Ulubiony kiosk PRZEJRZYJ ONLINE WRZEŚNIOWE WYDANIE Live Sound ZAMÓW Z PRZESYŁKĄ GRATIS

Tutoriale

Zwrotnice głośnikowe III - Problemy zwrotnic pasywnych – ciąg dalszy

Zwrotnice głośnikowe III - Problemy zwrotnic pasywnych – ciąg dalszy

Dodano: wtorek, 4 grudnia 2012

W wakacyjnym numerze LSI zaprezentowaliśmy niektóre problemy wynikające z używania zwrotnic pasywnych.

 

Mówiliśmy o wpływie impedancji głośnika na parametry i pracę zwrotnic z jednej oraz impedancji wzmacniacza z drugiej strony, mówiliśmy też o tym, jak temperatura, a także inne warunki atmosferyczne, mogą popsuć nam szyki w postaci nie takiego, jak przewidywał konstruktor, zachowania się zwrotnicy, co oczywiście przekłada się w linii prostej na pracę zestawu głośnikowego.

Jest jednak jeszcze jeden negatywny aspekt używania pasywnych crossoverów, który – co oczywiste – ma również negatywny wpływ na pracę głośników. Tym razem jednak chodzi o kontrolę nad zjawiskiem samoindukcji, a konkretnie siły elektromotorycznej samoindukcji (po angielsku określanej mianem „back-EMF” tj. back-ElectroMotive Force, co w dosłownym tłumaczeniu znaczy „wsteczna siła elektromotoryczna”). Z czym mamy do czynienia?

ZJAWISKO SAMOIDUKCJI


lub, inaczej, indukcji własnej polega na powstawaniu dodatkowej siły elektromotorycznej (SEM) w zamkniętym obwodzie elektrycznym, przy zmianie natężenia prądu płynącego w tym obwodzie, wywołanej przez zmiany skojarzonego strumienia magnetycznego związanego z tym prądem. SEM pojawiająca się w wyniku samoindukcji powoduje przepływ dodatkowego prądu elektrycznego, przeciwdziałając zmianom całkowitego natężenia prądu w obwodzie. Tyle formułka. Tłumacząc to na język bardziej zrozumiały i odnosząc to konkretnie do głośnika, bo on jest tutaj naszym „winowajcą”, to owa siła elektromotoryczna (czyli – w uproszczeniu – napięcie) samoindukcji powstaje w momencie, gdy membrana głośnika porusza się, który to ruch wywołany jest przepływem prądu przez jego cewkę, lub gdy prąd w niej przestaje płynąć lub zmienia kierunek. Membrana i jej zawieszanie charakteryzują się pewną inercją, dlatego też układ taki nie może zatrzymać się natychmiast w momencie wyłączenia prądu. To samo tyczy się zmiany kierunku płynącego prądu, wywołującego zmianę kierunku ruchu membrany, a przecież wiadomo, że takie zmiany w przypadku sygnału muzycznego (odpowiadającego prądowi zmiennemu) mają miejsce kilkaset czy kilka tysięcy razy na sekundę. Efektem tego jest „przestrzelenie” ruchu membrany w momencie wyłączenia sygnału przesyłanego do głośnika, bowiem pomimo braku „napędu” siłą rozpędu membrana będzie kontynuowała swój ruch.

Widać, że zjawisko to nie jest w głośnikach mile widziane – po pierwsze zmniejsza się wydajność głośnika poprzez powstawanie SEM (napięcia), która powoduje przepływ wsteczny, przeciwstawiający się prądowi „napędowemu”, a po drugie membrana wykonuje dodatkowe, niepożądane, słabo tłumione ruchy, które również mają wpływ na wierność przetwarzania sygnału elektrycznego na akustyczny. W obu tych przypadkach przekłada się to na wierność odtwarzania sygnału muzycznego czy mowy.

