Producenci głośników - „Wyspiarze”, czyli głośniki z Wielkiej Brytanii

2020-02-25
Producenci głośników - „Wyspiarze”, czyli głośniki z Wielkiej Brytanii

W numerze majowym, przy okazji prezentacji kilku głośników starej daty, zapowiedziałem, że zajmę się również historią firm głośnikowych, a ponieważ temat jest bardzo obszerny, ustaliłem z red. naczelnym, że artykuł zostanie podzielony na kilka części.

Zanim jednak przejdę do meritum, chciałbym wskazać na dość istotną różnicę, która odróżnia anonsowane materiały od wszystkich moich artykułów dotyczących tematyki głośnikowej. O ile bowiem do tej pory, pisząc je opierałem się niemal wyłącznie na własnych doświadczeniach, zdobytych w czasie ponad 30 lat pracy, związanej z produkcją i serwisem przetworników estradowych, o tyle kwestie „historyczne” poznawałem głównie z materiałów dostępnych w sieci, choć pewną rolę odegrały również prospekty, gromadzone  przeze mnie od ok. 40 lat. W związku z powyższym, nie mogę brać pełnej odpowiedzialności za rzetelność tych internetowych danych i nie można wykluczyć, że ktoś dopatrzy się w artykule pewnych nieścisłości czy „przekłamań”, choć oczywiście starałem się w miarę możliwości weryfikować informacje i źródła. Dodam jeszcze, że już w trakcie pisania artykułu przekonałem się, że bardzo trudno będzie tak skomasować posiadane informacje, żeby móc zaprezentować jak najwięcej firm, unikając jednocześnie „prześlizgiwania się” po temacie. Są bowiem producenci, których historią można by spokojnie wypełnić cały numer pisma, a nawet napisać o tym książkę, więc moje zadanie okazało się o wiele trudniejsze, niż początkowo sądziłem. To tyle tytułem wstępu, a teraz przenosimy się do połowy lat 20. ubiegłego stulecia na Wyspy Brytyjskie, bo właśnie producenci angielscy wypełnią pierwszą część cyklu, co będzie nawiązaniem do wspomnianej w ubiegłym miesiącu firmy Goodmans. Wielka Brytania jest kolebką jeszcze kilku innych, bardzo znanych firm głośnikowych, do których z pewnością zaliczyć trzeba markę

CELESTION

Słyszał o niej chyba każdy, kto jest związany z branżą audio i to nie tylko z estradą, ale również z domowym sprzętem Hi-Fi. Założył ją na przedmieściach Londynu w roku 1924 Cyryl French, do którego wkrótce dołączyli jego dwaj bracia. Przypominam, że to właśnie w tym czasie opracowano podstawy działania głośnika dynamicznego, a skoro idea się sprawdziła (i sprawdza do dziś), to siłą rzeczy musiały zacząć powstawać firmy, które zajęły się produkcją na szerszą skalę. Niejaki Eric Mackintosh, który opatentował jeden z pierwszych głośników stożkowych, zwrócił się do założyciela firmy z prośbą o pomoc w udoskonaleniu wynalazku. Wspólne prace doprowadziły do uzyskania kolejnego patentu w roku 1926 i firma rozpoczęła produkcję głośników przeznaczonych do lampowych odbiorników radiowych, które w tym czasie zaczęły wypierać popularne wcześniej odbiorniki kryształkowe. Era słuchawek powoli przemijała, a ówczesne radia lampowe przypominały wysokiej klasy meble i w miarę upływu czasu i rozwoju technologii, coraz częściej były integrowane z głośnikami. To właśnie w tym czasie został wprowadzony na rynek pierwszy głośnik Celestion, oczywiście w odpowiedniej obudowie, oferowanej w kilku wersjach wykończenia.

Pierwsze radiowe głośniki Celestion montowane były w drewnianych, ozdobnych obudowach.

