S1 Pro - ultrakompaktowy, aktywny zestaw nagłośnieniowy

2018-08-09

Już starożytni górale rosyjscy mawiali, że „małe jest piękne”. Współcześni Indianie z płaskowyżu Bose dodają „...i głośne”. Żarty żartami, ale jeśli chodzi o bohatera niniejszego testu, to wyróżnia się on obiema tymi cechami.

Firma Bose słynie z nieortodoksyjnych i nowatorskich rozwiązań. Nie ma się zresztą czemu dziwić, albowiem ogromna część zysków ze sprzedaży produktów tejże marki przeznaczana jest na badania i prace rozwojowe. Better sound through research – tak przecież brzmi hasło przewodnie firmy.

O CZYM MOWA…

Tematem tekstu, który macie przed oczami, jest ultramobilny, ultrakompaktowy, aktywny zestaw nagłośnieniowy S1 Pro, który firma Bose przedstawiła światu podczas tegorocznych targów NAMM. Właściwie to nawet nie wypada tu mówić o zestawie, a powinno raczej o całym systemie. Tym bardziej że sam producent tak go określił, nadając mu nazwę S1 Pro Multi-Position PA System. Do nagłośnienia np. mikrofonu, gitary i podkładu muzycznego oprócz S1 Pro potrzeba bowiem jedynie… mikrofonu, gitary i smartfona czy tabletu. W każdym razie czegoś, co odtwarza muzykę i wyposażone jest w moduł Bluetooth, a przynajmniej w wyjście audio, jak na przykład poczciwa MP3-ka czy iPod – kanał, którym trafia muzyka przez BT, wyposażony jest bowiem także w wejście audio. Urządzenie można śmiało wziąć pod pachę i przewieźć tam, dokąd trzeba, choćby i środkami komunikacji miejskiej, nie musząc przy tym płacić za przewóz bagażu. Brzmi fajnie, co? No to do rzeczy…

BUDOWA BOSE S1 PRO

Wiemy już, że S1 Pro jest konstrukcją ulatrakompaktową, ale trzeba powiedzieć, co się za tym stwierdzeniem kryje. Oczywiście przede wszystkim wymiary. Te zaś przedstawiają się w sposób następujący: wysokość wynosi 332 milimetry, szerokość to 240, zaś głębokość 282. Prawda, że maleństwo? Taka sobie kosteczka. Masa wynosi 6,8 kilograma lub 7,3. Zaraz, zaraz, jakie „lub”? Ha! Wszystko zaraz się wyjaśni, cierpliwości!

 

Grill chroniący przetworniki to gęsto perforowana płyta stalowa, a umieszczone na niej logo BOSE jest… obracane.

 

Materiał, z jakiego wykonana jest obudowa S1 Pro, to tworzywo polipropylenowe, o lekko szorstkiej fakturze. U góry umieszczony jest wpuszczany uchwyt, na tyle wygodny, by można było trzymać urządzenie w ręku (patrz zdjęcie), o ile zajdzie taka potrzeba, a także wygodnie przenosić. Kształt obudowy, o pięciokątnym przekroju, sprawia, że S1 Pro daje się ustawiać na różne sposoby. Ścięcie u dołu tylnej części pozwala odchylić zestaw do tyłu, tak jak monitor podłogowy. Ale S1 Pro może też funkcjonować w takim właśnie charakterze, jakkolwiek na pewno nie na mocno głośnej scenie. Umożliwia to ów pięciokątny przekrój. Z kolei na dolnej ścianie korpusu znajdziemy gniazdo o średnicy 35 milimetrów, które można wykorzystać do zainstalowania S1 na statywie bądź tyczce wyprowadzonej z subwoofera, jeśli takowym dysponujemy. Co bardziej interesujące, system sam wykrywa fakt zatknięcia na sztycy i dokonuje odpowiednich korekt brzmieniowych. Prawie magia… Obudowa ma dwa tunele bass reflex, z okrągłymi wylotami wyprowadzonymi w przód.

Całość wykonana jest w jedynym słusznym kolorze, czyli czarnym. Grill chroniący przetworniki to gęsto perforowana płyta stalowa, a umieszczone na niej logo BOSE jest… obracane. Tym sposobem można nim cieszyć oko w każdym ustawieniu.

