PreSonus StudioLive 24.4.2AI. Mikser cyfrowy

2014-12-10

W poprzednim numerze podzieliliśmy się z Wami wrażeniami z testów dwóch przedstawicieli nowej serii StudioLive znanego producenta urządzeń studyjnych – firmy PreSonus.

Firma, bardzo dobrze znana i ceniona na rynku urządzeń studyjnych, postanowiła powalczyć też o swoją część tortu na rynku live, prezentując najpierw – już parę lat temu – budżetowe konsolety StudioLive, a obecnie wypuszczając serię mobilnych urządzeń nagłośnieniowych (o nich właśnie pisaliśmy w poprzednim numerze) oraz odświeżone i znacząco ulepszone wersje konsolet StudioLive.

Cyfrowe miksery StudioLive z serii AI – bo to o nich mowa – to wygodne środowisko pracy zarówno w warunkach koncertowych, jak i w studiu. Wyposażone w czytelny interfejs użytkownika oferują wysokiej klasy brzmienie i dużą wydajność DSP, bezpośrednią łączność przez Wi-Fi i LAN. Do tego są łatwe i intuicyjne w obsłudze, mają pokładowy interfejs FireWire 800, z możliwością zamiany na Thunderbolta, Dante lub AVB, i zintegrowany zestaw oprogramowania dla komputerów z systemami Mac, Windows oraz i iOS. Tak przedstawia w skrócie swoje konsolety producent. A jak to wygląda z pozycji „szarego” użytkownika?

Do naszej redakcji dotarł, z firmy Audiostacja, która jest dystrybutorem urządzeń marki PreSonus, stół w wersji 24-kanałowej, tj. StudioLive 24.4.2AI. Oprócz niego w sprzedaży dostępne są też modele 16- i 32-kanałowe – to jeśli chodzi o nową serię mikserów, tych z literką AI. Zresztą z poprzedniej serii w ofercie pozostał już tylko najprostszy (i najtańszy) StudioLive 16.0.2.

 

PODŁĄCZAMY SIĘ


„Nasz” mikser, StudioLive 24.4.2AI, oferuje 24 wejścia mikrofonowo-liniowe (przy czym wloty mikrofonowe są na gniazdach XLR, a liniowe na osobnych, typu jack ¼” TRS), 10 wyjść analogowych w formacie jack ¼” TRS oraz dwa wyjścia sumy STEREO (lewy/prawy) i wyjście sumy MONO, wszystkie trzy zrealizowane na męskich XLR-ach. Dodatkowo wyjścia sumy STEREO są zdublowane na dwóch gniazdach jack ¼”. Wszystkie wejścia dysponują gniazdami insertowymi jack ¼” TRS oraz wyjściami direct, które wyprowadzone są zbiorczo na trzech gniazdach DB25. Mamy jeszcze do dyspozycji dodatkowe dwa stereofoniczne wejścia Aux Input A i Aux Input B, które dysponują tylko regulacją poziomu i panoramy oraz możliwością przypisania ich do sumy głównej i/lub podgrup oraz wysłania z nich sygnału na wyjścia aux1-10 i Digital Send. Podobnie jak w wielu innych mikserach, możemy też skorzystać z wejść i wyjść „Tape” służących do podłączenia odtwarzacza i rejestratora – tradycyjnie z gniazdami RCA (cinch).


Z gniazd na tylnym panelu miksera pozostały nam jeszcze 4 wyjścia podgrup (jack ¼”), wyjście CR Output (para jack ¼”) do podłączenia monitorów odsłuchowych oraz XLR-owe wejście mikrofonu talkback.

Na samym dole znajduje się slot na kartę rozszerzeń, który fabrycznie zajmuje karta z dwoma złączami FireWire S800 oraz etheetowym złączem RJ-45 (do podłączenia komputera lub routera) i gniazdem wyjściowym S/PDIF (cinch). Z przodu natomiast, u dołu po prawej stronie, możemy podłączyć sobie słuchawki, korzystając z gniazda jack ¼”, a na górze miksera znajdziemy jeszcze gniazdo BNC do podłączenia lampki.



ZACZYNAMY KRĘCIĆ


Praca na PreSonusie 24.4.2AI jest… bardzo analogowa. I nie chodzi tu nawet o to, czy sam układ manipulatorów jest bardziej, czy mniej zbliżony do stołów „starej daty” – w czym, póki co jeszcze, prześcigają się w swoich materiałach reklamowych chyba wszyscy producenci konsolet cyfrowych – ale o to, że miksować trzeba bardziej „na ucho” (kłania się tzw. „stara szkoła”) niż „na oko”, patrząc na monitor i „narysowane” na nim charakterystyki. A to dlatego, że owego monitora… w zasadzie nie ma. Owszem, jest niewielki wyświetlacz LCD, jednak służy on tylko do konfiguracji stołu, zapisywania i wczytywania scen czy też presetów oraz „obsługi” procesorów efektowych.

Charakterystyk bramki, kompresora czy korektora próżno tam szukać i jeśli ktoś nie ma tak naprawdę pojęcia, co i jak chce uzyskać za pomocą oferowanych bloków funkcyjnych, no to ma problem. Czy to minus tego miksera? Osobiście uważam, że wprost przeciwnie, bo na pracę na nim zdecydują się pewnie przede wszystkim ci, którzy „mają fach w ręku” i potrafią używać swoich uszu do miksowania (czytaj – jest mała szansa, że położą sztukę).

