Muzyka klasyczna i nie tylko - Festiwal Muzyczny w Łańcucie

2010-07-20
Muzyka klasyczna i nie tylko - Festiwal Muzyczny w Łańcucie

Zamek w Łańcucie - jedna z najpiękniejszych rezydencji magnackich w Europie - rozbrzmiewał muzyką już w pierwszych dziesięcioleciach XVIII wieku. Kontynuatorem tej tradycji jest cykliczny, coroczny Festiwal Muzyczny.

Podczas jego 48 edycji odbyło się ponad 500 koncertów, na których wystąpiło przeszło 900 solistów, 20 triów, 37 kwartetów, 14 kwintetów, 47 orkiestr kameralnych, 7 orkiestr symfonicznych, 21 chórów i 53 różne zespoły, wykonując utwory 500 kompozytorów.

Festiwal w Łańcucie cieszył się, i wciąż cieszy, ogromnym zainteresowaniem i każdorazowo przyciągał rzesze słuchaczy. Nie inaczej było podczas tegorocznej, 49. już edycji. W ramach Festiwalu odbyło się 14 koncertów, w tym cztery nocne. Cały Festiwal nawiązywał do rocznicy urodzin Fryderyka Chopina, stąd w repertuarze kilku koncertów znalazły się jego kompozycje.

Na zakończenie imprezy, przed koncertem finałowym odbyła się licytacja "Bliźniemu swemu", na której można było nabyć prace najwybitniejszych polskich artystów, m.in. Magdaleny Abakanowicz, Rafała Olbińskiego, Franciszka Maśluszczaka, Zdzisława Beksińskiego, a także partytury Krzysztofa Pendereckiego, Henryka Mikołaja Góreckiego i Wojciecha Kilara.

Tegoroczny Festiwal rozpoczął się w sobotę 22 maja galą operowo-operetkową - w której zabrzmiały najbardziej znane arie z oper, operetek, a także utwory z musicali - a zakończył 30 maja występem Orkiestry Kameralnej Aukso, pod batutą Vladimira Kiradjieva, dyrektora artystycznego Filharmonii

Rzeszowskiej. Redakcja LSP miała okazję uczestniczyć właśnie we wspomnianej inauguracyjnej gali operowej.

JAK TO WYGLĄDAŁO

Na stanowisku monitorowym zlokalizowanym obok sceny znajdowała się konsoleta Spirit Monitor Soundcrafta, wraz z trzema podwójnymi korektorami graficznymi dbx 2231, oraz wzmacniacz Crest 9200 napędzający monitory SRX712M.

Inauguracyjny Koncert Plenerowy odbył się przed głównym wejściem do Zamku w Łańcucie, a gospodarzem wieczoru był Bogusław Kaczyński, który po 19 latach przerwy wrócił na łańcucki Festiwal. Z uwagi na ogromne zainteresowanie ubiegłorocznym koncertem plenerowym organizatorzy przygotowali dla melomanów aż 3.000 miejsc.

Orkiestrę Symfoniczną Filharmonii Rzeszowskiej poprowadził Mirosław Jacek Błaszczyk, a wśród solistów pojawili się: Edyta Piasecka, Małgorzata Długosz, Maria Meyer, Dariusz Stachura, Witold  Matulka i Adam Szerszeń. Licznie zgromadzona publiczność mogła usłyszeć arie i fragmenty oper, operetek, musicali m.in.: G. Verdiego, G. Pucciniego, G. Bizeta, I. Kalmana.

Pierwsza część koncertu była transmitowana na żywo przez Telewizję Polonia, którą obsługiwał rzeszowski oddział Telewizji Polskiej wraz z Radiem Rzeszów (w ramach współpracy dźwięk był realizowany z wozu transmisyjnego radia). Nas jednak najbardziej interesuje jak wyglądała obsługa imprezy od strony dźwięku, światła i konstrukcji, a więc skoro już zaczęliśmy od tego co "widać", zajmijmy się na początek

SCENĄ

Scena została dostarczona i zmontowana przez firmę PRO-ART z Rzeszowa, a była to konstrukcja niemała. Na potrzeby koncertu przed zamkiem stanęła trzypoziomowa scena Layhera o wymiarach 16 × 15 m, nad którą rozpięto przeźroczysty dach Litec Libera. "Zazwyczaj montujemy zadaszenie na pełnych ścianach Layherowych" - mówi właściciel PRO-ARTu, Darek Śmigiel.

"Niestety, ze względu na kompozycje kwiatowe na scenie oraz boczne sektory dla publiczności nie można było zastosować tego rozwiązania, gdyż zasłaniałoby to widok właśnie dla tych widzów siedzących z boku. Dlatego musieliśmy zastosować wariant z dachem zbudowanym na konstrukcjach kratownicowych".

