Ulubiony kiosk TU PRZEJRZYSZ BIEŻĄCE WYDANIE Live Sound ULUBIONYKIOSK.PL - PRZESYŁKA GRATIS

Testy

pokaż: marki
LD Systems LX6-150 - Sześciokanałowy wzmacniacz instalacyjny

LD Systems LX6-150 - Sześciokanałowy wzmacniacz instalacyjny

Rodzaj sprzętu: Sprzęt instalacyjny, marka: NAW - Noise Art Works

LD Systems to „brand” należący do niemieckiej firmy produkcyjno-handlowej Adam Hall GmbH. LD zajmuje się przede wszystkim produkcją urządzeń nagłośnieniowych, mobilnych oraz instalacyjnych. Do tej drugiej grupy należy urządzenie, którego użyczono nam do przebadania. Jest nim wzmacniacz instalacyjny LX6-150.

 

PODSTAWOWE DANE

Wszystko, co interesujące na przedniej płycie, to włącznik zasilania i wskaźniki LED.

LX6-150 to wzmacniacz sześciokanałowy. Można go jednak skonfigurować do pracy także w układach 2×1, 4×2 i 6×3. W trybie sześciokanałowym, a właściwie trzech par, na każdym kanale wyjściowym, obciążonym impedancją 4 Ω, otrzymujemy moc 100 W. Gdy impedancja przyłączonych głośników wynosi 8 Ω, wówczas moc wyjściowa na poszczególnych kanałach spada do 70 W. Wyjścia głośnikowe mogą pracować także w trybie mostkowym, i wówczas - w zależności od liczby wykorzystanych kanałów - oddawana poprzez nie moc wynosi od 200 do 300 watów, przy czym podłączone głośniki muszą mieć impedancję co najmniej ośmioomową.

Wzmacniacz przetwarza pełne pasmo akustyczne, w zakresie od 20 Hz do 20 kHz, z odchyleniem +/-1 dB, czyli całkiem porządnie.

Współczynnik tłumienia, czyli damping factor, przy wartości >300 należy uznać za całkiem przyzwoity, a biorąc pod uwagę, że LX6-150 nie służy raczej do napędzania wielkich subwooferów, można założyć, że będzie odtwarzał sygnał czytelnie i bez zamulania. Nie powinniśmy oczekiwać więcej po wzmacniaczu mieszczącym się raczej w kategorii budżetowej.

PIERWSZY RZUT OKA

Jedna z trzech dwukanałowych sekcji wejściowych.

No cóż, LX6-150 nie grzeszy specjalnie urodą. Pierwsze skojarzenie, jakie przyszło mi na myśl na widok przedniej ściany tego urządzenia, to wzmacniacz lub jakieś inne urządzenie wyprodukowane, owszem, w Niemczech, ale tych, które nosiły nazwę Deutsche Demokratische Republik, czyli DDR, i które już od dawna nie istnieją. Być może duch tamtej estetyki gdzieś jeszcze drzemie w sercach konstruktorów. Żeby choć zastosowano czerń, a nie taki szary, mysi kolor… Ale cóż, nie to ładne, co ładne, ale co się komu podoba. Zresztą aspekt wizualny ma tu akurat najmniejsze znaczenie.

Na przedniej ścianie obudowy LX6-150 właściwie nie ma nic, nad czym warto byłoby zatrzymać się dłużej, niż na dwa, trzy zdania. Mamy tu więc włącznik sieciowy, a obok niego dwa rządki diod LED. Jedne, w liczbie sześciu, informują o przesterowaniu sygnału w poszczególnych przedwzmacniaczach, drugie zaś sygnalizują zadziałanie układów zabezpieczających dla trzech par kanałów. Na panelu tym wykonano też szereg otworów wentylacyjnych. Ponieważ LX6-150 ma szerokość standardowego raka i do montażu w takowym go projektowano, toteż po bokach znajdują się uchwyty umożliwiające takowy montaż.

Panel tylny. Przyłącza sygnałowe i głośnikowe są tu jak najbardziej uzasadnione, nieco zagadkowe jest umiejscowienie tu potencjometrów regulacji głośności.

Spójrzmy teraz na plecki wzmacniacza. Znajdują się tu potencjometry poziomu sygnału w kanałach wyjściowych oraz terminale do przyłączenia głośników. Poniżej natomiast umieszczona jest sekcja przełączników, o których więcej powiem w części poświęconej obsłudze LX6-150, oraz gniazda przyłączeniowe dla sygnałów wejściowych, również w liczbie sześciu. Także na tylnej ścianie zamontowano gniazdo zasilania typu komputerowego, z bolcem uziemiającym. Oprócz tego znajdują się tu uchwyty do stelaża, umieszczone wzdłuż obudowy, pozwalające na usztywnienie mocowania urządzenia.

DRUGI RZUT OKA…

… a właściwie rzut oka do wnętrza urządzenia. Nie było to takie proste. Płytę wierzchnią utrzymuje na miejscu czternaście śrubek - osiem na wierzchu i po sześć po bokach - które wkręcone zostały tak mocno, że odkręcenie ich śrubokrętem okazało się właściwie niemożliwe. Nie chcąc „rozwiercić” krzyżyków śrubokrętem, musiałem użyć wkrętarki. Zastanawia mnie, po co jest aż tyle tych śrubek. Podejrzewam, że może to być dla serwisantów przyczyną dużego zgrzytu zębami. Szczęście w nieszczęściu, że śrubki mają dosyć krotki gwint.