Zwiększanie produkcji spowodowało konieczność przeniesienia się do większego zakładu, co nastąpiło w roku 1929. W tym czasie Celestion produkował nie tylko głośniki, ale również gramofony i urządzenia nagłaśniające wykorzystywane na statkach. Jednak w połowie lat 30., w związku ze światową recesją, zamówienia znacznie się zmniejszyły, a dodatkowo Celestion musiał konkurować ze znajdująca się w okolicach filią amerykańskiej firmy Rola, która produkowała bardzo podobne wyroby. Warto zauważyć, że Rola była firmą całkowicie samowystarczalną, produkującą wszystkie podzespoły głośnikowe we własnym zakresie, co mi od razu nasuwa skojarzenia z własną działalnością, choć oczywiście skala jest zupełnie nieporównywalna. Ciekawostką jest, że obaj producenci w czasie wojny wytwarzali tylko jeden typ głośnika. W roku 1947 British Rola nabyła Celestion, wraz z dwoma firmami zależnymi i w rok później cała produkcja została przeniesiona do fabryki Rola, a znakiem towarowym stała się nazwa  Rola-Celestion. Po konsolidacji firmy opanowały praktycznie cały eksport głośników w Wielkiej Brytanii. Popyt napędzał rozwijający się rynek telewizyjny, ale już w następnym roku Rola-Celestion została przejęta przez firmę Truvox, działającą w szerokim spektrum technik nagłośnieniowych, takich jak choćby systemy Public Adress czy aparatura kinowa. Jak niektórzy wiedzą, Celestion produkuje obecnie w Chinach serię budżetowych głośników właśnie pod nazwą Truvox, co zapewne jest nawiązaniem do nazwy byłego właściciela.

W latach 50. produkowano w firmie ok. 30 tysięcy głośników… tygodniowo, bo jak wiadomo w Anglii nie tylko zarobki piłkarzy podaje się właśnie w takim specyficznym cyklu. Początek lat 60. i boom rockandrollowy sprawił, że Celestion mocno wszedł na ten rynek z głośnikami z serii G12, a model Celestion Blue firma określa jako pierwszy na świecie dedykowany głośnik gitarowy. Nie ukrywam, że jako producent wzmacniaczy gitarowych w połowie lat 90. aktywnie „rozpracowywałem” ten temat, starając się opracować głośnik, który satysfakcjonowałby  gitarzystów. To właśnie wtedy przekonałem się, że w tym zakresie gusta i oczekiwania muzyków bardzo się różnią i że praktycznie niemożliwe jest stworzenie wyrobu, który zadowoliłby wszystkich. Jednak zdobyte wówczas doświadczenia procentują do dziś i część z nich z pewnością zawdzięczam firmie Celestion, z której wyrobami miałem wówczas sporo do czynienia. Warto nadmienić, że praktycznie w całym okresie swojej działalności firma oferowała również zestawy głośnikowe Hi-Fi, które także cieszyły się sporą popularnością. W 1968 roku nastąpiła kolejna zmiana siedziby, tym razem do Ipswich, gdzie wybudowano od podstaw nową fabrykę, która rozpoczęła produkcję w roku 1968. W tamtych czasach wielu znanych producentów aparatury estradowej, takich jak choćby Vox, Marshall, Orange, stosowało w swoich wyrobach głośniki Celestion i dziś w sieci można odnaleźć mnóstwo materiałów na ten temat, gdzie różni autorzy z zapałem dyskutują na temat właściwości poszczególnych modeli, w czym prym wiodą oczywiście gitarzyści. Te dyskusje często przypominają rozważania o wyższości świąt Wielkiej Nocy nad świętami Bożego Narodzenia, a jednym z tematów jest również porównywanie głośników z dawnych czasów z tymi, które firma oferuje obecnie, jednak już bez napisu Made in England.

