DSPRO EtherFace - Interfejs audio AES50/MADI

2018-07-15
 DSPRO EtherFace - Interfejs audio AES50/MADI

„Bohaterem” tego materiału stało się urządzenie, na które natknąłem się przypadkiem, podczas realizacji pewnego projektu. Urządzenie to po prostu leżało sobie na powierzchni roboczej nie używanej przeze mnie konsolety Midas PRO2 – z jednej strony połączone z portami AES50 wspomnianej konsolety, z drugiej z portem sieciowym Macbook’a.

Zanim przejdę do konkretów, czuję się zobowiązany do wyjaśnienia pewnej kwestii mogącej być – jak sądzę – dla różnych osób z różnych powodów istotną. Urządzenie, które zdecydowałem się zaprezentować, nie miało nic wspólnego z realizowanymi przeze mnie działaniami. Było własnością innego realizatora, który korzystał z niego podczas pracy. Co więcej, musiałem zadać sobie trochę trudu, by dowiedzieć się cokolwiek na temat producenta, a także możliwości zakupu. Tę ostatnią informację – z oczywistych powodów – zmuszony jestem przemilczeć.

DLACZEGO NAGLE ZAPAŁAŁEM CHĘCIĄ OPISANIA TEGO AKURAT URZĄDZENIA?

Odpowiedź na to pytanie jest banalnie prosta. Otóż są takie przedmioty i urządzenia, którym ich twórcy nadali wyjątkową powierzchowność, nie pozwalającą przejść obok nich obojętnie. W mojej ocenie takie były od zawsze na przykład produkty Apple’a. Wizualnie piękne, wręcz idealne w każdym calu. Porażające swoją prostotą i doskonałością kształtu bryły, co w rzeczywistości – po bliższym poznaniu – okazuje się tylko skromnym dopełnieniem ogromu drzemiących wewnątrz możliwości. To jedyne racjonalne wytłumaczenie, a zarazem też najbardziej sensowna odpowiedź jakiej potrafię udzielić.

Zanim przejdę do konkretów, cofnijmy się na chwilę nieco w przeszłość.

Pojawienie się na rynku pierwszych kart dźwiękowych o profesjonalnym przeznaczeniu było wydarzeniem, które nie tylko otworzyło nowe możliwości w przemyśle muzycznym, ale także ułatwiło życie wszystkim tym, którzy tworzeniem i nagrywaniem muzyki, nie zajmują się w wymiarze profesjonalnym.

Niestety, jak to często bywa w przypadku wielu nowych technologii, również i tu początki wcale nie był łatwe! Oceniając ówczesną sytuację z perspektywy czasu, czyli w odniesieniu do współczesnych standardów i możliwości sprzętowych, śmiało można powiedzieć, że pierwsze karty dźwiękowe – jakkolwiek nowoczesne w swoim czasie – były niestety w pewnym sensie koszmarem dla wielu ich użytkowników. Przyczyniała się do tego przede wszystkim duża różnorodność ISA, a także konieczność manualnego określania wielu parametrów, jak: IRQ, DMA oraz I/O. Dopełnieniem „koszmaru” była również konieczność przydzielania adresów niezbędnych dla uniknięcia konfliktu z pozostałymi kartami rozszerzeń oraz elementami płyty głównej komputera, a to zaledwie tylko część wyzwań, którym trzeba było sprostać już na starcie – zanim w ogóle udało się skorzystać z jakiejkolwiek możliwości oferowanej przez upragnioną kartę.

Wyraźną poprawę sytuacji przyniosła szybko zyskująca na popularności tendencja do tworzenia urządzeń w standardzie „Plug & Play”, a także karty PCI (Peripheral Component Interconnect). Użytkownicy laptopów, które stawały się coraz łatwiej dostępnym narzędziem, otrzymali do dyspozycji karty PCMCIA (Personal Computer Memory Card International Association) dedykowane do zastosowań muzycznych. Wymienione zdobycze techniki znacząco uprościły proces instalowania oraz konfiguracji sprzętu, choć szczerze mówiąc, niektóre z kart PCI konsekwentnie odmawiały pracy w towarzystwie innych kart stanowiących wyposażenie tego samego komputera. W konsekwencji tego faktu, aby móc skorzystać z karty dźwiękowej, niejeden użytkownik zmuszony bywał do wykonywania różnych „podstępnych” zabiegów, które przy odrobinie szczęścia pozwalały na rozwiązanie problemu już po pierwszym podejściu.  

