RAM Audio S6000 - Dwukanałowy wzmacniacz z DSP 4 × 4

2013-04-22

„Mocy przybywaj” – tak wołał He-Man znany z kreskówek. Po tym zawołaniu stawał się niepokonany. Mojej skromnej osobie, skażonej w dzieciństwie takimi kreskówkami, to zawołanie przychodzi na myśl zawsze, gdy mam do czynienia ze wzmacniaczami. A że konstrukcje bywają różne, to raz tej mocy przybywa więcej, a raz mniej.

Kiedyś, gdy zaczynała się moja przygoda z elektroakustyką, marzyłem, aby wzmacniacz miał jak najwięcej mocy. Później, gdy człowiek staje się doroślejszy okazuje się, że nie zawsze duża moc jest konieczna. Bywają jednak przedsięwzięcia muzyczne, które nie mogą się obyć bez kilowatów mocy. I wtedy dorosły realizator myśli tylko o tym, ile będzie musiał nadźwigać się sprzętu. Jednym słowem, dużo mocy przy ograniczonym gabarycie i – co najważniejsze – wadze. I choć konstrukcji spełniających takie kryteria jest wiele, zawsze warto poznać kolejną. RAM Audio, firma hiszpańska rodem z Walencji, specjalizuje się w konstruowaniu wzmacniaczy, które mają charakteryzować się dużą mocą, niezbyt wybujałymi gabarytami oraz masą, ale także doskonałą jakością, z wykorzystaniem nowych technologii. Seria S produkowana przez RAM Audio jest jedną z czterech proponowanych linii wzmacniaczy.

 

S6000


jest najmocniejszą konstrukcją dwukanałową tej serii. Każdy z kanałów dysponuje mocą 2.025 W przy obciążeniu 4 omów, zaś pracując w układzie mostkowym moc przy tym obciążeniu sięga 5.900 W. Jak na takie możliwości wzmacniacz ma całkiem przyzwoity gabaryt oraz wagę. S6000 zamknięty jest w stalowej obudowie o wysokości 2U i głębokości 310 mm. Obudowa wykonana jest w formie prostopadłościanu. Na jej konstrukcję składają się trzy części. Pierwszą jest dno z płytą przednią oraz tylną, drugą wieko z wygiętymi dodatkowymi uszami do mocowania w racku, oraz trzecią, którą stanowi płyta czołowa. Obudowa zasadnicza, czyli dno oraz wieko, wykonane są z blachy stalowej grubości 1 mm. Można by powiedzieć, że taka grubość blachy nie da wystarczającej wytrzymałości mechanicznej, jednak w celu usztywnienia konstrukcji wewnątrz zamontowana jest wręga z blachy, która oprócz funkcji montażowej stanowi usztywnienie konstrukcji. Również z tego powodu uszy służące do montażu w skrzyni są podwójne – jedna para wykonana jest wraz z płytą czołową, zaś druga z wiekiem.


Płyta czołowa wykonana została z duraluminiowej blachy o grubości około 4 mm. Wycięte w niej zostały otwory chłodzące oraz wycięcia tworzące system ramek okalających elementy regulacyjne na przedniej płycie wzmacniacza, stanowiąc element dekoracyjny. Boki płyty duraluminiowej zostały wygięte w formie półek, służących jako uchwyty transportowe. Cała obudowa polakierowana jest na matowy czay kolor. Przestrzenie zagłębione pod przednią płytą mają kolor popielaty, zaś opisy wykonane są w kolorze białym. Całość stanowi prostą, ale jednocześnie estetyczną formę.

NA PRZEDNIM PANELU


z lewej strony umieszczono dwa potencjometry poziomu głośności. Gałki potencjometrów obracają się miękko, z delikatnie wyczuwalnymi zaskokami zastosowanej w nich zębatki. Po zewnętrznej stronie potencjometrów umieszczono po pięć diod LED. Zielona dioda SIGNAL świeci w przypadku doprowadzenia syg nału do wejścia wzmacniacza. Dioda opisana ICL sygnalizuje zadziałanie limitera sygnału, PMS oznacza działanie zabezpieczeń wzmacniacza, świecąc również podczas uruchamiania urządzenia. Czwarty LED – TEMP – informuje o przegrzewaniu się urządzenia, zaś ostatnia dioda, która w zasadzie występuje jedynie w wersji wyposażonej w DSP, to kontrolka zadziałania limitera sygnału tegoż procesora. Po prawej stronie przedniej płyty wzmacniacza zamontowano wyłącznik zasilania sieciowego, obok niego diodę sygnalizującą załączenie zasilania, a opcjonalnie również diodę funkcji STBY.