No ale to tylko taka uwaga na marginesie historii, jednak na tyle istotna, że do tego tematu jeszcze nawiążę, a póki co wracamy do połowy lat 70. Działalność firmy miała coraz bardziej międzynarodowy charakter, o czym świadczy choćby utworzenie w drugiej połowie lat 70. oddziałów we Francji, Niemczech i USA. W tym czasie właścicielem marki Celestion została firma Weingarten Brothers, która działała w branży… odzieżowej. Nastąpiła również zmiana nazwy na Celestion Industries, a w roku 1979 na Celestion International. W zakładach zatrudnionych było ponad 900 pracowników, którzy pracowali na 3 zmiany. W latach 80. firma była jednym z pionierów stosowania zaawansowanych technologii badawczych (również z użyciem lasera), które pozwoliły na zrozumienie wielu do tej pory nieznanych zjawisk i procesów fizycznych, zachodzących w czasie pracy głośnika. Nadal produkowano zarówno głośniki estradowe jak i zestawy głośnikowe Hi-Fi i jeśli chodzi o te pierwsze, to właśnie w połowie lat 80. wprowadzono do produkcji serię Sidewinder, które to głośniki charakteryzowały się nowatorską jak na tamte czasy cewką, gdy chodzi o przetworniki gitarowe, która nawijana była płaskim drutem aluminiowym na sztorc. Firma oferowała również szeroką gamę głośników przeznaczonych dla systemów nagłaśniających, a także kilka modeli zestawów estradowych. W 1992 Celestion został sprzedany holdingowi Kinergetic, którego głównym udziałowcem jest firma Gold Peak z Hongkongu, znana np. z produkcji baterii (GP Bateries). Tym sposobem angielskie tradycje są obecnie „kultywowane” w Chinach, a w fabryce w Wielkiej Brytanii podobno produkowane są jedynie niektóre „legendarne” głośniki gitarowe, choć w Chinach również, więc odbiorcy mają często duże problemy w identyfikacji kraju pochodzenia posiadanego głośnika. W sieci odnalazłem następującą informację o obecnej sytuacji firmy: „W 2006 roku Celestion przestał produkować głośniki, gotowe systemy audio pro i produkty hi-fi/kina domowego, a teraz koncentruje się na projektowaniu i importowaniu (z Chin) gitar, gitar basowych i głośników pro audio”.

Rodzina głośników gitarowych Celestion.

Wrócę teraz jeszcze do kwestii przenosin produkcji wielu firm (w tym głośnikowych) z krajów macierzystych, do krajów taniej siły roboczej. To zjawisko jest obecnie tak powszechne, że w zasadzie nikt się już temu nie dziwi, a w internetowych dyskusjach pojawiają się nawet głosy, że wyroby produkowane w Chinach mają często lepszą jakość, co również jest w pewnym sensie „oficjalnym” stanowiskiem firmy Celestion. Twierdzi się, że zostały tam „żywcem” przeniesione linie produkcyjne, stosuje się te same podzespoły, a zdyscyplinowani i przeszkoleni pracownicy gwarantują jakość na odpowiednim poziomie. Z drugiej strony podnoszone są argumenty na „nie”, jak choćby ten, że w Chinach jest bardzo duża rotacja siły roboczej, co mocno utrudnia posiadanie doświadczonej kadry, a to przecież tylko jeden z czynników, które decydują o jakości i niezawodności. Kolejną kwestią jest np. słuszne moim zdaniem przypuszczenie, że niektóre podzespoły raczej nie są transportowane z Wielkiej Brytanii do Chin, po to, żeby tam montować z nich głośniki, które potem wrócą do Europy. A skoro tak, to np. membrany  najprawdopodobniej wykonywane są na miejscu, a warto wiedzieć, że Celestion nigdy nie wykonywał tego elementu we własnym zakresie, tylko zaopatrywał się u dostawców zewnętrznych. Podobno najlepiej brzmiące głośniki gitarowe z czasów The Beatles i Jimi’ego Hendrixa miały membrany angielskiej firmy Pulsonic, której fabryka spłonęła w roku 1973 i „magiczna formuła” wg. której wykonywany był ten element, przepadła. Potem dostawcą była istniejąca do dziś i zaopatrująca wielu producentów firma Kurt Mueller, wbrew nazwie, również angielska. Podobnie sytuacja może wyglądać ze stalą na obwody magnetyczne, z magnesami i ze wszystkim, co wiąże się z wytworzeniem profesjonalnego głośnika. Tak więc mogę niemal „dać głowę”, że w dowolnym głośniku Celestion wyprodukowanym w Chinach nie ma zapewne ani jednego elementu, który pochodziłby „fizycznie” z Anglii. Teoretycznie mogłoby to nie mieć wpływu na jakość, ale jednak należy wziąć pod uwagę wszystkie zastrzeżenia, o których wspominam. Kto jak kto, ale ja akurat mam pełną świadomość w kwestii, co decyduje o sukcesie lub porażce w tej dziedzinie, więc sądzę, że sytuacja nie wygląda tak różowo, jak to sugerują kolejni właściciele tego znanej marki.

