DiGiCo SD11 - Kompaktowa konsoleta cyfrowa

2012-12-05

W czasach, gdy niepodzielnie królowały konsolety analogowe wszystko było „proste” – duża konsoleta = duże możliwości, a mała konsoleta = małe możliwości.

I wszystko było jasne – jeśli kupiliśmy (choć w zasadzie trzeba raczej użyć czasu teraźniejszego, wszak „analogi” są w dalszym ciągu w sprzedaży i mają się jeszcze nie najgorzej) konsoletę nawet renomowanej firmy, ale ze stosunkowo niewielką liczbą kanałów (co od razu widać po liczbie tłumików), raczej trudno spodziewać się, aby oferowała ona czteropasmowy korektor parametryczny, kilkanaście AUXów, kilka podgrup, o procesorze efektów nie wspominając.

Od razu wiadomo, że mikserem, który ma na wierzchu 8 suwaków, „za Chiny” nie nagłośnimy zespołu, w składzie którego jest perkusja (no, chyba że w małym klubie, gdzie nie ma potrzeby nagłaśniania wszystkich „garów” osobno), jest też maa szansa na zrobienie odsłuchów przy wymogu co najmniej 5 niezależnych miksów monitorowych.

W momencie pojawienia się konsolet cyfrowych sprawy się nieco skomplikowały. Liczba tłumików, jaką dysponuje dany stół, nie świadczy już o tym, że tylko tyle kanałów wejściowych może obsłużyć (a więc w linii prostej ile instrumentów/ wokali możemy za jej pomocą nagłośnić), albo że możemy wykorzystać tylko taką a taką liczbę AUXów czy grup. Ba, nawet rzut oka na tylny panel konsolety o tym też nie świadczy, bo nawet jeśli jest tylko 4 czy 8 wejść XLR, to wcale nie znaczy, że jest to mikser 4- czy 8-kanałowy. Nie można więc obecnie z góry „skreślić” danego modelu konsolety tylko dlatego, że ma jedynie 16 czy 12 tłumików. Owszem, możemy już na wstępie przewidzieć, że może ona być nieco trudniejsza w obsłudze, zwłaszcza w przypadku szybkiego dostępu do kilku regulatorów na raz, co jednak nie znaczy, że zupełnie nie ma szans na zrobienie na niej tego czy owego koncertu.

Do czego wszakże piję w tym moim przydługawym wstępie? Ano do bohatera tego artykułu, którego chciałbym Wam przedstawić, pomimo tego, że na pierwszy rzut oka może Wam się wydawać, iż nie jest to urządzenie, które w jakikolwiek sposób mogłoby być Wam przydatne.

 

DIGICO SD11


bo o tym mikserze będzie tu mowa, to faktycznie niewielkie urządzenie, które – jak to ujął pewien realizator monitorowy jednej z zagranicznych gwiazd – można wręcz zapakować do walizki i zabrać ze sobą na koncert, nawet lecąc samolotem. I, co najważniejsze, jest to wciąż to samo brzmienie i w zasadzie ta sama filozofia pracy, co w przypadku większych braci (a może sióstr?), np. SD8, SD7 czy ostatnio SD5.

SD11 faktycznie na pierwszy rzut oka nie powala mnogością „suwadeł i pokręteł”, więc ktoś może odnieść mylne wrażenie, że to wręcz… konsoleta do światła (czemu sprzyjać może duży, niespotykany raczej w tego formatu konsoletach wyświetlacz)! Osoby, które – mówiąc delikatnie – nie należą do fanów mikserów cyfrowych, mogą z tego powodu też stwierdzić, że jej obsługa – znów mówiąc delikatnie – nie należy do najprostszych. Jak jest w rzeczywistości – postaram się przedstawić w tym artykule. Nie chcę tutaj się bowiem rozwodzić zanadto nad jej możliwościami, funkcjami, obsługą itp., bo wiadomo, że KAŻDA konsoleta cyfrowa, nawet ta pozoie niewielka, to bardzo skomplikowane urządzenie, oferujące mnogość funkcji i parametrów do regulacji. Nie ma więc sensu (a tym bardziej miejsca) na przepisywanie instrukcji użytkowania, z którą tak czy siak dobrze jest się zapoznać, przynajmniej z jej najważniejszymi rozdziałami.