Oprócz konstrukcji sceny rzeszowska firma zbudowała również, tuż za publicznością zajmującą sektor centralny, czteropiętrowy stak, na którym znalazły się (licząc od dołu): realizator nagłośnienia, realizator światła, operatorzy reflektorów prowadzących oraz - na samej górze - operatorzy telewizyjni. Pozostając w temacie "widać" powiedzmy teraz kilka zdań na temat

OŚWIETLENIA

Za oświetlenie sceny i publiczności również odpowiadała firma PRO-ART we współpracy z firmą ATM, która dostarczyła system oświetleniowy, pracujący na scenie. Było to przede wszystkim 35 PARów LEDowych RGBW z serii PixelRange, w tym 25 stałych Pix60 oraz 10 z ruchomą głowicą Pix120, a także 12 klasycznych ruchomych głów. Realizatorem światła był Sergiej Czernikow.

Trzecia firma, która również miała swój udział w obsłudze imprezy - Gaffers z Krakowa - działała na zlecenie telewizji, a jej zadaniem było dostarczyć sprzęt do oświetlenia elewacji zamku oraz podświetlenia drzew. Natomiast PRO-ART dostarczył światło żarowe do oświetlania publiczności oraz lampy montowane na wieżach. Czas przejść do "dania głównego" czyli tego

CO BYŁO SŁYCHAĆ

Realizatorem FOH był Mikołaj Wierusz, który pracował na konsolecie głównej Allen & Heath ML4000. Dodatkowo, z uwagi na dużą ilość źródeł dźwięku, obok ustawiona była pomocnicza 24-kanałowa konsoleta GL2200 Allen & Heath, na której wstępnie miksowane były instrumenty dęte.

a więc nagłośnienia. W całości system nagłośnieniowy dostarczony został przez PRO-ART, który - nota bene - w tym samym czasie obsługiwał inną dużą imprezę, Festiwal Carpathia na rzeszowskim rynku. Nie przeszkodziło to jednak w wypełnieniu wszystkich wymagań organizatora, którym była  - o czym jeszcze nie wspomniałem - filharmonia im. A. Malawskiego w Rzeszowie, na czele z panią dyrektor Martą Wierzbieniec, dyrektorem naczelnym Festiwalu.

Nagłośnienie główne stanowił "wypróbowany w bojach" system niemieckiej firmy d&b audiotechnik, który - co, z pełną odpowiedzialnością mogę potwierdzić, wybiegając nieco myślą naprzód - uważany jest za "stworzony do klasyki". Nie tylko zresztą, ale tym sobie teraz głowy nie będziemy zaprzątać, gdyż czekała nas "uczta duchowa" przy dźwiękach Verdiego czy Pucciniego. W skład tegoż systemu wchodziło 2 razy po 5 zestawów Q1 plus dwa klastry po 3 Q-jedynki jako outfill - wszystkie oczywiście podwieszone.

"Podparciem" dla zestawów szerokopasmowych, które - nota bene - grały w pełnym paśmie, bez wycinania najniższych częstotliwości, były 4 subwoofery J-Sub w jednej, umieszczonej centralnie przed sceną grupie. "Sygnał na subbasy podawany był z wyjścia AUX" - wyjaśnia szef PRO-ARTu. "Tylko te instrumenty, które grają najniższym pasmem, jak np. kotły czy kontrabasy, tak aby "podeprzeć" je właśnie za pomocą subbasów".

To nie wszystko - po obu stronach klastra J-Subów, dość sprytnie ukryte za ogromnymi (i oszałamiająco wręcz pachnącymi) bukietami białych lilii, pracowały dwa zestawy Q7 d&b, pełniące rolę frontfilla bądź centerfilla (zależy jak na to spojrzeć). Aby równomiernie pokryć dźwiękiem zwłaszcza skrajnie boczne krzesła pierwszych rzędów środkowego sektora (VIPowskie), w słupkach podpierających z przodu konstrukcję dachu umieszczono dodatkowo dwa (po jednym w każdym z nich) kompaktowe zestawy pasywne L’Acoustics 8XT (których test znajdziecie w tym numerze LSP), napędzane wzmacniaczem LA4, również firmy L’Acoustics. Natomiast pozostałe zestawy nagłaśniające, w tym subbasy, otrzymywały wzmocniony sygnał za sprawą wzmacniaczy d&b D12. Kto zna ten typ urządzeń wie, że dodatkowe procesory głośnikowe są zbędne, gdyż cała obróbka końcowa sygnałów trafiających na końcówki mocy jest już w nich "zaszyta", tzn. funkcje te pełni wbudowany procesor DSP o bogatych możliwościach. Żeby jednak ten sygnał trafił do wzmacniaczy, trzeba go najpierw "zebrać" i zmiksować.