Jak z tym można „walczyć”? Najprościej – zwierając zaciski głośnika. Wiadomo, że jeśli zewrzemy obwód „na krótko”, napięcie w nim będzie wynosiło 0, a więc nie powstanie SEM samoindukcji i związany z tym „przeszkadzający” przepływ prądu. No dobrze, ale przecież nie możemy po prostu zewrzeć głośnika, bo po pierwsze nie będzie on mógł grać, a po drugie tak zwarty głośnik podłączony do wyjścia wzmacniacza wywoła również zwarcie jego wyjścia, a więc w najlepszym przypadku zadziałanie zabezpieczeń i wyłączenia urządzenia, a w najgorszym spalenie stopni końcowych, a może nawet i zasilacza.

Dlatego też zadanie wirtualnego zwierania głośnika, a więc i walki z SEM samoindukcji, leży po stronie wzmacniacza. Czy pamiętacie taki parametr końcówek mocy, jak

DAMPING FACTOR (DF)


czyli po naszemu Współczynnik Tłumienia? Może zastanawialiście się, do czego on się odnosi i dlaczego – co zapewne słyszeliście nie raz – im on większy, tym lepiej? Ano właśnie dlatego, że wtedy wzmacniacz lepiej radzi sobie z samoindukcją głośnika, co wynika z faktu, że DF to nic innego, jak stosunek impedancji głośnika/zestawu głośnikowego do impedancji wyjściowej wzmacniacza. Aby więc uzyskać dużą wartość DF impedancja wyjściowa wzmacniacza musi być jak najmniejsza (by uzyskać stan jak najbliższy zwarciu głośnika) – przeważnie jest ona równa dziesiątym, a nawet setnym częściom oma. Przy czym im mniejsza impedancja podłączonego doń zestawu głośnikowego, tym współczynnik tłumienia będzie mniejszy. Przykładowo, jeśli impedancja naszego zestawu nagłośnieniowego wynosi 8 Om, a impedancja wyjściowa końcówki mocy 0,1 Om, to Damping Factor takiego wzmaka przy tym obciążeniu wyniesie 80. To dużo czy mało? Powiedzmy – przyzwoicie, ale niestety to tylko czubek góry lodowej. Ściganie się producentów na urządzenia o gigantycznych często wartościach DF to w większości przypadków niestety tylko czysty chwyt marketingowy, który nie będzie miał przełożenia w warunkach rzeczywistych (szczególnie tyczy się to zestawów głośnikowych z pasywną zwrotnicą – zaraz wyjaśnimy, dlaczego).

Po pierwsze, takie obliczenia nie uwzględniają np. rezystancji połączeń, które przy krótkich, grubych i dobrej jakości kablach może nie są aż tak bardzo istotne (znów mamy do czynienia z dziesiątymi częściami oma), ale jednak po dodaniu ich do impedancji wyjściowej wzmacniacza (bo taką sumaryczną jej wartość będzie teraz „widział” głośnik) może się okazać, że z rewelacyjnego DF na poziomie 2.000(!) zostaje nam może 100. Gdy zaś mamy „po drodze” jeszcze zwrotnicę pasywną, w której uwzględnimy samą tylko rezystancję cewek, wynik też może spaść jeszcze o połowę, a nawet więcej.

Druga kwestia to fakt poruszany w poprzednim numerze – impedancja NIGDY nie ma wartości stałej. I nie chodzi tu bynajmniej o jej zmiany wynikające z temperatury powietrza (choć oczywiście też), ale o jej zmienność w funkcji częstotliwości. Będzie to dotyczyło zarówno impedancji zestawu głośnikowego, jak i wyjściowej wzmacniacza, a w przypadku zestawów pasywnych również impedancji zwrotnicy. Dlatego też dla każdej częstotliwości współczynnik tłumienia może być inny. To jednak w dalszym ciągu jeszcze nie wszystko. I tutaj powoli dochodzimy – nareszcie! – do sedna naszego artykułu.