A więc do rzeczy

Z WYGLĄDU


Pierwsze, co rzuca się w oczy, patrząc na SD11 „z lotu ptaka”, to gigantyczny wręcz, biorąc pod uwagę rozmiary samego miksera, ciekłokrystaliczny wyświetlacz dotykowy o przekątnej 15”.

Może on pracować w dwóch przełączanych trybach: Master – służącym przede wszystkim do konfiguracji konsolety – oraz Channels, w którym mamy możliwość podglądu oraz dokonywania ustawień parametrów kanałów. Niestety, i tu już na wstępie kamyczek do ogródka producenta, jak większość dotykowych wyświetlaczy w konsoletach cyfrowych nie jest on pozbawiony wady, jaką jest kiepska czytelność przy oświetleniu słonecznym. Nie trzeba nawet ostrego słońca – również w pochmuy dzień, bez jakiejkolwiek osłony w postaci namiotu, zadaszenia albo choćby parasola, wyświetlacz robi się szary i dostrzeżenie na nim czegokolwiek jest mocno utrudnione.

Sprawy nie ułatwia też fakt, że np. w trybie podglądu kanałów mamy zaprezentowany spory zestaw informacji w postaci wirtualnych pokręteł, przycisków, wskaźników i kontrolek. Ale, jak wspomniałem, to nie tyle wada tego modelu, co „choroba gatunku”, i dopiero rezygnacja z dotykowego monitora gwarantuje jako taką widoczność w blasku słońca. Na szczęście praca „pod chmurką” nie należy obecnie do nagminnych zjawisk, a ponadto znaczna część imprez odbywa się już w warunkach większego zaciemnienia, tzn. po zmroku. Problem ten przestaje mieć znaczenie, gdy pracujemy wewnątrz, chyba że znów ktoś nam zafunduje feerię świateł nad miejscem naszej pracy. Natomiast duży plus dla DiGiCo za zainstalowanie LED-owego oświetlenia o regulowanej intensywności, w formie dwóch świecących linijek po jednej i drugiej stronie miksera. Ten bonus jest jednak dostępny wtedy, gdy otrzymamy SD11 wraz z firmowym rakiem, bo to właśnie w nim zainstalowane jest owe oświetlenie. Jest dyskretne, nie świeci po oczach i po „okolicy”, a jednocześnie wystarczająco jasno oświetla to, co powinno.


Drugi element, który zauważamy podczas oględzin zewnętrza konsolety, to zestaw tłumików, których w SD11 jest dwanaście. Są oczywiście 100-milimetrowe, zmotoryzowane i czułe na dotyk, tzn. po ich delikatnym nawet dotknięciu odpowiadający im kanał zostaje wybrany do edycji. Na szczęście dla niektórych funkcję tę można wyłączyć w Menu OPTIONS konsolety. Tłumiki mają jeszcze jedną interesującą funkcję, którą również wybieramy w ustawieniach (Option/Faders) – można uzyskać wirtualny, aczkolwiek jak najbardziej wyczuwalny zaskok w punkcie odpowiadającym 0 na skali (Fader 0dB Detent), i mamy tutaj do wyboru 4 możliwości takiego ustawienia: dla kanałów wejściowych (Inputs), dla szyn wyjściowych (Outputs), dla filtrów korektora graficznego wywołanych na fadery (Graphis EQ) i dla Control Groups (CGs) – każdą z nich wybieramy osobno, niezależnie od pozostałych. Jeśli zaś chodzi o same tłumiki, to pracują bez zarzutu – płynnie, z odpowiednim, delikatnym oporem. Można też – znów sięgniemy do Option/Faders – zabezpieczyć się przed przypadkowym pchnięciem jednego lub kilku tłumików. Włączając „Protect” dopiero zdecydowany ruch tłumika zostanie odczytany jako faktyczna intencja jego przestawienia, a nie przypadkowe popchnięcie, które w tej sytuacji nie wywoła żadnego jego ruchu.