Poza tym uważam, że jedną z najistotniejszych kwestii różniących „zamierzchłe” czasy od współczesności jest to, że dawniej właściciel i założyciel firmy był jednocześnie pasjonatem i znawcą tej dziedziny, którą firma się zajmowała i miał bezpośredni wpływ na jej rozwój i stosowane procesy technologiczne. Choć oczywiście czynniki finansowe zawsze grały rolę, to pewnych działań po prostu „nie wypadało” podejmować, jeśli chciało się utrzymać klasę i dobrą renomę. Dziś o większości spraw decydują księgowi, a firmom chodzi głównie o to, żeby wyprodukować jak najtaniej i sprzedać jak najdrożej, a jeśli drogo się nie da, to nadrobić ilością.  Kiedy obejrzałem w sieci kilka filmików pokazujących produkcję głośników w niektórych dużych fabrykach, to było dla mnie oczywiste, że przynajmniej część stosowanych technologii musi bardzo negatywnie wpływać na niezawodność, ale za to proces przebiega szybko i tanio, bo najwidoczniej takie właśnie są „wytyczne”. Tego rodzaju podejście oczywiście mści się głównie na odbiorcach, którym najczęściej trudno jest udowodnić, że głośnik zawiódł z winy producenta. No ale o tym już pisałem, więc wracam do zasadniczego wątku artykułu. Kolejną angielską firmą, którą chciałbym zaprezentować Czytelnikom, jest znacznie młodsza od Celestiona „stażem”, ale również bardzo znana i szanowana firma

FANE

Założycielami byli panowie Arthur E. Falkus i Dennis A. Newbold, a nazwa powstała z połączenia pierwszych liter ich nazwisk, co jest dość często praktykowane w biznesie, nie tylko w branży audio. W ubiegłym roku firma obchodziła 60 lat istnienia i podobnie jak Celestion, ma duże zasługi dla branży głośnikowej i rozwoju muzyki rockowej. Co ciekawe, Fane również zaczynała od produkcji głośników radiowych i telewizyjnych, ale nieźle „wstrzeliła” się również w rozwój techniki Hi-Fi, a nieco później oferowała znakomite i cieszące się dużą popularnością głośniki estradowe – zarówno instrumentalne, jak i do systemów nagłaśniających. Kiedy w połowie lat 70. i na początku 80. zaczynałem swoją przygodę z dźwiękiem, kolekcjonowałem wszystkie dostępne materiały na ten temat, w tym oczywiście prospekty firm głośnikowych. Na zdjęciach pokazuję kilka starych katalogów Fane z mojej kolekcji i wszystkie pozostałe to również fotografie posiadanych przeze mnie prospektów. Fane było pionierem kilku rozwiązań technologicznych, wśród których moim zdaniem najważniejsze było zastosowanie włókna szklanego na karkasy cewek głośnikowych. Do dziś nie wymyślono żadnego lepszego materiału do tych zastosowań. Taka cewka, która  umożliwiła znaczne zwiększenie mocy głośnika, opracowana została przez Arthura Falkusa w połowie lat 60., co pozwoliło na wyprodukowanie pierwszego głośnika gitarowego o mocy 100 W i skuteczności powyżej 100 dB. Technologia ta została szybko wprowadzona przez wielu producentów, którzy uznali jej wyższość, ale zawsze warto pamiętać, kto był pierwszy. W owym czasie bardzo wielu producentów, wśród których wymienić można choćby takie firmy jak Carlsbro, Hiwatt, Laney, Orange, Sound City czy Vox, stosowało głośniki Fane, a w połowie lat 70. katalog produktów zawierał ponad 50 pozycji. Firma przyjmowała również zamówienia na wykonywanie głośników wg. specyfikacji klienta, czyli tzw. wersji OEM.