 

KONFIGURACJA


Wzmacniacze serii S mogą być różnie konfigurowane. W zależności od potrzeb, i również zapewne w zależności od zasobności portfela, mogą być wyposażone w klasyczne analogowe wejścia, w procesor analogowy, procesor DSP44-S lub w moduł komunikacyjny EtheRAM. W przyszłości producent zapowiada możliwość rozbudowy serii o moduł Etheet Audio Transport oraz wejścia cyfrowe. Egzemplarz, który trafił do moich rąk wyposażony został w procesor DSP44-S i dlatego oprócz dodatkowej diody LED ponad potencjometrami głośności zamontowano wyświetlacz LCD do jego obsługi. Do nawigacji w menu procesora zastosowano obrotowy enkoder z przyciskaną gałką.

NA TYLNEJ PŁYCIE


umieszczono gniazda wejściowe i wyjściowe. W wersji z DSP tych pierwszych jest cztery. Wejścia są symetryczne, wykonane w formie gniazd XLR. Bezpośrednio pod zestawem gniazd wejściowych zamontowano wyjścia sygnału wyprowadzone po procesorze DSP i wykonane w formie męskich gniazd XLR.


Z tyłu znajdziemy również trójpozycyjny przełącznik czułości wejściowej, o wartościach 26, 32 i 38 dB. Oprócz niego jest tam też DIP Switch służący do wstępnej konfiguracji urządzenia. Pozwala on na załączanie – dla każdego kanału niezależnie – clip-limitera sygnału (ICL) i filtra subsonicznego o przełączanej częstotliwości granicznej (30/50 Hz) oraz przełączenie wzmacniacza do pracy w układzie mostkowym.


Wyjścia sygnałów mocy zrealizowano na gniazdach Speakon. W związku z dużym poborem mocy przez pracujący wzmacniacz przewód zasilania sieciowego zamontowany jest na stałe.

 

 

OBWODY I KONSTRUKCJA WEWNĘTRZNA


Po odkręceniu obudowy można zauważyć, że obwody elektroniczne składają się z dwóch głównych płyt drukowanych. Pierwsza to zasilacz impulsowy QuantaPulse EVO. Jest to nowoczesna konstrukcja, która oprócz dostarczania wystarczającej ilości energii stanowi układ kontroli poboru prądu oraz wartości napięcia zasilania. Sterownik zasilacza kontroluje również linie wyjściowe wzmacniacza. Drugą podstawową płytą drukowaną jest moduł, na którym znajdują się stopnie mocy (pracujące w klasie H3, czyli – wg. producenta – rozwojowej wersji klasy H trzeciej generacji) oraz cała elektronika sterująca. S6000 wyposażony jest w szereg zabezpieczeń. Wśród nich znajdują się zabezpieczenia termiczne, przed wystąpieniem na wyjściu napięcia stałego, przed sygnałami w.cz oraz przeciwzwarciowe. Końcówkę wyposażono też w układ kontroli mocy, w zależności od obciążenia, oraz limiter sygnału. Dodatkowo płyta stanowi element montażowy potencjometrów oraz przełączników wzmacniacza. W zasadzie na płycie głównej widać radiatory wzmacniacza i niewiele więcej, ponieważ układ elektroniczny wykonany w technologii SMT zmontowany jest od spodu płyty. Na jeden wzmacniacz przypadają cztery radiatory chłodzące, czyli jest ich w sumie osiem. Są one osłonięte dwoma osłonami wykonanymi z preszpanu, które stanowią tunel powietrza chłodzącego.


Wzmacniacz wyposażony jest w wymuszony obieg powietrza, zrealizowany za pośrednictwem wentylatorów o zmiennej prędkości wirowania. Wspominałem o stalowym wspoiku usztywniającym konstrukcję – stanowi on również ekran zasilacza sieciowego oraz element nośny wentylatorów. Powietrze chłodzące przepływa nie tylko przez radiatory stopni mocy, ale dodatkowo przez radiatory zasilacza sieciowego, w kierunku od tyłu do przodu obudowy. To bardzo istotna informacja. Nie można bowiem w jednym raku zamontować „naszego” wzmacniacza z innym, w którym obieg powietrza jest odwrotny, bowiem zamiast chłodzić radiatory będą się nawzajem ogrzewały! Wersja S6000 wyposażona w procesor DSP44 ma wewnątrz zamontowane dwie dodatkowe płytki drukowane. Jedna to oczywiście moduł samego procesora, zaś druga to płytka wyświetlacza LCD oraz enkodera. Połączenia wewnątrz wzmacniacza ograniczono do minimum, a jest to zasługa konstrukcji zintegrowanej na płytach drukowanych. Procesor, który wymaga jednak kilku połączeń z otoczeniem, połączony z nim jest za pośrednictwem taśm wieloprzewodowych. W związku z tym wewnątrz urządzenia panuje wzorowy porządek. Dodatkowo wszystkie ciężkie elementy zabezpieczone są za pomocą kleju silikonowego.