Co jeszcze znajdziemy na panelu manipulacyjnym SD11? Obok wyświetlacza umieszczone są dobrze znane z większych modeli serii SD sekcje – z lewej zestaw przycisków Quick Select, dających operatorowi szybki dostęp do zmian wartości Gainu, filtrów LPF, HPF, kompresora (próg), bramki (próg), wysyłek AUX oraz panoramy, zaś z prawej zestaw potencjometrów służących do obsługi praktycznie całego channel strip (trochę brakuje mi tu jeszcze gałki gainu). Znajdziemy tam więc regulatory do ustawienia WSZYSTKICH parametrów WSZYSTKICH czterech filtrów korektora parametrycznego, filtrów LPF i HPF oraz progu zadziałania bramki i kompresora, a także gainu tego ostatniego. Są też niezbędne przyciski. Świadomie dwa razy podkreśliłem wcześniej słowo „WSZYSTKICH”, bo nawet w tak niewielkiej konsolecie producent nie poszedł na oszczędności w formie przełączania filtrów do jednego zestawu regulatorów lub okrojenia ich liczby, dodając dwie funkcję do jednej gałki. Jednakże w przypadku SD11 takie rozwiązanie ma też i swoje wady – po prostu między gałkami jest dość ciasno. No cóż, 15-calowy wyświetlacz w konsolecie o szerokości 19 cali nie pozostawia już zbyt wiele miejsca, stąd też aby zmieścić tam cały ten zastęp gałek, trzeba było ograniczyć odległości między nimi. Niestety cierpi na tym trochę wygoda obsługi, szczególnie jeśli chodzi o regulację częstotliwości i dobroci filtrów, bowiem albo trzeba mieć bardzo kobiecą dłoń (cieniutkie paluszki), albo operować samymi koniuszkami palców, trzymając za czubek potencjometru, co w pewnym stopniu wpływa na precyzję ruchów i ustawień parametrów.

No i, skoro już jestem w fazie narzekania, jeszcze jeden – bodajże już ostatni – minus (a w zasadzie minusik): wszystkie te potencjometry są czae, do tego osadzone na czaej powierzchni. To trochę utrudnia „orientację w terenie”, zwłaszcza dla osób, które dopiero wdrażają się w obsługę „jedenastki”. Zdaję sobie sprawę, że rozwiązanie z dużych SD-ków – SD7 czy SD5, gdzie potencjometry te są podświetlane kolorami odpowiadającymi kolorom poszczególnych filtrów – raczej tutaj zastosować się nie da. Ale można by np. pokusić się o zastosowanie kolorowych kapsli na czubkach potencjometrów, odpowiadających za nastawy poszczególnych filtrów, zwłaszcza że są one na stałe przypisane tylko do ich obsługi. Panel manipulacyjny wyposażony jest jeszcze w, również znane z innych modeli konsolet serii SD, przyciski wyciszania kanałów, wielofunkcyjne przyciski wyboru kanału i kanałowe wyświetlacze LCD, przełączniki banków/warstw, wraz odpowiadającymi im wyświetlaczami LCD, przyciski wywoływania snapshotów (previous/ next), wycofywania się i przywracania ostatniego ruchu (undo/redo), 8 przycisków makr, 2 sekcje ustawień dla dwóch szyn solo i jeszcze parę innych (m.in. słuchawki, talkback).

