L’Acoustics K1 - Flagowy system liniowy L’Acoustics

2012-05-08

Francuska firma L’Acoustics zupełnie zasłużenie dzierży palmę pierwszeństwa w kwestii systemów wyrównanych liniowo.

Jest tak z dwóch powodów: jako pierwsza wypuściła na rynek „prawdziwy” system line array (mowa o V-DOSC), a po drugie zadając różnorakim realizatorom dźwięku na całym świecie pytanie, na jakim systemie, jakiej firmy, najchętniej chcieliby zagrać koncert, w 99 (no, może 95) przypadkach na 100 odpowiedź byłaby zapewne – L’Acoustics.

Albo inaczej – jeśli koncert ma zagrać nawet najbardziej wybredna gwiazda, z najbardziej wymagającym realizatorem, podejrzewam, że żadna firma nagłośnieniowa, która będzie dostarczała sprzęt na taka imprezę, nie usłyszy słowa protestu, jeśli będzie to L’Acoustics. No, chyba że ktoś na stadionie Wembley powiesi po 6 dV-DOSCów na stronę, ale to już nie będzie wina sprzętu, tylko nieumiejętnego jego doboru, bowiem owe 6 dV-DOSCów z „pocałowaniem ręki” przyjmie realizator koncertu np. w jakieś sali teatralnej albo większym klubie.

Skąd te peany na cześć francuskiego producenta? Ano dlatego, że po 15 latach od momentu pojawienia się na rynku systemu V-DOSC (rok 1994) w 2009 roku swoją premierę miał nowy, wielkoformatowy system L’Acoustics K1, z założenia przeznaczony do pracy w dużych i bardzo dużych systemach, np. podczas koncertów stadionowych i innych dużych imprez plenerowych. Nie jest to jednak system dla każdego przysłowiowego Kowalskiego (ani też Smitha, Schmidta czy Garcii) i nawet nie chodzi tu o kwotę, jaką trzeba przeznaczyć na zakup systemu. Załóżmy bowiem, że ktoś ma bogatego ojca i worek (spory!) pieniędzy. Nawet jeśli będzie miał kaprys, aby kupić sobie parę modułów systemu K1, raczej nie może liczyć na to, że stanie się dumnym właścicielem tegoż sprzętu z logo L’Acoustics. Filozofia firmy jest bowiem taka, że – podobnie jak z V-DOSC i dV-DOSC – producent nie chce, aby system taki trafił w „niepowołane ręce”. Chodzi o to, że nie jest to „głośnik na patyku”, który stawia byle kto, byle gdzie, i „jakoś” zagra. Aby nie zepsuć sobie marki producent wymaga, aby jego produkty z najwyższej półki obsługiwali fachowcy również „z najwyższej półki”, którzy są w stanie zagwarantować, że w każdej sytuacji system pokaże, co jest wart, czyli zagra tak, jak powinien zagrać. I choć tego rodzaju praktyki są często krytykowane (najchętniej oczywiście przez konkurentów) jako monopolistyczne, trudno odmówić firmie L’Acoustics, z dr Christianem Heilem na czele, logiki w takim właśnie postępowaniu.

Suma summarum taka właśnie polityka producenta sprawia, że systemów K1, pomimo upływu już ponad 3 lat od jego premiery, jest na świecie stosunkowo niewiele i przeważnie jedna-dwie firmy w danym kraju mogą poszczycić się posiadaniem tego systemu. Na szczęście dla nas nie musimy wyjeżdżać na zachód (w Niemczech trzy firmy są właścicielami K1) czy też na południe (Czesi, co pewnie może wydać się dziwne, mają dwie firmy oferujące system K1), aby mieć okazję przyjrzeć się (i posłuchać) „K-jedynce”. Ostatnim na wschód „bastionem” w Europie (oprócz Federacji Rosyjskiej, bo tam też działają dwie firmy), gdzie zastacjonował system K1, jest właśnie Polska. A biorąc pod uwagę, że firmą, która ten system zakupiła jest znany ze swojej gościnności i otwartości Fotis Sound, grzechem zaniedbania byłoby nie skorzystać z okazji, aby na własne oczy i uszy przekonać się, co ten system potrafi.

