Roland V-Mixer M-300 - mikser cyfrowy

2011-11-14

Roland od wielu lat jest obecny na rynku cyfrowych mikserów. Nie jest to może tak spektakularna obecność, jak choćby największego konkurenta – firmy Yamaha, ale Rolandowi udawało się nie raz zabić ćwieka konkurencji.

Seria V-Mixer jest na rynku od zgoła dziesięciu lat, a najnowsze konsolety ewidentnie czerpią z wieloletnich doświadczeń Rolanda i... nie tylko. Najnowszym mikserem w klasie mikserów ultrakompaktowych – V-Mixer M-300Roland stawia konkurencji bardzo wysoko poprzeczkę.

IDEA


Generalizując można powiedzieć, że są dwie główne szkoły konstruowania cyfrowych mikserów – miksery cyfrowe z "analogowym" feelingiem oraz po prostu cyfrowe miksery z filozofią obsługi cyfrowych urządzeń. W pierwszym przypadku większość operacji wykonuje się za pośrednictwem dedykowanych manipulatorów: potencjometrów czy hebli, starając się ograniczyć do minimum konieczność korzystania z wyświetlacza. W drugim przypadku wyświetlacz jest centralnym punktem skupiającym wszelkie funkcje obsługowe, a jedynie część operacji jest wykonywana za pośrednictwem dedykowanych potencjometrów czy tłumików. Roland V-Mixer M-300 należy z pewnością do tej drugiej grupy mikserów.

Z jednej strony, dla "dojrzałych" realizatorów, wychowanych na analogowych konsoletach Roland M-300 nie będzie super-intuicyjnym rozwiązaniem. Z drugiej jednak strony całkiem pokaźne rzesze młodych realizatorów, zwłaszcza wychowanych na "jamaszkach" 01V, w obsłudze Rolanda M-300 odnajdzie się natychmiast i bez trudu.

Wyświetlacz jest duży i czytelny, choć w trybie edycji kanału ilość danych jest spora. Obsługę korekcji ułatwiają dedykowane 3 potencjometry odpowiedzialne za regulację dobroci, częstotliwości i wzmocnienia, niestety dostępne tylko dla jednego pasma naraz. To jednak co zwraca uwagę, to fakt, że mając jakiekolwiek wcześniejsze doświadczenie z cyfrowymi konsoletami, do obsługi i, co najważniejsze, pracy na V-Mixer M-300 nie jest potrzebna instrukcja obsługi. Komunikacja na kolorowym ekranie dzięki ośmiu programowym klawiszom funkcyjnym i kółka alpha-dial otoczonym klawiszami kursora jest oczywista i szybka.

TECHNOLOGIA


Technologia stosowana w konsoletach rodziny V-Mixer zdobywa coraz szersze uznanie. Konstrukcja najnowszego i najmniejszego zarazem modelu Roland M-300 może wręcz zaskakiwać... Po jednym kabelku CAT-5 możliwy jest cyfrowy transfer do 40 kanałów audio w standardzie REAC. Fakt zastosowania przetwoików analogowo-cyfrowych już na scenie i transfer sygnałów drogą cyfrową umożliwia likwidację degradacji sygnałów, która zawsze następuje przez zastosowanie analogowych multicore'ów.

Kolejną zaletą wyposażenia konsolety Roland M-300 w technologię REAC jest możliwość wielośladowej rejestracji do 40 kanałów przez zwykłe złącze sieciowe. Warunkiem jest zastosowanie aplikacji SONAR – wówczas nasza konsoleta zyskuje funkcjonalność wielokanałowego interfejsu audio. W cenie, bez żadnej dopłaty. Kolejną innowacją stworzoną na potrzeby konsolet V-Mixer jest możliwość sterowania konsoletą za pośrednictwem dedykowanej aplikacji M-300RCS. Po podłączeniu przez USB miksera do komputera z systemem Windows XP lub Windows 7 (32-bit lub 64-bit) zyskujemy pełną kontrolę nad funkcjonalnością konsolety. System może być użytkowany jako backup/zabezpieczenie w razie (odpukać) zawieszenia się konsolety.