Wspomniane wcześniej czynniki (wpływ rezystancji kabli, cewek zwrotnicy, zmienność impedancji w funkcji częstotliwości) mogą nam pogorszyć katalogową wartość DF o kilkanaście czy kilkadziesiąt procent – w zależności też od tego, jaką wartość „wyjściową”, a więc katalogową, ma rozpatrywany wzmacniacz (im bardziej „kosmiczna” będzie to wartość, tym drastyczniej w rzeczywistości będzie ona mniejsza). Ale czy wiecie, że w przypadku zestawów głośnikowych ze zwrotnicami pasywnymi ten współczynnik w pewnych sytuacjach, dla pewnych zakresów częstotliwości, może spaść w zasadzie do 0?

DIABEŁ – JAK ZWYKLE – TKWI W SZCZEGÓŁACH


Dla uproszczenia rozważań przyjmiemy, że impedancja wyjściowa wzmacniacza wynosi 0 Om, podobnie jak rezystancja kabli przyłączeniowych. Wiem, że to bardzo idylliczna i, niestety, nierealna sytuacja, ale pozwoli nam to na bardziej przejrzyste przedstawienie zjawiska. Z drugiej strony wiadomo, że w wyniku tego otrzymamy idealną, a więc najlepszą – choć nierealną – sytuację. W rzeczywistości może być tylko gorzej, na pewno nie lepiej. Rozpatrzmy na początek przypadek dwudrożnego zestawu głośnikowego z pasywną zwrotnicą Butterwortha drugiego rzędu (12 dB/okt) o częstotliwości podziału 2 kHz. Schemat takiej zwrotnicy przedstawia rysunek 1.


Żeby zobaczyć, co dzieję się (i dlaczego) w tym układzie, musimy nieco zmodyfikować ów rysunek, tak aby prezentował on układ z perspektywy głośnika. Skoro założyliśmy zerową impedancję wyjściową wzmacniacza (oraz zerowe wartości rezystancji kabli) – co w zasadzie oznacza zwarcie między punktami 1 i 2 – finalnie możemy rozpatrzeć naszą zwrotnicę jako dwa osobne układy, przedstawione na rysunku 2. W rzeczywistości istnieje pewien wpływ jednego filtru na drugi, jednak – znów dla przejrzystości – założymy, że takowego tutaj nie ma, co z drugiej strony nie będzie wielkim błędem, bo faktycznie w naszym przypadku nie wpływa on w jakimś odczuwalnym stopniu na efekt finalny naszych rozważań.


Generatory na rysunku 2 służą odzwierciedleniu SEM samoindukcji głośników i jest to faktyczny odpowiednik tego, z czym mamy do czynienia w rzeczywistości. Jedyną różnicą jest zastosowanie w naszych schematach 8-omowego rezystora zamiast impedancji, którą w rzeczywistości stanowi głośnik i która jest znacznie bardziej złożona w zachowaniu, niż zwykły opornik. To jednak również niczego nie zmienia w naszych rozważaniach, a – po raz kolejny – upraszcza analizę i zrozumienie zjawiska.

Jeśli przyjrzymy się teraz naszej uproszczonej zwrotnicy z rysunku 2, to zauważymy, że mamy tam dwa najzwyklejsze równoległe układy rezonansowe LC, z rezonansem nastrojonym na wartość częstotliwości podziału, czyli w naszym przypadku 2 kHz. Dla tych, którzy wiedzą co nieco o obwodach rezonansowych, staje się teraz jasne, co z tego wynika, zaś tych, którzy w układach elektronicznych nie są najmocniejsi spieszę poinformować, iż taki układ charakteryzuje się właśnie wspomnianym rezonansem, który – w przypadku idealnym, tzn. gdy mamy do czynienia z „czystym” układem LC (cewka- kondensator), bez jakiejkolwiek rezystancji równoległej – charakteryzuje się nieskończenie wielką impedancją dla częstotliwości rezonansowej. To oznacza, że w tym miejscu – zgodnie ze wzorem – tłumienie będzie wynosiło 0 (dzielenie przez nieskończoność zawsze daje wartość zerową, niezależnie od tego, jaka wartość jest w liczniku)! W rzeczywistości w obwodzie rezonansowym ZAWSZE występuje jakiś opór, a więc impedancja ta nie będzie nieskończona, co nie zmienia faktu, że będzie znacznie, znacznie większa od zakładanej impedancji wyjściowej wzmacniacza (kilka tysięcy razy większa – typowo impedancja w rezonansie przyjmuje wartości większe niż 200 Om). Tak więc i wtedy DF będzie przyjmował wartość setnych części, czyli „cieniutko”.

