Ulubiony kiosk PRZEJRZYJ ONLINE WRZEŚNIOWE WYDANIE Live Sound ZAMÓW Z PRZESYŁKĄ GRATIS

Tutoriale

Rider techniczny - Nowela o niczym

Rider techniczny - Nowela o niczym

Dodano: poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Z przyjemnością czytam wszystkie dostępne ridery techniczne, bez względu na to, czy jestem związany z jakimś koncertem czy nie. Ilość zawartych tam metafizycznych oczekiwań i sposób ich wyrażania pozwoliłby na napisanie niejednej sporej pracy naukowej, a i do poezji niedaleko.

 

W założeniu dokument taki (będący często załącznikiem do umowy) powinien dawać precyzyjne i jednoznaczne informacje o potrzebach sprzętowych oraz przygotowywać ekipę techniczną do spotkania zespołu. W rzeczywistości jednak jedyne, co z niego możemy się dowiedzieć, to przybliżone dane na temat kolejności wejść w mikserze oraz lokalizacji muzyków i połączeń na scenie. A i to nie zawsze...

HIPERAKTUALNOŚĆ POLSKICH RIDERÓW

Nie ma to, jak na "dzień dobry" powalić widzów konkretną falą uderzeniową (dosłownie i w przenośni). Żeby było weselej, ten fragment autentycznego ridera dotyczy muzyki z pogranicza poezji śpiewanej i piosenki aktorskiej.

Rekordziści przysyłają ridery, których data przydatności do użycia skończyła się dwie płyty temu. W zasadzie więc mogliby sobie darować obciążanie internetu, faksów oraz innych form transmisji danych. Szczególnie że jeśli taki rider stanowi załącznik do umowy, a firma nagłośnieniowa wykona go w 100%, to koncert mógłby się nie odbyć. No, bo przecież skoro 2 lata temu zespół grał z automatem perkusyjnym i jedną gitarą, a teraz jest wszystko, włącznie z kwartetem smyczkowym, to przecież nieduża różnica, prawda?

Jakieś 15 mikrofonów i 4 monitory... Zdarzają się sytuacje, kiedy kolejność podłączeń jest istotna - festiwale, koncerty wielu wykonawców, imprezy "trudne". Nieodpowiedzialność osoby wysyłającej nieaktualny rider powinna się kończyć niepodłączeniem instrumentów, których w takim dokumencie nie było. Zawsze jednak panuje przekonanie, że to nagłośnienie musi się podporządkować zespołowi. A gdzie uczciwość?

POTRZEBUJEMY MILION WAT MOCY NA STRONĘ

Oczekiwanie określonej mocy aparatury nagłośnieniowej jest tak oczywistym przejawem niewiedzy autora ridera, że nie chce się czytać reszty jego wypocin. Równie dobrze można porównywać samochody pod względem ilości spalanego paliwa. Nie zgadniemy, czy wysokie spalanie da nam dużą prędkość, czy możliwość przewiezienia olbrzymiego ładunku czy po prostu starej technologii i nieprawidłowo pracującego silnika.

Jedyne, co z informacji o mocy aparatury nagłośnieniowej wynika, to pośrednia informacja o koniecznych przekrojach kabli zasilających dla przesłania odpowiedniego prądu. Chociaż dostarczenie kabli leży raczej po stronie ekipy nagłośnieniowej albo dostawcy prądu. Różnica skuteczności pomiędzy poszczególnymi systemami nagłośnieniowymi jest bardzo duża. Szacuję, że dla aktualnie spotykanych systemów nagłośnieniowych możemy znaleźć ponad 12-decybelowe różnice pomiędzy skutecznością systemów.

Przypominam, że podwojenie mocy to wzrost SPLu o 3 dB, czyli 12 dB więcej odpowiada 16-krotnej różnicy mocy. Czyli zastosowanie trochę innego systemu pozwoli nam uzyskać za pomocą 5.000 W to samo, co inny zrobi z 80 kW. Nikt też nie wpada na pomysł, jak oczekiwana moc powinna być poukładana w paśmie. OK, mamy 10 kW, z czego 9 kW w driverach dwucalowych, 800 W w środkach i 200 w basie. Jest równo 10 kW, więc dlaczego się nie podoba? Za dużo góry? Przytniemy...