 

RODZINNE DZIEDZICTWO


Wszystkie konsolety serii SD nieprzypadkowo należą do tej samej rodziny – jeśli ktoś kiedyś pracował na jakiejkolwiek z nich, „przesiadka” na inną – czy to większą, czy mniejszą – nie stanowi wielkiego problemu. Wiadomo, że zmniejszanie wielkości konsolet wiąże się nie tylko z mniejszą niż w większych konsoletach liczbą dostępnych manipulatorów, ale przede wszystkie z ograniczeniem liczby kanałów processingu (kanałów wejściowych, szyn wyjściowych), a także z mniejszą liczbą oferowanych funkcji „extra”, takich jak procesory efektowe, korektory graficzne, kompresory pasmowe czy korektory dynamiczne. Biorąc więc to pod uwagę oraz fakt, że tuż przed wakacjami (w numerze czerwcowym) Jan Marek dość szczegółowo opisał możliwości i konfigurację konsolety „o jeden ząbek” większej, tj. SD9, nie będę tutaj znów powtarzał tego, co dotyczyć będzie również modelu SD11 (a jest tych podobieństw naprawdę sporo). Skupię się tylko na tym, czym różnią się owe modele, czyli – tak naprawdę – czego nie ma SD11, co ma SD9, oraz przedstawię moje subiektywne odczucia dotyczące obsługi „jedenastki”.

MOŻLIWOŚCI, WEJŚCIA I WYJŚCIA


SD11 jest w stanie obsłużyć 32 kanały wejściowe, z czego 8 z nich może być Flexi (mogą pracować jako stereo, bez konieczności parowania z sąsiednim), co daje w efekcie możliwość przyjęcia 40 sygnałów wejściowych. Jeśli chodzi o szyny wyjściowe, to mamy 12 szyn BUS (wszystkie mogą pracować jako Flexi, a więc mono lub stereo) + Master stereo lub LCR + 8 szyn Matrix + dwie stereofoniczne szyny Dual Solo – razem 39 logicznych szyn DSP. W sumie więc „jedenastka” może jednocześnie przetwarzać 79 kanałów! Spodziewalibyście się tego, patrząc na to „maleństwo”?


Oczywiście nie spodziewajmy się 40 fizycznych wejść czy 32 wyjść „na pokładzie”, co nie znaczy, że nie da się do SD11 wprowadzić i wyprowadzić tyle sygnałów. To, co „jedenastka” ma „na pokładzie”, to 16 preampów mikrofonowych i 8 wyjść liniowych (trzeba pamiętać, że z tej liczby co najmniej dwa musimy zarezerwować dla wyjść sumy, chyba że używamy miksera na monitorach i nie mamy sidefilla). Dodatkowo możemy wprowadzić i wyprowadzić monofoniczny sygnał w formacie AES/EBU. SD11 oferuje też złącze RJ45 do podłączenia D-Racka (32 wejścia/16 wyjść) oraz koncentryczne (BNC) złącza MADI (wejście/ wyjście), które może posłużyć np. do rejestracji maksymalnie 48 śladów bądź przeprowadzenia wirtualnej próby, odtwarzając ślady z komputera z zainstalowanym oprogramowaniem DAW. Do tych dwóch „zadań” pomocne może być malutkie urządzonko zwane UB MADI, które również otrzymaliśmy do testów i o którym napiszę kilka zdań pod koniec artykułu. Za pośrednictwem złącz MADI możemy też podłączyć któryś z modułów I/O z szerokiej oferty DiGiCo, tj. Di- GiRack, SD-Rack, SD-Mini Rack, SD-Nano Rack, MaDiRack czy Mini-DiGiRack.

 

OBRÓBKA SYGNAŁÓW


Wszystko to, co zostało napisane przy okazji prezentacji SD9 w numerze czerwcowym, dotyczące struktury miksu, organizacji i typów kanałów, w zasadzie można skopiować i wkleić do tego artykułu. Różnice wynikają z mniejszej liczby kanałów (a więc np. domyślna struktura miksu wygląda 3:3:3:3, tzn. 3 szyny AUX mono i 3 szyny AUX stereo, 3 grupy mono i 3 stereo), którą oczywiście możemy konfigurować w dowolny sposób w zakresie dostępnych 12 szyn BUS. Natomiast to, co dotyczy matrixów, Control Groups, sumy i solo jest dokładną kopią SD9.