Ktoś powie – no cóż, dla jednej częstotliwości to jeszcze nie tragedia. Niestety, nie ma tak kolorowo. Spójrzmy na rysunek 3, gdzie na charakterystyce impedancji rozpatrywanego układu dwóch filtrów zwrotnicy przedstawiona jest opisana wyżej sytuacja. Zauważmy, że również w paśmie o szerokości oktawy w górę i w dół od częstotliwości podziału nie jest wcale „kolorowo”.


A’propos rysunku 3 – tak naprawdę są tam dwie charakterystyki: czerwona dla filtru górnoprzepustowego, zielona dla dolnoprzepustowego. Z racji jednak tego, że z impedancyjnego punktu widzenia są to identyczne filtry, ich charakterystyki impedancji są takie same i nakładają się na siebie, tak że jedna przykrywa drugą. Wróćmy więc do rysunku 3 i spójrzmy, jaką impedancją charakteryzuje się nasz układ w odległości jednej oktawy od rezonansu (1 kHz i 4 kHz). Impedancja przyjmuje tam wartości nominalne dla zwrotnicy, a więc w naszym przypadku, przy założeniu impedancji głośnika 8 Om będzie ona również wynosiła 8 Om. To oznacza, że w tych punktach głośniki „widzą” Damping Factor na poziomie jedności (8/8) – i to, pamiętajmy, przy założeniu zerowej impedancji wyjściowej wzmacniacza i rezystancji połączeń. To nie jest to, czego oczekiwalibyśmy od naszego układu wzmacniacz-głośnik, bowiem tak niska wartość tłumienia siły elektromotorycznej samoindukcji skutkować będzie relatywnie dużymi „przestrzeleniami” w ruchach membrany, co przekłada się na „ciągnięcie” się w domenie czasu. Słyszalnym tego efektem jest kiepskie przenoszenie transjentów, wynikające z faktu, iż głośnik będzie wciąż zdolny do dodawania do przetwarzanych dźwięków swojej własnej „sygnatury” dźwiękowej, wynikającej z bezwładności jego układu ruchowego.

A co dzieje się, jeśli jeszcze bardziej odsuniemy się na osi częstotliwości od punktu podziału?

Jest lepiej, ale znów daleko od ideału. Dla częstotliwości drugiej oktawy (licząc od punktu podziału), tj. 500 Hz i 8 kHz, nasz układ rezonansowy ma impedancję w okolicy 3 Om, tak więc w tym miejscu DF wyniesie:

DF = Zglosn/Zzrodl = 8/3 = 2,66

Jak widać, „szału nie ma”, i wynik ten jeszcze w dalszym ciągu znacząco odbiega od najczęściej spotykanych wartości Damping Factor podawanych przez producentów wzmacniaczy, czyli zakresu 50-200. Nawet gdy weźmiemy pod uwagę jedną dekadę od punktu podziału (tj. 200 Hz i 20 kHz), to również w tych punktach zaobserwujemy dość sporą wartość impedancji (1,17 Om), co w efekcie daje DF na poziomie 6,8. Czyli nawet na krańcach pasma nie zbliżamy się nawet do deklarowanej wartości DF, ba – nawet do 10 jeszcze daleko!

Zanim powiemy sobie „co z tym fantem można zrobić”, spójrzmy jeszcze, jak to wygląda w przypadku innych zwrotnic – pierwszego i trzeciego rządu.