Dostępność na rynku pierwszych kart dźwiękowych, a także towarzyszące im problemy „wieku dziecięcego”, rozbudziły marzenia wielu producentów urządzeń peryferyjnych działających w sektorze pro audio. Obiektem tych marzeń stało się urządzenie, które umożliwiłoby w przyszłości jednoczesne podłączenie do komputera różnego rodzaju sprzętu peryferyjnego. Jak chyba nietrudno odgadnąć, miał to być interfejs oferujący proste podłączenie – bez konieczności wcześniejszego wyłączania komputera, otwierania jego obudowy, a następnie wykonywania szeregu mniej lub bardziej kłopotliwych dla użytkownika czynności, które i tak nie zawsze (lub nie od razu) przynosiły spodziewany skutek.

W miarę dokonującego się postępu, który w porównaniu do innych dziedzin życia w branży komputerowej zawsze pędził ze zwielokrotnioną prędkością, coraz bardziej realnym stawało się zaprojektowanie takiego właśnie „bezproblemowego” interfejsu. Wspomniany wcześniej obiekt marzeń, zmaterializował się pewnego dnia w postaci standardu USB (Universal Serial Buss), a choć pierwotna wersja tego rozwiązania prezentowała różne mankamenty (np. transfer rzędu 12 Mb/sek) ograniczające jego przydatność dla aplikacji muzycznych, to nie ulega wątpliwości, że USB 1.1 było już milowym krokiem poczynionym we właściwym kierunku.
Nie chcę brnąć dalej  w komputerowe zagadnienia, bo nie taka była moja intencja, gdy zabierałem się do pracy nad dzisiejszym materiałem. Zakres tematów stricte komputerowych to istny ocean informacji! Omówienie samej tylko ewolucji wspomnianego standardu USB byłoby tematem na osobny artykuł, a gdyby dodać do tego jeszcze standard FireWire oraz Thunderbolt, to zebrany materiał wyczerpałby objętość co najmniej jednego pełnego numeru.

Równie obszernym zagadnieniem, które częściowo pokrywa się z tematem dzisiejszego materiału, są dostępne na rynku interfejsy dźwiękowe. Niektóre z nich, zarezerwowane wyłącznie dla maszyn Apple’a, inne – mniej wybredne – współpracują chętnie zarówno z legendarnym „Jabłkiem”, jak i bardziej pospolitymi maszynami spod znaku PC. Różnorodność tego typu urządzeń jest dziś rzeczywiście imponująca. Podobnie zresztą jak i ich ceny, które kształtują się od kwot na poziomie przeciętnego kieszonkowego, po kwoty wymagające wsparcia przy zakupie w postaci bankowego kredytu. Taki stan rzeczy wprowadza niewątpliwie sporą dezorientację wśród potencjalnych nabywców, bo od razu należy w tym miejscu dodać, że po interfejsy audio sięgają dziś przecież nie tylko profesjonaliści, ale w znacznym stopniu także osoby, które na polu działań muzycznych z wykorzystaniem komputera stawiają dopiero swoje pierwsze kroki. Komputer z zainstalowanym oprogramowaniem typu DAW oraz interfejsem audio jest dziś coraz powszechniej wykorzystywanym narzędziem, które nie służy już wyłącznie do realizacji wysokobudżetowych sesji nagraniowych.

Z uwagi na olbrzymią różnorodność dostępnych na rynku urządzeń tego typu, trudno jest niekiedy – zwłaszcza początkującym użytkownikom – wyznaczyć kryteria wyboru interfejsu, które (oprócz możliwości finansowych oczywiście) zależą przede wszystkim od jego przeznaczenia, czyli inaczej mówiąc, od jasnego sprecyzowania oczekiwań samego użytkownika. Oczekiwania kogoś, kto przykładowo „bawi się” w tworzenie muzyki głównie poprzez nakładanie pojedynczych śladów z instrumentów, rejestrowanych jeden po drugim, bez wątpienia spełni mały interfejs, udostępniający dwa analogowe wejścia mikrofonowo-liniowe, a także analogowe wyjścia (L/R), by efekt swoich działań móc kontrolować na bieżąco za pomocą głośników. Przyzwoitą jakość zapewniają w takim przypadku przykładowo Focusrite Scarlett 2i2 czy Tascam US 2x2, ale zgodnie z tym co powiedziałem wcześniej, nie są to jedyne na rynku interfejsy w tej klasie. Posłużyłem się ich przykładem dlatego, że miałem okazję z obu korzystać i mogę potwierdzić, że prezentują one zdecydowanie większą wartość (użytkową), niż cena, którą należy za każdy z nich zapłacić.

