zresztą bardzo ciekawy i zabawny).

A CO NA SCENIE

naturalnie pod kątem nagłośnienia? Zacznijmy znów od początku, tj. od tego, co przeważnie znajduje się na początku łańcucha elektroakustycznego. Mowa oczywiście o mikrofonach, a było ich sporo - i to pod względem ilości, jak i marek. Przede wszystkim wykonawcy mieli do dyspozycji 8 zestawów bezprzewodowych Beyerdynamic z serii 900, z nadajnikami handheld oraz mikroportami i mikrofonami nagłownymi, spliterem antenowym i antenami aktywnymi. Z mikrofonów przewodowych do omikrofonowania perkusji zastosowano m.in. AKG D112 i Sennheiser e602 (stopa), Audix i5 (werbel od góry), Sennheiser e604 (tomy) i Rode NT3 (overheady), piece gitarowe były nagłaśniane mikrofonami Shure SM 57, zaś do basu wykorzystano Shure Beta 52.

Sygnały z mikrofonów oraz linii podawane były na dwa aktywne splittery polskiej firmy Audio Standard. "Są to urządzenia dysponujące 32-wejściami, z rozszyciem na cztery wyjścia" - mówi Wojciech Gruszczyński. "Trzy zestawy wyjść są izolowane transformatorowo, i to wszystkie 32, a nie - jak to się czasem spotyka - tylko pierwsze 16. Jest oczywiście możliwość podania napięcia Phantom oraz zamutowania wejść, tak więc technika na scenie nie musi prosić nas o wyciszenie danego wejścia, tylko sami mogą to zrobić bezpośrednio na splitterze, jeśli podłączają lub przepinają kable". "Ten splitter nie pojawił się u nas przypadkiem" - dodaje Mariusz Czak, właściciel Czak Music.

"Długo analizowaliśmy i zakładaliśmy różne hipotetyczne sytuacje, jakie mogą się zdarzyć, i już byliśmy bliscy, aby rozszywać się po MADI. Stwierdziliśmy jednak, że jeszcze nie pora - mamy np. sytuacje, gdy zespół przywozi własną konsoletę, i co wtedy? Ponadto my też mamy jeszcze kilka stołów analogowych i w takiej sytuacji z tymi analogowymi splitterami nie ma żadnego problemu.

Trzeba podłączyć Vi6 - podpinamy Hartinga, potrzebujemy podpiąć mały stół analogowy - możemy skorzystać z wyjść XLR". Wracając do splitterów wykorzystanych podczas Dni Stalowej Woli - sygnały ze sceny rozdzielone były na Stage Rack systemu Vi6 (złączem Hartinga), skąd już cyfrowo, za pomocą skrętki, przesyłane były do FOH Racka na stanowisku realizatora oraz z wyjść XLR do konsolety monitorowej Yamaha M7CL.

Na stanowisku monitorowym "rządził" Grzegorz Guła (gdy nie było monitorowca zespołu), któremu na scenie pomagał technik Łukasz Biało. "Chłopaki świetnie dawali sobie radę we dwóch na scenie" - chwali swoją ekipę Mariusz Czak. Obrobione w mikserze sygnały trafiały do procesorów sterujących Adamsona M-series, a stąd na monitory podłogowe Adamson M15 (w liczbie 12 sztuk) oraz drumfill i sidefille, zrealizowane na zestawach Adamson SX18 + SX sub (w sumie trzy zestawy). Kayah przyjechała do Stalowej Woli z własnym backline’em i systemem monitorowym (w większości dousznym, sterowanym stołem Yamaha LS9).

Natomiast zespół Myslovitz w całości skorzystał z zainstalowanego przez Czak Music systemu monitorowego.  "Korekcja systemów i torów monitorowych odbywała się bez używania korektorów graficznych" - mówi szef Czak Music. "Wszystko to miało miejsce w procesorach głośnikowych oraz z wykorzystaniem korektorów parametrycznych. Mieliśmy oczywiście przygotowane 6 sztuk riderowych, podwójnych korektorów Altaira, dzięki którym można obsłużyć 12 torów. Ostatecznie nie wykorzystaliśmy ich, ale były w gotowości na wypadek, gdyby któryś z realizatorów zażyczył ich sobie".  "Wiadomo, że wszystkie korektory graficzne, nawet najlepsze, wprowadzają przesunięcia fazowe" - dorzuca Wojtek Gruszczyński.

"Lepiej więc korzystać z korektorów parametrycznych, które są w procesorach głośnikowych i cyfrowych konsoletach, zamiast dublować je "grafikami", które mogą wywołać niepotrzebne problemy z fazą sygnału".

ŚWIATŁO

Słów kilka jeszcze o oświetleniu imprezy, za którą też odpowiadała tarnobrzeska firma. W sumie na scenie pracowało 80 urządzeń inteligentnych, w tym ruchome głowy Martin Krypton 250, MAC 300 i MAC 700, panele LEDowe LED FL 672, PARy LEDowe Par 64 LED RGB, a także stroboskopy Martin ATOMIC 3000.

Co ciekawe, każdego dnia, po zakończeniu koncertu gwiazdy wieczoru, cały system był rozmontowywany i podwieszany od nowa w innej już konfiguracji - zarówno po koncercie Kayah, jak też przed finałowym występem Skaldów, czyli chwilę po tym, jak zespół Myslovitz opuścił scenę po swoim koncercie. To sprawiało, że ekipa techników obie noce - z soboty na niedzielę i z niedzieli na poniedziałek - nie mogła zaliczyć do spokojnie przespanych, gdyż rekonfiguracje trwały do późnych godzin porannych (zakładając, że dla kogoś 8 rano to już pełnia poranka, a nie środek nocy). Na szczęście system nagłośnieniowy, jak został zainstalowany w piątek, tak spokojnie wisiał nietknięty do poniedziałku.

Ostatnia noc również wymagała od ekipy sporego nakładu pracy przy demontażu systemów, aczkolwiek bez konieczności powtórnego wieszania świateł potrwało to już znacznie krócej. Cóż rzec na koniec, skoro podsumowanie wrażeń z koncertu znalazło się na początku tego artykułu? Jak powiedział Mariusz Czak, dla nich największą radością było to, że kilka dni później w planach mieli nagłaśnianie Dni Nysy, gdzie również, jako gwiazda wieczoru, między innymi występowała Kayah.

Gdyby tylko pojawiła się jakakolwiek wątpliwość co do możliwości systemu i umiejętności ekipy Czak Music, według wszelkich znaków na niebie i ziemi małe szanse byłby na to, aby realizator Kayah, Remigiusz Kasztelnik (który, nota bene - jak mówił mi pan Mariusz - "wykręcił" świetny dźwięk na koncercie w Stalowej Woli), zgodził się na współpracę z tarnobrzeską firmą. Tymczasem nie dość, że nie było żadnych uwag krytycznych, to jeszcze sama Kayah po koncercie była pod wrażeniem nagłośnienia (podobnie jak w Nysie).

Co prawda nie miałem okazji usłyszeć jej występu, ale po koncercie Myslovitz w pełni zgadzam się z tą opinią - zarówno system nagłośnieniowy, jak i ekipa obsługująca Dni Stalowej Woli sprawdziła się w 100%!

autor: Piotr Sadłoń