 

ODPALAMY I KRĘCIMY


Po załączeniu zasilania sieciowego wzmacniacz uruchamia się przez około osiem sekund. Tyle czasu potrzeba na ustalenie się stanów zasilacza, stopni mocy oraz na załadowanie się presetu procesora. Urządzenie podczas trwania stanów nieustalonych pozostaje wyciszone, a realizuje to następne zabezpieczenie – soft start.

Po czasie inicjalizacji na wyświetlaczu pojawia się nazwa załadowanego presetu. Procesor DSP44 pozwala na routowanie sygnału z dowolnego wejścia do dowolnego wyjścia lub wysłanie na wyjścia sumy kanałów 1+2 albo 3+4. Każdy z kanałów wyposażony jest w crossover dysponujący filtrami Bessela, Linkwitz-Rileya oraz Butterwortha, z wybieranym rzędem filtru, od 1 do 8. Kolejny blok DSP pozwala na modyfikację częstotliwościową sygnału, za pomocą dziewięciopasmowego korektora parametrycznego. W obrębie danego pasma można zastosować filtry półkowe o nachyleniu 6 oraz 12 dB, filtry góo- oraz dolnoprzepustowe, pasmowoprzepustowe, pasmowozaporowe oraz wszechprzepustowe. Za pośrednictwem procesora można regulować poziom syg nału (regulatory można zlinkować, tak aby jednym suwaczkiem zmieniać poziom sygnału w dwóch, trzech czy wszystkich czterech kanałach), dokonać zmiany polaryzacji sygnału, wyciszyć dowolny kanał (mute) lub ustawić go do pracy solo. DSP pozwala również na wprowadzenie opóźnienia sygnału – w zakresie od 0 do 20,69 ms (co odpowiada odległości 7,1 metra) – oraz skonfigurowanie pracy dwóch limiterów: RMS i szczytowego. Tutaj zatrzymajmy się na chwilę, bo te bloki procesora, tj. delay i limitery, oferują bardzo ciekawe funkcje.

Zacznijmy od delaya. Mamy tu cztery suwaczki do „ręcznego” ustawiania opóźnienia sygnału w danym kanale, przy czym możemy to robić patrząc na okienko z opóźnieniem wyrażonym w milisekundach (minimalny krok to 0,02 ms) lub odpowiadającej mu odległości wyrażonej w cm (minimalny krok 0,7 cm). Jednakże po prawej stronie mamy ciekawą sekcję – graficznie odwzorowującą wzajemne relacje odległościowe między wirtualnymi głośnikami każdego z kanałów. Ustawiając wymaganą odległość każdego z tych wirtualnych głośników, w stosunku do linii bazowej, czyli wartości 0 cm, możemy jednym przyciskiem – AutoAlign – szybko i bez żmudnego liczenia wprowadzić dla każdego kanału odpowiednie opóźnienie w stosunku do głośnika będącego najbliżej linii bazowej (albo dokładnie w punkcie 0). I co ważne, wartość opóźnienia będzie adekwatna do temperatury, jaką ustawimy w małym okienku powyżej przyciski AutoAlign (w stopniach Celsjusza i Fahrenheita). Niestety twórca oprogramowania nie przewidział możliwości wybrania temperatury ujemnej (w końcu to Hiszpania, tam się pewnie przy takich temperaturach nie pracuje – bo też pewnie i rzadko występują), za to góa wartość to aż 50°C.