Podobnie wygląda kwestia typów kanałów (mamy te same 4 typy), zaś różnice dotyczące funkcji dostępnych w kanałach wejściowych odnoszą się do braku emulacji lampowego przedwzmacniacza mikrofonowego DigiTuBe (jest ich 6 w wersji SD11i – wspomnimy o niej też nieco później), przestrajane filtry góo- i dolnoprzepustowe pracują w zakresie 20 Hz-20 kHz, zaś korektorów dynamicznych i kompresorów pasmowych możemy użyć maksymalnie po 4 (w SD9 jest ich po 8). W najnowszej wersji oprogramowania mamy też możliwość pracy korektora w wersji CLASSIC lub PRECISSION. Ta druga różni się od wersji klasycznej tym, że szerokość filtrów przy tłumieniu jest węższa, niż w przypadku, gdy gain filtru będzie miał wartość dodatnią. Zmiany pojawiły się też w korektorach dynamicznych. Trudno już teraz mówić o kompresorze i bramce, trzeba raczej nazywać je jako procesor dynamiczny 1 i 2, bowiem w pierwszym przypadku możemy wybierać pomiędzy kompresorem klasycznym (comp), pasmowym (multi) lub – tu nowość – de-eserem. Ten ostatni często jest niezbędny w przypadku wokalistów, zwłaszcza śpiewających w naszym rodzimym języku, pełnym zgłosek syczących i szeleszczących. Żeby jednak nie być pozbawionym kompresora na wokalu, drugi procesor dynamiczny można przełączyć z trybu bramki w tryb pracy kompresora. Jest też trzecia możliwość – może on pełnić funkcję duckera. Widać więc, że wybór jest naprawdę spory, co daje nam możliwość pełnej (tj. za pomocą obu procesorów) obróbki dynamiczniej zarówno perkusji czy basu, jak i wokali.

Wracając do porównania z możliwościami SD9, w „jedenastce” została ograniczona liczba procesorów efektowych do 4 (w SD9 Supercharged jest ich dwa razy tyle), natomiast korektorów graficznych mamy tutaj 12 (16 w SD9). W SD11 nie mamy też miejsca na redundantny zasilacz, aczkolwiek w dalszym ciągu mamy możliwość szybkiej wymiany modułu zasilacza, z tym że już nie „na gorąco”.

W dalszym ciągu mamy zaś do dyspozycji 8 Control Groups, które mogą pracować w trzech trybach – albo jako grupy mutowania (w tym przypadku ruszanie tłumikiem danej grupy na nic nie wpływa), jako „zwykłe” grupy VCA lub grupy VCA z odzwierciedleniem zmiany poziomu tłumika danej grupy w pozycjach tłumików kanałów doń przypisanych. Każdy ruch fadera danej CG w tym trybie od razu jest zauważalny, gdy wrócimy do banku z kanałami, które są przypisane do tej CG. Co jeszcze bardziej interesujące, w Opcjach można wybrać funkcję, która pozwoli na kontrolowanie przez CG poziomu wysyłki do danego AUXa z kanałów należących do tej CG. Wygląda to tak, iż po „przerzuceniu” poziomów wysyłki AUXa na tłumiki (odpowiednik Aux on Fader, choć w SD11 próżno szukać przycisku tak lub podobnie opisanego – co nie znaczy, że się tego nie da zrobić) zmieniając położenie tłumika grupy CG adekwatnie zmieniamy pozycję tłumików kanałowych (jeśli CG jest w wersji Moving Faders) i w ten sposób wpływamy na poziom wysyłki z tych kanałów na wybrany AUX. Dzięki temu, jeśli ktoś zażyczy sobie mniej perkusji w odsłuchu, nie trzeba zmieniać poziomu wysyłki po kolei z wszystkich kanałów perkusyjnych do AUXa odpowiedzialnego za odsłuch owego muzyka (czy to kręcąc gałką AUXa, czy tłumikiem w opcji Aux on Fader), ale można tego dokonać jednym ruchem jednego tylko tłumika. Monitorowcy powinni ucieszyć się z takiej możliwości! Oczywiście zawsze można tę funkcję wyłączyć.