Zanim jednak o wrażeniach oraz o tym, kiedy system pojawił się „u Fotisa” i czy dobrze się tam zadomowił, garść podstawowych informacji technicznych o systemie.

K1 SYSTEM


Każdy kandydat do nabycia systemu, który przejdzie pomyślnie „proces weryfikacji”, musi spełnić jeszcze jeden podstawowy warunek – dysponować odpowiednią ilością rzeczywistych lub wirtualnych pieniędzy, aby nabyć minimalny set. A że nie jest on mały (można zapomnieć o kupienie 6 modułów na stronę i sukcesywnym rozbudowywaniu systemu), toteż i owych pieniędzy trzeba mieć niemało. Aczkolwiek nie będziemy tu wnikać w szczegóły, gdyż gentelmani nie rozmawiają o pieniądzach. Ten minimalny set to: 48 modułów K1, 24 moduły rozszerzenia basowego (bo nie są to subwoofery w ścisłym tego słowa znaczeniu) K1-SB, 24 subbasy SB28 i odpowiednia liczba LA-RAKów oraz niezbędne okablowanie. Może po kolei trochę szczegółów o każdym z tych składników systemu.

K1


To pełnopasmowy moduł pasywny (tj. bez wbudowanych wzmacniaczy, ale też i bez zwrotnicy), zbudowany w oparciu o dwa 15-calowe neodymowe woofery niskotonowe, 4 neodymowe głośniki średniotonowe o średnicy 6,5” oraz 3 drivery z 3-calową membraną, współpracujące ze „słynnym” falowodem DOSC dr Heila. Przetwoiki pracują w obudowie typu bass-reflex, wykonanej ze starannie wyselekcjonowanej sklejki z brzozy bałtyckiej najwyższej jakości. Głośniki nisko- i średniotonowe promieniują bezpośrednio, przy czym zaaranżowane są w układzie K. Choć zestaw jest trójdrożny (oczywiście z aktywnym podziałem pasma), doprowadzone są do niego cztery, a nie trzy sygnały, bowiem głośniki niskotonowe zasilane są oddzielnie, każdy z osobnego kanału wzmacniacza. Natomiast jeśli chodzi o „przydział” mocy dla każdej z sekcji K-jedynki, to na każdy z 15-calowych wooferów przypada po 600 W, kolejne 600 wat „idzie” na sekcję MF, zaś drivery zasilane są mocą 220 W – mowa tu o mocy RMS. Pozwala to na wytworzenie maksymalnie 145 dB SPL (w odległości 1 m, mierzone w polu swobodnym szumem różowym o 10-decybelowym współczynniku szczytu (crest factor)). Wszystkie sekcje są 8 omowe.

Klastry można uginać, przy czym maksymalny kąt rozchylenia między modułami wynosi 5°



Moduły K1 pracują w pełnym paśmie akustycznym, a dokładnie od 35 Hz do 20 kHz, z tolerancją -10 dB. Współpracując z modułem K1-SB dolna granica przesuwa się o 1 Hz w dół, zaś wraz z subbasami SB28 system gra już od 25 Hz. Zestawy szerokopasmowe zapewniają jednorodne pokrycie horyzontalne w 90-stopniowym kącie (-6 dB), z symetryczną względem osi promieniowania wiązką, bez listków bocznych w całym zakresie częstotliwości. Trzeba jeszcze dodać, że to jednorodne pole promieniowania jest niezależne w swoim kształcie od liczby modułów w systemie. Klastry można oczywiście uginać, przy czym maksymalny kąt rozchylenia między modułami wynosi 5°, a dostępnych możliwości jest w sumie dziewięć (0, 0.5, 1, 1.5, 2, 2.5, 3, 4, 5).

Rozchylenie modułów względem siebie można regulować w 9 pozycjach,
odpowiadającym różnym kątom od 0 do 5°.



W kwestiach bardziej przyziemnych – zarówno wymiary, jak i waga są spore, no ale przecież nikt nie twierdzi, że jest to system kompaktowy. Wymiary pojedynczego modułu to 1.342 × 438 × 520 mm, a waga to 106 kg.