Oczywiście temat przestaje być w ogóle aktualny, jeśli podłączymy się do konsolety z iPadem, co pozwala korzystać ze wszelkich dobrodziejstw współczesnej techniki obsługi mikserów cyfrowych, z wyświetlaniem charakterystyk bramki, kompresora i korektora włącznie. Ale jeśli będziemy chcieli (lub musieli) korzystać tylko z tego, co oferuje nam sam stół, musimy być przygotowani na pracę jak na analogu. Ale może przejdźmy do konkretów.

O pierwszej analogowości – braku podglądu na monitorze/wyświetlaczu charakterystyk bloków korekcji czy obróbki dynamicznej, a nawet konkretnych wartości zmienianych parametrów już wspominałem. Druga sprawa to fakt, że np. filtry equalizera nie pracują „od burty do burty”, czyli w pełnym zakresie pasma akustycznego 20 Hz-20 kHz, ale każdy ma ograniczone pasmo, przewidziane dla „swojego” zakresu pracy (np. filtrem HF nie możemy podciąć 100 Hz, bo po prostu już tam nie sięga). Trzecia kwestia to… brak zmotoryzowanych tłumików. Z jednej strony jest to dość logiczne – po co konsolecie 24-kanałowej, mającej na pokładzie 24 tłumiki (bez żadnych warstw czy banków), „latające” fejdery, skoro każdy ma do wykonania tylko jedno zadanie – regulować poziom wyjściowy sygnału „swojego” kanału. Z drugiej strony wprowadza to pewne ograniczenia (np. nie ma funkcji „sends on fader”, choć też nie tak do końca) czy też utrudnienia (po wczytaniu zapisanej sceny musimy ręcznie ustawić sobie tłumiki w danej pozycji, korzystając z funkcji „locate”). Inna sprawa, że brak zmotoryzowanych tłumików to nie jedyny problem w przypadku wczytywania zapisanych wcześniej scen – gainy też są analogowe, regulowane za pomocą zwykłych potencjometrów (a nie cyfrowych enkoderów) i ich wartości w ogóle nie są zapisywane w scenach. Trzeba pstrykać fotki albo zapisywać ustawienia gałek – co wydatnie wpływa na czas osiągnięcia gotowości do „odpalenia” po wczytaniu nowej sceny. Zwłaszcza jeśli zapisana w niej została konfiguracja miksera drastycznie inna od wcześniej używanej, np. dla zupełnie innego zespołu. Jak widać, niemalże „full analog”, z prawie wszystkimi jej zaletami, ale też i wadami.

Co w takim razie, oferuje nam Studio- Live 24.4.2AI w warstwie obsługowej? Jak już wspomniałem, mamy 24 tłumiki kanałowe – dla każdego wejścia analogowego osobno – plus 4 dla podgrup i jeden sumy stereo. Dla każdego wejścia mamy też dedykowany regulator czułości – stricte analogowy – oraz podświetlany przycisk załączania napięcia fantomowego, a także przycisk przełączenia źródła sygnału podawanego na dany kanał z fizycznego wejścia analogowego na cyfrowe (np. ze strumienia FireWire czy Dante, w zależności od zainstalowanej karty w slocie).

Każdy kanał, a także każda podgrupa (a jest ich 4) ma dedykowany zestaw trzech, również podświetlanych, przycisków: Select, Solo i Mute, których znaczenia chyba objaśniać nie trzeba.

Główna szyna wyjściowa stereo ma natomiast swój przycisk Select oraz przycisk szybkiego wejścia w tryb korektora graficznego dla tej szyny. Każdy kanał wejściowy dysponuje też własnym linijkowym wskaźnikiem poziomu sygnału, który jednak jest wielofunkcyjny – pełni też funkcję podglądu zgrubnej wartości parametru, do którego jest przypisany, wskazuje odchylenie pozycji tłumika od jego aktualnego położenia po wczytaniu nowej sceny (funkcja „locate”) oraz pokazuje poziom wysyłki sygnału z danego kanału do wybranego aux-a. Do wyboru trybu pracy zestawu 24 wskaźników służy 5 przycisków w sekcji master.


Pod każdym wyświetlaczem znajduje się też obrotowy enkoder, który również jest wielofunkcyjny. W trybie domyślnym każdemu przypisany jest jeden parametr tzw. fat channel, czyli channel strip’u. „Jadąc” od lewej mamy tutaj gałkę częstotliwości filtru góoprzepustowego, regulowaną od zera (czyli „off”) do 1 kHz, następnie sekcję pięciu enkoderów bramki (częstotliwość filtru side-chain, próg i zasięg zadziałania, czas ataku i zwolnienia), kolejną pięcioenkoderową sekcję kompresora (próg, ratio, czasy ataku i zwolnienia oraz wzmocnienie sygnału), regulator progu limitera oraz 12 gałek korektora, zaaranżowanych w cztery grupy po trzy – dla każdego z czterech filtrów po trzy parametry (częstotliwość, dobroć i wzmocnienie/ tłumienie). Każda z sekcji – bramki, kompresora, limitera i korektora – dysponuje podświetlanym przyciskiem załączenia/ wyłączenia, a ponadto każdy z czterech filtrów korektora ma „swój” taki przycisk. Trzeba więc pamiętać, że aby usłyszeć efekt swojego mozolnego kręcenia barwą, trzeba nie tylko włączyć equalizer, ale również filtry, które się w nim używa. Inaczej można się „zakręcić na śmierć”, a efekt tych zmian będzie żaden (lub będzie tylko w naszych głowach, co zresztą nie jest zjawiskiem odosobnionym w naszej branży).