FX


Jeśli komuś nie wystarczą 4 procesory efektowe, to spieszę donieść, iż DiGiCo SD11 oferuje również moduł SoundGrid, który przy połączeniu z serwerem PC umożliwia dostęp do 16 raków, każdy po 8 stereofonicznych wtyczek firmy Waves. Nie jest to jednak niezbędne do pracy, bowiem efekty „pokładowe” brzmią bardzo dobrze – zresztą dlaczegóż miałoby być inaczej, skoro „jedenastka” ma te same przetwoiki oraz wyposażona jest w dokładnie takie same technologie (Super FPGA, Stealth Digital Processing), jak większe modele z serii SD.

CO WIĘCEJ


Dla porządku tylko wspomnę o rozbudowanych możliwościach kreowania i edytowania snapshotów oraz o dostępnych ośmiu przyciskach makr, którym można przypisać niemalże wszystko, co można w SD11 wcisnąć czy pokręcić, również poprzez dotykowy wyświetlacz. Piszę, że „dla porządku” bo już wielokrotnie podkreślałem, że SD11 to pod względem oferowanych funkcji to samo, co inne stoły, a więc i SD9, o którym już pisaliśmy. Bardzo pomocne w bliższym zapoznaniu się z mikserem, a i potem przy częstym użytkowaniu, jest offline’owe oprogramowanie dla systemu Windows, które jest wieą kopią prawdziwej konsolety. Dzięki niemu można zawczasu przygotować strukturę sesji, opisać kanały, a nawet zaaplikować wstępnie ustawienia korekcji czy dynamiki, a potem to wszystko zapisać na nośniku USB i już na miejscu wczytać do konsolety. Należy wszakże pamiętać, aby wersja offline’owa była zgodna z aktualną wersją oprogramowania konsolety (a w zasadzie to nawet odwrotnie).

Wspomnieć też trzeba, iż, tak jak w innych stołach z serii SD, mamy tu możliwość podłączenia klawiatury, myszki i dodatkowego monitora LCD, na którym można np. wyświetlać meterbridge całego stołu.

 

BIERZMY SIĘ DO PRACY


„Mój” SD11 miał okazję popracować zarówno jako stół monitorowy na dość sporym koncercie, jak i FOH/monitor na mniejszej sztuce. W pierwszym przypadku realizator na co dzień pracujący na większym stole (i nie mający jeszcze doświadczenia z mikserami DiGiCo) bez problemu poradził sobie ze zmiksowaniem 6 torów monitorowych dla suportów. Dla gwiazdy przygotowano inny mikser tylko dlatego, że potrzebne było 20 wlotów, a niestety otrzymaliśmy do testów sam mikser, który w wersji „stand alone” może przyjąć max. 16 sygnałów. Z tych 20 udałoby się jeszcze uszczknąć dwa (overheady), ale do 16 już nie dało się „zbić”. Jednak oprócz wspomnianych w artykule minusów (nieczytelność wyświetlacza do momentu wstawienia miksera pod namiot i mało miejsca na palce w sekcji channel strip) nie było co do jego pracy większych uwag. W drugim przypadku realizator nie tylko nigdy nie miał do czynienia z SD-kami DiGiCo, ale generalnie miksery cyfrowe były dla niego dotychczas nieosiągalne. Jak się jednak okazało, i w tym przypadku nie było wielkich problemów z ogaięciem nowego „ustrojstwa” i zrealizowania na nim przodów z 2 miksami monitorowymi przez owego człowieka. Oczywiście musiałem wcześniej przygotować mu stół, gdyż wdrażanie go dodatkowo w funkcje konfiguracyjne mogłoby jednak zbytnio go obciążyć, jak na pierwszy kontakt z „cyfrą”, tak iż na naukę obsługi mogłoby już braknąć „zasobów systemowych”. Jednak już sama kwestia bieżącej obsługi poszła nawet dość gładko i z pozytywnym zakończeniem (w myśl zasady: „Wszystko dobre, co się dobrze kończy”).