ELEKTRONIKA I GŁOŚNIKI W BOSE S1 PRO

Ponieważ, jak już wiemy, S1 Pro jest systemem aktywnym, to domyślić się można, że musi zawierać przynajmniej własny, autonomiczny wzmacniacz pokładowy. No i tak, oczywiście, jest. Nie znalazłem informacji o tym, jaką moc wytwarza, a jedynie to, że całość pozwala wygenerować dźwięk o maksymalnym poziomie ciągłym 103 dB SPL, który w momentach szczytowych może sięgnąć 109 dB SPL. A zatem, jak na zadania, do których S1 Pro został stworzony, w zupełności wystarczającym. Zakres przetwarzanych przez S1 częstotliwości rozciąga się w granicach 70 Hz - 16 kHz, ale nie odnosi się wrażenia, że jakoś mocno brakuje dołu czy górki. Bez dokonania pomiarów wydaje się, że odpowiedź częstotliwościowa jest bardzo wyrównana sama z siebie, a korekcji wymagać może jedynie dopasowanie do charakteru brzmieniowego podłączonego instrumentu bądź mikrofonu. Podawany sygnał z odtwarzacza audio, a także strumieniowo przez Bluetooth, praktycznie tego nie wymagał. Wiele osób, które widzą S1 Pro po raz pierwszy, ulega ogromnemu wrażeniu – sam byłem tego świadkiem – jakie sprawia ten malutki systemik. I to zarówno w kwestii głośności, jak i jakości generowanego dźwięku.

 

Do swojej dyspozycji użytkownik ma trzy wejścia.

 

Do swojej dyspozycji użytkownik ma trzy wejścia, umieszczone na panelu przyłączeniowym. Dwa pierwsze to identyczne, czyli tak samo wyposażone wejścia mikrofonowo-instrumentalno-liniowe, pod postacią gniazd combo XLR. W obu przypadkach mamy regulator poziomu sygnału wchodzącego, z sygnalizatorem LED informującym o obecności sygnału/przesterowania wejścia, regulator intensywności pogłosu (tak, tak, S1 Pro oferuje też efekt pogłosu!), dwupasmową korekcję półkową dolnych i górnych częstotliwości, a także przełącznik presetu ToneMatch – można go wyłączyć bądź aktywować dla instrumentu albo mikrofonu. Preset ów optymalizuje parametry wzmacniacza do pracy z danym rodzajem sygnału.

Trzeci kanał oferuje tylko wejście liniowe w postaci gniazda mini-jack, ale sprzężony jest też z modułem Bluetooth. W związku z powyższym zainstalowano tu przycisk, za pomocą którego uruchamia się proces wyszukiwania pobliskich – znajdujących się w promieniu najwyżej 10 metrów – urządzeń, z których można dostarczyć strumień dźwiękowy, oraz parowania S1 Pro z odnalezionym smartfonem bądź tabletem. W czasie wyszukiwania przycisk miga, a po ustanowieniu łącza zaczyna świecić światłem ciągłym. Niestety, mojemu smartfonowi nie udała się sztuka porozumienia. Nie sądzę jednak, by wina leżała tu po stronie S1, a raczej jakichś ustawień w telefonie, bo tabletowi udało się to bez problemu. Transmisja strumienia audio przebiegała zaś bez żadnych komplikacji.

 

Dwa pierwsze kanały dysponują regulatorem poziomu sygnału wchodzącego, regulatorem intensywności pogłosu, dwupasmową korekcją półkową dolnych i górnych częstotliwości oraz przełącznikiem presetu ToneMatch.

 

Na panelu przyłączeniowym znajdziemy też gniazdo typu mini-USB, ale nie da się nim podłączyć żadnego urządzenia audio – służy ono jedynie celom serwisowym.

Ostatnim elementem panelu przyłączeniowego jest wyjście liniowe na „duży jack”, którym miks sygnałów z wejść można posłać dalej, np. do drugiego S1 Pro, jeśli nie chcemy pracować w konfiguracji stereofonicznej. Nie ma bowiem możliwości oddzielenia sygnałów wejściowych. No, ale bez przesady...

Wzmacniacz zintegrowany jest z procesorem sygnałowym, który wykonuje kilka funkcji. Przede wszystkim miksuje wprowadzone sygnały. Po drugie odpowiada za korekcję, a po trzecie za generowanie efektu pogłosowego. Oczywiście pod tym względem możliwości są mocno okrojone – pogłos jest taki, jaki jest, typu hall, bez możliwości regulacji żadnych parametrów. Ale, jak to mówią, na bezrybiu i rak ryba… Lepiej mieć i nie użyć, niż musieć użyć, a nie mieć.

System zasilany jest za pośrednictwem zasilacza impulsowego, pracującego z napięciami wejściowymi 100-240 woltów, co dziś stanowi już normę, nie tylko w sprzęcie dźwiękowym. Alternatywnym źródłem zasilania może być natomiast instalowany w obudowie zestawu akumulator litowo-jonowy. Niestety nie mam informacji o tym, na ile godzin pracy systemu wystarcza jego pełne naładowanie. Jest on dostępny wyłącznie jako wyposażenie opcjonalne, a zatem i wymagające dopłacenia kilku złociszy. Sam akumulator waży około pół kilograma, zwiększając masę całości do 7,3 kg.