Moduły K1 są łączone po 4 i instalowane na specjalnym „podwoziu” ułatwiającym transport.

 

Z uwagi na to, że system jest przeznaczony głównie do zastosowań w przestrzeni otwartej, głośniki są odpowiednio zabezpieczone przed wpływem warunków atmosferycznych, zarówno poprzez zastosowanie do ich produkcji odpowiednich materiałów, jak i konstrukcję ochronnego metalowego grilla, który jest pokryty z zewnątrz akustycznie neutralnym materiałem o nazwie Aiet. Wraz z obudową zintegrowany jest bardzo prosty w obsłudze system podwieszania, dzięki czemu – o dziwo – do odpowiedniego skonfigurowania klastra wystarczy jedna osoba (oczywiście dysponująca wyciągarką!). Biorąc pod uwagę, że moc dostarczana jest do zestawu czterotorowo, zapomnijmy o wszelakich Speakonach itp. – K1 wyposażony jest w dwa równolegle połączone, 8-polowe złącza PA-COM.

K1 wyposażony jest w dwa równolegle połączone, 8-polowe złącza PA-COM do
podłączenia sygnałów ze wzmacniacza.



Ciekawostką jest fakt, iż aby falowody driverów były możliwie jak najbliżej siebie przy współpracy modułów w klastrze, grubość obudowy w centralnej części zestawów (tam, gdzie zabudowane są falowody) jest niesamowicie mała, jak na paczkę o tej wielkości i wadze (spójcie na zdjęcie).



Zostawmy na chwilę podstawowy moduł K-jedynki i przejdźmy pokrótce do pozostałych składników. Nie mniej ważnym od modułu K1 jest

K1-SB


Nazwa sugeruje, że jest to moduł subbasowy, ale nie jest to – jak już wspomniałem – subwoofer w populaym tego słowa znaczeniu. Z uwagi na to, że moduły K1 są pełnopasmowe, w wielu sytuacjach nie ma w zasadzie potrzeby poszerzania pasma systemu z nich złożonego w dół poprzez dodawanie modułów basowych (inna kwestia jest z subbasami SB28, które jednak w systemie K1 pracują w zasadzie w trybie „infra”). I faktycznie, dołożenie do klastra złożonego z modułów K1 zestawów K1-SB obniża dolną częstotliwość tylko o 1 Hz. Jaki więc jest sens stosowania, ba – produkowania w ogóle – takich modułów, które – z pozoru – nic konstruktywnego nie wnoszą do systemu? Otóż nie do końca nie wnoszą.

Być może Szanowni Czytelnicy wiedzą (a jeśli nie, to spieszę poinformować), iż system line array zachowuje się jak źródło zbliżone do liniowego (piszę „zbliżone”, bo idealnego źródła liniowego nigdy nie uda się uzyskać, dlatego jest ono „idealne”) tylko do pewnej odległości od niego, zwanej odległością graniczną. Jest to miejsce, gdzie pole bliskie systemu, a więc takie, gdzie spadek poziomu ciśnienia dźwięku przezeń emitowanego wynosi mniej więcej 3 dB na podwojenie odległości, przechodzi w pole dalekie, gdzie nasz system liniowy zachowuje się już jak zwykłe źródło sferyczne, a więc spadek SPL będzie miał wartość ok. 6 dB na podwojenie odległości. Odległość ta z kolei zależy po pierwsze od częstotliwości sygnału, który rozpatrujemy, oraz od długości klastra, czyli liczby modułów w nim zamontowanych. Im częstotliwość wyższa, tym odległość od systemu większa, a więc np. o ile (dla jakiegoś hipotetycznego systemu) dla częstotliwości 1 kHz będzie on w odległości 50 m zachowywał się jak źródło liniowe, o tyle dla 500 Hz już nie, bo na przykład dla tej częstotliwości pole bliskie kończy się na 30 m. Z kolei im więcej modułów w klastrze, tym granica dla niskich częstotliwości przesuwa się dalej, i to 4-krotnie z podwojeniem liczby modułów.