W ofercie Fane znajdowały się również przetworniki wysokotonowe i dedykowane zwrotnice.

Powstało kilka „kultowych” serii głośników, jak Classic, Crescendo czy Collosus, a jeśli chodzi o profesjonalne nagłośnienia, to w głośniki Fane wyposażono wiele znanych sal koncertowych, a także używane były w zestawach głośnikowych wielu znanych firm, jak choćby Turbosound, dla którego Fane w pewnym okresie był głównym dostawcą. Na stronach firmy można znaleźć informację, że tylko jeden z czołowych producentów sprzętu gitarowego nie używał tych głośników i choć nie jest wymieniony z nazwy, to można się domyślać, o jaką firmę chodzi. W latach 80. firma zaoferowała pierwszy na rynku głośnik o średnicy 24”, a w drugiej połowie dekady przejęła angielskiego producenta głośników McKenzie. W roku 1989 stało się nieszczęście, gdyż firmę Fane przejął Whaferdale, o którym to producencie nic ciekawego powiedzieć się raczej nie da. Ciekawostką może być fakt, że wspomniana firma McKenzie, dość popularna w latach 80., zanim została wykupiona przez Fane, była właśnie własnością Whaferdale. Ale w 1993 słuch o niej zaginął. Jednak w sieci można znaleźć posty z których wynika, że te głośniki używane są czasem do dziś, co wystawie firmie dobre świadectwo. Lata 90. to kiepski okres dla Fane, bo firma odeszła od podstawowych wartości, z których była znana. W roku 2007 rodzina Barnes ponownie stała się właścicielami marki, co poskutkowało przeprowadzką do nowej siedziby i, co ciekawe, zatrudniono wówczas kluczowych pracowników, którzy pracowali w firmie w latach jej największych sukcesów. Gruntownie odnowiono ofertę, aby móc sprostać wymaganiom współczesnej branży audio. No ale żeby „tradycji” stało się zadość, jakiś czas temu (nie mogę określić dokładnie kiedy, bo w międzyczasie informacja, którą czytałem, zniknęła z sieci) Fane zostało przejęte przez innego angielskiego producenta, czyli firmę Precision Devices, której też poświęcę trochę miejsca za chwilę, bo warto.

Głośniki Fane wykorzystywało wielu producentów i muzyków ze złotej ery rockandrolla.

W każdym razie ludzie z PD określają Fane jako „siostrzaną” firmę, a dla mnie, jako serwisanta głośników, stało się w związku z tym jasne, dlaczego np. niektóre kosze wykorzystywane przez obie firmy, to często identyczne albo bardzo podobne wyroby i to spostrzeżenie dotyczy również czasów dawno minionych. Jest to o tyle zrozumiałe, że wykonanie formy ciśnieniowej  do wtryskiwania koszy jest bardzo kosztowne, więc  firmy w ten sposób mogą uzyskać spore oszczędności. Producenci, którzy zamawiają głośniki typu OEM w obu tych firmach, oczywiście nie „przyznają się”, kto wyprodukował dany model, aby nie ułatwiać klientom dostępności do zamienników. Dodam jeszcze dla porządku, kończąc temat Fane, że w roku jubileuszu 60. lat istnienia firma przedstawiła bogatą ofertę własnych zestawów głośnikowych z serii ProAudio Systems, chyba pierwszy raz w historii. No ale trudno się dziwić, bo niektórzy wiedzą, jak dużą „przebitkę” można uzyskać, montując głośnik do obudowy. A skoro posiada się własną, szeroką gamę głośników, to co szkodzi spróbować wejść z nową ofertą na rynek? Czas pokaże, czy był to trafiony pomysł.