Ja natomiast mogę stwierdzić, że i pod względem konfiguracji i przygotowania stołu do pracy nie taki diabeł straszny… Dobrze jest oczywiście rzucić okiem do instrukcji użytkowania, przynajmniej na pierwszy z rozdziałów, w którym przedstawione są najważniejsze funkcje, a potem już idzie jak z płatka. Trochę problemów przysporzyło wywołanie funkcji „Sends on fader” czy też „Aux on fader”, dla której – jak wspomniałem – nie ma dedykowanego klawisza, jak to ma miejsce w niektórych mikserach konkurencji. Jednak okazuje się, że w DiGi- Co rozwiązano to być może nawet jeszcze prościej, niż w tych stołach, gdzie taki przycisk istnieje. Wystarczy „wysolować” sumę danego AUX-a, wcześniej zaznaczając odpowiednią funkcję w Opcjach konsolety, i automatycznie tłumiki kanałów przechodzą w opcję wysyłki sygnału do tego AUX-a. Proste?

Miałem już co prawda nie narzekać, ale przy okazji testowania UB MADI (o którym za chwilę) „wyszedł” jeszcze jeden mankament SD11 (a prawdopodobnie i całej serii). Pobieranie sygnału do wyjść Direct jest i owszem konfigurowalne – mamy bowiem trzy możliwości: przed i po tłumiku oraz przed Mute – ale wszystkie one są już po korekcji i dynamice. A przecież gdy chcemy dokonać nagrania wielośladowego, np. nagłaśnianego koncertu, raczej zależy nam na jak najmniejszej ingerencji w nagrywane sygnały, tzn. najlepiej jeśli pobierzemy je tuż za preampami. Korekcja dla FOH czy monitorów często bywa znacząco różna od tej, jaka powinna być przy rejestracji (dlatego najlepiej nagrywać „suche” sygnały, a korekcję wprowadzać na etapie miksu), nie mówiąc już o zbramkowaniu czy skompresowaniu sygnału, czego też powinno się unikać na etapie rejestracji. Miejmy nadzieję, że w kolejnej wersji softu będzie możliwość skonfigurowania wyjść direct również jako pre eq/pre dyn, co nie powinno być wielkim problemem dla programistów.

Dużym plusem SD11 (jak i pozostałych konsolet serii SD) jest możliwość zupełnie dowolnej aranżacji banków tłumików, dzięki czemu w jednym banku możemy mieć np. tłumiki perkusji, grupy perkusyjnej oraz grupy CG albo jakąkolwiek kombinację kanałów wejściowych, AUX- -ów, grup i matrixów. Można np. tak zorganizować banki tłumików, aby w każdym mieć zawsze skrajnie z prawej tłumik sumy, choć natychmiastowy, permanentny dostęp do tej szyny mamy dzięki pokrętłu specjalnie do tego przeznaczonemu (master level).

PODSUMOWUJĄC


Owszem, koncertu zespołu Metallica prawdopodobnie na SD11 nie udałoby się zrobić (przede wszystkim ze względu na zbyt małą liczbę dostępnych kanałów, jak na tego formatu zespół – dla samego Hetfielda na większych scenach potrzeba nawet 10 i więcej mikrofonów ustawionych w różnych miejscach!), chór z towarzyszeniem orkiestry symfonicznej (zbieranej z bliskich planów) też byłoby raczej trudno „opanować”. Dysponując tylko wejściami/wyjściami wbudowanymi również wiele nie zwojujemy, bo średniej wielkości zespół z perkusją, loopami i 2 klawiszami (plus bas, gitara/y i wokal lub wokale) trudno zmieścić na 16 kanałach. Jeśli jednak dysponujemy modułem I/O, pozwalającym na skorzystanie z pełni możliwości SD11, nie powinno być żadnych problemów ze zrobieniem monitorów, a i na FOH-u też dałoby się na niej pracować. Jasne, że im więcej tłumików na raz na wierzchu, tym komfort pracy większy (a stres mniejszy), co nie znaczy, że na dwunastu „się nie da”. Fakt jest faktem, że jednak do dużych „sztuk” DiGiCo ma w swojej ofercie znacznie lepiej do tego przystosowane konsolety, a miejsce SD11 jest raczej w instalacjach, teatrach, domach kultury czy świątyniach lub też jako stół touringowy mobilnych realizatorów/ zespołów, które same przywożą swój mikser monitorowy, a także jako podstawowy stół na mniejsze sztuki lub zapasowy na większe.

