Soundman SLS M2 - aktywny monitor sceniczny

2011-11-06

Rynek monitorów scenicznych jest dość bogaty, choć - jak to zwykle bywa - tak naprawdę liczy się tylko kilku producentów, a przynajmniej tylko kilku udało się umieścić swoje "dzieła" w riderach większych i mniejszych zespołów.

Wystarczy wspomnieć dobrze wszystkim znane marki, jak Turbosound, Meyer, d&b, L-Acoustics, JBL czy zupełnie w Polsce nieznane (póki co, ale trzymamy kciuki za polskiego dystrybutora, żeby to zmienił) odsłuchy Clair Bros. Wśród tej elitaej bądź co bądź grupy pojawiają się jednak od czasu do czasu mniej populae, co przeważnie wcale nie znaczy, że gorsze, monitory niejednokrotnie bardzo renomowanych producentów. Wystarczy wymienić: EAW, RCF, OHM (jakoś tak się dziwnie złożyło, że wszystkie te firmy to "trzyliterowcy") czy Dynacord.

Ale również nasi rodzimi producenci nie próżnują w tej materii. Co prawda trudno doszukiwać się ich produktów na liście sprzętu pożądanego przez realizatorów na całym świecie (albo choć przynajmniej w Polsce), co nie znaczy, że realizatorzy na ich widok od razu wykrzykują "no way". Nawet jeśli tak jest na początku, po wypróbowaniu ich diametralnie zmieniają zdanie, a znakomitym tego przykładem jest artykuł Marka Witkowskiego w poprzednim numerze LSI. Do takich to właśnie urządzeń zaliczyć możemy bohatera naszego testu, którym jest monitor

SLS M2

Nazwa nieco myląca, nie jest to bowiem wytwór szacownej, aczkolwiek kolejnej zupełnie w Polsce nieznanej firmy SLS Audio. Jest to tylko oznaczenie typu, bowiem producentem testowanego przez nas odsłuchy jest nasza rodzima firma

SOUNDMAN

I właśnie, korzystając z okazji, kilka zdań na jej temat, na dobry początek. Niewiele informacji na jej temat można znaleźć na stronie inteetowej firmy, przynajmniej w polskiej wersji językowej. Nieco lepiej jest, jeśli wybierzemy język Szekspira i Byrona, tak więc warto uczyć się obcych języków. Ale do rzeczy.

Firma istnieje już dobre 20 lat (to "dobre", to jakieś kolejne 5), a jej założycielami, i po dziś dzień właścicielami są Piotr Danielski i Andrzej Lewandowski. Początki to produkcja wzmacniaczy gitarowych i basowych. Potem doszły gitarowe kolumny głośnikowe, aż w końcu pojawił się też sprzęt nagłaśniający - najpierw głównie niewielkie, pasywne zestawy głośnikowe, z biegiem czasu również i aktywne.

Obecnie w ofercie firmy, oprócz sprzętu bliskiemu sercu każdego gitarzysty czy basisty (czym wszakże zajmować się nie będziemy), znajdują się pasywne i aktywne zestawy nagłośnieniowe, w tym również monitory sceniczne.

Po bardzo pochlebnej opinii naszego redakcyjnego kolegi Marka Witkowskiego, jaką wystawił on (i nie tylko on) monitorom M2 z serii SLS, postanowiliśmy na własne uszy i oczy sprawdzić, co w nich "siedzi".

RZECZ O KONSTRUKCJI

A "siedzi" tam współosiowy głośnik firmy BMS - 15-calowy woofer i ciśnieniowy driver o wylocie 1,4" oraz końcówki mocy pracujące w klasie AB, z MOSFET-owymi tranzystorami końcowymi. To tak w dużym skrócie. Oczywiście, wszystko to zamknięte jest w stosunkowo dużej gabarytowo (ale przecież to monitor "na piętnastce") obudowie, wykonanej ze sklejki brzozowej. Obudowa wykończona jest wprasowaną warstwą laminatu w kolorze czaym (do niedawna produkty Soundmana przypominały trochę kolorystycznie wyroby Turbosounda, ale jednak czay to czay i dobrze się stało, że stał się kolorem "obowiązującym").