PRECISION DEVICES

to producent o najkrótszym stażu z dotychczas przedstawionych, bo firma powstała w roku 1987, jako dostawca głośników dla Turbosound. Ta współpraca trwała wiele lat, ale w międzyczasie PD „wybiła się na samodzielność” i obecnie jest jednym ze światowych liderów, jeśli chodzi o produkcję profesjonalnych przetworników estradowych. Turbosound nie stosuje już tych głośników, bo są po prostu za drogie dla pana Behringera i generalnie należą do najdroższych przetworników na rynku, ale przynajmniej wiadomo, za co się płaci. A płaci się za bezkompromisową jakość i za brak „ściemniania”, gdy chodzi o rzeczywiste parametry techniczne. Wspominałem nie tak dawno, że w najnowszym katalogu firmowym można podziwiać ogromne, 24-calowe głośniki basowe z cewką o średnicy 6” (152 mm), której uzwojenie ma wysokość 30 mm, a wysokość nabiegunnika to 15 mm. Taki głośnik ma wg. danych fabrycznych moc 1.000 W AES i co bardzo ważne, kompresja skuteczności przy pełnej mocy to jedynie 2 dB. Znając wysokość uzwojenia, średnicę i rezystancję cewki, można pokusić się o oszacowanie średnicy drutu nawojowego, od której w znacznym stopniu zależy realna moc głośnika, choć oczywiście inne czynniki również grają bardzo ważną rolę. Nie będę tutaj o nich po raz kolejny wspominał, ale chyba jasne jest, że tak renomowany producent nie zaniedba niczego, co mogłoby pomóc w osiągnięciu optymalnych rezultatów. Wg moich „zgrubnych” obliczeń, zastosowano drut o przekroju ok. 0,48 mm2 (bez izolacji).

I teraz dla porównania inny głośnik, bardziej znanego i z pewnością większego producenta, którego moc katalog określa na 1.200 W AES, a do nawinięcia cewki o średnicy 100 mm  i wysokości uzwojenia 26 mm użyto drutu o przekroju 0,38 mm2 . Proszę mi wierzyć, że to znacząca różnica i właśnie m.in. dlatego w tym drugim głośniku przy pełnej mocy cewka grzeje się tak bardzo, że następuje kompresja skuteczności aż o 5 dB i trzeba mieć sporo szczęścia, żeby w tych okolicznościach głośnik „nie poszedł z dymem”.  Głośniki PD 18” najnowszej generacji, z cewką 100 mm (czyli identyczny wariant, jak porównywanego przed chwilą przetwornika innego producenta) mają katalogową moc 700 W AES, a więc niemal dwukrotnie mniejszą, niż „konkurencja”. Warto również mocno podkreślić, że PD informuje w swoich prospektach, że stosuje „mokrą” (wet) technologię nawijania cewek, w odróżnieniu od dużo prostszej i bardziej zawodnej technologii ich nawijania przy użyciu drutów samospiekających się, czyli takich, których uzwojenia klejone są za pomocą przepuszczania impulsu prądowego w krótkim czasie.

Firma PD, podobnie jak wiele innych, „od zawsze” wykonywała również głośniki OEM na zamówienie różnych producentów i obecnie mocno rozwija tę ofertę, do czego w znacznym stopniu przyczyniła się inwestycja w zakład produkcyjny w Chinach. Jak możemy dowiedzieć się na stronie internetowej, to właśnie tam powstają wyroby dla wielu firm znanych na całym świecie, więc istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że kupując sprzęt nagłośnieniowy jednej z takich firm, będziemy mieli do czynienia z głośnikami Precision Devices, ale „made in China”. Szczerze mówiąc, trochę zmartwiła mnie ta informacja, bo jeszcze stosunkowo nie tak dawno PD był jednym z nielicznych producentów, który „opierał” się tym ogólnoświatowym tendencjom. Jednak w przeciwieństwie do wielu innych firm z branży głośnikowej, nie dotykały ich do tej pory żadne „szemrane” przekształcenia własnościowe i „konsolidacje” w ramach różnych holdingów, więc można mieć nadzieję, że jakość zostanie utrzymana, a właściciele nie ulegną presji na obniżenie cen kosztem prestiżu. Ponieważ, jak już wspomniałem, PD „wchłonął” jakiś czas temu Fane, to zapewne  wiele głośników tej firmy też powstaje na Dalekim Wschodzie i to wcale niekoniecznie w Chinach, które stają się już powoli „za drogie” i producenci szukają kolejnych „enklaw” tańszej siły roboczej, inwestując w zakłady w Tajlandii, Wietnamie i innych, równie egzotycznych miejscach. Ponieważ artykuł ma już sporą objętość, to na koniec tylko pokrótce wspomnę o dwóch firmach z Wielkiej Brytanii, które warto wymienić w kontekście historii branży głośnikowej. Pierwsza z nich to