Jeśli natomiast w sferze planów użytkownika leży na przykład nagrywanie na żywo własnego zespołu, to wybór interfejsu o minimum ośmiu wejściach, staje się jak najbardziej sensownym rozwiązaniem. W przypadku początkujących „nagrywaczy” nie musi to być od razu interfejs klasy Apogee Ensemble czy RME Fireface UFX (nawet jeśli kogoś stać na to, by „lekką ręką” wyłożyć jakieś... 1.500 - 2.500 GBP), a to choćby dlatego, że w dzisiejszych czasach dostępnych jest wiele innych, praktycznych i przede wszystkim znacznie tańszych możliwości.

Cyfrowe konsolety, które przecież od dawna są standardowym narzędziem realizacyjnym, otworzyły szereg nowych możliwości, również w zakresie rejestracji koncertów, pozwalając na uzyskanie w łatwy sposób materiału o naprawdę wysokiej jakości technicznej. Niektórzy z producentów konsolet udostępniają również funkcję rejestratora, a zaznaczyć tu należy, że opcje tego typu nie są dziś wyłącznie cechą zarezerwowaną dla producentów i urządzeń cieszących się reputacją oraz zaufaniem profesjonalnego sektora rynku. Wspomniane rozwiązania spotykamy znacznie częściej w urządzeniach adresowanych do odbiorcy masowego, a są one już na tyle częstym zjawiskiem, że od dawna przestały być dla kogokolwiek zaskoczeniem. Oczywiście nie chodzi mi w tym momencie o nagrania realizowane pod kątem wydawania płyt, ale przede wszystkim o bardzo popularne dziś dokumentowanie prób i koncertów w celu dopracowania materiału, łatwiejszego wyeliminowania ewentualnych błędów aranżacyjnych, czy wreszcie w celu przeprowadzenia przez realizatora wirtualnej próby, nie wymagającej obecności wykonawców na scenie.

Tak oto, w typowy dla siebie sposób, czyli idąc do celu najdłuższym z możliwych „skrótów”, doszedłem wreszcie do tego, co jest właściwym tematem dzisiejszego materiału. Jak powiedziałem, rozwój technologii cyfrowej otworzył furtki do wielu ciekawych możliwości w zakresie łatwego dokonywania rejestracji materiału muzycznego, czego przykładem jest właśnie „EtherFace”, bo tak brzmi nazwa urządzenia, które zdecydowałem się dzisiaj zaprezentować.

 

EtherFace jest efektem wytężonej pracy inżynierów z brazylijskiej firmy DSPRO.

ETHERFACE

wywołał u mnie reakcję, o jakiej pisałem na początku materiału, a to dlatego, że – jak chyba większość ludzi – jestem wzrokowcem. Moją uwagę przyciągnął więc idealny kształt i proporcje obudowy tego urządzenia, a także skromna, by nie powiedzieć ascetycznie uboga grafika. To cechy, które przywołują u mnie jak najlepsze skojarzenia, rozbudzające od razu ciekawość poznania oferowanych możliwości. Nie pomyliłem się!

EtherFace jest efektem wytężonej pracy inżynierów z brazylijskiej firmy DSPRO. Tak – wcale nie dziwi mnie Wasze zaskoczenie, bo i ja byłem mocno zaskoczony tym faktem. Cóż, jak wspomniałem wcześniej, wachlarz producentów oraz modeli sprzętu dostępnego obecnie na rynku jest tak rozległy, że nie sposób znać i zapamiętać wszystkich urządzeń, które się na nim pojawiają. Jeśli nawet ktoś stara się na bieżąco śledzić ukazujące się wciąż nowinki, to jednak najczęściej zwraca uwagę na oferty producentów o ugruntowanej już pozycji rynkowej. Nowicjusze – kolokwialnie mówiąc – na początku mają raczej „pod górę”, gdyż ich oferta spotyka się często ze sceptycznym nastawieniem potencjalnego odbiorcy. Sytuacja zmienia się radykalnie, gdy ktoś kupi oferowany produkt i doceni jego możliwości. Przekazywane pocztą pantoflową opinie powodują ożywione zainteresowanie produktem, które nagle osiąga efekt kuli śnieżnej.