Każdy instrument sekcji smyczkowej dysponował własnym, miniaturowym mikrofonem zapinanym na instrument - ATM 350 firmy Audio-Technica (na zdjęciu przypięte do statywów, w oczekiwaniu na muzyków), natomiast do nagłośnienia instrumentów dętych zastosowano głównie Shure’y SM57.

Pierwsze, to zadanie mikrofonów, których na scenie przed łańcuckim zamkiem było naprawdę sporo - każdy instrument sekcji smyczkowej dysponował bowiem własnym, miniaturowym mikrofonem zapinanym na instrument. Rolę tę, w liczbie 46, pełniły przetworniki ATM 350 firmy Audio-Technica. Oczywiście, nie wszystkie miały swój osobny kanał, gdyż dla samych "smyków" trzeba by przeznaczyć jeden średni mikser albo większą cześć dużego (o mikserach za moment). Rozwiązane to było w ten sposób, że dwa sąsiednie instrumenty (każdy ze swoim mikrofonem) podłączone były do jednego mergera, a stąd już jednym kablem, jako jeden wspólny sygnał, wędrowały do stage-boxa i dalej na wejście konsolet.

Dzięki temu liczba potrzebnych kanałów konsolety zmniejszyła się o połowę, a więc do przyzwoitej liczby. Wracając do mikrofonów - gdyż na sekcji smyczkowej świat, a w zasadzie nagłośnienie, się nie kończy - do nagłośnienia instrumentów dętych, które ze swoje natury do cichych nie należą, zastosowano głównie Shure’y SM57, zaś do blach i instrumentów perkusyjnych wielkomembranowe ATM 3035 Audio- Technica. Jednakże "gwiazdą wieczoru" wśród mikrofonów był nowy nabytek rzeszowskiej firmy, przetwornik PianoMic firmy Earthworks, który - jak sama nazwa wskazuje - dedykowany jest do nagłaśniania fortepianu (i "robi" to świetnie). Natomiast jeśli chodzi o mikrofony wokalowe, tokażdy z solistów miał swój własny (w sensie - dla każdego osobny) mikrofon pojemnościowy Neumann KM 184, w sumie 6 sztuk, plus dwa mikrofony bezprzewodowe Sennheiser z podwójnym odbiornikiem EM 3032 dla konferansjerki i dla Bogusława Kaczyńskiego. Aby to wszystko "ogarnąć", tzn. odpowiednio zmiksować, wykorzystano dwie (bo wejść było co nie miara) konsolety analogowe: główną Allen & Heath ML4000 i pomocniczą 24-kanałową GL2200, również spod szyldu Allen & Heath.

Na tej drugiej miksowane były "dęciaki", które, zmiksowane do czterech grup, trafiały na wejścia konsolety głównej. Na niej odbywała się obróbka pozostałych sygnałów: smyczków, fortepianu, instrumentów perkusyjnych oraz zmiksowanych wstępnie w GL2200 "blach" i  "drewna", a  także wokali i bezprzewodówek. A czuwał nad tym wszystkim jeden człowiek - Mikołaj Wierusz, który na szczęście nie musiał się dwoić - gros pracy wykonane było podczas prób, czyli uzyskanie odpowiedniego brzmienia i proporcji w miksie poszczególnych instrumentów i grup instrumentów. Podczas samego już koncertu głównym zajęciem realizatora było pilnowanie na konsolecie głównej wokali i mikrofonu prowadzącego, zaś na "małym" stole tylko sporadyczne regulacje, kiedy np. waltorniści zagrali fortissimo zamiast mezzoforte.I to chyba tyle, jeśli chodzi o nagłośnienie FOH, ale to nie koniec "opowieści" - mamy wszak jeszcze

MONITORY

A to było "królestwo" przesympatycznego Krzysia Jaczyńskiego, który podczas trwania Gali odpowiadał za to, aby instrumentaliści i śpiewacy odpowiednio słyszeli się nawzajem na scenie. Aby to osiągnąć miał w swoim "królestwie", czyli na stanowisku monitorowym, zlokalizowanym obok sceny, konsoletę Spirit Monitor Soundcrafta wraz z trzema podwójnymi korektorami graficznymi dbx 2231. Tam również znajdowały się odbiorniki systemu bezprzewodowego oraz splittery. Na scenie natomiast pracowało 6 zestawów JBL SRX712M - jako odsłuchy typu "wedge" - oraz dwa zestawy QSC HPR122i, ustawione po bokach sceny i pełniące rolę sidefillów. Wszystkie monitory, oprócz QSC, które są urządzeniami aktywnymi, napędzane były ze wzmacniacza Crest 9200. "System monitorowy nie był jakoś specjalnie rozbudowany" - mówi Krzysztof Jaczyński. "W sumie mieliśmy 6 torów odsłuchowych - dwa na dwie pary SRX-ów umieszczonych z przodu sceny dla wokalistów, jeden z pojedynczym "wedgem" dla dyrygenta i jeden dla perkusisty. Szósty tor zasilał zestawy QSC, które nie były sidefillami sensu stricte - znalazły się w nich głównie wokale i trochę reszty, czyli orkiestry.