ZWROTNICA 1. RZĘDU


jak wiadomo, zbudowana jest z filtrów o nachyleniu charakterystyki 6 dB/okt. Rozpatrzmy sobie taki crossover o takim samym punkcie podziału, jak w poprzednim przykładzie (2 kHz), którego charakterystyka impedancji przedstawiona jest na rysunku 4 (tym razem charakterystyki filtrów się nie nakładają, więc wyraźnie widać obie – czerwona dla filtra górnoprzepustowego, zielona dla dolnoprzepustowego).


Jak widać na rysunku 4, w punkcie podziału impedancja zwrotnicy wynosi 8 Om, czyli tyle, ile impedancja nominalna naszego hipotetycznego głośnika. To daje nam Damping Factor równy 1 – znacząco lepiej, niż w przypadku zwrotnicy 2. rzędu, ale do ideału wciąż daleko. Przesuwając się o jedną oktawę wzdłuż pasma przepustowego (a więc w górę dla filtra górnoprzepustowego oraz w dół w przypadku dolnoprzepustowego) obserwujemy impedancję o połowę mniejszą, niż w punkcie podziału, czyli 4 Om, (DF równy 2). Znów jest lepiej niż dla crossovera drugiego rzędu (DF równy 1), ale już nie jest to aż tak znacząca poprawa. Jeśli zaś chodzi o punkty leżące na osi częstotliwości w odległości dekady od punktu krosu, to impedancja w pasmach przepustowych filtrów przyjmuje wartość 800 mOm i znów mamy lepszą sytuację, niż w przykładzie wcześniejszym (DF równy 10), ale jeśli producent wzmacniacza napędzającego taki układ deklaruje dla swojego urządzenia np. DF równy 200, to, jak widać, w dalszym ciągu nie uzyskujemy nawet 10% tej wartości. Odwrotna sytuacja jest w pasmach zaporowych filtrów, gdzie dla 1 oktawy impedancja wynosi 16 Om, a dla jednej dekady wzrasta gwałtownie do 80 Om! Na szczęście pasmo zaporowe, zwłaszcza w tak dużej odległości od punktu podziału, nie jest w tym przypadku tak istotne.

ZWROTNICA 3. RZĘDU


Układy zwrotnic tego rzędu są najchętniej stosowanymi w pasywnych zestawach głośnikowych. Nie są tak skomplikowane w budowie i zachowaniu, jak filtry 4. rzędu, a jednocześnie oferują całkiem przyzwoite tłumienie poza pasmem przenoszenia, i to bez konieczności odwracania polaryzacji (jak to ma miejsce w zwrotnicach 2. i 4. rzędu). Dzięki temu wydają się być dobrym kompromisem dla pasywnych systemów głośnikowych. Niestety każda róża ma kolce i w tym przypadku nie jest inaczej.


Spójrzmy na rysunek 5, gdzie – tak jak na wykresach poprzednich – czerwoną linią oznaczono charakterystykę impedancji filtra górnoprzepustowego, a zieloną – dolnoprzepustowego. Jak w poprzednich rozważaniach, zakładamy zerową impedancję wyjściową napędzającego zestaw wzmacniacza i nie uwzględniamy wpływu rezystancji kabli przyłączeniowych. Wygląda ciekawie, prawda? Mamy tutaj dwa „piki” o prawie nieskończenie wielkiej wartości impedancji (w rzeczywistości kilkaset omów) w punktach odpowiadających częstotliwości 1,414 kHz dla sekcji dolnoprzepustowej i 2,828 kHz dla filtra górnoprzepustowego. To oznacza, że dla każdego głośnika mamy taki punkt, gdzie impedancja osiąga teoretycznie nieskończoną wartość – i to w paśmie przepustowym, a nie, jak to było w przypadku zwrotnicy 2. rzędu, w punkcie podziału – czyli tłumienie SEM samoindukcji jest w zasadzie zerowe! Jest oczywiste, że w okolicy tych częstotliwości zachowanie głośników będzie nieprzewidywalne i na pewno nie będzie to nic „miłego” dla ucha.