TANNOY

producent znany może nieco bardziej z aparatury Hi-Fi, ale w swoim czasie mający również ofertę w branży sprzętu estradowego. Firma została założona w roku 1926 i przeszła podobną drogę jak Celestion, jednak już przed wojną oferowała również wzmacniacze, mikrofony i stworzyła wiele oryginalnych urządzeń pomiarowych, koniecznych do badania zjawisk zachodzących w urządzeniach dźwiękowych. W czasie wojny pracowała na rzecz obronności, a po jej zakończeniu kontynuowała działania w zakresie systemów rozgłoszeniowych, które instalowane były w tak prestiżowych miejscach jak choćby Izba Gmin, czy w budynkach ONZ w różnych krajach. We wczesnych latach 50. popularne stały się monitory studyjne Tannoy, a firma aktywnie rozwijała również dział aparatury domowej wysokiej jakości. W tym czasie powstał pierwszy na świecie głośnik „dual concentric”, z których firma słynęła w następnych latach i które używane były również w sprzęcie estradowym. Ten głośnik to „sztandarowy” produkt Tannoy, rozwijany potem na wiele sposobów i w różnych wariantach obecny w ofercie do dziś. Na początku lat 70. właścicielem firmy stał się holding Harman, a w roku 1977, wraz z kilkoma innymi producentami z grupy Harman, Tannoy został wykupiony przez firmę Beatrice Foods Company, jednego z większych amerykańskich przedsiębiorstw... przetwórstwa spożywczego. Na szczęście okazało się, że głośniki z hamburgerami to nie jest najszczęśliwsze połączenie, i w roku 1981 dyrektorom firmy udało się dokonać wykupu menadżerskiego. To pozwoliło firmie na powrót na właściwą drogę, a w roku 1987 nastąpiło połączenie z Goodmansem i powstała firma o nazwie TGI plc. Wyjaśniam niezorientowanym, że plc to skrót angielskiego określenia statusu przedsiębiorstwa, czyli w tym wypadku „public limited company”, co na język polski tłumaczy się jako spółka publiczna z ograniczoną odpowiedzialnością.

Głośnik Dual Concentric to sztandarowe osiągnięcie firmy Tannoy.

Brak mi miejsca na dokładne opisane dalszej historii firmy, ale warto wspomnieć, że w roku 2002 TGI połączył cały pakiet swoich firm z TC Group, tworząc holding składający się z siedmiu oddzielnych firm: Tannoy, Martin Audio, Lab.Gruppen, TC Electronic, TC Helicon, TC Works i GLL. Osoby, które śledzą losy różnych przedsiębiorstw z branży audio wiedzą, że niektóre z tych firm znów przeszły jakiś czas temu pod inny zarząd, a aktualna strona firmy nie zawiera już żadnych urządzeń dla estrady, a jedynie mniej lub bardziej „ekskluzywny” sprzęt do użytku domowego, systemy nagłośnieniowe instalacyjne i kilka propozycji monitorów odsłuchowych. Na szczęście w moich zbiorach znajduje się jeden prospekt z interesującej Czytelników działki, więc mogę pokazać, co m.in. firma kiedyś oferowała w tym zakresie. Wspomniałem na początku artykułu, że o niektórych producentach głośników można by napisać książkę i Tannoy doczekał się takiej publikacji. No i już w zupełnie telegraficznym skrócie kilka słów o firmie