Warto też zastanowić się nad nagłaśnianą powierzchnią. Podwojenie tego obszaru to znacznie mniejsza gęstość energii przypadająca na jednostkę powierzchni, czyli 6 dB ciszej. I napisanie w riderze, że moc taka powinna być przy koncertach do 5.000 ludzi, niczego nie zmienia, bo te 5.000 słuchaczy może się zmieścić na 100 m2, ale może też się rozejść na 1.000 m2. No i jak to wyliczyć? Proponuję podawanie oczekiwanego poziomu SPL (ważone bądź nieważone) dla imprezy - chociaż i w tym przypadku mogą zdarzyć się takie "kwiatki", jak na zdjęciu obok.

REALIZATOR MUSI MIEĆ DOSTĘP DO PROCESORA GŁOŚNIKOWEGO

Opowieści o przewadze brzmienia konsolet analogowych nad cyfrowymi snute są przez tych, którzy NIGDY nie zrobili uczciwego porównania.

Nie ma sprawy. Tu jest śrubokręt, a tam, w każdej podwieszonej paczce, wisi sobie procesor głośnikowy. Czasem też stoi w raku pod sceną. Albo w 12 oddzielnych wzmacniaczach, tu i ówdzie.

Jestem za tym, żeby realizatorzy mieli dostęp do procesorów głośnikowych. Najpierw jednak powinni zdać egzamin ze znajomości rodzajów (oraz właściwości) filtrów, umiejętności wyrażania zmniejszenia mocy w decybelach, wpływu opóźnienia poszczególnych pasm na percepcję i lokalizację oraz znajomości podstawowych parametrów najpopularniejszych wzmacniaczy i głośników.

Wtedy faktycznie taki realizator nie zaszkodzi systemowi. Praktyka jednak pokazuje, że Ci, którzy to wiedzą, niechętnie zabierają się do programowania procesorów głośnikowych.

NIE GRAMY NA KONSOLETACH CYFROWYCH

Skoro nie umiecie, to nie grajcie. Ale nie zmuszajcie tym samym innych do wnoszenia wielkiej analogowej konsoli (często oprócz cyfrowej), raka z peryferiami oraz potężnego multikora tylko dlatego, że nie chcecie się nauczyć pracować na nowszych urządzeniach. Oczywiście, są sytuacje, kiedy można bez problemu poprosić o analog, ale często jest to spory kłopot dla firmy, a w szczególności dla jej pracowników i ich kręgosłupów. Opowieści o przewadze brzmienia konsolet analogowych nad cyfrowymi snute są przez tych, którzy NIGDY nie zrobili uczciwego porównania.

Co znaczy uczciwe porównanie? To samo miejsce, ten sam sygnał, ten sam system odsłuchowy, te same manewry. Czy ktoś ze zwolenników konsolet analogowych zastanawiał się kiedyś, jaki wpływ na sygnał ma kilkadziesiąt metrów kabla o stosunkowo dużej pojemności i rezystancji? Jak taki kondensator wpływa na pasmo i fazę sygnału? Oczywiście, nie wszystkie stoły cyfrowe mają systemowy kabel transmisyjny. Ale nawet dzięki nim rezygnujemy z parędziesięciu kabli insertowych i do efektów.

POLSKA KONTRA ZAGRANICA

Istnieje widoczna różnica pomiędzy riderami wykonawców polskich i zagranicznych. Choć chyba należałoby ten podział przesunąć na polskich i zagranicznych realizatorów. Nasze rodzime wymogi techniczne są bardzo pretensjonalne: "musi być", "jest konieczny", "nie gramy", "tylko dla zespołu", itp. W riderach nadsyłanych zza granicy czuć więcej taktu i kultury: "prosimy", "sugerujemy", "jeśli to możliwe", "byłoby miło...".

Czytając wymagania w takiej formie, nastawiamy się dużo pozytywniej do ekipy, z którą przyjdzie nam pracować, a to, jak wiadomo, bezpośrednio przekłada się na efekty pracy i zadowolenie po niej. Sposób konstruowania naszych "nagłośnieniowych list życzeń" powoduje coraz większe uodpornienie firm nagłośnieniowych. Skoro w riderze jest napisane, że muszą mieć 10.000 W na stronę (patrz punkt 2), a ostatni koncert zagrali na 5.000, to pewnie też nie zrobi im różnicy, jak zamiast 8 kompresorów dostaną 4...

