Powersoft X4. Wzmacniacz z DSP z serii X

2015-09-08

Powersoft to przedstawiciel „włoskiej szkoły audio”, tj. jeden z licznych producentów z półwyspu Apenińskiego, który bardzo prężnie i z pozytywnym skutkiem działa w branży audio.

Włosi słyną wręcz z produkcji głośników – w tej dziedzinie niemalże zdominowali rynek profesjonalny – mogą też poszczycić się znanymi producentami wysokiej klasy zestawów głośnikowych (RCF, dBTechnologies czy Outline). Na tym tle Powersoft, jako przede wszystkim producent wzmacniaczy, jest w „Słonecznej Italii” odosobnionym przypadkiem. Jednak – podobnie jak w przypadku producentów głośników – jego produkty można znaleźć na całym świecie, a korzystają z nich największe firmy nagłośnieniowe oraz wyposażone są w nie najróżniejsze, często prestiżowe instalacje stałe (i nie tylko, wystarczy przypomnieć – o czym już pisałem w kwietniowym numerze – iż wzmacniacze K20 wykorzystywane są w CERN, czyli Europejskim Ośrodku Badań Jądrowych, jako jeden z elementów wielkiego zderzacza hadronów!).

Nie jest to zresztą nic zaskakującego, bowiem Powersoft uchodzi – całkiem słusznie – za firmę innowacyjną, korzystającą z najnowszych zdobyczy nauki i techniki, które implementuje w swoich produktach. Wiele rozwiązań, obecnie będących normą wprowadził właśnie Powersoft.

Tak też jest w przypadku najnowszej serii wzmacniaczy, która miała swoją premierę na ubiegłorocznych targach Prolight + Sound we Frankfurcie, czyli

SERIA X


Seria ta obejmuje na razie dwa modele – 4-kanałowy X4 i 8-kanałowy X8. Oba oferują taką samą moc na kanał i takie same możliwości obróbki DSP, różnią się tylko po prostu liczbą kanałów, a co za tym idzie wielkością obudowy. Do naszej redakcji trafił mniejszy z modeli, czyli

X4


który mieści się w obudowie o wysokości 1U (X8 zajmuje obudowę o wysokości 2U). Panel przedni zawiera tylko 5 umieszczonych centralnie, okrągłych podświetlanych przycisków oraz dwa mniejsze, z lewej i prawej strony.

Pozoie to niewiele, ale po pierwsze mamy do czynienia z profesjonalnym urządzeniem, które raczej nie będzie obsługiwane przez przysłowiowego pana Czesia „ogaiającego” wesele czy inną potańcówkę, po drugie można się raczej spodziewać, że wzmacniacz nie będzie osamotniony, tzn. będzie pracował w większym „towarzystwie”, które będzie zbiorczo sterowane i monitorowane za pośrednictwem komputera z oprogramowaniem Armonia (a tam mamy dostęp do wszystkiego), i po trzecie wreszcie, nawet ten niewielki zestaw podświetlanych przycisków pozwala na szybką wzrokową ocenę stanu pracy wzmacniacza oraz – w sytuacji awaryjnej – na szybkie zamutowanie poszczególnych lub wszystkich wyjść na raz.

Co więc dokładnie oferuje

PANEL PRZEDNI


Pięć wspomnianych przycisków to znajdujący się w centrum, nieco większy od pozostałych, przycisk „master” oraz cztery przyciski przyporządkowane kolejnym wyjściom wzmacniacza. Krótkie wciśnięcie środkowego przycisku powoduje wyciszenie lub odmutowanie wszystkich owych kanałów, podobnie jak krótkie wciśnięcie wybranego przycisku kanału (wycisza tylko odpowiadający mu kanał wyjściowy). Natomiast wciśnięcie i przytrzymanie kilka sekund (do momentu usłyszenia cichego sygnału) budzi „uśpiony” wzmacniacz (w trybie stand-by) i vice versa – jeśli urządzenie pracuje, wciskając i przytrzymując centralny przycisk przełączamy wzmacniacz w tryb stand-by. Mały przycisk z lewej strony panelu służy do włączenia/wyłączenia modułu wi-fi, dzięki któremu mamy dostęp do kilku podstawowych funkcji sterowania i monitorowania pracy wzmacniacza z poziomu tabletu czy smartfona (o tym za moment). Bliźniaczo podobny przycisk z prawej strony (Armonia callback) pozwala na szybką identyfikację danego wzmacniacza w oprogramowaniu Armionia – wciśnięcie go przez technika na scenie powoduje jego „podświetlenie” na ekranie roboczym programu.