SD11I ORAZ SD11B


Jeszcze dwa zdania o dwóch innych wersjach SD11. Ten z literką „B” zoptymalizowany jest do pracy w broadcastingu i… to nam wystarczy. Natomiast SD11 z literką „i” jest jakby wersją Supercharged zwykłej „jedenastki”. Co prawda liczba wejść i wyjść, które może obsłużyć SD11i, jest taka sama, jak w przypadku SD11, ale wszystkie 32 kanały wejściowe, a nie tylko 8, możemy skonfigurować jako stereo (wszystkie są Flexi). Ponadto wersja „i” oferuje niedostępne w zwykłej „jedenastce” emulacje lampowego przedwzmacniacza mikrofonowego DigiTuBe, których mamy tutaj do wykorzystania 6 instancji, liczba procesorów efektów została zwiększona z 4 do 6, podobnie 6 jest korektorów dynamicznych i tyleż samo kompresorów pasmowych. To w zasadzie najważniejsze różnice między SD11i a SD11, oprócz ceny oczywiście, która zapewne też jest różna dla jednej i dla drugiej konsolety.

UB MADI


I już na sam koniec obiecane kilka zdań o tym urządzeniu. Ta malutka „puszeczka”, którą niemalże można ukryć w dłoni, powala na przesyłanie do komputera i wysyłanie z niego maksymalnie 48 sygnałów MADI (w obie strony równocześnie) poprzez szybkie złącze USB (2.0). Oprócz złącza USB-B urządzenie ma jeszcze dwa gniazda BNC do podłączenia elektrycznych sygnałów MADI. Zasilanie odbywa się poprzez USB, a więc nie ma konieczności (a nawet możliwości) podłączania zewnętrznych zasilaczy.


Z racji tego, że dysponowałem SD11 w wersji „stand alone”, miałem możliwość nagrywania tylko 16 śladów, co odbywało się bez większych problemów. Natomiast w drugą stronę udało mi się – również bez problemów – odtworzyć 40 śladów audio (skorzystałem z funkcji Flexi dostępnych dla ośmiu kanałów, dzięki czemu uzyskałem możliwość „wbicia” do SD11 po MADI właśnie 40 sygnałów).

Cóż, krótko mówiąc, małe, a cieszy. Urządzenie przyda się nie tylko do szybkiej, wielośladowej rejestracji koncertów, ale dzięki niemu możemy też dokonywać tzw. wirtualnej próby, jeśli nie mamy „dostępu” do muzyków, co pozwala znacząco skrócić już tę „prawdziwą” próbę. Jedyny problem z UB MADI jest taki, że… można go łatwo zgubić (bo malutki), a szkoda by było…


Piotr Sadłoń


Więcej informacji o prezentowanej konsolecie oraz innych produktach firmy DiGiCo na stronie producenta: www.digico.biz oraz polskiego dystrybutora: www.polsound.pl.

INFORMACJE:


Tłumiki: 12 × 100 mm, motoryzowane, czułe na dotyk
Wyświetlacz: 1 × 15” LCD wysokiej rozdzielczości, dotykowy
Mieiki poziomów: 12 8-segmentowe LED
Pasmo przenoszenia: 20 Hz-20 kHz (±0,6 dB)
Częstotliwość próbkowania: 48 kHz
Wewnętrzny processing: do 40 bitów,
zmiennoprzecinkowy
Latencja (typowa): 2 ms
Zniekształcenia: <0,05% (1 kHz, 10 dB input)
Szumy na wyjściu: <90 dBu
Zasilanie: 90-264 VAC, 47-63 Hz
Wymiary: 577 × 483 × 232 mm
Waga: 24 kg
Cena: info u dystrybutora

Dostarczył:
Polsound, ul. Graniczna 17
05-092 Łomianki-Dąbrowa
tel. (22) 751 84 87
www.polsound.pl