Jak udało mi się dowiedzieć, firma DSPRO zdecydowanie nowicjuszem w branży pro audio nie jest. Została założona w 2008 roku, a celem jej działań jest projektowanie i wytwarzanie innowacyjnych rozwiązań dla profesjonalnego rynku audio, wykorzystujących zdobycze technologii cyfrowej.

Czym zatem jest EtherFace?  

Został on zaprojektowany jako urządzenie umożliwiające komunikację pomiędzy konsoletami wyposażonymi w interfejs MADI lub AES50 oraz komputerami Apple i PC, z którymi komunikuje się za pomocą karty sieciowej danego komputera. Urządzenie to może być wykorzystywane do wielośladowych nagrań, a więc i do przeprowadzenia wirtualnej próby. W wersji AES50 umożliwia ono dwukierunkowy transfer jednocześnie 72 kanałów (po 24 kanały na każdy z 3 portów) przy częstotliwości próbkowania 96 kHz. Natomiast wersja MADI pozwala na dwukierunkowy transfer jednocześnie 128 kanałów (po 64 kanały na każdy z 2 portów) przy częstotliwości próbkowania 48 kHz. To jednak nie koniec możliwości tego niepozornego „srebrnego pudełeczka”.

Dzięki udostępnianym przez producenta sterownikom – odpowiednio „Core Audio Driver” dla systemu Mac oraz „ASIO” dla systemu Windows – EtherFace pozwala użytkownikowi na pełne wykorzystanie jego ulubionej stacji roboczej (DAW), a także korzystanie z ulubionego zestawu wtyczek Waves.

 

Proces instalacyjny, jak i proces konfiguracji sterownika, to czynności szalenie proste.

EtherFace jest urządzeniem „skromnym” o niewielkich oczekiwaniach w stosunku do systemu komputera. Dla poprawnego działania, w przypadku Mac’a, zadowala się systemem OSX 10.8 „Lion”, 2 GB RAM-em oraz dwurdzeniowym procesorem 2 GHz. Można by rzec, że to znacznie mniej, niż standard prezentowany przez większość współczesnych laptopów. Co ważne, urządzenie pozwala na budowanie układów sieci, obsługującej kilka komputerów. W tym przypadku producent przewidział trzy możliwe do wykorzystania konfiguracje trybów pracy poszczególnych komputerów, przy założeniu, że dana sieć może być obsługiwana wyłącznie przez jedno urządzenie EtherFace.

Głównym trybem pracy jest tryb „Master”, w którym EtherFace połączony jest  bezpośrednio tylko z jednym komputerem. Pozwala on komputerowi na przesyłanie i otrzymywanie audio oraz zarządzanie samym interfejsem.

Drugim trybem pracy jest tryb „Master (Rec. Only)”. Tryb ten dedykowany jest głównie dla zastosowań, w których użytkownik dąży do zwiększenia wydajności komputera poprzez ograniczenie wykorzystania niektórych jego zasobów, czyli w tym przypadku, przez wyłączenie funkcji wysyłania audio wtedy, gdy nie zachodzi potrzeba jej wykorzystywania. W trybie „Master (Rec. Only)” komputer może wyłącznie odbierać audio, a także zarządzać interfejsem.

Trzecim i zarazem ostatnim z dostępnych trybów pracy komputera jest tryb „Slave (Rec. Only)”. Jest to tryb przeznaczony dla sytuacji, w których EtherFace obsługuje sieć złożoną z więcej niż jednego komputera. W przypadku tak utworzonej sieci, w trybie „Master” lub „Master (Rec. Only)”, może być skonfigurowany wyłącznie jeden komputer. Pozostałe komputery muszą być skonfigurowane w trybie „Slave (Rec. Only)”.