Przyciski mogą świecić na różne kolory, przy czym każdy składa się z dwóch „sekcji” – centralnej oraz zewnętrznego pierścienia. Podświetlenie centralnej części odnosi się do wyjść wzmacniacza, zaś pierścienie dostarczają informacji o statusie sygnałów wejściowych. Pulsujący na biało przycisk centralny (pozostałe nie świecą) informuje o tym, że urządzenie jest w trybie stand-by. Jeśli załączymy wzmacniacz i jest on gotowy do pracy, a kanały są odmutowane, wszystkie przyciski świecą na niebiesko, a dokładnie świeci wewnętrzna cześć przycisków. Jeśli na danym wejściu pojawi się sygnał, zewnętrzny pierścień przycisku zaczyna świecić na biało, jeśli zaś wejście będzie przesterowane, pierścień będzie świecił na czerwono. Jeśli zamutujemy kanał, środkowa część odpowiadającego mu przycisku zaświeci na pomarańczowo, jeśli zaś w danym kanale zacznie uaktywniać się limiter, urządzenie poinformuje nas o tym zmianą koloru środkowej części przycisku z niebieskiego na żółty. Jeśli zaś cały przycisk (środek i pierścień) świecą na czerwono, oznacza to że dany kanał „ma problem”. Jest jeszcze jedna możliwość, gdy wszystkie 5 przycisków błyska na biało (zarówno środkowa część, jak i pierścień) – w ten sposób wzmacniacz „odpowiada” na próbę jego zidentyfikowania z poziomu oprogramowania Armonia (callback).


Jak widać, bez konieczności podłączania tabletu lub komputera możemy całkiem sporo dowiedzieć się o statusie urządzenia oraz jego poszczególnych wejść i wyjść.

Z przodu urządzenia znajdziemy jeszcze gniazdo USB do podłączenia pendrive z nową wersją oprogramowania – upgrade softu jest banalny i praktycznie całkowicie automatyczny. Dodatkową funkcją przewidzianą dla gniazda USB w kolejnych wersjach oprogramowania jest możliwość odtwarzania muzyki bezpośrednio ze wzmacniacza.

PANEL TYLNY


Wzmacniacze z serii X standardowo oferują nie tylko 4 (czy 8, jak w przypadku X8) wejścia analogowe, ale również 4 (8) wejścia cyfrowe (AES3 – tradycyjnie w parach) oraz dwa redundantne złącza Dante.

No, to już wiemy, co znajdziemy z tyłu wzmacniacza – dokładnie 6 XLR-ów (4 wejścia analogowe i 2 × 2 cyfrowe AES3), dwa złącza RJ45 (Dante) oraz oczywiście wyjścia sygnału w postaci dwóch 4-polowych gniazd Speakon NL4. Jest też oczywiście złącze do kabla zasilającego, a że może to być zasilanie trójfazowe, toteż gniazdo jest słusznych rozmiarów.


Z tyłu znajdują się też wyloty powietrza chłodzącego wnętrze urządzenia, którego przepływ (od przodu do tyłu) wymuszają dwa wentylatory o zmiennych obrotach.

WNĘTRZE


Zaglądając do wnętrza wzmacniacza chyba nikt nie spodziewa się znaleźć tam zbyt wiele wolnej przestrzeni – 4 końcówki mocy (i to o jakiej mocy!) z zabezpieczeniami, plus zasilacz, plus sterowanie, plus DSP i plus czort wie, co jeszcze ciężko byłoby upchnąć w obudowie 2U, a co dopiero 1U. Ale inżynierom Powersofta to się udało, a jak to wygląda, możecie zobaczyć na własne oczy na zdjęciu poniżej.


Co tak naprawdę kryje to gęsto upakowane wnętrze?