Ten „patent” pozwala – mając końcówkę podłączoną cały czas do komputera i pracując w trybie „Real Time” – na bieżąco reagować na zmiany temperatury i wprowadzać korektę opóźnienia w przypadku większych zmian w pogodzie. A to wcale nie jest takie niespotykane – wystarczy, że strojenie systemu dokonywane było w środku upalnego letniego dnia (w pełnym słońcu), przy temperaturze ok. 40°C, zaś sam koncert gwiazdy ma miejsce późnym wieczorem, gdy temperatura spadła do, dajmy na to, 23 stopni (bo na przykład w międzyczasie przeszedł jeszcze chłodny front, niekoniecznie burzowy). Różnica w czasie opóźnienia w takim przypadku wyniesie ok. 0,3 ms, tj. jakieś 10 cm. Owszem, w przypadku opóźnienia systemu strefowego czy nawet frontfilla w stosunku do systemu FOH nie będzie to miało wielkiego znaczenia, ale w przypadku subwooferów (przy konfiguracji end fired lub – co gorsza – kardioidalnej) lub przy wyrównaniu czasowym głośników w bi-ampowym zestawie głośnikowym te 10 cm może być bardzo istotne.

Podobna sytuacja będzie zimą, gdy przyjmiemy do obliczeń standardową prędkość dźwięku (344 m/s), która odpowiada temperaturze 20 stopni Celsjusza, a przyjdzie nam pracować na 10-stopniowym mrozie. Znów 30 stopni różnicy przekłada się na ok. 0,5 ms różnicy w opóźnieniu, czyli 20 cm różnicy w odległości. Zamiast więc szukać w Inteecie (bo kto by go pamiętał) wzoru na zależność prędkości dźwięku od temperatury, a potem dokonywać żmudnych obliczeń, wystarczy zmienić wartość temperatury i jednym przyciskiem nie tylko dowiedzieć się, jak zmienią się parametry, ale za jednym zamachem wprowadzić te zmiany do ustawień DSP. Chwała pomysłodawcy tej funkcji!

Co się zaś tyczy limiterów – zarówno RMS, jak i szczytowy pozwalają nie tylko na zmianę wartości progu zadziałania, ale również… kształtu kolana charakterystyki! I to nie na zasadzie „twarde-miękkie”, ale płynną w zakresie 0-10 dB, z krokiem co 0,5 dB. Mamy też oczywiście parametry czasowe detektora RMS – attack, hold i release – i czasy podtrzymania i uwolnienia w limiterze szczytowym, przy czym w obu przypadkach można wybrać funkcję Auto Time Constants, która za nas dokona odpowiednich nastaw tych parametrów, adekwatnych do przebiegu sygnału. Fajną natomiast rzeczą, zwłaszcza dla mniej biegłych w matematyce i obliczeniach, jest wyskalowanie suwaka nastawy progu zadziałania limitera RMS w watach, a nie – jak to się powszechnie stosuje – w woltach (tak zresztą jest w limiterze szczytowym). Dzięki temu ci, którym wciąż z trudem przychodzi przeliczanie mocy sygnału na napięcie mają problem z głowy i w zależności od tego, jaką maksymalną ciągłą mocą chcą dysponować, szybko ją sobie mogą ustawić. Pamiętać tylko trzeba, aby wybrać też w odpowiednim okienku aktualną wartość impedancji obciążenia (a jest w czym wybierać, bo oprócz standardowych 2,4,8 i 16 omów mamy też wartości 2,67 i 5,33 Om) oraz nastawionej czułości albo inaczej wzmocnienia napięciowego (26, 32 lub 38 dB). Co równie ciekawe, jeśli nie chcemy ciąć sygnału „na ostro”, możemy przełączyć limiter RMS w tryb kompresora, dzięki czemu uzyskujemy dostęp do jeszcze jednego suwaczka, za pomocą którego ustawimy wartość stosunku (ratio) sygnału na wejściu do sygnału na wyjściu.

Generalnie DSP może nie jest jakoś specjalnie nafaszerowany mnogością funkcji czy bloków funkcyjnych, ale ma ich wystarczająco do większości zastosowań, również i tych jak najbardziej profesjonalnych, a poza tym oferuje ciekawe i – co najważniejsze – przydatne opcje zawarte w oprogramowaniu sterującym DSP44-S.