Od razu, na wstępie – skoro wywołaliśmy temat zawieszenia testowanego miksera... Owszem. Można to zrobić baaardzo prosto. Wystarczy użyć PenDrive'a sformatowanego na komputerze Macintosh. To taka zemsta chyba... Roland, jako właściciel od zawsze PeCetowego Cakewalka z SONARem na czele, do tego stopnia nie zauważa użytkowników komputerów z nadgryzionym jabłuszkiem, że nie przygotował nawet sterowników dla komputerów z systemami Mac OS X. Nie wiedzieć czemu nośników pamięci formatowanych na Mac OS X też nie toleruje – użycie takowego nośnika niechybnie wcześniej czy później skończy się zawieszeniem konsolety, a właściwie systemu obsługi. Bo konsoleta gra, tylko przestaje działać część obsługowa... W takiej sytuacji PeCet podłączony przez USB pozwala uniknąć tragedii...

MOŻLIWOŚCI


Jedno trzeba Rolandowi oddać. Testowana konsoleta to chyba najszybciej wstająca cyfrowa konsoleta, jaką w naszej redakcji mieliśmy okazję testować. Po upływie 5 sekund Roland M-300 jest gotowy do pracy, a po upływie kolejnych 2 sekund następuje pełna synchronizacja cyfrowa z podłączonym cyfrowym stage boxem!

Roland V-Mixer M-300 nie jest "przeciętnym" mikserem cyfrowym. Uwagę zwracają zwłaszcza niewielkie rozmiary przy udostępnieniu całkiem sporych możliwości. Dość powiedzieć, że testowana konsoleta obsługuje do 32 wejściowych kanałów audio – do dyspozycji są dwie warstwy 16 wysokiej jakości zmotoryzowanych tłumików o długości 100 mm. Są na stałe przypisane dla CH1-16 i CH17-32, a ponadto mamy dwie warstwy użytkownika. Nad tłumikami znajdują się po 3 diody informujące o poziomie sygnału (-40 dB, -18 dB i przesterowanie OVER). Przydają się bardziej dla informacji o wejściu sygnału, gdyż do ustalenia poziomu raczej się nie nadają...

Prócz 16 tłumików kanałowych do dyspozycji jest tłumik MAIN (w zależności od konfiguracji LCR lub LR). Konsoleta ma możliwość obsłużyć maksymalnie 8 wysyłek AUX oraz 4 wyjścia matrycowe MTX. Są również 4 grupy DCA oraz 4 grupy wyciszenia (MUTE GROUP), co przyda się zwłaszcza w implementacjach w teatrach i salach widowiskowych w trakcie przedstawień.

ZŁĄCZA


Na panelu tylnym konsolety znajduje się 12 wejść analogowych, w tym 4 mikrofonowe XLR z zasilaniem Phantom, cztery liniowe jack 1/4" TRS oraz cztery RCA populaie nazywane cinch. Takie rozwiązanie umożliwia podłączenie zewnętrznych efektów (w razie konieczności) czy odtwarzacza CD/DVD/mp3. Po zamontowaniu stageboxa S-1608 w złączu REAC A na kanałach 1-16 melduje nam się Digital Snake, zaś na warstwie drugiej 17-28 wejścia analogowe dostępne w konsolecie. Ostatnie kanały warstwy drugiej możemy użyć jako powroty z wbudowanych efektów. Po podłączeniu dwóch stageboxów na warstwie 1 i 2 meldują nam się wejścia mikrofonowo-liniowe, jednak możemy dowolnie zrekonfigurować krosowanie wejść, by np. wykorzystać niektóre wejścia w samej konsolecie.