Na podkreślenie zasługuje również to, że proces instalacyjny, jak i proces konfiguracji sterownika, to czynności szalenie proste. Wymagają one od użytkownika zaledwie elementarnej wiedzy o komputerach na poziomie użytkowym. Okna konfiguracyjne są bardzo przejrzyste i nie pozostawiają najmniejszych wątpliwości odnośnie wykonywanych samych czynności lub kolejności następowania ich po sobie. Co ważne, do każdego urządzenia dołączony jest przystępnie opracowany egzemplarz „Instrukcja obsługi dla użytkownika”, a gdyby ta pomoc okazała się niewystarczająca, to i tak instalator sterownika prowadzi użytkownika podpowiadając krok po kroku następujące po sobie czynności. Podobnie przebiega również inny proces – dotyczący aktualizacji oprogramowania fabrycznego, którego najnowsza wersja udostępniana jest do pobrania ze strony producenta.

A'propos producenta… Producentowi interfejsu, należy się bez wątpienia ogromne uznanie i pochwała za podanie zakresu latencji, która dla jednoczesnego dwukierunkowego transferu 72 kanałów w wersji AES50 (lub 128 kanałów w wersji MADI) określona została na poziomie 2 milisekund. Dla ładniejszego wyglądu zestawienia danych technicznych oraz lepszego samopoczucia potencjalnych klientów, mógł on przecież podać dowolną wartość ułamkową, której i tak nikt nie byłby w stanie zweryfikować, a jednak tego nie zrobił.

 

Latencji dla jednoczesnego dwukierunkowego transferu 72 kanałów w wersji AES50 (lub 128 w wersji MADI) określona została na poziomie 2 milisekund.

Z uwagi na powszechne zamiłowanie do krytykanctwa, wszechobecną tendencję do porównywania tego, co nieporównywalne lub wręcz nawet gotowości podjęcia walki „na śmierć i życie” w obronie każdej dziesięciotysięcznej części wielkości jakiegoś parametru, uczciwe podanie wielkości latencji jest przejawem dużej odwagi, zasługującym na najwyższy szacunek!

ZAMIAST PODSUMOWANIA

Wszystkim, którzy po przeczytaniu tego artykułu zaczynają właśnie nabierać powietrza w płuca, by za chwilę jednym tchem wykrzyczeć manifest na temat zgubnego wpływu latencji o wielkości 2 ms (lub latencji ogólnie) polecam, by zanim to zrobią, zechcieli najpierw samodzielnie ocenić jakość działania opisanego interfejsu. Sugeruję też życzliwie, by zechcieli oddać się kilkunastominutowej lekturze artykułu pt.: „Opening Pandora’s Box”, autorstwa Ala Kelta z departamentu wsparcia technicznego firmy Whirlwind.

Kolejność czynności jest tu bez większego znaczenia, chociaż... osobiście sugerowałbym zapoznanie się z artykułem w pierwszej kolejności. Jest on bez problemu dostępny w internecie, a przyswojenie ze zrozumieniem jego treści może oszczędzić przykrości ośmieszenia się przez  wygłaszanie różnych „rewelacyjnych” teorii dotyczących latencji – nie tylko w kontekście tego urządzenia.
Myślę, że EtherFace może być interesującą propozycją dla wszystkich użytkowników oraz właścicieli konsolet wyposażonych w porty MADI lub porty AES50. Tych ostatnich konsolet – z wiadomego powodu – jest przecież w kraju sporo, a od kilku lat ich liczba wciąż się powiększa.

 

Urządzenie jest bardzo kompaktowe, wielkości smartfona.

Co do walorów użytkowych urządzenia... uważam, że każdy powinien wyrobić sobie na ten temat własny pogląd. Ja zadałem sobie trud, by to zrobić. Wiem, że kilka egzemplarzy znajduje się już w rękach realizatorów, a jedno z urządzeń wykorzystywane jest na Akademii Muzycznej w Katowicach, o czym dowiedziałem się w styczniu, realizując tam autorski projekt edukacyjny. Myślę, że jest to całkiem niezła rekomendacja dla produktu.

Jak wspomniałem wcześniej, z oczywistych powodów nie mogę podać informacji handlowych, ale… „szukajcie, a znajdziecie”, bo jak wiemy, nieograniczone są przecież możliwości internetu!


Więcej informacji o prezentowanym urządzenia na stronie internetowej producenta www.dspro.com.br (niestety, tylko w języku brazylijskim), a także w języku polskim na stronie www.etherface.pl

Live Sound & Instalation Newsletter
Krótko i na temat, zawsze najświeższe informacje