Co dzieje się w innych punktach – w odległości 1 oktawy i 1 dekady od punktu podziału oraz w nim samym? W punkcie krosu impedancja jest nieco wyższa od nominalnej impedancji głośnika (konkretnie wynosi 8,45 Om), a więc tłumienie będzie nieco mniejsze od jedności. Przesuwając się o oktawę w pasmach przepustowych znajdujemy na charakterystyce impedancji jej wartość równą 13 Om – dla obu filtrów (a więc jest jeszcze gorzej, niż w punkcie podziału, i również znacznie gorzej, niż w przypadku filtrów 2. i 1. rzędu), co daje nam DF równy tylko 0,61. Lepiej jest w paśmie zaporowym, gdzie impedancja filtrów wynosi ok. 4,7 Om. Natomiast w odległości dekady impedancja w paśmie przepustowym wynosi 1,58 Om, a w zaporowym aż 39 Om. Co ciekawe, impedancja w pasmach zaporowych filtrów, w owych „magicznych” punktach 1,414 Om i 2.828 Om, jest ekstremalnie mała, rzędu kilku miliomów.

WRACAMY DO DF


Czy w takim razie ma sens kupowanie wzmacniaczy z dużym współczynnikiem tłumienia? Odpowiem przekornie – i tak, i nie. W przypadku zestawów pasywnych na pewno nie ma sensu wyszukiwanie wzmacniaczy oferujących czterocyfrową wartość DF – nawet te z Damping Factor na poziomie 100 będą już w zupełności wystarczające. Ale popadanie w skrajności i stosowanie wzmacniaczy o DF równym 10 też nie jest dobre.


Spójrzmy jeszcze na rysunek 6. Wykreślone na nim zostały – znane nam już z rysunku 4 – charakterystyki impedancji widziane przez 8-omowy głośnik, tym razem tylko dla filtru dolnoprzepustowego, przy czym zestaw głośnikowy z taką zwrotnicą napędzono trzema rodzajami wzmacniaczy: o impedancji wyjściowej 0,01 Om (DF w tym przypadku równe 800 – charakterystyka czarna), 0,2 Om (DF równe 40 – charakterystyka czerwona) i lampowym wzmacniaczem o impedancji wyjściowej równej 4 Om (DF równe 2 – linia czerwona). Na rysunku 6a widzimy te trzy przebiegi w pełnym paśmie, zaś na rysunku 6b mamy rozciągnięcie skali impedancji dla najmniejszych wartości, czyli – w naszym przypadku – dla niskich częstotliwości.

Jak widać, na pierwszym z tych wykresów różnice między tymi wzmacniaczami praktycznie są pomijalne od punktu podziału w górę (a więc w paśmie zaporowym), jednak jeśli zaczniemy się przesuwać w kierunku niższych częstotliwości, wzdłuż pasma przepustowego, zauważamy, że „lampiak” zaczyna znacząco odstawać od reszty. Jest to zrozumiałe, gdyż jego impedancja jest stała (przynajmniej w teorii), a więc nie spadnie poniżej 4, toteż i impedancja widziana przez głośnik w najlepszym wypadku będzie ciut większa od 4 Om (co dobrze widać na drugim wykresie). Różnice między wzmacniaczem o DF równym 800 a tym, który współczynnik tłumienia ma określony na poziomie 40 nie są już tak znaczące, choć oczywiście ten z większym DF będzie minimalnie lepszy, aczkolwiek tylko dla najniższych częstotliwości (poniżej 100 Hz). Widać więc, jak na dłoni, że i w przypadku zestawów pasywnych DF ma znaczenie, zwłaszcza gdy jego wartość jest skrajnie niska (np. poniżej 10), oraz w zakresie częstotliwości dość dalekich od punktu podziału. Ma to szczególnie znaczenie w przypadku filtrów dolnoprzepustowych, gdyż wzmacniacze o drastycznie małych DF (do tego podłączone cienkimi i długimi kablami) nawet w zestawach pasywnych będą miały degradujący wpływ na brzmienie basu.