Seria X to wzmacniacze pracujące oczywiście w klasie D, zapewniające nie tylko wysoką jakość dźwięku, ale również możliwość bezproblemowej pracy praktycznie z KAŻDYM obciążeniem, poczynając już od 2 omów, na liniach wysokoimpedancyjnych 70- i 100-woltowych kończąc (bez konieczności stosowania transformatora!). Stopnie końcowe mocy „X-ów” oferują technologię, która pozwala na „odzyskiwanie” mocy trafiającej do odbioika, ale nie wykorzystywanej przez niego. W dużym skrócie polega to na odzyskiwaniu siły przeciwelektromotorycznej odbitej od odbioika, co z jednej strony podnosi wartość współczynnika tłumienia, a drugiej – wraz z technologią PFC – pozwala doładowywać bank kondensatorów wzmacniacza, odzyskując właśnie w ten sposób energię. Stopnie mocy wzmacniaczy X4 i X8 oferują wręcz porażającą moc – 5.200 W przy obciążeniu 2 Ω, 4.000 W/2,7 Ω, 3.000 W/4 Ω i 1.600 W/8 Ω oraz aż 10.400 W w mostku przy obciążeniu 4 Ω. I to wszystko przy tak niewielkich rozmiarach urządzeń, które może nie są najlżejsze (15 kg X4 i 24 kg X8), ale też nieporównywalnie lżejsze niż np. cztery dwukanałowe albo dwa czterokanałowe wzmacniacze o podobnej mocy innych producentów.

Inną cechą, która wyróżnia wzmacniacze serii X na tle konkurencji – czego bowiem nie oferuje żaden inny wzmacniacz oprócz „X-ów” Powersofta – jest ich uniwersalny zasilacz impulsowy, który może pracować przy zasilaniu z jednej, dwóch lub trzech faz, oferując stabilną pracę w szerokim zakresie napięć zasilających – już od 85 VAC, aż do 440 VAC. Na tym nie koniec – w sytuacji awarii jednej z faz (przy zasilaniu trój- lub dwufazowym) nie ma żadnych widocznych ani słyszalnych efektów – urządzenie „przejdzie nad tym do porządku dziennego”, tzn. będzie dalej pracowało, jakby nic się nie stało. Mało tego – przy zasilaniu minimum dwufazowym w przypadku awarii przewodu zerowego również nic się nie stanie i urządzenie wciąż będzie stabilnie pracować!

Moduł zasilający wyposażony jest też we wspomniany wcześniej układ korekcji współczynnika mocy (PFC – Power Factor Correction). W tym przypadku uzyskujemy zwiększenie do wartości bliskiej jedności współczynnika mocy, czyli stosunku mocy czynnej do mocy pozoej czyli mocy wykorzystanej do mocy przesłanej. Im mniejsza wartość tego współczynnika, tym więcej energii bieej, która „nic nie wnosi” do pracy urządzenia, a jedynie krąży między źródłem a odbioikiem. Wymaga natomiast uwzględnienia jej w ogólnym bilansie energetycznym, np. poprzez obliczenie grubości kabla, przyjmując moc całkowitą, choć moc biea jest dla nas zupełnie bezużyteczna (bowiem tylko moc czynna generuje pracę). Skorygowanie (zwiększenie) za pomocą układu PFC współczynnika mocy umożliwia nie tylko użycie przewodów zasilających o mniejszych przekrojach, ale również zmniejsza zakłócenia (zniekształcenia fali) wprowadzane do sieci energetycznej, stabilizuje napięcie na szynach zasilających (niezależnie od obciążenia), redukuje zakłócenia elektromagnetyczne oraz dopuszcza większą tolerancję dla elementów układu elektronicznego urządzenia.