Między sekcją tłumików a sekcją wskaźników i enkoderów znajdziemy regulator panoramy – z linijkowym wskaźnikiem diodowym, informującym o aktualnej pozycji regulatora – 5 przycisków przyporządkowania do podgrup/sumy stereo, przycisk linkowania kanałów/ aux-ów, przyciski Copy, Load i Paste oraz guziczek, za pomocą którego możemy przełączać się między dwoma różnymi ustawieniami EQ i dynamiki dla wybranego kanału – o tym za moment. Dodatkowo oprócz podświetlenia przycisku Select wybranego kanału/szyny mały wyświetlacz alfanumeryczny informuje nas o tym, który kanał czy też szyna wyjściowa jest w danym momencie wybrana do edycji.

Góą część panelu manipulacyjnego – poniżej gianów a powyżej wskaźników – zajmuje sekcja wysyłek do aux- -ów i procesorów FX. Każdy możemy wybrać do edycji (przyciskiem Select), wyciszyć (Mute), podsłuchać – oprócz wysyłek na FX-y (Solo) oraz przełączyć w tryb wysyłek (Mix). Regulacja poziomu wysyłki z poszczególnych kanałów i procesorów efektowych rozwiązana jest podobnie jak powszechnie stosowana w innych mikserach funkcja „sends on fader”, z tym że w stołach PreSonusa regulacji tej dokonujemy nie tłumikiem, ale odpowiadającym mu wielofunkcyjnym enkoderem, a wartość poziomu tej wysyłki obrazowana jest na towarzyszącym mu wskaźniku diodowym.

PRZEDWZMACNIACZE


Preampy mikserów StudioLive z serii AI, podobnie jak poprzednich modeli, to jedna z ich mocniejszych stron. Są to wysokonapięciowe, dyskretne przedwzmacniacze XMAX klasy A, dzięki czemu charakteryzują się dużym headroomem oraz brzmieniowo głębszym dołem i łagodniejszą górką (zawdzięczają to napięciu zasilania 30 V, w przeciwieństwie do preampów innych producentów, zasilanych 18 czy nawet 10 V), a także małymi szumami własnymi i zniekształceniami, na co z kolei ma wpływ „czysta” klasa A układów (a nie AB) oraz budowa oparta na elementach dyskretnych (tranzystory, rezystory i cewki zamiast układów scalonych). Rzeczywiście brzmieniowo trudno mieć do tych preampów jakiekolwiek zastrzeżenia, co zresztą nie powinno dziwić nikogo, kto miał wcześniej do czynienia z urządzeniami PreSonusa.

BRAMKA, KOMPRESOR


To też duży plus mikserów, szczególnie kompresor, który jest bardzo transparenty i muzyczny. Bramkę można przełączyć w tryb pracy ekspandera, podsłuchać odfiltrowane pasmo (Key Listen) w przypadku używania funkcji side-chain, a w kompresorze wybrać jedno z dwóch rodzajów kolana charakterystyki – hard (domyślnie) lub soft. Dla mniej wprawionych w obsłudze kompresora producent przewidział ułatwienie w postaci przycisku AUTO, po wciśnięciu którego sprzęt sam ustawia optymalne parametry czasów ataku i zwolnienia (konkretnie attack – 10 ms, release – 150 ms).

 

KOREKTOR


StudioLive 24.4.2AI, podobnie jak 32.4.2AI, oferuje czteropasmowy, pełnoparametryczny korektor barwy dźwięku. Wersja 16-kanałowa również wyposażona jest w taki korektor, jednak z uwagi na mniejszą ilość miejsca trzeba było zrezygnować z części enkoderów, tak że z poziomu konsolety mamy mniejsze możliwości obsługi tak korektorów (nie ma pokrętła dobroci filtrów, dwa środkowe można tylko przełączyć w tryb „szerszy” lub „węższy”), jak i bramki i kompresora (nie ma np. regulatorów parametrów czasowych bramki). „Odpalając” jednak na iPadzie albo komputerze program do zdalnego sterowania mikserem uzyskujemy pełny dostęp do wszystkich parametrów korektora, kompresora i bramki. Wróćmy jednak do naszego StudioLive 24.4.2AI.