Wnętrze obudowy jest dość obficie wytłumione cienką warstwą waty mineralnej i zawiera całą elektronikę: solidny transformator toroidalny, układy wejściowe, aktywną zwrotnicę i oczywiście wzmacniacz, a w zasadzie dwa - 100-watowy dla drivera i 350-watowy napędzający woofer, każdy z własnym układem zasilającym.

Żeby zakończyć temat konstrukcji trzeba dodać, że głośnik chroni metalowa osłona z oczkami w kształcie plastra miodu, podklejona od zewnętrznej strony cienką warstwą "rzadkiej" gąbki. Osłona została osadzona na warstwie "gumowatego" materiału i wciśnięta we frezowane rowki, z wykorzystaniem jej naturalnej sprężystości, i dodatkowo przykręcona dwoma wkrętami po bokach w połowie szerokości (trzeba o tym pamiętać, kiedy zajdzie potrzeba jej demontażu). Ten sposób zamocowania osłony sprawia, że w trakcie pracy nic nie dzwoni, nie rzegocze ani nie wydaje innych niepożądanych odgłosów.

Na jednym z boków obudowy (patrząc z perspektywy pozycji monitorowej) znajduje się gniazdo statywu z możliwością regulacji pochylenia w zakresie od 0 do 18o, co 4o. SLS M2 można też więc wykorzystać nie tylko do pracy na scenie jako odsłuch, ale również jako mobilny, aktywny zestaw nagłośnieniowy. Z kolei z tyłu (znów z "perspektywy monitora") znajduje się panel z gniazdami przyłączeniowymi (dwa równoległe wejścia Combo XLR i wyjście Loop, również XLR, tylko tym razem męskie - wszystkie oczywiście symetryczne) oraz gniazdo wejściowe Powercon do podłączenia kabla zasilającego, i drugie tego samego typu, ale wyjściowe (np. do podania zasilania na sąsiedni monitor).

Nie zabrakło też przełącznika odłączającego masę od obudowy oraz regulatora czułości, choć w egzemplarzu, który otrzymaliśmy do testów potencjometr ten został świadomie usunięty (ot po prostu, aby nikt nie grzebał przy monitorze na scenie i nie niweczył efektów pracy realizatora). Opcjonalnie istnieje możliwość odizolowania galwanicznego wejść/wyjść od reszty układów za pomocą transformatora separującego.

A'propos dwóch gniazd wejściowych - zaciekawiło mnie, czemu ma służyć takie rozwiązanie. Odpowiedzi postanowiłem poszukać u źródła, tj. u projektanta monitora Piotra Danielskiego. Okazuje się, że dwa gniazda są po to, żeby w razie konieczności jedno z nich służyło do… wyprowadzenia sygnału (jeśli ktoś dysponuje tylko kablami z wtykami jack, wtedy jedno z wejść - wszak są połączone równolegle - może pełnić taką samą funkcję, jak XLR-owe gniazdo Loop). Proste, a jakże praktyczne i odciążające użytkownika od ewentualnego poszukiwania przejściówek, itp.

Skoro kwestie wizualne mamy za sobą, czas przejść do najważniejszego tematu

JAK TO GRA

Hmm, sam byłem ciekaw, ale jakoś tak się złożyło, że wyjątkowo - jak nigdy, bo zawsze wolę posłuchać jak brzmi zestaw zanim zabiorę się za pomiary, żeby nie sugerować się "obrazkiem" - najpierw dokonałem pomiaru charakterystyki przenoszenia monitora i… zamarłem. No cóż, cokolwiek byśmy nie powiedzieli o tym zestawie, to na pewno nie to, że jest on liniowy. Jego charakterystyka bardziej przypomina bowiem przekrój poprzeczny przez średniej wielkości masyw górski, niż linię prostą (patrz ramka "Pomiary").

Ale z drugiej strony… może o to chodzi? Trzeba go po prostu posłuchać. Efekt prób odsłuchowych był taki, że po raz kolejny doszedłem do wniosku, iż "nie wszystko złoto, co się świeci", w wersji odwróconej, czyli charakterystyka jedno, a brzmienie to oddzielna kwestia.