Kolejna technologia zastosowana w końcówkach mocy włoskiego producenta to tzw. Smart Rails Managment, czyli – w wolnym tłumaczeniu – „Sprytne Szyny Zasilające”, których „zadaniem” jest redukcja strat przy zachowaniu wysokich osiągów. W dużym skrócie polega to na podnoszeniu sprawności przez dynamiczne przydzielanie napięcia do szyn zasilania stopnia wyjściowego, w zależności od aktualnego zapotrzebowania. Wspomniany wyżej Damping Factor też doczekał się swojego układu „specjalnej troski”, którym jest aktywna kontrola współczynnika tłumienia. Poprzez dodanie w pętli sprzężenia zwrotnego regulowanego „emulowanego” rezystora na wyjściu wzmacniacza uzyskujemy możliwość skompensowania współczynnika tłumienia, tak żeby był on jednakowy dla wszystkich wyjść, niezależnie np. od długości kabli głośnikowych, które mogą być różne. Trzeba pamiętać, iż korekcję Damping Factor we wzmacniaczach X stosować będziemy tylko dla subwooferów i ewentualnie głośników niskotonowych w systemach trójdrożnych, bowiem aktywacja tej funkcji powoduje ograniczenie pasma sygnału do 400 Hz. Co akurat nie jest problemem, bo impedancja kabla, a co za tym idzie rzeczywista wartość współczynnika tłumienia, najbardziej krytyczne znaczenie ma właśnie w przypadku przetwoików niskotonowych.

Innym wartym podkreślenia faktem jest to, że wzmacniacze wyposażone są – w standardzie – w wejścia cyfrowe AES3 oraz dwa wejścia Dante (można podłączyć dwa niezależne lub dwa takie same – w celu zapewnienia redundancji – strumienie danych Dante). Urządzenie samo, zgodnie z ustawionymi priorytetami, zupełnie niesłyszalnie przełączy się na kolejne w hierarchii wejście w przypadku przerwy w „dostawie” sygnału do wejścia nadrzędnego – a skonfigurować możemy aż do 4 różnych sygnałów wejściowych dla danego kanału, nadając im różne priorytety.

We wzmacniaczach z serii X zastosowano przetwoiki A/D i D/A Cirrus Logic CS 5368 i Analog Devices ADAU 1966, o parametrach konwersji 24 bity/96 kHz (A/C) i 24 bity/192 kHz (C/A), DSP oparte są na platformie TI C6000 (40-bitowe, zmiennoprzecinkowe przetwarzanie wewnętrzne), natomiast system zarządzania sygnałem cyfrowym opiera się na procesorze ARM Cortex A-8.

MOŻLIWOŚCI


O możliwościach „mocowych” wzmacniaczy z serii X już pisałem. Teraz parę zdań o tym, co oferuje moduł obróbki sygnału. A jest tego naprawdę sporo.


Pierwszy moduł, który znajduje się na samym początku ścieżki sygnału audio, to „Source sel”, gdzie możemy ustawić priorytety sygnałów trafiających z fizycznych wejść wzmacniacza do kanałów wejściowych. Metodą drag & drop przesuwamy źródła sygnałów, tak aby ten który ma najwyższy priorytet był na pozycji 1, a ten z najniższym na pozycji 4. Teraz, w przypadku braku sygnału na wejściu oznaczonym numerem 1, wzmacniacz automatycznie przełączy się na sygnał oznaczony numerem 2, a gdy tam również nie wykryje sygnału, wybierze kolejny sygnał, i tak aż do numeru 4. Oczywiście możemy zrezygnować z tej możliwości i wybrać tylko jedno źródło, które będzie „brane pod uwagę” przez wzmacniacz. Sygnały fizyczne możemy opóźniać o maksymalnie 150 ms, tak aby np. skompensować latencję sygnałów cyfrowych w stosunku do analogowego (aby w razie przełączenia się z jednego na drugi nie było „czkawki” wynikającej z innego czasu dotarcia sygnałów na wejście kanału). Możemy również dla każdego z nich ustawić wartość poziomu sygnałów cyfrowych (w dBu) odpowiadającą zeru na skali dBFS (w zakresie od -30 dBu do 30 dBu) oraz poziom sygnału analogowego (od -15 dBu do 15 dBu) – pozwala to dopasować poziomy sygnałów, aby po automatycznym przełączeniu wejścia kanału na inne źródło nie miała miejsca gwałtowna zmiana głośności sygnału.