REASUMUJĄC


Jak widać z powyższych rozważań, w przypadku zestawów pasywnych mija się z celem stosowanie wzmacniaczy o wyśrubowanych wartościach DF, jednak i tutaj rozsądek jest mile widziany, i wybierając wzmacniacz – zwłaszcza dla większych paczek, z głośnikami 15-calowymi – nie warto schodzić z DF poniżej 100. Co prawda w zakresie częstotliwości średnich, czyli w okolicy punktu podziału i jego sąsiedztwie, i tak nie uzyskamy tłumienia większego od 1-2, a – jak widać z poprzednich wykresów – spotkamy się też z sytuacją, gdy tłumienie będzie wręcz zerowe, jednak na odtwarzanie najniższych częstotliwości jakiś wpływ będziemy mieć.

Z poprzedniego i tego artykułu jasno wynika, że w przypadku zwrotnic pasywnych niewiele dzieje się tak, jak byśmy chcieli. Każdy ich rodzaj i typ ma swoje problemy i – jak z wieloma rzeczami w życiu – crossover pasywny jest swego rodzaju kompromisem. Niestety kompromis ten prowadzi nas do tego, że w wielu przypadkach urządzenie głośnikowe wyposażone w zwrotnicę pasywną zachowuje się nieprzewidywalnie. To wyjaśnia, dlaczego duża liczba pasywnych zestawów głośnikowych wymaga sporego nakładu pracy włożonego w ich strojenie, tak aby uzyskać zadawalający efekt w postaci choćby akceptowalnego brzmienia. Z drugiej strony wiemy już, dlaczego pasywne paczki renomowanych producentów, oferujące wysoką jakość przetwarzania, kosztują niewiele mniej od paczek aktywnych, a – z drugiej strony – dlaczego tanie zestawy głośnikowe brzmią… tak, jak brzmią. Nie tylko elementy kosztują, praca również, dlatego też czas poświęcony na uzyskanie zadawalających efektów brzmieniowych ma swoje odzwierciedlenie w cenie urządzenia. Jak zawsze sprawdza się stare powiedzenie – co tanie, to drogie – bowiem drożej niż zakup pozornie nietaniego systemu będzie nas kosztować zakup znacznie tańszego, który po kilku sztukach wyląduje w przysłowiowym koszu, a my będziemy zmuszeni do kolejnej inwestycji, przeważnie już droższej.

Wracając do pasywnych crossoverów – przyjęło się twierdzenie, że tego typu urządzenia 1. rzędu mają świetną odpowiedź na przenoszenie transjentów. To rzeczywiście może być prawda w odniesieniu do crossoverów, ale co z zestawami głośnikowymi w takie filtry wyposażone? Stopień kontroli nad brzmieniem, wynikający z małej stromości zbocza oraz słabego tłumienia siły elektromotorycznej samoindukcji, jest niewielki, choć – co może wydawać się dziwne – jest lepszy niż w zwrotnicach drugiego i trzeciego rzędu.

Rozwiązaniem tych problemów są aktywne crossovery, gdzie głośniki są pod maksymalną kontrolą wzmacniaczy, niezależnie do częstotliwości, topologii, rzędu zwrotnicy oraz tego, czy rozpatrujemy pasmo przenoszenia, czy pasmo zaporowe. Dlatego też w kolejnym odcinku cyklu przyjrzymy się bliżej, jak crossovery aktywne radzą sobie z problemami, z którymi zwrotnice pasywne sobie nie radzą (lub radzą sobie kiepsko) i czy tzw. bi-amping (lub tri-amping) faktycznie w znaczący sposób wpływa na poprawę brzmienia zestawów głośnikowych.

Piotr Sadłoń