Jak już wcześniej pisałem, jeśli zamierzamy pokręcić trochę barwą, trzeba przede wszystkim włączyć cały moduł equalizera, jak również poszczególne jego filtry, z których zamierzamy korzystać. Rozplanowanie wykorzystania filtrów musi być przemyślane, bowiem każdy pokrywa pewne określone i ograniczone pasmo. I tak pierwszy filtr (Low) można przestrajać w paśmie 36-465 Hz, drugi (Low-Mid) w zakresie od 90 Hz do 1,2 kHz, trzeci z kolei (High-Mid) pokrywa pasmo od 380 Hz do 5 kHz, a czwarty (High) przestrajamy w zakresie 1,4-18 kHz. Wszystkie filtry można wzmacniać/tłumić o ±15 dB, a dobroć Q wybierać z zakresu 0,1-4. Skrajne filtry można przełączać w tryb półki, przy czym – inaczej jak w większości innych mikserów – regulator dobroci w dalszym ciągu jest aktywny i niezbyt umiejętne nim kręcenie może nas wpędzić w niemałe kłopoty.

W przypadku wyboru trybu półkowego dobrocią Q możemy wpływać na nachylenie charakterystyki filtru, co jednak ma swoje konsekwencje. Jeśli chcemy uzyskać filtr o charakterystyce amplitudowej maksymalnie płaskiej, tzn. takiej, gdzie nachylenie charakterystyki jest największe, bez żadnych zafalowań w okolicy punktu podziału, powinniśmy wybrać Q równe 0,7 (a dokładnie 0,707).

Odpowiada to charakterystyce filtru Butterwortha, który właśnie charakteryzuje się wymienionymi wyżej cechami. Jeśli wybierzemy Q mniejsze od 0,7 będziemy mieć do czynienia z filtrem bardziej przypominającym filtr Bessela, w którym stromość charakterystyki sukcesywnie maleje. W skrajnym przypadku, przy Q równym 0,1 i przy ustawieniu najmniejszej możliwej częstotliwości dla filtru High (czyli 1,4 kHz), filtr zacznie nam tłumić lub podbijać pasmo sukcesywnie już od ok. 50 Hz, a nawet niżej! Od mniej więcej 200-300 Hz charakterystyka zacznie się powoli spłaszczać (osiągając np. przy ustawionym tłumieniu -12 dB poziom ok. -6 dB), a następnie od 4-5 kHz w górę znów zacznie opadać, co ciekawe nigdy nie osiągając ustawionych -12 dB (maksymalnie, dla 20 kHz, uzyskamy ok. -10 dB).

Jeszcze gorzej wygląda to dla dużych wartości Q, gdzie wkraczamy w zakres filtru Czebyszewa. Filtr ten charakteryzuje się zafalowaniem w okolicy częstotliwości granicznej, a konkretnie podbiciem charakterystyki przed tą częstotliwością, jeśli wybierzemy filtr tłumiący, oraz „dolinką”, jeśli filtr półkowy z definicji ma podbijać. Co ciekawe, to zafalowanie (podbicie lub wycięcie) jest tym większe i szersze, im większe tłumienie/wzmocnienie filtru ustawimy (i oczywiście im większa wartość Q). Dla skrajnej wartości Q (czyli 4) i minimalnej wartości częstotliwości (1,4 kHz) filtr zafunduje nam „górkę” o około 9-decybelowym szczycie w okolicy 1 kHz, ale zaczynającą się już sukcesywnie od 200 Hz!! Powyżej 1 kHz charakterystyka rzeczywiście gwałtownie, bardzo stromo opada, i to grubo poniżej nastawionych -12 dB (w okolice -25 dB), a następnie zaczyna rosnąć, osiągając ustawione -12 dB i spłaszczając się powyżej 7-8 kHz.

Jak widać, brzmieniowo taki filtr może nam naprawdę nieźle namieszać, stąd moja rada, aby – używając filtrów półkowych w PreSonusach – raczej nie stosować Q mniejszego od 0,5 i większego od 1, a najlepiej trzymać się w zakresie 0,6-0,8. No chyba że świadomie chcemy uzyskać efekt, jaki daje np. filtr Czebyszewa.



I tutaj, przy okazji, mała „przyczepka”, konkretnie do opisu skali parametru Q. Mamy tu oznaczone tylko wartości skrajne, czyli 0.1 i 4, oraz wartość 0.6 pośrodku skali. Moim skromnym zdaniem lepiej by było oznaczyć na skali, zamiast 0.6, wartości 0.7 (gdzie uzyskujemy maksymalnie płaski filtr półkowy) i 1.4 (co daje nam w efekcie filtr dzwonowy o szerokości oktawy). Oczywiście można sobie mniej więcej spróbować wycelować w te wartości, ale skoro już mamy jakieś opisy na skali, to zamiast owego „bezwartościowego” 0.6 można było nadrukować tamte dwa. Problem oczywiście znów staje się nieistotny, jeśli możemy skorzystać z iPada – tam możemy sobie, jeśli chcemy, wpisać z klawiatury wartości interesujących nas parametrów, nawet z dokładnością do 2 miejsc po przecinku.