H/H

która w swoim czasie trochę „namieszała” w branży, a jednym z jej osiągnięć była właśnie produkcja własnych głośników, których prospekt można obejrzeć na zdjęciu, zrobionym przeze mnie na potrzeby artykułu. Jak widać, oferta była dość bogata, a jedną z ciekawostek były kosze głośnikowe odlewane ze stopu magnezu, a także radiatory mocowane na obwodach magnetycznych głośników większej mocy. W latach 90. H/H została wykupiona przez firmę Laney, ale nadal występuje pod własną nazwą i na firmowej stronie internetowej można zapoznać się z jej ofertą. Jednak trudno ją porównywać z tym, co było oferowane w latach świetności i widać wyraźnie, że to już tylko odcinanie kuponów, a wiele z tych wyrobów już na oko ma dalekowschodni rodowód. Szkoda, bo warto wiedzieć, że głośniki były tylko małym wycinkiem ich działalności, która obejmowała praktycznie cały zakres sprzętu używanego na estradzie.  Nie tak dawno naprawiałem koledze dwugłośnikowe combo gitarowe H/H, wyprodukowane w roku 1980, czyli po 12 latach od momentu założenia firmy. Udało się je przywrócić do pełnej sprawności, choć oryginalne głośniki zostały wymienione na moje jeszcze w ubiegłym wieku i nadal są w 100%  sprawne. H/H był również dostawcą wzmacniaczy do aktywnych zestawów znanej firmy KEF, a monitory tego producenta pracowały np. w studiach BBC. Mój znajomy posiadał w swoim czasie parę takich dwudrożnych zestawów, w których zamontowane były głośniki Goodmans. Ponieważ wyprodukowano ich tylko około 100 kompletów, cena na giełdzie oscylowała w rejonie kilkunastu tysięcy euro, ale jak wiadomo, dla miłośników „zabytków” cena czasem jest kwestią drugorzędną, gdyż  przede wszystkim liczy się fakt posiadania czegoś wyjątkowego.

Firma H/H produkowała głośniki we własnym zakresie.

Oczywiście w Wielkiej Brytanii istniało jeszcze co najmniej kilku producentów głośników, również  takich, o których słuch dawno zaginął i należy do nich np. firma Nemesis, której skromny prospekt posiadam, więc mogę pokazać go na zdjęciu. Oferta obejmowała zaledwie 9 modeli głośników o średnicach 10, 12 i 15 cali, czyli była skromniejsza, niż moja z czasów „prosperity”. Różnica jest też taka, że Nemesis przepadła bez śladu i nie udało mi się znaleźć w sieci żadnych informacji na jej temat. Jednak swego rodzaju ciekawostką może być fakt, że wpisując w przeglądarkę dokładny adres z prospektu, od razu pojawia się pod nim znana skądinąd firma OHM, która też podobno produkuje własne głośniki, a przynajmniej produkowała. Trudno przypuszczać, żeby miała miejsce przypadkowa „koincydencja” adresowa, więc prawdopodobnie było to kolejne „przejęcie branżowe”, być może nawet nie wrogie. Nie mam czasu na zbyt dokładne drążenie takich tematów, ale dla miłośników historii branży audio z pewnością mogą to być ciekawe kwestie. Zapraszam za miesiąc do lektury kolejnego, wakacyjnego odcinka cyklu, który będzie poświęcony „kontynentalnym” producentom europejskim, a we wrześniu pozostanie mi opisanie „reszty świata”, co też nie będzie łatwym zadaniem, ale właśnie taki podział „geograficzny” przyjąłem na samym wstępie, bo jakieś kryterium wyboru jest przecież niezbędne.

I jeszcze jeden przykład przekształceń własnościowych, tym razem z Włoch, które od lat są „zagłębiem” wielu poważanych firm głośnikowych. Otóż nie tak dawno, bo w roku 2015, Eighteen Sound wykupił istniejącą od 1947 roku firmę Ciare, a pod koniec 2017 roku sam został „połknięty” przez B&C za „marne” 7.5 mln euro. Ciekawostką może być to, że właścicielem 18Sound była wcześniej firma Landi Renzo, producent samochodowych instalacji gazowych. W ten sposób 3 firmy zostały połączone w jedną i gdyby ktoś mnie spytał, czy to dobrze dla potencjalnych klientów, to uważam, że niekoniecznie.

Live Sound & Instalation Newsletter
Krótko i na temat, zawsze najświeższe informacje