Dzięki modułom K1-SB można znacznie taniej, niż korzystając z modułów K1, powiększyć
klaster, co poprawia kierunkowość i liniowość systemu w zakresie niskich częstotliwości.



Widać więc, że jest o co walczyć, i dlatego w dużych instalacjach wiesza się np. 24 moduły w klastrze (i gra nimi na 2/3 mocy), choć z obliczeń potrzebnej mocy, a właściwie poziomu ciśnienia dźwięku, wynika, że spokojnie wystarczyłoby 18 czy 20. I na odwrót, często spotykane na rodzimych imprezach konfiguracje systemów liniowych (czy to prawdziwie liniowych, czy też takich tylko z nazwy), np. po 6 modułów na stronę, albo nie daj Boże 4, a następnie próba grania nimi jako systemem liniowym na dystansie, powiedzmy, 50 m to lekka abstrakcja, bowiem już w połowie tej odległości wszystko, co jest poniżej ok. 3,5 kHz gra jak zwykłe źródło sferyczne, czyli z 6-decybelowym spadkiem. Oczywiście, system będzie grał, i to nawet całkiem ładnie, jeśli zostanie odpowiednio zestrojony, a za konsoletą stanie człowiek świadomy tego, co chce uzyskać, ale twierdzenie, że taki system pracuje jak źródło liniowe jest co najmniej dużym nadużyciem.

Kolejny aspekt to kierunkowość systemu. Wiadomo bowiem, że im dłuższy system, tym „niżej” zachowuje on kierunkowość. Aby więc nie pompować basem do tyłu, w kierunku sceny, dobrze jest zachować kierunkowość systemu dla możliwie jak najniższych częstotliwości, a do tego znów niezbędny jest system złożony z kilkunastu-kilkudziesięcu modułów, a nie tylko kilku.

I tutaj wkracza na naszą scenę moduł K1-SB, którego zadaniem nie jest poszerzyć pasmo systemu, ale jego „zasięg”, tj. przesunąć granicę między polem bliskim a dalekim, oraz kierunkowość w zakresie częstotliwości basowych. Oczywiście, można tego dokonać wieszając kolejne moduły K1, ale rozwiązanie takie do najtańszych nie należy. Po pierwsze „zwykły” moduł K1 będzie zawsze droższy od takiego, który zamiast 9 głośników (plus nietani falowód) ma tylko 2 przetwoiki. Po drugie z jednego wzmacniacza LA8 można zasilać 4 moduły K1-SB, podczas gdy moduł pełnopasmowy potrzebuje 4 kanałów wzmacniacza, a więc jedna LA8 może napędzać maksymalnie 2 moduły. Dochodzi więc koszt zakupu kolejnego, sporo przecież kosztującego wzmacniacza.

Widać więc, że rachunek ekonomiczny w pełni potwierdza sens istnienia takiego zestawu, jak K1-SB. A dodatkowym bonusem, oprócz powiększenia klastra i jego „pola rażenia”, jest też oczywiście zwiększenie poziomu emitowanych częstotliwości najniższych, co również nie jest bez znaczenia w przypadku koncertów, gdzie mocny bas jest podstawą.

Czego więc możemy spodziewać się po K1-SB? Jak już wspomniałem, w jednej obudowie pracują dwa 15-calowe niskotonowe głośniki, dokładnie takie same, jak te, które odpowiadają za pasmo najniższe w K-jedynkach. Taką samą też częstotliwość odcięcia stosuje się dla K1-SB, jak dla pasma niskiego K1 i, jak się zapewne domyślacie, taką samą moc się do nich dostarcza – po 600 W RMS dla każdego z przetwoików. Moduły basowe pracują od 34 Hz i są w stanie „wyprodukować” ciśnienie akustyczne o poziomie 143 dB.

K1-SB ma dokładnie takie same wymiary, jak K1, ale wagę oczywiście mniejszą – 83 kg. Zasilany jest zaś z czteropolowego złącza Speakon.

Zestawy K1 i K1-SB mają dokładnie takie same wymiary, przy czym – co zrozumiałe –
zestaw basowy jest lżejszy o ponad 10 kg.