Energię elektryczną, dostarczaną przez wzmacniacz, na akustyczną przetwarzają łącznie cztery przetworniki – woofer z membraną o średnicy 6 cali oraz trzy tweetery, umieszczone na łukowo wygiętej listwie. Patrząc na zdjęcia przekrojowe, jakie można znaleźć w Internecie, wydaje mi się, że każdy z nich zamknięty jest w odrębnej kapsule, która zabezpiecza go przed oddziaływaniem znajdującego się „za plecami” woofera. Niestety nie udało mi się ani zdjąć maskownicy, ani dotrzeć do głośników od wewnątrz, ale podejrzewam, że są to własne produkty firmy Bose.

JAK BOSE S1 PRO GRA I KOMU…

Zakres zastosowań S1 Pro jest, wbrew pozorom, dość szeroki. Można z niego korzystać jako indywidualnego systemu nagłośnieniowego, wzmacniacza do ćwiczeń, wzmacniacza bądź monitora odsłuchowego, a także niewielkiego nagłośnienia w przypadku prelekcji czy małych eventów. Kąty propagacji dźwięku to 100 stopni w płaszczyźnie horyzontalnej i 40 w wertykalnej. Producent podaje, że w roli systemu nagłośnieniowego S1 Pro sprawdzi się w przypadku imprez z udziałem do 50 osób. Nie jest jednak jasno powiedziane – aczkolwiek można takie domniemanie wysnuć – że chodzi tu o pojedynczą sztukę.

 

Kształt obudowy, o pięciokątnym przekroju, sprawia, że S1 Pro daje się ustawiać na różne sposoby.

 

S1 Pro dałem do wypróbowania dwóm znajomym. Jeden to człowiek, który lubi czasami pograć na gitarze i pośpiewać gdzieś „na mieście”, dorabiając przy okazji do butelki chleba. Ponieważ jednak do testu trafił system bez wbudowanego akumulatora, to znajomy ów nie był w stanie wypróbować go w realnych warunkach. Drugi z kolei to klawiszowiec w zespole pop-rockowym. Ten wykorzystał S1 Pro, wraz z małym mikserkiem, w charakterze własnego indywidualnego odsłuchu. Obaj potwierdzili wysoką klasę urządzenia, wygodę jego użytkowania i transportu, i chwalili za możliwości, jakie daje, przy swoich mikroskopijnych niemal gabarytach.

Pierwszy stwierdził, że gdyby nie cena (umówmy się – najniższa nie jest), kupiłby S1 Pro bez chwili zastanowienia. Przy czym muszę tutaj nadmienić, że nie jest to człowiek, który ma tylko jakąś tam gitarę akustyczną i do tejże ogranicza się jego znajomość instrumentów. Drugi z kolei szczególnie docenił wielkość S1 – to, że można go bez trudu zmieścić gdzieś w pobliżu stojaka z „parapetami” i wygodnie pozycjonować. Generowany przez system poziom dźwięku w takim przypadku pozwalał mu na bardzo komfortowy odsłuch. Szkoda jedynie, że nie jest to system stereofoniczny, bo jednak klawiszowcy lubią słyszeć swoje instrumenty w stereo.

Ja z kolei ograniczyłem się do wydobycia kilku akordów z mojej gitary z pasywną elektroniką. Ok, Marshall to to nie jest, ale do pobrzdękania sobie, jak na moje potrzeby, aż za dużo.

 

PODSUMOWANIE BOSE S1 PRO

Uważam, że S1 Pro to kolejny, po mobilnym systemie line array F1/Model 812, udany produkt Bose. Mały, poręczny, bardzo ergonomicznie zaprojektowany, o szerokim zakresie zastosowań. Oferujący czysty dźwięk, o poziomie wystarczającym do nagłośnienia nawet niewielkiego eventu, a dzięki możliwości odbierania strumienia Bluetooth pozwalający na rozkręcenie imprezy w ogródku, gdzie można puszczać kawałki swoim przyjaciołom, nie ruszając się z fotela. Fakt, kwota, jaką należy zapłacić za S1 Pro, jest nie do zbagatelizowania, ale wiadomo nie od dziś, że dobre produkty muszą „swoje” kosztować, bo do ich powstania nie prowadzą żadne drogi na skróty. Jest to więc jedyna poważna wada jaką mogę przypisać opisanemu to produktowi. Gdyby ów test miał ukazać się na łamach siostrzanego miesięcznika „Estrada i Studio”, zapewne wnioskowałbym o przyznanie znaku Nasz Typ.

Informacje:

Dyspersja (-6 dB): 100 x 40 stopni
Pasmo przenoszenia (±3 dB): 70 Hz-16 kHz
Max SPL (ciągły/szczyt.): 103/109 dB
Zasilanie: 100-240 V AC
Wymiary: 330 x 241 x 286 mm
Waga: 6,8 kg (bez akumulatora)
Cena: 2.499 zł brutto

Dostarczył:
Bose, ul. Wołoska 12
02-675 Warszawa, tel. (22) 852-29-08
www.bose.pl



Więcej informacji o prezentowanym urządzeniu na stronie internetowej producenta: www.pro.bose.com oraz polskiego oddziału: www.bose.pl