Drugi moduł to matryca 4 × 4 (w naszym przypadku, lub 8 × 8 w X8). Tutaj możemy zdecydować na które wyjścia trafi sygnał z dostępnych wejść (tutaj już mamy do czynienia z kanałami wejściowymi, nie wejściami fizycznymi) i – co ciekawe – z jakim poziomem (od -∞ do 0). Mamy więc nie tylko zwykłą matrycę, ale również „wstępny” mikser sygnałów, które mają trafić do kanałów wyjściowych.


Kolejny moduł oferuje zaawansowaną korekcję (Adv. EQ) sygnałów wejściowych, regulację poziomu (w zakresie od -60 do 15 dB), możliwość opóźnienia sygnału o maksymalnie 2 s (lub 686 m), wyciszenia sygnału (mute) oraz odwrócenia jego polaryzacji. Jeśli chodzi o EQ, to mamy do wyboru filtry góo- i dolnoprzepustowe, półkowe, dzwonowe oraz asymetryczne cosinusowe (rised-cosine). Filtry dzwonowe, asymetryczne i półkowe można regulować w zakresie -15/+15 dB, a nachylenie lub szerokość filtru w zakresie od 10 oktaw do 0,1 oktawy.

Przechodząc dalej ścieżką sygnału napotykamy moduł przeznaczony do wprowadzania korekcji dla całego systemu czy zestawu głośnikowego (Spk EQ). Oferuje on 8 filtrów różnych typów (dzwonowe, pasmowo-przepustowe i pasmowo-zaporowe, półkowe, góo- i dolnoprzepustowe i wszechprzepustowe oraz filtry krosownicze Butterwortha, Bessla i Linkwitz- Rileya). Oprócz nich jest jeszcze filtr FIR, który można sobie samemu zaprojektować (np. za pomocą programu rePhase) i zaimplementować w DSP wzmacniacza. Trzeba jedynie pamiętać, iż maksymalna liczba współczynników filtra ograniczona jest do 384, a częstotliwość próbkowania musi wynosić 48 kHz.

Ostatni moduł (Ways) przeznaczony jest do obróbki sygnałów wyjściowych, czyli przeważnie tych, które już po „przycięciu” crossoverem trafią na konkretny głośnik czy zespół głośników odpowiedzialnych za emitowanie dźwięków w konkretnym paśmie akustycznym. Tu również mamy możliwość regulacji poziomu sygnału, opóźnienia, wyciszenia i odwrócenia polaryzacji. Dysponujemy korektorem oraz czterema linijkowymi wskaźnikami – wartości szczytowych i RMS prądu i napięcia na wyjściu, temperatury i wielkości redukcji sygnału w przypadku aktywacji limitera. Korektor oferuje 16 filtrów tego samego typu, co moduł Spk EQ, plus również filtry dolno- i góoprzepustowe Butterwortha, Bessla i Linkwitz-Rileya, a także krosownicze FIRy preprogramowane przez producenta – wystarczy włączyć i wybrać częstotliwość odcięcia – co jest bardzo wygodne. Do tego oczywiście filtr FIR własnego projektu. To jednak nie wszystko, w skład modułu Ways wchodzą również limitery. Jest ich 5 (RMS, szczytowy, prądowy, clip limier i true power), każdy o regulowanym progu zadziałania i czasie ataku (oprócz clip limitera) oraz – w przypadku limiterów RMS i szczytowego – również czasu powrotu. Każdy limiter ma swój własny wskaźnik pokazujący wielkość redukcji sygnału, jaka zostaje zaaplikowana przez niego w momencie uaktywnienia. Oprócz tego w oknie limiterów mamy podgląd na dwa wskaźniki wartości napięcia na danym wyjściu (szczytowego i RMS), prądu (RMS) i średniej wartości mocy, jaką końcówka oddaje do obciążenia.

Trzecia zakładka w module Spk EQ to wspomniany już „ficzer”, który panuje nad współczynnikiem tłumienia (Damping Factor). Podając w tym oknie pole przekroju wykorzystywanego kabla oraz jego długość program wylicza impedancję kabla oraz dokonuje jej kompensacji. Ważna rzecz, iż kompensacja jest w obrębie ±2 Ω. Jeśli np. napędzamy suby z kilku wyjść wzmacniacza, a jeden przewód jest zbyt długi i zbyt cienki, żeby skompensować jego wpływ na DF, trzeba będzie do pozostałych wyjść dołożyć nieco omów, aby wszystkie wyjścia miały mniej więcej ten sam DF (co może mieć wpływ na finalne brzmienie).