A/B FAT CHANNEL


Ta funkcja to kolejny wielki plus Pre- Sonusów, której próżno szukać nie tylko w konsoletach z tej samej półki cenowej, ale nawet w dużo droższych konstrukcjach. Możliwości DSP nowych mikserów StudioLive są na tyle duże, iż mamy możliwość przygotowania dwóch zupełnie różnych ustawień parametrów bramki, kompresora i korektora dla każdego kanału i za jednym wciśnięciem przycisku, opisanego jako „Alt”, przełączyć się z jednego na drugie. Przykładowo mamy gitarzystę, który podczas koncertu używa dwóch rodzajów gitar – na przykład akustycznej i klasycznej. Aby zaoszczędzić wolnych kanałów możemy obie gitary „wpiąć” do tego samego kanału (tzn. muzyk przepina tylko kabel z jednej gitary do drugiej), ale że instrumenty te są brzmieniowo znacząco różne, możemy ustawić inną korekcję i kompresję dla jednej, a inną dla drugiej. W momencie kiedy gitarzysta zmienia instrument, my momentalnie dokonujemy zmiany parametrów korektora i kompresora, zanim gość na scenie będzie gotowy do gry. Rewelacja!

FX


PreSonus StudioLive 24.4.2AI, jak i pozostałe 2 modele z tej serii, dysponuje czterema 32-bitowymi procesorami efektów, z tym że dwa pierwsze oferują kilka rodzajów pogłosu, a dwa pozostałe cztery rodzaje delay’ów. Najpierw chwalimy – pogłosy naprawdę brzmią świetnie, nie „dzwonią” w zakresie wyższych częstotliwości. Oprócz gotowych presetów mamy też możliwość zmiany kilku parametrów, jak czas pogłosu, pre-delay czy poziom wczesnych odbić (early reflection). Z oferowanych delay’ów możemy wybrać prosty mono delay, stereo delay, ping-pong oraz filter delay. Tutaj też mamy możliwość zmiany kilku parametrów, z czasem odbić i mnożnikiem włącznie (w zależności od tego, czy rytm utworu jest na 4, czy na 8) i, podobnie jak w przypadku pogłosów, brzmieniowo też jest „bezwnikowo”. Mieszane uczucia może wywoływać sposób mutowania efektów – wciskając przycisk MUTE wyciszamy nie wyjście procesora efektów, ale wysyłkę na ten procesor. Skutkuje to tym, że mutując np. FX3 czy FX4, gdzie mamy ustawiony delay ze sporym feedbackiem (a więc taki, który odbija dźwięk kilka czy nawet kilkanaście razy), efekt ten będzie wybrzmiewał do momentu aż sam wygaśnie.

Z jednej strony jest to bardziej naturalne niż raptowne urwanie echa, jak to ma miejsce w przypadku mikserów, gdzie wyciszany jest powrót z „procka”, z drugiej strony, jeśli się zapomnimy i nie zamutujemy wokaliście (np. reggaowe’mu, którzy – jak wiadomo – lubią mieć dużo delaya na wokalu) efektów po zakończeniu śpiewanego utworu, usłyszymy piękne wielokrotne echo w trakcie jego „zagajania” między piosenkami, które szybko nie zaniknie po wciśnięciu MUTE. To oczywiście kwestia tego co kto lubi – taki był zamysł producenta i tak zrobił. Jeśli komuś to przeszkadza, istnieje możliwość „obejścia” tego. Można skorzystać z podgrup, wysyłając sygnał powrotny z procesora efektów nie bezpośrednio na sumę, ale na jedną z podgrup, której oczywiście wyjście musimy następnie wysłać na sumę. Mamy wtedy możliwość szybkiego, ale płynnego wyciszenia efektu – ściągając suwak tej podgrupy – albo też raptownego wyciszenia przyciskiem „MUTE” podgrupy. Z uwagi na to, że mikser oferuje tylko 4 podgrupy, możemy w ten sposób albo zorganizować wysyłkę wszystkich efektów, ale w formacie mono, albo parując grupy obsłużyć w ten sposób tylko dwa wybrane efekty, już jako stereo.

Jest jednak jeszcze jeden „myk”, o którym zresztą producent wie, ale jeszcze w najnowszym sofcie tego nie usunął (być może w kolejnym, co może nastąpić dość szybko, bowiem PreSonus dość często publikuje kolejne aktualizacje). „Myk” polega na tym, że podając sygnał na FX2, niezależnie od tego, czy wysyłamy cokolwiek na FX3 i czy jest on całkowicie skręcony i/lub zamutowany, sygnał z procesora 2 „przełazi” na 3, w efekcie czego na szynie wyjściowej dostajemy syg nał nie tylko z pożądanym pogłosem, ale również nieco „zdelayowany”. Dotyczy to tylko sytuacji, gdy na FX3 wybierzemy stereo delay – pozostałe trzy delay’e zachowują się poprawnie. Jeszcze „lepiej” jest, jeśli zarówno na FX3, jak i FX4 wybierzemy „stereo delay” – w końcowym efekcie uzyskamy kaskadową wędrówkę sygnału przez trzy procesory efektów, które zsumują się na wyjściu, dając w efekcie niezłą „kołomyjkę”. Szczególnie jeśli feedbacki obu delay’ów będą miały duże wartości. Rada jest taka, aby unikać – póki co – używania delayów stereo, a przynajmniej na FX3 (jeśli tam będzie wybrany inny delay, na FX4 już nic nie przejdzie). No i miejmy nadzieję, że może już wkrótce to, co właśnie napisałem, stanie się całkowicie nieaktualne, gdy wyjdzie nowy soft.