Owszem SLS M2 jest "konturowy", jeśli chodzi o brzmienie - charakteryzuje się mocnym dołem i miejscami dość mocno podbitą górą, choć z drugiej strony najwyższe częstotliwości, powyżej 15 kHz, są praktycznie nieobecne (świadomie, jak mi powiedział Piotr Danielski, i nie sposób się z nim zgodzić, o czym piszę we Wstępniaku). Podcięty jest też środek pasma, co sprawia, że wokal jest nieco "schowany" - to z kolei "zasługa" drivera o małym wylocie. Piotr zdradził mi też, że właśnie pracują nad nowym monitorem, również koaksjalnym i również na 15-calowym wooferze, ale z większym, 2-calowym driverem, co powinno poprawić reprodukcję w zakresie średnicy pasma.

INFORMACJE
Moc RMS:
350 W + 100 W
Głośnik: współosiowy BMS 15C682-8 15” +
4546 1,4”, neodymowy
Pasmo przenoszenia: 40 Hz-19 kHz (±4 dB)
Impedancja: 8 Ω
Max. SPL (ciągły/szczytowy): 124/130 dB
Podział pasma: 2,5 kHz
Dyspersja: 60°
Wymiary:
505 × 460 × 425 mm
Waga: 27 kg
Cena: 6.150 zł (brutto)

Dostarczył:
Soundman
, ul. Rokokowa 126,
01-910 Warszawa, tel: 22-834-70-11
www.soundman.pl

Póki co jest, jak jest, i - co trzeba od razu powiedzieć - wcale nie jest źle, wprost przeciwnie. Fakt, że wokal w M-dwójce nie "daje prosto w twarz", jak np. w d&b MAX albo choćby wyjątkowo liniowym Meyerze MJF-212, ale jest wyraźny i dobrze słyszalny. Choć podejrzewam, że dla wielu wokalistów SLS M2 nie byłby ich faworytem. Natomiast mnie osobiście wręcz powaliło brzmienie przesterowanych gitar - żadnego "sypania" górą, żadnego "piachu" w brzmieniu, ot po prostu czyste, rasowe brzmienie przesteru - drapieżne, ale i z "mięchem". Jak z dobrej jakości pieca gitarowego! Nie dziwi mnie więc fakt, że M2 ma wysokie notowanie wśród muzyków rockowych i ich realizatorów.

NA KONIEC

Generalnie o SLS M2 można powiedzieć dużo dobrego i do niewielu rzeczy się przyczepić. Fakt, nie można go nazwać monitorem niskoprofilowym, więc panom z kamerami może się nie spodobać. Fakt też, że nie można go nazwać riderowym, skoro jakieś (na moje oko) 80% populacji muzyków i realizatorów nawet nie zdaje sobie sprawy, że istnieje. Faktem też jest, że nie jest to monitor, w którym wokaliści (zwłaszcza Ci, którym największą radość sprawia wsłuchiwanie się w swój własny głos) zakochają się od pierwszego… usłyszenia.

Ale na pewno jest to solidnie i z dbałością o szczegóły wykonane urządzenie, oferujące spory zapas mocy i dobre brzmienie, nie odbiegające wcale zbytnio od riderowych monitorów (co ciekawe, charakterystyka przenoszenia M2 jest w wielu miejscach podobna do charakterystyki MAXa, oprócz średnicy, którą to SLS ma podciętą, a MAX dość znacznie podbitą).

Spory poziom SPL, jaki zdolny jest wyprodukować SLS M2, a przy tym mocny, dynamiczny bas może predestynować M-dwójkę do zastosowania go jako drumfill na mniejszych scenach, gdzie nie ma miejsca ani sensu stawiać perkusiście odsłuchu w formie: subbas + górka. Również inni muzycy, szczególnie ci preferujący mocne brzmienia, powini być zadowoleni ze współpracy z firmą, która postawi im na scenie SLSy (o ile, poza tym, za konsoletą monitorową będzie siedział "kumaty" realizator).

Wydaje mi się, że firmy, którym zależy nie tylko na tym, aby ich sprzęt miał "chodliwe" logo, ale przede wszystkim na solidnym brzmieniu i niezawodności pracy, powinny zainteresować się tym dziełem spółki Danielski-Lewandowski.

Piotr Sadłoń


Więcej informacji o prezentowanym monitorze oraz innych produktach firmy Soundman na stronie inteetowej producenta: www.soundman.pl.