KANAŁY


Wszystkie kanały wejściowe mają analogiczne wyposażenie. Mamy więc regulację wzmocnienia preampów (+65 dB), tłumik ATT pozwalający obniżyć poziom sygnału po preampie, dla każdego kanału oddzielnie załączany Phantom +48 V, tłumik PAD umożliwiający podłączenie sygnałów liniowych oraz załączany filtr dolnozaporowy o nachyleniu 12 dB/okt – przestrajany w pełnym zakresie (z przytupem, a jak!) 20 Hz-20 kHz. Na każdym kanale mamy 4-pasmową w pełni parametryczną korekcję. Dobroć filtrów można regulować w zakresie od 0,36 (czyli szerokość około 3 oktaw) do 16 (czyli 1/16 oktawy). Wszystkie filtry są przestrajane w pełnym zakresie 20 Hz-20 kHz i oferują wzmocnienie ±15 dB. Dla pasm skrajnych istnieje możliwość przełączenia korektora w tryb półkowy.

Każdy z kanałów wejściowych został wyposażony również w bramkę i kompresor. Naturalnie wszystko działa w oparciu o algorytmy cyfrowe. Zarówno bramka, jak kompresor mogą być sterowane sygnałem z dowolnego kanału wejściowego. Prócz tego do dyspozycji jest również filtr pasmowy, dolno- lub góoprzepustowy, pozwalający ograniczyć zawartość częstotliwościową sygnału sterującego, co pozwala na większą precyzję sterowania wybranym procesorem dynamiki – iście profesjonalne rozwiązanie, do tego dostępne w jak najbardziej budżetowej cenie. Oczywiście, sygnały kluczujące bramkę i kompresor mogą być inne, podobnie jak ustawienia filtrów.

BRAMKA, KOMPRESOR


Bramka jest bardzo interesująca. Może pracować w tradycyjnym trybie bramki, ale można ją również użyć jako expander lub przydatny zwłaszcza w emisji radiowej efekt ducking, wyciszający podkład muzyczny w razie pojawienia się sygnału spikera. Bramka ma szybki atak, a algorytm został tak napisany, że z momentem zadziałania nie pojawiają się na wyjściu dziwne artefakty. Kompresor, prócz progu zadziałania, czasów ataku i powrotu, stopnia kompresji, łagodności kolana i poziomu wzmocnienia po redukcji, ma lubianą przez wielu funkcję Auto Gain. Przydatną opcją jest możliwość podglądu pracy zarówno kompresorów, jak bramek w trybie Overview, gdzie naraz widać wszystkie 32 procesory. Funkcjonalność sekcji procesorów podnoszą presety, które można zapisywać dla każdego typu efektu oraz dla korektorów.

EFEKTY


Roland V-Mixer M-300 wyposażono również w 4 multiefekty – od pogłosów, przez delaye, efekty modulacyjne, pitch shiftery, ale również znajdziemy korektor tercjowy. Moc pokładowego DSP pozwala na użycie tylko jednego "wypasionego" pogłosu stereofonicznego.

Jeśli użyjemy któryś z pogłosów grupy St.REVERB, dla pozostałych trzech multiprocesorów możemy skorzystać z innych algorytmów. Trzeba przyznać, że efekty brzmią bardzo dobrze. Nie są to jakieśtam algorytmy z keyboardów, ale naprawdę dopracowane i dobrze się miksujące pogłosy. Efekty można insertować zarówno na pojedyncze kanały, bądź na szyny AUX. Powrót można skonfigurować na dowolny kanał wejściowy, zarówno w trybie mono, jak w stereo. Pod względem funkcjonalnym obsługa procesora efektów jest ułatwiona, choćby dzięki możliwości nabicia tempa za pomocą definiowanych klawiszy użytkownika.

WYJŚCIA


Wyjścia są wyposażone w 8-pasmową korekcję parametryczną, limiter, punkty insertowe dla procesorów wewnętrznych bądź zewnętrznych, linię opóźniającą oraz konfigurator wyjścia LCR, LR/C. Brakuje korektora tercjowego... Wprawdzie takowy jest w sekcji multiefektów – nawet można go tak skonfigurować, że poziomami da się sterować za pomocą tłumików, ale jednak taki korektor przydałby się zamiast 8-pasmowego parametryka. Limiter, przy łagodnym obchodzeniu się z nim, nie psuje brzmienia, a skutecznie pilnuje poziomu. Działa i robi swoje.