AUX-Y I GRUPY


PreSonus StudioLive 24.4.2AI oferuje 10 monofonicznych aux-ów, które można linkować (podobnie jak w przypadku kanałów wejściowych) – nieparzysty z kolejnym parzystym, uzyskując w ten sposób maksymalnie 5 aux-ów stereofonicznych. Wszystkie aux-y mają niemalże pełny processing, taki jak kanały wejściowe, a to „niemalże” wynika z tego, że brak w nich funkcji zmiany polaryzacji sygnału. Jest natomiast zarówno przestrajany filtr góoprzepustowy, jak i bramka, kompresor, limiter i korektor. To samo tyczy się wysyłek na procesory efektowe – tam też mamy możliwość obróbki sygnału, jak w channel stripie, oprócz odwracania polaryzacji. Wszystkie aux-y (wysyłki na FX-y już nie) mają też „swoje własne” 31-pasmowe korektory graficzne, podobnie zresztą jak szyna główna MAIN. Co ciekawe, w przypadku korektora graficznego również mamy możliwość wykonania dwóch różnych ustawień dla tego samego aux-a czy sumy, które można szybko przełączać przyciskiem Alt A/B.

Z kolei 4 podgrupy, w stosunku do aux-ów, pozbawione zostały jeszcze dodatkowo przestrajanego filtru góoprzepustowego – co trochę dziwi (zwłaszcza że aux-y go mają), bo przecież chyba nie z powodów „oszczędnościowych” DSP, któremu mocy raczej nie brakuje, aby obsłużyć jeszcze 4 filtry. Nie ma też na wyjściach podgrup korektorów graficznych, co może jeszcze bardziej dziwić, ale już bramka, kompresor i korektor – takie same jak w chanel stripie kanałów wejściowych – jak najbardziej są. Można oczywiście narzekać na brak filtrów czy „grafików”, ale z drugiej strony powiedzcie, ile znacie mikserów budżetowych oferujących na szynach wyjściowych zarówno bramkę, kompresor, jak i korektor? A ile z nich ma jeszcze przestrajany filtr góoprzepustowy?

Grupy – jako jedyne w mikserze – można ponadto opóźniać, w zakresie od 0,5 ms do 300 ms. Tych regulacji dokonujemy korzystając z przycisku SYSTEM i wyświetlacza LCD. Z tym jednak wiąże się druga wykryta „wtopa” w oprogramowaniu, która również jest już znana producentowi i, miejmy nadzieję, w następnej wersji softu zostanie usunięta. Polega ona na tym, że sygnał z podgrup jest wysyłany do szyny głównej (jeśli tak sobie je skonfigurujemy, oczywiście) PO sekcji opóźnienia, a nie PRZED, jak powinno być i jak zresztą pokazuje schemat blokowy. Skutkuje to tym, że opóźniony na grupie sygnał sumuje się na szynie głównej z sygnałem nieopóźnionym z innych kanałów, a jaki to daje efekt finalny, chyba nikomu nie trzeba opisywać – mamy piękny „grzebień”. Póki ten bug nie zostanie poprawiony, proponuję nie eksperymentować z opóźnianiem sygnału na podgrupie, jeśli ma on nie tylko być wyprowadzony na zewnątrz, ale również trafić na szynę główną. Natomiast szkoda, że producent nie pomyślał o tym, żeby dać użytkownikowi również możliwość opóźniania sygnału na wyjściu głównym – przecież to nie „kosztuje” tak wiele, a często się przydaje. No bo o opóźnieniach na każdym kanale wejściowym już nie wspominam – fajnie, gdyby były, ale nie jest to normą w mikserach niskobudżetowych, więc nie czepiajmy się. Podobnie mogły być w ten „ficzer” wyposażone również aux-y. No cóż, nie od razu Kraków zbudowano – biorąc pod uwagę, że konsolety cyfrowe to najzwyklejsze komputery, jeśli tylko mocy obliczeniowej nie brakuje, można dorzucać kolejne klocki, jak się tylko chce. Nawet jeśli nie przewidziano ich sprzętowej obsługi, np. w formie dedykowanych pokręteł czy przycisków, zawsze można posłużyć się wyświetlaczem i przyciskami nawigacyjnymi. Może więc doczekamy się wkrótce opóźnienia sumy, aux-ów, a może nawet i kanałów wejściowych też.

WSKAŹNIKI


Kolejny plus dla PreSonusa za możliwość podglądania sygnału na wszystkich 24 kanałach wejściowych – i to do wyboru, albo na ich wejściach (po preampie i insercie, ale przed całą pozostałą obróbką), albo na wyjściach (po całym processingu i po faderze) – a także na wyjściach wszystkich aux-ów i szyn efektowych. Ponadto zestaw wskaźników, ten sam, który służy do podglądu wartości parametrów przypisanych im enkoderów – można przełączyć w tryb podglądu wartości redukcji sygnału, dla każdego kanału osobno, związanego z aktywną „działalnością” bramki i/lub kompresora w tym kanale. Ostatnią funkcją wskaźników jest pomoc we właściwym fizycznym ustawieniu tłumików, po wczytaniu nowej sceny. Ponadto w sekcji master mamy stały podgląd sygnału wyjściowego na wszystkich 4 podgrupach, szyny głównej MAIN oraz szyny solo, w tym również redukcji sygnału po bramce i/lub kompresorze. Mała uwaga w przypadku posługiwania się wskaźnikami podgrup i szyny głównej – te pierwsze są skalowane w zakresie od -60 do +18 dBu, zaś wskaźnik sumy od -60 do +24 dBu. Jeśli o tym nie wiemy, może nas nieco zdziwić, gdy podając ten sam sygnał na podgrupy i na sumę zobaczymy nieco inne wskazania mieików podgrup, a inne na wskaźniku MAIN, bowiem góy zakres ich wskazań nie jest opisany na skali mieików.