Jeśli natomiast zależy nam na jeszcze mocniejszym i niższym basie, przyda się podeprzeć system K1 kilkoma (kilkunastoma) subwooferami

SB28


Nie jest to bynajmniej konstrukcja nowa, w sensie zaprojektowana specjalnie do współpracy z K-jedynką. Jednak nabywając system K1 musimy też dysponować odpowiednią liczbą tych modułów, a konkretnie 24.

Zestaw ten, oparty na dwóch przetwoikach 18-calowych, promieniujących bezpośrednio, w obudowie bass-reflex (a więc czysta „klasyka”), może „zejść” z odtwarzanymi częstotliwościami do 25 Hz (przy założonym spadku sygnału -10 dB). 1.225 W mocy RMS dostarczonej do SB28 pozwala na „wyprodukowanie” maksymalnie 140 dB SPL. Basy mogą oczywiście pracować w konfiguracji kardioidalnej, przy czym nie da się tego osiągnąć tylko za pomocą jednego modułu. I jeszcze, na koniec, waga – 93 kg, co nie jest aż tak istotne o tyle, że „dwudziestki ósemki” można tylko stawiać na twardym podłożu.

Całą tą „menażerię”, z racji tego, że są to paczki bez modułów mocy, trzeba czymś zasilić. Przeznaczone do tego są gotowe raki ze wzmacniaczami, czyli

LA-RAK


W jego skład wchodzą trzy procesorowane, czterokanałowe końcówki mocy LA8 oraz panel dystrybucyjny sygnałów audio – analogowych oraz cyfrowych, w tym sieciowych L-NET (sterowanie i monitoring pracy wzmacniaczy) i L-DGA (cyfrowe audio). Trzeba też nadmienić, że obecnie wszystkie wzmacniacze z LA-RAKa są wyposażone w kartę AES/EBU, dzięki której sygnał do nich można przesyłać w formacie cyfrowym.

Wszystkie wzmacniacze z LA-RAKa wyposażone są w kartę AES/EBU, dzięki której sygnał
do nich można przesyłać w formacie cyfrowym.

 

Oczywiście, w raku jest też przewidziany system dystrybucji zasilania dla 3 wzmacniaczy, dwóch switchy sieciowych, dla których również jest przewidziane miejsce w raku (w przypadku pracy grupy raków w topologii gwiazdy) plus dodatkowe złącze zasilania. LA-RAK do najlżejszych nie należy – waży bowiem 95 kg – jednak, jak przystało na profesjonalną konstrukcję, jest zaopatrzony w kółka ułatwiające transport. Co się zaś tyczy zainstalowanych w nim wzmacniaczy, to LA8 oferuje pełny processing sygnału (32 bitowy DSP z częstotliwością próbkowania sygnału 96 kHz, 24-bitowe przetwoiki A/D i D/A o dynamice 130 dB) oraz po 1.800 W mocy na każdy kanał, przy obciążeniu 4 omów. Końcówki mają oczywiście też pełen pakiet zabezpieczeń, zarówno ich samych, jak i głośników doń przyłączonych, oraz sterowanie zdalne poprzez wspomnianą wyżej sieć.

System K1 zasilany jest z gotowych raków LA-RAK, zawierających trzy procesorowane
4-kanałowe wzmacniacze LA8 oraz panele dystrybucyjne sygnałów audio i zasilania.



Jeszcze słów kilka o

OPRZYRZĄDOWANIU


służącym do podwieszania systemów. System podwieszany jest na specjalnej ramie K1-BUMP, natomiast do podwieszenia pod nim dodatkowych modułów downfill, w formie zestawów KARA, służy rama KARA-DOWNK1. Natomiast cały hardware, służący do łączenia oraz skosowania modułów, jest zintegrowany z obudową modułów K1 i K1-SB. Co ciekawe, wraz z zestawami głośnikowymi można również podwieszać LA-RAKi, bądź to na górze, nad systemem, lub – korzystając z dodatkowej ramy – obok niego. Pozwala to na maksymalne skrócenie kabli, którymi moc jest dostarczana do głośników, co przy dużych klastrach, złożonych z kilkudziesięciu modułów, które muszą być wywindowane na odpowiednią wysokość, może słyszalnie wpłynąć na brzmienie systemu.