Z pozycji panelu wzmacniacza można dokonywać nastaw jedynie niektórych funkcji. Dostępna jest konfiguracja linkowania wejść, regulacja crossoverów, załączanie korektorów dla poszczególnych kanałów, czułości oraz polaryzacji. Z panelu można dokonać jeszcze nastaw opóźnień. Oczywiście można ładować gotowe presety, zapisane w pamięci urządzenia. DSP44 przejmuje również funkcje przełącznika czułości na tylnym panelu oraz konfiguracji trybu pracy mostkowej – funkcje te obsługiwane są z menu procesora. Pełną konfigurację procesora, tworzenie presetów oraz sterowanie w czasie rzeczywistym można zrealizować za pomocą programu DSP44S Control. Oprogramowanie działa bez jakichkolwiek problemów z systemem Windows 7, a łączy się ze wzmacniaczem za pośrednictwem USB. Po całkowicie automatycznym zainstalowaniu sterowników końcówka bez problemu wchodzi w tryb on-line. Oprogramowanie sterujące jest proste w obsłudze i intuicyjne. Podobnie prosta i intuicyjna jest obsługa wzmacniacza S6000 wraz z procesorem z panelu.


Ktoś może zapytać: po co w dwukanałowej końcówce procesor 4 × 4? Faktycznie, z pozoru może to wyglądać na rozrzutność, ale tylko z pozoru. O ile bowiem pamiętamy, z tyłu wzmacniacza mamy wyprowadzone wszystkie cztery wyjścia sygnałowe z procesora (dwa pierwsze kanały są również podawane dalej, na stopnie końcowe mocy wzmacniacza). Możemy dzięki temu – jeśli zajdzie taka potrzeba – dokupić drugi wzmacniacz, już bez DSP-ka, i podać na niego sygnał z dwóch pozostałych wyjść DSP44. Mało tego, możemy też przecież w ten sposób „nakarmić” kolejną końcówkę dwukanałową, jeśli sygnały, które do niej trafią, mają mieć takie same parametry, jak „naszej” S6000 z DSP. Albo końcówkę czterokanałową, w której dwa kanały będą sterowane sygnałem identycznym z „naszą” dwukanałową S6000, a dwa pozostałe będą miały sterowanie niezależne, z wykorzystaniem dwóch kolejnych wyjść DSP.

PODSUMOWANIE


Wewnątrz niepozoej czaej obudowy hiszpańska firma RAM Audio ukryła nowoczesny wzmacniacz o dużej mocy wyjściowej. Moc nie jest jedynym atutem S6000 – jest on też urządzeniem na wskroś zabezpieczonym. Zastosowano w jego konstrukcji opatentowany przez firmę limiter ICL, system zarządzania oraz kontroli zasilania PMS, a także system dynamicznego nadzoru nad doborem parametrów mocy SSP. Dzięki nowoczesnym rozwiązaniom wzmacniacze serii S charakteryzują się bezpieczną i niezawodną pracą. Świadczyć również może o tym podejście do konstrukcji i wykonania wzmacniacza. Konstrukcja jest przemyślana, a montaż wysoce solidny i uporządkowany. Jeśli dodatkowo zdecydujemy się na wersję z DSP, mamy wszystko, co potrzeba do „obsłużenia” każdego systemu – duży zapas mocy, procesor z wszystkimi niezbędnymi funkcjami i… dozgonną wdzięczność kręgosłupa. Reasumując – wszędzie tam, gdzie potrzebna moc i niezawodna praca, wzmacniacz z zameczkiem w logo może być atrakcyjną i godną uwagi propozycją.

Marek Kozik


Więcej informacji o prezentowanym urządzeniu oraz innych produktach firmy RAM Audio na stronie inteetowej producenta: www.ramaudio.com oraz polskiego dystrybutora: www.naw.com.pl.

INFORMACJE:


Moc: 2 × 2.950 W/2 Om, 2 × 2.025 W/4 Om,
2 × 1.250 W/8 Om, 1 × 5.900 W/4 Om (mostek),
1 × 4.050 W/8 Om (mostek)
Wyposażenie: DSP44S oraz USB
Przetwarzanie A/C i C/A: 24 bity/192 kHz, 256-krotny oversampling
Wzmocnienie napięciowe: 38/32/26 dB (przełączane)
Czułość wejściowa: 5,0/2,5/1,3 V
Pasmo przenoszenia (±0,25dB): 20 Hz-20 kHz
Charakterystyka fazowa (1 W/20 Hz-20 kHz): ±15o
Damping Factor (20-500 Hz/8 Om): >500
Zniekształcenia (20 Hz-20 kHz): <0,05%:
Stosunek sygnał/szum: >118 dB
Zasilanie: 230 VAC/50 Hz
Wymiary: 483 × 89 × 310 mm
Waga: 8,6 kg
Cena: 9.588 zł (S6000) + 3.530 zł (DSP44)

Dostarczył:
NAW – Noise Art Works
ul. Sienkiewicza 25
34-300 Żywiec, tel: 33-488-11-48
www.naw.com.pl