Wiele takich wymogów technicznych wygląda jak lista prezentów, które autor widział w internecie albo na innych koncertach, i sam też chciałby się pobawić. Szczytem braku profesjonalizmu jest sytuacja, w której realizator zespołu, mając do dyspozycji zamówiony przez siebie bardzo drogi procesor, nie potrafi go obsłużyć.

A i takie rzeczy się zdarzają. Niepoważnym też zachowaniem jest wymaganie od firmy nagłośnieniowej urządzeń, których ta nie posiada (czyli musi wypożyczyć i zapłacić), a następnie niepojawienie się na koncercie. Realizator zastępujący mówi natomiast, że dla niego nie stanowi różnicy, które urządzenie wykorzysta.

SYSTEMY BEZPRZEWODOWE

Napisanie w riderze, że konkretna wartość mocy powinna być przy koncertach do 5.000 ludzi niczego nie zmienia, bo te 5.000 słuchaczy może się zmieścić na 100 m2, ale może też się rozejść na 1.000 m2.

Podawanie w riderach pasm i częstotliwości, na których pracują posiadane przez zespół systemy transmisji bezprzewodowej, jest dobrym zwyczajem. Szkoda tylko, że jeszcze rzadko u nas spotykanym.

Na każdej większej imprezie, gdzie znajduje się dużo systemów bezprzewodowych, jest technik odpowiedzialny za zestrojenie wszystkich urządzeń tak, żeby pracując równocześnie poszczególne częstotliwości nie przeszkadzały sobie nawzajem.

Zestrojenie 4 urządzeń nie jest poważnym problemem, kiedy jednak na scenie pracuje już 12 takich, a zespół przywozi kolejne 4, wtedy prawidłowe skonfigurowanie wszystkich zajmuje dużo więcej czasu. W skrajnych przypadkach może okazać się niemożliwe zestrojenie wszystkich razem. Dobrze więc, żeby informacja o zastosowanych urządzeniach, pasmach i częstotliwościach była zawarta w riderze. Kilka linijek nie przeszkodzi, a czasem może pomóc.

LITERKI

Wymienianie konkretnych modeli zestawów głośnikowych w riderze może okazać się zgubne. Wielu producentów oferuje różne wersje tych samych głośników, różniące się tylko charakterystyką kierunkową. Jeśli nieopatrznie wymienimy zestaw grający szerzej, zapominając o zestawie grającym węziej, możemy zrobić sobie brzydki dowcip, jeśli trafimy do klubu (oczywiście, jeśli firma nagłośnieniowa postanowi przestrzegać ridera).

Jeśli popełnimy błąd odwrotny, to w klubie będzie nam łatwiej, natomiast plener z szeroką sceną może się nie udać. Jeśli więc ktoś czuje potrzebę zagrania na jakimś konkretnym systemie, to niech pozostanie przy wpisaniu nazwy producenta, ewentualnie serii. Bez konkretnych modeli. Trudno jest skonstruować dobry i pożyteczny rider, który będzie również jednoznacznie formułował wymogi sprzętowe i technologiczne.

Dokument taki powinien dbać o interesy zespołu, nie powinien jednak komplikować życia innym. W każdym powinna znajdować się informacja o konieczności kontaktu z realizatorem lub technikiem zespołu (istnieją jeszcze ridery, w których nie ma takiej informacji(!)). Pamiętać też warto, że każdy, nawet najlepszy system może zostać źle skonfigurowany. Istotną dla każdego koncertu jest profesjonalna i kompetentna ekipa, a nie producent głośników.

Ciekawostką jest, że zachodnie ridery, pisane na koncerty w Polsce (możliwe, że w całej wschodniej Europie) zawierają takie rzeczy, jak prośba o trzeźwych techników, nieustawianie konsolety za sceną, ani w przejściu ewakuacyjnym, stosowanie kabli głośnikowych o odpowiednich przekrojach czy konieczne używanie atestowanych systemów dystrybucji zasilania. Ciekawe, co tych ludzi musiało spotkać, że teraz piszą to w riderach...