CO PONADTO


Jak w przypadku każdego live’owego miksera (ale i studyjnego również) musimy mieć możliwość porozumiewania się z muzykami „po drugiej stronie barykady”. PreSonus StudioLive nie ma co prawda wbudowanego mikrofonu talkback, ale udostępnia osobne gniazdo do podłączenia takiego mikrofonu, oczywiście z regulacją wzmocnienia. Co ciekawe, przedwzmacniacz do tego użyty jest dokładnie taki sam, jak w kanałach wejściowych, stąd jest możliwość wysłania sygnału talkback na wyjście cyfrowe – FireWire, AVB czy Dante – i uzyskania w ten sposób dodatkowego źródła sygnału i dodatkowego śladu w nagraniu. Mamy też kilka możliwości, do jakich wyjść analogowych chcemy, aby trafiał sygnał z naszego mikrofonu zleceniowego – na wyjście główne, do aux-ów 1-2, aux-ów 3-6 oraz aux-ów 7-10. Możliwa jest oczywiście kombinacja tych opcji, z wszystkimi naraz włącznie.

System podsłuchu SOLO może pracować w trzech trybach – latch, radio i CR. W pierwszym przypadku możemy podsłuchiwać dowolną liczbę kanałów/szyn wyjściowych jednocześnie, w trybie radio tylko jeden kanał lub bus może być aktywny, zaś wybranie trybu CR sprawia, że wciśnięcie przycisku solo w dowolnym kanale/szynie automatycznie routuje sygnał z szyny solo do szyny Monitor i odłącza od tej ostatniej inne źródło sygnału, które było na nią wysłane. Ponadto mamy możliwość podsłuchiwania źródeł zarówno przed (PFL), jak i po tłumiku (AFL) – tego wyboru dokonujemy przyciskiem w sekcji master – a także pracy w trybie SIP, tj. Solo In Place.

Nie mogło też oczywiście zabraknąć możliwości zapisywania scen (i oczywiście ich wczytywania), wraz z możliwością wyboru, które parametry mają być zapisane, a które nie. Możemy też zapisywać własne presety ustawień korektora, bramki i kompresora, a także własne presety efektów.

Miksery można również łączyć kaskadowo, uzyskując w ten sposób system z nawet 72 kanałami wejściowymi (64 mono i 4 stereo aux – jeśli skaskadujemy dwa StudioLive 32.4.2AI), 8 podgrupami i 8 procesorami FX.

 

NAGRYWAMY


PreSounus nie zapomniał bynajmniej „skąd jego ród”, przystosowując swoje produkty nie tylko do zastosowań live’owych, ale również i nagraniowych – taka zresztą była idea ich powstania. Stąd też nazwa – StudioLive. Konsolety te mogą więc być używane również w projektowych studiach nagrań, a także łączyć funkcje nagraniowe i nagłośnieniowe. W tym celu są one „odgóie” wyposażone w złącza FireWire S800, z możliwością ich zamiany na kartę ze złączami Dante, Thunderbolt lub AVB. Miksery są również ściśle zintegrowane z pełnym pakietem darmowego oprogramowania DAW – Studio One i Capture. Pod tym względem chyba faktycznie – jak pisze producent – żadna cyfrowa konsoleta w tym przedziale cenowym nie może się równać z nowymi mikserami PreSonusa.

AI CZYLI AKTYWNA INTEGRACJA (ACTIVE INTEGRATION)


Udana współpraca z programami do nagrań wielośladowych to nie jedyna integracja konsolet StudioLive z serii AI z innymi produktami PreSonusa. Active Integration to całkowicie i ściśle zintegrowany sieciowo ekosystem sprzętowo/ programowy, z pełną komunikacją pomiędzy wszystkimi punktami systemu. AI umożliwia również wszechstronną, bezpośrednią kontrolę wielu funkcji w czasie rzeczywistym, przewodowo i bezprzewodowo (poprzez Wi-Fi), z użyciem bezpłatnego oprogramowania dla systemów Mac, Windows oraz iOS. W przeciwieństwie jednak do poprzednich mikserów StudioLive nie ma konieczności podłączania komputera Mac lub PC, by korzystać z bezprzewodowego sterowania. Producent dostarcza wraz z mikserem miniaturowy adapter Wi-Fi, podłączany do gniazda USB, za pomocą którego możemy połączyć się bezprzewodowo (za pośrednictwem routera) z iPadem z zainstalowaną aplikacją StudioLive Remote AI. Daje ona dostęp do niemalże wszystkich funkcji i parametrów miksera, pozwalając na miksowanie z każdego miejsca, w którym iPad pozostaje w zasięgu wspólnej sieci Wi-Fi. Mało tego – takich iPadów można podłączyć do sieci nie jeden, nie dwa czy trzy, ale aż dziesięć, na dodatek każdemu określając poziom dostępu. Można mieć pełen dostęp do wszystkich funkcji oferowanych przez program, można ograniczyć go tylko do aux-ów, co pozwala np. innej osobie na „kręcenie” monitorów z iPada, siedząc na scenie. Można wreszcie ograniczyć jeszcze bardziej dostęp, pozwalając na „obsługę” tylko jednego, wybranego aux-a, dzięki czemu muzycy na scenie mogą sobie sami ustalać poziomy sygnałów w swoich monitorach – czy to wedge, czy IEM – bez obawy, że „namieszają” nam w przodach albo koledze z zespołu w jego miksie monitorowym. Można też dodatkowo wprowadzić ograniczenia dostępu za pomocą haseł, na wypadek gdyby ktoś niepowołany złamał zabezpieczenia naszej sieci Wi-Fi (albo przez nieuwagę sami nie zabezpieczylibyśmy jej za pomocą hasła).