To jednak nie wszystko. Bardzo ważną, choć na pierwszy rzut oka niewidoczną, jest mała ikonka opisana jako „Speaker Configuration”. To tutaj możemy skonfigurować wzmacniacz do pracy z różnego typu systemami, a nawet wybrać z biblioteki ustawień fabrycznych konkretny model zestawu czy systemu nagłośnieniowego z gotowymi ustawieniami crossoverów, korekcji na wyjściach i limiterów (większość z nich jest niewidocznych i zablokowanych do edycji). Na liście „gotowców” na dzień dzisiejszy znajdziemy produkty takich firm jak Adamson, d&b audiotechnik (o dziwo!), DAS, EAW, Electro-Voice, L-Acoustics (też niespodzianka), Martin Audio, NEXO, Outline, SSE i Turbosound.

I tak naprawdę ten najmniejszy, najmniej rzucający się w oczy „przycisk” w oprogramowaniu Armonia powinien być pierwszym, od którego rozpoczniemy naszą pracę z DSP wzmacniaczy z serii X.

 

OBSŁUGA


Wchodząc więc „na dzień dobry” w ustawienia konfiguracji głośników w pierwszym kroku ustalamy, jak będzie wyglądał routing sygnałów wejściowych do wyjść (zanim jeszcze zaczniemy „bawić” się matrycą), a więc, w przypadku X4, czy będą to np. dwa systemy/zestawy dwudrożne, czy jeden trójdrożny plus jedno osobne wyjście, a może układ czterodrożny. Czy też może po prostu cztery niezależne wyjścia. Kiedy to ustalimy, układ blokowy w głównym oknie „przemebluje” się zgodnie z zadaną konfiguracją (np. w układzie 3 + 1 będziemy mieć po module wejść (source sel) tylko dwa bloki, które dopiero na końcu (Ways) znów rozdzielą się na 4 osobne).

Kiedy już dokonamy opisanej wyżej konfiguracji, możemy wczytać gotowy preset, jeśli „nasze” urządzenie znajduje się na liście „gotowców”, lub – jeśli go nie ma albo nie mamy zaufania do presetów – zrobić całą robotę samemu.

A więc wracamy na wejście i ustalamy priorytety fizycznych wejść oraz sprawdzamy, czy narzucone z góry (przez pierwotne skonfigurowanie routingu w Speaker Configuration) wysyłki z wejść do wyjść nam odpowiadają, czy inaczej pogrupujemy sygnały wejściowe do wyjść. Potem znów wracamy na koniec ścieżki sygnałowej, zajmując się poszczególnymi wyjściami – a więc ustawiamy odpowiedni cross, poziom, korekcję, opóźnienie i parametry limiterów dla poszczególnych sekcji/ głośników, a na koniec zajmujemy się wejściami, czyli korekcją całego zestawu/systemu, jego opóźnieniem względem innych składników systemu, poziomem itp. Oczywiście każdy może mieć inny pomysł na skonfigurowanie wzmacniacza, ale ten wydaje się być najbardziej optymalnym. Konfigurowanie, sterowanie i monitorowanie pracy końcówek odbywa się oczywiście za pośrednictwem oprogramowania Armonia, ale nie tylko.

Dzięki wbudowanemu modułowi Wi-Fi w pewnym – ograniczonym w stosunku do możliwości Armonii, ale i tak całkiem sporym – zakresie możemy sterować wzmacniaczem i monitorować jego pracę z poziomu urządzeń mobilnych, np. tabletu czy smartfona. W tym przypadku nie potrzebujemy żadnego oprogramowania – łączność ze wzmacniaczami uzyskujemy po wpisaniu w zwykłej przeglądarce inteetowej odpowiedniego adresu IP.

