AKG D7. Dynamiczny mikrofon wokalowy

2013-10-23

Tak, wiem, że AKG D7 to żadna nowość – jest na rynku już parę dobrych lat. Nie, mikrofon, który będę opisywał w tym artykule nie jest żadną wersją „renowed” ani „rebuild”, to wciąż ten sam, „stary, dobry” D7 co 3-4 lata temu.

Nie, nie odgrzewam starych kotletów ani nie szukam zapchajdziury – mój wybór D7 do opisania w tym artykule był świadomy i dobrowolny, a wynika z prostego faktu: na rynku jest sporo sprzętu, który oferowany jest już od jakiegoś czasu, a pomimo tego jakoś nie może przebić się, przytłoczony nieco urządzeniami bardziej populaymi, chętniej używanymi, co wcale nie musi oznaczać, że lepszymi. Ot, po prostu magia riderów przepisywanych jeden od drugiego i lenistwo realizatorów czy muzyków, którzy boją się/nie chcą/nie lubią (niepotrzebne skreślić) eksperymentować i szukać nowych brzmień czy nowych urządzeń.

Do takich, moim zdaniem, należy D7, który choć w niczym nie odstaje od najpopulaiejszych mikrofonów estradowych używanych w Polsce, wciąż jest mało znany i stosowany na scenach, w klubach i eventach. Mam więc nadzieję, że poświęcicie parę chwil (dosłownie, bo artykuł nie za długi) na przeczytanie tego, co mam Wam do powiedzenia, co z kolei zachęci Was do tego, aby przejść się do sklepu albo wpaść do dystrybutora, wziąć do ręki AKG D7 i wypróbować go samemu.

Przejdźmy więc od słów do czynów.

SŁÓW KILKA O BUDOWIE


Mikrofon jaki jest każdy widzi – wystarczy spojrzeć na zdjęcia. Nie będę się więc wdawał w szczegółowy opis wyglądu. Jak bowiem widać, producent nie podążył za modą i nie skopiował populaych „seksownie” wyglądających mikrofonów z okrągłą główką, jakich pełno jest w sklepach, ale postawił na swój własny design. Może się on komuś podobać lub nie – mi on pasuje, tak samo jak kolor i wykonanie korpusu (patrz foto). Pod odkręcaną zaś osłoną, spełniającą nie tylko funkcję ochronną kapsuły przetwoika, ale będąca również filtrem anty-pop i osłoną przeciwwietrzną, znajdziemy przetwoik umiejscowiony w gnieździe za pomocą specjalnego podwójnego zawieszenia mechaniczno-pneumatycznego, dzięki któremu mikrofon jest mało czuły na wszelkie niepożądane dźwięki (stuki, puki i chrobotania) przenoszone przez obudowę.

Co zaś się tyczy samego przetwoika, to zastosowano w nim opatentowaną przez AKG technologię membrany, zwaną Varimotion. Mówiąc w dużym skrócie, polega ona na laminowaniu membrany, dzięki czemu uzyskuje się tłumienie niepożądanych rezonansów oraz odpowiednią sztywność (również za sprawą wytłoczeń membrany), dzięki czemu nie ma konieczności stosowania dodatkowych rezonatorów, które niekorzystnie wpływają na jej masę, a tym samym i na bezwładność, a więc – ostatecznie – również na przetwarzanie fal akustycznych na mechaniczne (co oczywiście ma wpływ na efekt finalny w postaci sygnału elektrycznego na wyjściu). Konkrety dotyczące wrażeń odsłuchowych za moment, teraz zakończę temat konstrukcji mikrofonu.

Solidna obudowa D7 odlana jest ze stopu metali, a słuszna – ale nie nadmiea – waga sprawia, że mikrofon leży w ręce „jak stąd”. Gniazdo kabla syg nałowego XLR pewnie trzyma wpięty doń wtyk, bez żadnych luzów czy drgań. Mikrofon jest również wyposażony w dodatkową cewkę Hum-Canceling, której zadaniem jest eliminowanie zakłóceń i przydźwięków. Wewnątrz ukryty jest też, załączony na stałe, góoprzepustowy filtr o częstotliwości 80 Hz, pomagający pozbyć się kolejnych niepożądanych efektów – pop-ów i stukania w obudowę.


Nabywca AKG D7 wraz z mikrofonem otrzymuje w komplecie uchwyt do statywu – z szerokim gwintem i reduktorem – zewnętrzną osłonę przeciwwietrzną w postaci cienkiej gąbki zakładanej na siatkę kapsuły i miękkie etui w formie walca, zasuwane na zamek błyskawiczny.