Inna możliwość zdalnego dostępu do ustawień miksera to skorzystanie z podłączonego przez FireWire komputera Mac lub PC z zainstalowanym programem Virtual StudioLive AI (VSL-AI). W tym przypadku mamy m.in. możliwość skorzystania ze spektrografu Smaart Spectra i/lub analizatora RTA, które to funkcje oferowane są przez VSL-AI.

REASUMUJĄC


PreSonus StudioLive 24.4.3AI, tak jak i pozostałe modele mikserów z tej serii, to urządzenie, obok którego nie można przejść obojętnie. Jednych urzeka brzmieniem – zarówno samych preampów, jak i transparentnymi brzmieniowo kompresorami, „czułymi” korektorami i świetnymi pogłosami – „analogowością” i prostotą obsługi oraz możliwościami, jakie oferuje w kwestii integracji z programami DAW i sterującymi. Innych z kolei owa „analogowość” obsługi może nieco denerwować czy wręcz odstraszać – brak zmotoryzowanych tłumików, konieczność zapisywania lub fotografowania ustawień gainów może niektórym, przyzwyczajonym do wygody „zcyfryzowania” dosłownie wszystkiego, wydać się zbyt dużym utrudnieniem. Zwłaszcza tym, którzy wychowali się już w epoce stołów cyfrowych i bardziej miksują okiem niż uchem. Oczywiście i dla tych PreSonus przygotował swoją odpowiedź, w postaci apki na iPada, za pomocą której można miksować sztukę „po nowemu”, albo inaczej „metodą obrazkową”, no ale jeśli mamy dostęp tylko do samego miksera, wymaga to trochę większej wiedzy i umiejętności. I bardzo dobrze – dzięki temu mamy przynajmniej nadzieję, że człowiek za stołem zna się na rzeczy, wie co chce uzyskać i jak tego dokonać.

Jeśli faktycznie ktoś taki trafi za pulpit PreSonusa StudioLive 24.4.2AI albo jego braci, nie powinien mieć żadnych problemów z ogaięciem miksera w kilka minut, nawet nie mając z nim wcześniej żadnego kontaktu. Nie powinien też mieć zbyt wielu powodów do narzekań (np. na jackowe, a nie XLR-owe wyjścia aux-ów i podgrup, co może zaskoczyć osobę bez przygotowanych przejściówek), oczywiście pod warunkiem, iż konsoleta będzie wykorzystana w aplikacji, do których jest przeznaczona – do obsługi festiwalu w Opolu czy Open’era przeznaczone są raczej inne stoły. Jednak w klubach, lokalnych domach kultury, jako osobisty mikser zespołu czy też w mniejszych firmach nagłośnieniowych (lub też i tych większych, do realizacji mniejszych „sztuk”) StudioLive 24.4.2AI sprawdzi się znakomicie, jeśli tylko – jak już pisałem – trafi na człowieka, który zna się na swoim fachu i który doceni jego liczne walory. Mikser odwdzięczy się mu za to świetnym brzmieniem i przyjemną obsługą oraz bardzo małym prawdopodobieństwem, że zawiedzie go wtedy, kiedy najmniej się tego będzie spodziewał.

Piotr Sadłoń


Więcej informacji o prezentowanej konsolecie, pozostałych członkach serii StudioLive AI oraz innych produktach firmy PreSonus na stronie inteetowej producenta: www.presonus.com oraz polskiego przedstawiciela: www.audiostacja.pl.

INFORMACJE:


Pasmo przenoszenia: 20 Hz-20 kHz (±0,5 dB)
Częstotliwość/rozdzielczość próbkowania: 44.1 lub 48 kHz/24 bity
Wewnętrzny processing:
32-bitowy, zmiennoprzecinkowy
Stosunek sygnał/szum:
94 dB (analog in-analog out)
Zniekształcenia: 0,005% (+4 dBu, 20 Hz-20 kHz)
Zakres dynamiki ADC i DCA: 118 dB
Zasilanie: 100-230 VAC, 50-60 Hz, 200 W
Wymiary: 541 × 640 × 178 mm
Waga: 13,6 kg
Cena: 11.490 zł brutto

Dostarczył:
Audiostacja, ul. Główna 20A
03-113 Warszawa, tel.: 22 616 13 86
www.audiostacja.pl