 

REASUMUJĄC


Powersoft przyzwyczaił nas do produktów nietuzinkowych, które odstają od konkurencji na różne sposoby. To, że ogromne moce włoscy inżynierowie potrafią „upchnąć” w urządzeniach wielkości 1U, nie wywołuje już zdziwienia wśród użytkowników, a konkurencja chyba na tym gruncie oddała całkowicie pole Włochom. Wzmacniacze Powersofta, które wyposażone są w DSP, nie oferują półśrodków – mówiąc kolokwialnie, są „wypasione pod sam sufit” i nawet najbardziej wymagający użytkownicy nie narzekają na brak możliwości obróbki sygnału. O brzmieniu oraz wytrzymałości na trudy pracy w touringu nikt nie dyskutuje. Tak samo, jak o zdolnościach „przerobowych” końcówek, bowiem produkty Powersofta uchodzą za jedne z wydajniejszych na rynku. Czymże więc mogli nas zaskoczyć Włosi, wypuszczając nową serię wzmacniaczy?

Ano, coś nowego musiało się znaleźć, bo inaczej jaki sens i jakie uzasadnienie ekonomiczne miałoby poświęcanie mnóstwa pieniędzy i czasu (a więc również pieniędzy) na zaprojektowanie, zrobienie, przetestowanie, wyprodukowanie i wypromowanie nowych urządzeń? Do tych kluczowych „nowości” w serii X na pewno można zaliczyć to, z czym konkurencji znów została w tyle – niesamowicie funkcjonalny i elastyczny zasilacz, pozwalający na pracę „X-ów” niemalże w każdych warunkach (również w tych klasyfikowanych jako „trudne”). Mnogość wejść w różnych formatach na pokładzie, które można w pełni automatycznie używać jako redundantne wejścia sygnału, to kolejny duży plus. No, a duża moc, niewielkie rozmiary, bogato wyposażone DSP, gros zabezpieczeń czuwających nad bezawaryjną pracą wzmacniaczy i bezdyskusyjną jakość dźwięku dostajemy niejako „z automatu” – nie mogło tego przecież zabraknąć w nowych produktach oznaczonych logiem Powersoft.

Każdy, kto na poważnie przymierza się do zakupu profesjonalnych końcówek mocy, a do tego szuka oszczędności finansowych niekoniecznie na krótką metę (cena zakupy sprzętu), ale przede wszystkim długoterminowych (małe rozmiary + duża moc + wielokanałowość = mniej zajmowanego miejsca w racku = mniej niezbędnych racków = mniej miejsca w magazynie i w transporcie = mniej czasu na załadunek/rozładunek i instalację/ deinstalację = mniej potrzebnych ludzi, a wszystko to przecież równa się mniej wydanych pieniędzy w długim okresie czasu, a więc naprawdę spore oszczędności), powinien rozważyć ofertę Powersofta z jego najnowszymi końcówkami z serii X.

Piotr Sadłoń


Więcej informacji o prezentowanym wzmacniaczu i całej serii X oraz innych produktach firmy Powersoft na stronie inteetowej producenta: www.powersoft-audio.com oraz polskiego dystrybutora: www.soundtrade.pl.

INFORMACJE:


Liczba kanałów: 4
Moc na kanał: 5.200 W/2 Ω,
4.000 W/2,7 Ω, 3.000 W/4 Ω,
1.600 W/8 Ω, 10.400 W/4 Ω (mostek), 6.000 W/8 Ω (mostek)
Przetwarzanie A/C: 24 bity/96 kHz
Przetwarzanie C/A: 24 bity/192 kHz
Pasmo przenoszenia (-3 dB, 1 W/8 Ω): 5 Hz-30 kHz
Damping Factor (20-500 Hz/8 Ω): >5000
Slew Rate: >50 V/μs
Zniekształcenia (od 0,1 W do pełnej mocy): <0,5%
Szumy na wyjściu: < -70 dBV
Zakres dynamiki: 114,3 dB (A-ważony)
Zasilanie:
100-240 V, 50/60 Hz (jednofazowe)
200-415 V, 50/60 Hz (trójfazowe)
Wymiary: 483 x 88 x 495 mm
Waga: 15 kg
Cena: info u dystrybutora

Dostarczył:
SoundTrade, ul. Kineskopowa 1
05-500 Piaseczno, tel. 22 632 02 85
www.soundtrade.pl