Gwoli ścisłości trzeba dodać, iż oprócz „gołego” D7, takiego jak testowany przez nas egzemplarz, można też nabyć wersję z wyłącznikiem – D7s – który może być przydatny w przypadku świadomych użytkowników (aczkolwiek niektórym „roztrzepanym” wokalistom lepiej takiego nie dawać do ręki, bo można narobić sobie więcej szkody niż pożytku). Zaś dla tych, którzy lubią wyróżniać się w tłumie producent przygotował wersję D7 LTD, z chromowanym wykończeniem obudowy. Koszt zakupu wersji z wyłącznikiem jest większy od wersji podstawowej o ok. 100 zł, zaś wersja LTD to kwestia dołożenia kolejnej półtorej stówki.

Czas na

WRAŻENIA SŁUCHOWE


Dzięki dobremu zawieszeniu przetwoika i wbudowanemu filtrowi góoprzepustowemu oraz membranie Varimotion mikrofon D7 AKG jest w zasadzie gotowy do pracy zaraz po podłączeniu do miksera i odpowiednim ustawieniu gaina. Oznacza to, że nawet nie dotykając korektora czy filtru góoprzepustowego jesteśmy w staniu uzyskać satysfakcjonujące brzmienie, co może być ważne w przypadku sztuk granych „na gorąco”, bez możliwości przeprowadzenia próby i ustawienia barwy. Dzięki D-siódemce w większości przypadków (zakładamy, że aparatura jest jakoś sensownie nastrojona) możemy mieć „z głowy” przynajmniej wokale, zostawiając sobie dopieszczanie ich brzmienia na później.

Rzeczywiście, oprócz tego, że „na dzień dobry” jesteśmy dość dobrze odizolowani od pop-ów i niepożądanych dźwięków przenoszonych przez obudowę, brzmienie D7 jest zaskakująco bogate w detale brzmieniowe. Z porównania z Neumannem KM104 AKG wyszedł obronną ręką, wcale nie różniąc się jakoś istotnie barwowo od swojego niemieckiego kolegi (oczywiście Neumanna wystarczyło mniej wysterować, co nie dziwi – w końcu to mikrofon pojemnościowy, charakteryzujący się prawie dwa razy większą skutecznością).

W przypadku pracy z monitorami trzeba natomiast pamiętać, że D7 to przetwoik o charakterystyce superkardioidalnej, a więc odsłuchy ustawiać pod kątem 45 stopni w stosunku do osi mikrofonu, gdzie – patrząc oczywiście od tyłu – charakteryzuje się on najmniejszą skutecznością, a więc największą odpoością na sprzężenia.

REASUMUJĄC


Trudno tutaj rozwodzić się nadmieie nad w sumie prostym urządzeniem. Dodatkowo nie ma się za bardzo do czego przyczepić, a więc odpada nam „pastwienie” się nad nim. Faktycznie D7 w zasadzie cechuje się samymi zaletami. No, może dla beatboxerów wbudowany na stałe filtr góoprzepustowy będzie pewnym minusem, ale każdemu „normalnemu” wokaliście AKG D7 powinien raczej się spodobać. Dodać jeszcze trzeba, że mikrofon całkiem nieźle radzi sobie z sybilantami, tak więc nawet nie dysponując de-esserem można całkiem satysfakcjonująco nagłośnić naszych rodzimych artystów, śpiewających w ojczystym języku.

Jak wspomniałem na początku, AKG D7 raczej nie króluje w riderach, aczkolwiek z drugiej strony każdy słyszący i „kumaty” realizator nie powinien zbytnio kręcić nosem na D7-ki na scenie. Warto mieć w swoim arsenale przynajmniej jeden (a najlepiej kilka) AKG D7, choćby po to, aby podstawić go pod nos artystom lubiącym nowe wyzwania i nie idącym zawsze utartym schematem. Jest jednak pewne ryzyko – może nam on/ona tego mikrofonu już nie oddać.

Piotr Sadłoń


Więcej informacji o prezentowanym mikrofonie oraz innych produktach firmy AKG na stronie inteetowej: www.akg.com oraz polskiego dystrybutora: www.essaudio.pl.

INFORMACJE:


Typ przetwoika: dynamiczny
Charakterystyka kierunkowa:
superkardioidalna
Czułość: 2,6 mV/Pa (-52 dBV)
Pasmo pracy: 70 Hz-20 kHz
Max SPL (1%/3% THD): 147/158 dB
Stosunek sygnał/szum: 76 dB (A-ważony)
Impedancja: 600 omów
Wymiary: ∅51 mm × 182 mm
Waga: 340 g
Cena (wersja D7): ok. 650 zł brutto

Dostarczył:
ESS Audio, ul. Graniczna 17
05-092 Łomianki-Dąbrowa
tel. (22) 751-42-46
www.essaudio.pl