Podobne proporcje ustawione były w torze dyrygenta, zaś perkusista - oprócz wokali - zażyczył sobie również dość sporo fortepianu. Jeden z utworów był z gatunku muzyki popularnej (śpiewany przez Marię Meyer - przyp. red.), gdzie fortepian pełnił rolę instrumentu prowadzącego, dlatego był on kluczowy zarówno dla wokalistki, jak i muzyka grającego na zestawie perkusyjnym".

WRAŻENIA

Przed zamkiem stanęła trzypoziomowa scena Layhera o wymiarach 16 x 15 m, nad którą rozpięto przeźroczysty dach Litec Libera. Z uwagi szerokie sektory publiczności zastosowano wariant z dachem zbudowanym na konstrukcjach kratownicowych zamiast pełnych ścian bocznych.

Po tym całym opisie co, jak, gdzie i dlaczego czas przejść do najważniejszego - jak to wszystko zabrzmiało? Można opisać to jednym słowem - świetnie, zwłaszcza w sektorze środkowym. Nieco gorzej mieli ci, co nie "załapali" się na główny sektor i uczestniczyli w koncercie siedząc bardziej z boku - oczywiście wszystko było bardzo dobrze słyszalne, wokal czytelny i zrozumiały (za sprawą wspomnianych na początku outfilli). Jednakże nieco dawał się we znaki brak dwóch zestawów dających pełny obraz stereo, co odzwierciedlało się w nieco słabszym basie i  trochę przytłumionej "górce" w dalszych rzędach. Nie było to bynajmniej coś, co znacząco wpływało na odbiór estetyczny Gali, a śmiem twierdzić, że gros widzów zupełnie nie zwróciło na to uwagi. Ponadto nie da się idealnie nagłośnić plenerowej widowni usytuowanej niemalże amfiteatralnie, tak aby na skraju nagłaśnianej przestrzeni było słychać idealnie tak samo, jak na osi systemów.

O fakcie tym wspomniałem li tylko z kronikarskiego obowiązku, aby uzmysłowić Czytelnikom jak niełatwe zadanie stało przez ekipą nagłośnieniową. Z mojego punktu widzenia (a w zasadzie słyszenia, czyli w okolicach staku) orkiestra brzmiała bardzo naturalnie, wokale były czytelne, a fortepian brzmiał tak, jakby ktoś grał na nim tuż obok mnie, a nie był "przepuszczony" przez cały łańcuch elektroakustyczny. Co ważne, poziom dźwięku z nagłośnienia nie "powalał" siedzących najbliżej widzów, pozwalał natomiast słuchaczom na odbiór muzyki nie tylko z głośników, ale również "z powietrza", czyli bezpośrednio ze sceny. Na koniec trzeba dodać, że ani festiwal, ani praca ekipy PRO-ARTu nie zakończyła się na tym dniu. Festiwal trwał przez cały tydzień, aż do 30 maja, a przez cały czas jego trwania towarzyszyła mu ekipa z rzeszowskiej firmy. W sumie odbyło się 14 koncertów, w tym cztery nocne.

Nagłośniono ponad 200 muzyków z różnych krajów - solistów z Filharmonii Petersburskiej, German Brass, Ilios Quartet z Zurychu, Michael Cohen - izraelską śpiewaczkę, Orkiestrę Kameralną Aukso pod batutą Vladimira Kiradjieva, amerykańską śpiewaczkę Barbarę Hendricks oraz znakomitą klarnecistkę Sharon Kam, laureata I nagrody w Międzynarodowym Konkursie Pianistycznym w Warszawie - Adama Harasiewicza, Filipa Wojciechowskiego w impresjach jazzowych, Kwartet Prima Vista, Leszka Możdżera, Annę Dereszowską, Waldemara Malickiego, gościa specjalnego Krzysztofa Jakowicza, Kaję Danczowską wraz z córką - Justyną oraz towarzyszącego im Bartosza Koziaka, Krzysztofa Herdzina i The New Art Ensemble, Vitolda Reka. Oczywiście, nie wszystkie te występy wymagały tak rozbudowanych systemów nagłośnieniowych i oświetleniowych. Większość z nich to imprezy kameralne z takowym systemem nagłośnieniowym i niewielkim setem oświetleniowym, co nie zmienia faktu, że ostatni tydzień maja dla firmy PRO-ART należał do bardzo pracowitych.

autor: Piotr Sadłoń