Acid Drinkers w Stodole

2010-01-06
Acid Drinkers w Stodole

Klub Studencki Stodoła w Warszawie, to miejsce, które tętni życiem. Jest to jedno z nielicznych miejsc w stolicy, w których odbywa się aż tyle koncertów. I to nie byle jakich… Czytaliście już naszą relację np. z koncertu Marillionu. Inaczej mówiąc, to klub z ambicjami.

W ostatnim czasie ponownie miałem przyjemność gościć w progach Stodoły podczas dwóch koncertów – amerykańskiej grupy Papa Roach oraz naszych rodzimych „Pijaczy kwasu” czyli Acid Drinkers.

Pierwsi dali słuchaczom potężną dawkę rocka „ogólnego przeznaczenia”, w najczystszej postaci. Energia płynąca z estrady i nagłośnienia niemal powalała. Okazało się przy tym, że zespół ma tutaj, w Polsce, spore grono fanów. I w pełni zasłużenie. Zupełnie odmienne wrażenie sprawił support. Nie będę się na jego temat rozpisywał – nawet pominę jego nazwę – ale jedno mogę powiedzieć. Gdyby wokalistka tego bandu wystartowała w programie „Mam talent”, niechybnie odpadła by w przedbiegach. Żałuję, że miałem w tym dniu awarię aparatu. Same słowa nie oddadzą bowiem temperatury koncertu. Być może następnym razem…

Co do występu Acid Drinkers, to był to koncert, tak to nazwijmy, celebracyjny. W ubiegłym roku bowiem kapela obchodziła 20-lecie istnienia. Tak, tak… To już dwadzieścia latek… Choć po członkach zespołu jakoś tego nie do końca widać. Choć może inaczej – nie odczuwa się. Koncert był niezmiernie energetyczny. Z pewnością przyczyniło się do tego to, że gwiazdę poprzedziły aż trzy suporty, zaś podczas „sztuki zasadniczej” na scenie pojawiło się wielu przyjaciół zespołu. Co prawda przerwy techniczne, konieczne dla zainstalowania się kolejnych kapel, nieco chłodziły atmosferę, ale i tak przez cały czas było gorąco. Chciałbym tu nadmienić, iż jednym z suportów był zespół None, którego współtwórcą był zmarły w 2008 roku Aleksander „Olass” Mendyk, przez pewien czas „etatowy” gitarzysta Acid Drinkers. Jednym z kawałków None oddał swemu przyjacielowi hołd.

Ciekawym elementem tego koncertu było to, że zrealizowany on został na dwóch konsoletach FOH. Pierwszą – będący w posiadaniu Eurosoundu Soundcraft Vi6. Druga to przywieziony przez Audio Plus Midas Pro6. Była to więc dobra okazja do porównania brzmieniowego obu konsolet. Pod tym kątem okazały się one bardzo zbliżone – różnice były raczej subtelne i objawiały się gdzieś w górze pasma. Wraz z Pro6 przyjechał Janek Olszewski z Audio Plusa. Służył pomocą realizatorom, którzy zdecydowali się realizować występy „swoich” kapel na Midasie. Tych była połowa, czyli dwóch.

Chciałbym jeszcze wspomnieć – jako ciekawostkę – o koncercie Petera Murphy’ego, na którym niestety nie byłem. Tą ciekawostką jest to, że realizator artysty zażyczył sobie dostarczenia aż dwunastu subwooferów Meyer Sound 700HP. Jego tajemnicą pozostaje, po co mu było aż tyle w tak niedużym pomieszczeniu, tym bardziej że na wykresie w programie Compass dla procesora Galileo widać było dość mocne podcięcie dołu…

Co łączy, poza miejscem, koncerty tych wykonawców? Ekipa nagłośnieniowa. Wszystkie te koncerty bowiem nagłaśniał niezawodny Eurosound. Fakt, że firma ta dość mocno zakorzeniła się już w Stodole, ma pewną, bardzo istotną konsekwencję. Panowie Redo i spółka znają już to pomieszczenie – nie najłatwiejsze przecież pod względem akustycznym – na wylot. Daje to gwarancję, że każdy realizowany przez nich tutaj koncert będzie świetnie nagłośniony. Ale nie tylko tu. Znajomość pomieszczenia, to przecież nie wszystko. Trzeba też wiedzieć, na co stać posiadany sprzęt i jak ten potencjał wykorzystać. Ten temat również ekipa Eurosoundu ma w małym palcu. I dobrze, bo dobra muza wymaga dobrej oprawy, dźwiękowej przede wszystkim.