Może wystarczy, nie będziemy już bowiem wdawać się w oczywiste szczegóły, takie jak pokrowce, wózki do transportu modułów itp. – można o tym poczytać na stronie producenta. Na koniec jeszcze powiedzmy kilka zdań o

K1 U FOTISA


System ten trafił do poznańskiej (a dokładnie podpoznańskiej) firmy w maju ubiegłego roku. Jak każdy z użytkowników, również i firma Fotis musiała kupić pełny set, czyli 48 K1, 24 K1-SB, LA-RAKi okablowanie, zaś co do subbasów SB28, to Fotis Sound dysponuje obecnie w sumie 64 takimi zestawami, gdyż już wcześniej zakupiła pewną ich liczbę. Natomiast wszystkich wzmacniaczy LA8 ma na stanie aż 72, a to z racji tego, że napędza nimi nie tylko K1, ale również system V-DOSC, dV-DOSC, jak i zestawy ARCS. Przy czym do pracy pełnego systemu – tj. 48 K-jedynek i 24 K1-SB – potrzebne jest 30 wzmacniaczy LA8, czyli 10 LA-RAKów.

Pierwszą sztandarową imprezą w Polsce, na której zagrała „Fotisowa” K-jedynka, był festiwal Woodstock, a po nim szereg imprez w kraju i za granicą (jak choćby opisywane w poprzednim numerze otwarcia stadionów w Kijowie i we Lwowie). System jeździ zresztą nie tylko z ekipą Fotisa, bowiem w ramach sieci rentalowej L’Acoutics Rental Network jest również wypożyczany innym firmom, które mają w swoich zasobach system K1, ale w przypadku dużych imprez nie na tyle duży, aby obsłużyć całą imprezę. Np. jeszcze zanim system zaczął jeździć po naszym kraju, pojechał na trasę z Sade, wypożyczony firmie Black Box Music, która zabezpieczała sprzęt nagłośnieniowy na tej trasie. To oczywiście działa też w drugą stronę – ot, choćby w przypadku imprezy na stadionie w Kijowie, gdzie pracowało 60 modułów K1 (we Lwowie było 48, więc poznańska firma była tam już samowystarczalna).

Jak wrażenia? No cóż, póki co nie udało mi się trafić na imprezę obsługiwaną przez system K1, ale dzięki uprzejmości Mirka Michalaka mogłem choć posłuchać jak brzmią dwa moduły K1. Oczywiście nie z pełną mocą i tylko odsłuchując materiał z płyty, a więc to nie to samo, co pełny system wraz z rozszerzeniami basowymi K1-SB, z kilkunastoma modułami w klastrze, w plenerze i z zawodową kapelą na scenie, ale…jak się nie ma co się lubi… W każdym razie słuchając sobie z odtwarzanej na dwóch K-jedynkach płyty, z „niewinnym” poziomem 100, może 110 dB, można rzec jedno – szczęka opada. Bardzo czyste, klarowne brzmienie, a co najbardziej „rzuca się w uszy”, to równomiee brzmienie w szerokim kącie horyzontalnym. Poruszając się z jednej strony na drugą w zasadzie trudno wysłyszeć jakieś uchwytne zmiany w barwie dźwięku – żadnych ubytków najwyższego pasma, nawet stojąc pod dość ostrym kątem, ok. 30-40 stopni względem osi. To tak kilka, jak najbardziej pozytywnych, spostrzeżeń „na gorąco”. Mam nadzieję, że uda mi się też w niedługim czasie posłuchać K1 w pełnej okazałości, do czego i Was gorąco zachęcam.

Piotr Sadłoń


Serdeczne podziękowania dla firmy Fotis Sound, w szczególności Mirka Michalaka, za poświęcenie swojego cennego czasu na „pogaduchy” o systemie K1 (i nie tylko) oraz małą prezentację.

Więcej informacji o systemie K1 na stronie producenta www.l-acoustics.com, zaś o firmie Fotis Sound i posiadanym przez nią sprzęcie na stronie www.fotissound.pl.