Uzupełnieniem funkcjonalności M-300 jest rejestrator i odtwarzacz USB. Możemy zarejestrować dowolny sygnał kierowany na wybrane wyjście – czy MAIN, czy MTX. Możemy też użyć go w trybie odtwarzacza plików WAV.

W PRAKTYCE


Miałem przez krótki czas do czynienia ze "starymi" konsoletami Rolanda VM-C7100. O ile funkcjonalność, jak na tamte lata, była do przyjęcia, to brzmienie już niekoniecznie. Nie ukrywam, że podchodząc do testu M-300 nie byłem zbyt pozytywnie nastawiony do tego urządzenia. Okazało się jednak, że całkiem niepotrzebnie.

Brzmienie nowych konsolet serii V-Mixer ma niewiele wspólnego z przeszłością sprzed 10 lat. Dyna mika sygnału nie budzi zastrzeżeń – mamy do czynienia ze sprzętem klasy profesjonalnej. Brzmienie algorytmów korekcji nie "szarpie" słuchu, ale też nie zwraca uwagi niczym szczególnym. Brzmi to bardzo przejrzyście. Może nawet za przejrzyście, bo chwilami zimno... Nie bardziej jednak, niż ma to miejsce w mikserach Yamaha. To, co pozostało z historycznych konstrukcji, to niewzruszona stabilność systemu operacyjnego. Pod warunkiem, że nie użyjemy Pen Drive'a formatowanego na Macu. A najlepiej używając tego nośnika sformatować go w M-300, dla świętego spokoju. W żadnej innej sytuacji nie udało się nam podczas testów zawiesić systemu operacyjnego.

Funkcjonalnie widać, że Roland nie przespał lekcji. Mamy kilka szybkich klawiszy skrótów, z zastosowaniem klawisza Shift, jak włączanie i wyłączanie AUXów czy wyjść matrycowych. Fajnie, że producent wyposażył konsoletę w funkcję AUX on FADERS, co pozwala komfortowo obsługiwać wysyłki na monitory. Innym sposobem określania poziomu wysyłek jest posługiwanie się potencjometrem LEVEL, umieszczonym z lewej strony tłumików – w zależności od aktywnej wysyłki AUX definiujemy poziom wysyłki dla danego AUXa.

W ogóle, konsoleta może pracować w trybie FOH lub monitorowym – wówczas zmienia się sposób krosowania sygnałów do i z cyfrowego stage boxu. Mamy pamięć scen, w której możemy określić które bloki mają być zapisywane/modyfikowane.

Możemy na przykład wyłączyć zmiany konfiguracji patchowania wejść albo konfiguracji efektów. Filtrowanie informacji może dotyczyć wszystkich programów scen albo tylko wybranych scen. Jest też przydatna funkcja cofnięcia ostatniej zmiany sceny. Przywrócenie danych działa natychmiastowo. Konsoleta pracuje w częstotliwości próbkowania 44,1 kHz bądź 48 kHz i oferuje latencję na poziomie 2,8 ms od wejś cia Digital Snake S-1608 do wyjścia MAIN, przy częstotliwości próbkowania 48 kHz. Przy załączeniu efektów insertowych latencja nieznacznie się zwiększa. Wartościowo latencja może wydawać się spora, jednak w trakcie pracy nie jest to zauważalne.

Konsoleta przyszła do nas z systemem operacyjnym v.1.002. Na stronach producenta dostępna już była wersja 1.01. Po dokonaniu uaktualnienia (wystarczyło wgrać plik na pamięć Pen Drive i odpalić proces uaktualniania w menu System) okazało się, że system "wstaje" o sekundę szybciej. Ale to nie wszystkie udogodnienia. Wraz z nową wersją M-300 jest w stanie obsłużyć 12 jednostek monitoringu osobistego M-48. Dodatkowo, prócz sygnału sinusa w sekcji generatora, zyskujemy szum biały i różowy. Następnym udoskonaleniem jest możliwość sterowania do 16 urządzeń pod protokołem V-Link (przez MIDI). Również obsługa Patch Bay'a jest teraz osiągalna za pośrednictwem portu RC-323C. Same dobrodziejstwa.

Prócz stabilności i szybkości działania do najpoważniejszych zalet testowanej konsolety należy zaliczyć jej kompaktowość – mieści się w skrzyni rakowej i waży zaledwie 9 kg! Roland V-Mixer M-300 w komplecie z Digital Snake S-1608 sprawdzi się doskonale w niewielkich reżyserkach bądź w sytuacjach, gdy realizatora ma-nie-być-widać. Konsoleta wydaje się być wręcz skrojona na potrzeby mniejszych i średnich teatrów. W konfiguracji z dwoma Digital Snake'ami S-1608, bądź jednym dużym 40-kanałowym Digital Snake'em, będzie sensowną propozycją w salach koncertowych i klubach muzycznych. Sensownym sposobem wykorzystania tej konsolety jest również użycie jej w roli subkonsolety dla zespołów muzycznych o większych składach. Fajną cechą M-300 jest to, że można ją uzbroić dokładnie według potrzeb. Ilość kanałów wejściowych wynika z zastosowanych modeli cyfrowych stage boxów. Z obsługą poradzą sobie wszyscy, którzy mieli styczność z innymi cyfrowymi mikserami czy... zaawansowanymi stacjami workstation lub stacjami rejestracji wielokanałowej.

W stosunku do swojej japońskiej konkurencji Roland oferuje lepiej brzmiące preampy i porównywalne brzmieniowo efekty. Pod względem funkcjonalności najmniejsze dziecko rodziny V-Mixer nie ma się absolutnie czego wstydzić, oferując absolutnie wszystkie niezbędne funkcje do pracy, zarówno jako mały mikser przodowy, jak monitorowy – zwłaszcza w połączeniu z modułami monitoringu osobistego M-48. Roland, rozwijając swą linię cyfrowych konsolet, podąża w dobrym kierunku. Zwłaszcza że już swoją premierę miał nowy model V-Mixer M-480...

Przemyślenia Tomka Pawłowskiego (Sound & Light Service, www.PortalNaglosnieniowy.pl)

Nostalgicznie się zrobiło... Zaczynałem od małej firemki, w której był jeden stół. Zagrać miał natomiast już poważniejszy zespół, który wymagał osobnego miksu monitorowego, i powstał problem. Pożyczyć? A może jednak skorzystać z drugiego urządzenia miksującego, które było na stanie, czyli Rolanda VS-2480? Szkopuł w tym, że zacne DAW Rolanda ma tylko cztery AUXy. Wystarczyło pomyśleć chwilę i, korzystając z wyjść słuchawkowych, dostałem kolejne cztery... I w taki sposób Drodzy Państwo DAW Roland VS-2480 stał się pierwszym mikserem cyfrowym, z jakim pracowałem i na którym z powodzeniem realizowałem monitory... o ile liczba wlotów nie przekraczała 24. Jakoś tak inżynierowie wymyślili, że osiem preampów miało gniazda XLR, a szesnaście gniazda TRS (bez +48V), Phantom podawał front, więc dało się. A co! Dlaczego o tym wspominam? RSS czerpie doświadczenie Rolanda i mikser M-300 ma widoczne korzenie właśnie w VS-ie. Np. prawie tak samo wyglądają gałki (sic!), zbliżony patchbay, przyciski funkcyjne pod ekranem. Przeskok technologiczny jest jednak ogromnie wyraźny. Bardzo miłym rozwiązaniem jest DigitalSnake oparty na implementowanym już w VS-ach protokole REAC. To naprawdę fantastyczna sprawa. StageBox jest niewiele większy od standardowego analogowego i wyposażony w diody informujące o sygnale, przesterowaniu i załączonym zasilaniu widmowym na danych kanałach. Brawo!

W samym mikserze mamy gniazda mikrofonowe XLR oraz liniowe Jack i chinch. To bardzo dobrze. Więcej się mieści, a przecież i tak mamy jakieś CD, czy iPODa, których nie trzeba łączyć koniecznie XLRem. Jest również MIDI, dzięki któremu możemy kontrolować inne urządzenia lub samą konsoletę za pomocą kontrolera (np. efekty), i rejestrator wykorzystujący pamięć USB. Do tego dochodzą dwie warstwy użytkownika, cztery grupy DCA i cztery matryce, przyciski definiowane przez użytkownika i szyny tak LR, jak i Mono. Uff, sporo. Jakkolwiek, mam wrażenie, że mikser jest przez to odrobinę przekombinowany i tak dopiero po paru godzinach pracy robi się przyjazny.

Ciekawie panowie z Rolanda rozwiązali kwestię efektów. Wiadomo, mamy do czynienia z urządzeniem cyfrowym o ograniczonej mocy obliczeniowej, w związku z czym dostajemy informację o dostępnych zasobach systemowych. Teoretycznie możemy "zapiąć" cztery efekty, ale np. pogłos zajmuje 44% zasobów, dlatego możemy użyć maksymalnie dwóch. A najlepiej jednego, bo nie starczy nam mocy na inne, ciekawe efekty. Szkoda, że ich brzmienie nie jest do końca tak fajne, jakbym chciał. Co nie znaczy, że są złe. Po prostu spodziewałem się więcej. Sporą trudność sprawiło mi ustawienie delaya. Jakoś tak się przyzwyczaiłem, że jak włączam TAP, to odbicia synchronizowane są z nabiciem przycisku. Nie tym razem. Jakiś czas trwało zanim zauważyłem, że trzeba zmienić tryb na Tempo i potem wybrać sobie czy chcę 1, czy inną wartość... sam przycisk też reagował jakoś tak inaczej, niż gdzie indziej. Trzeba się przyzwyczaić.

Wszystkie efekty można synchronizować po MIDI, a ich możliwości konfiguracyjne są dość rozbudowane, więc, tak samo jak w przypadku wszystkich innych funkcji, potrzeba trochę czasu na klikanie, żeby M-300 działał tak, jak chcemy. I byłbym zapomniał – brak korektorów graficznych. Zamiast tego ośmiopunktowe korektory parametryczne na wszystkich wyjściach. I niech faza będzie z Wami! Podsumowując. Dobre brzmienie, Roland M-300 obronił się nawet na systemie d&b pewnej nadmorskiej filharmonii. Trochę "klikator", ale wyposażony w bardzo stabilny, szybko startujący system. Ekran nie jest dotykowy, ale szczerze mówiąc i tak byłby zbyt mały do obsługi palcem, jest za to czytelny i wyposażony w ciekawy system kolorów. Opcji co nie miara, poukładanych w dość logiczny sposób. Czego zatem chcieć więcej? Może odrobinę niższej ceny, choć z drugiej strony to już nie Roland klasy homerecording, jak VS, a RSS klasy pro-audio. No, tak prawie...


Jan Marek
fot. Jacek Szulc


Więcej o prezentowanym urządzeniu oraz innych produktach firmy Roland na stronie inteetowej producenta: www.rolandsystemsgroup.com oraz polskiego dystrybutora: www.rolnadpolska.pl.

INFORMACJE:


Tłumiki: 16 × 100 mm, motoryzowane
Wyświetlacz: 800 × 480 Wide WGA TFT
Wejścia: 32 mono (do 92 REAC)
Wyjścia: 11 szyn mono (do 90 REAC)
Pasmo przenoszenia: 20 Hz-20 kHz (-2/+0 dB)
Zniekształcenia (1 kHz): 0,05%
Szumy na wyjściu: -88 dBu
Częstotliwość próbkowania: 44,1 i 48 kHz
Rozdzielczość: 24 bity
Latencja: 2,8 ms (48 kHz)
Zasilanie: 115/117/220/230/240 VAC, 50/60 Hz
Pobór mocy: 50 W
Temperatura pracy: 0-44°C
Wymiary: 470 × 483 × 195 mm
Waga: 9,8 kg
Cena: 14.999 zł (netto)

Dostarczył:

Roland Polska Sp. z o.o.
ul. Kąty Grodziskie 16B, 03-289 Warszawa
tel/fax: 22 678-95-12
www.rolandpolska.pl