„Mapa” wzmacniacza na górnej płycie.

Po otwarciu w oczy rzuca się ogromny transformator toroidalny - LX6-150 zasilany jest bowiem zasilaczem liniowym. Dlatego też nie da się go podłączyć (to znaczy da się, ale jaki miałoby to sens?) do sieci o napięciu 110 woltów. Transformator ten jest też głównym winowajcą sporej masy urządzenia, wynoszącej 12 kilogramów. Wszystkie elementy elektroniczne - stopni wejściowych, układów zasilania i zabezpieczających - zamontowano na jednej, wspólnej płytce drukowanej, z wykorzystaniem technologii montażu mieszanego, powierzchniowego i przewlekanego.

Takie rozwiązanie też raczej może nie spodobać się serwisantom. Aby wymontować płytę, należy bowiem odłączyć wszystkie złącza i przewody, np. z transformatora czy elementów sterowania pracą wzmacniacza. Na szczęście duży, aluminiowy radiator, którego zadaniem jest chłodzenie komplementarnych tranzystorów mocy MOSFET (IRFP9140N oraz IRFP140N), jest przykręcony wraz z wentylatorem do płyty i nie trzeba od niego odkręcać chłodzonych tranzystorów, wlutowanych w płytę.

Generalnie, na jakość montażu nie można powiedzieć krzywego słowa. Chciałoby się rzec „dobra, niemiecka robota…”. I można by było, gdyby nie fakt, że produkcja LX6-150 odbywa się, a jakże, w Chinach. Przyznać trzeba, że kiedy patrzy się na wnętrze opisywanego wzmacniacza i jego wykonanie można wyzbyć się uprzedzeń co do jakości pracy chińskich montażystów (miejmy nadzieję, że nie w wieku szkolnym). Widocznie LD Systems ustanowiło w dalekowschodniej wytworni wysokie standardy jakościowe i mocno ich przestrzega. Naprawdę wszystko to wygląda bardzo schludnie i wzbudza zaufanie.

OBSŁUGA I ERGONOMIA

Swoją masę wzmacniacz zawdzięcza głównie solidnemu transformatorowi.

Zupełnie nie wiem dlaczego, spośród wszystkich elementów sterowania wzmacniaczem, na przedniej jego ścianie umieszczono jedynie włącznik zasilania. W końcu mamy do czynienia ze sprzętem instalacyjnym, który zostanie w jakiś tam sposób zabudowany. OK, rozumiem, że złącza głośnikowe znalazły się z tyłu, ale czemu umieszczono tam także potencjometry regulacji głośności? Tego nie jestem w stanie sobie wytłumaczyć.

Przecież sprzęt instalacyjny montuje się zazwyczaj w takich miejscach, do których i tak osoby niepowołane raczej dostępu nie mają. A skoro urządzenie ma - jak oznajmia producent - znaleźć zastosowanie w restauracjach, pubach czy podobnych punktach, toteż regulacja głośności powinna być łatwo dostępna. Tymczasem, aby zmniejszyć czy zwiększyć głośność, trzeba zajść wzmacniacz od tyłu, co - w zależności od sposobu zamontowania urządzenia - może być nieco kłopotliwe. Ta niedogodność nabiera dość istotnego znaczenia, kiedy na rynku muzycznym toczy się „wojna głośności”.

Nietrudno przecież wyobrazić sobie sytuację, w której np. barman, do obowiązków którego należy obsługa sprzętu grającego, zechce zmienić płytę - przy czym okazuje się, że poprzednia była nagrana z poziomem o kilka decybeli niższym niż kolejna, a tak się przecież zdarza, zwłaszcza gdy korzysta się z własnych, samodzielnie przygotowywanych kompilacji CD. Rożnica głośności, zależnie od skali różnicy poziomów, może więc być dosyć wyraźnie odczuwalna. W takich okolicznościach biedny barman, nie mając bezpośredniego dostępu do regulatorów głośności, będzie miał do wyboru dwa rozwiązania - czym prędzej wyłączyć odtwarzanie lub desperacko biec na zaplecze, by zniwelować to, nad czym tak pieczołowicie pracowali wykonawcy masteringu nieszczęsnej płyty. Z pewnością nie obejdzie się też bez mało pochlebnych komentarzy ze strony gości.

Sprzeciw estetyczny może budzić jedynie sposób montażu tranzystorów mocy.

LX6-150 jest urządzeniem w sumie bardzo prostym. Zapewne na tej prostocie przede wszystkim zależało konstruktorom i prawdopodobnie z owego dążenia wynika to, że wzmacniacza nie wyposażono w nawet najprostsze układy, które pozwoliłyby utrzymać poziom sygnału wejściowego w ryzach.

Przedwzmacniacze przyjmują sygnał o poziomie liniowym i cechują się czułością 0,775 V RMS. Do każdego z nich można przyłączyć źródło sygnału o poziomie konsumenckim, jak i profesjonalnym, ale należy dokonać odpowiedniego podłączenia. W zależności bowiem od tego, czy ekran przewodu zostanie przyłączony do osobnego styku (wejście symetryczne), czy też wspólnie z ujemnym przewodem sygnałowym (wejście niesymetryczne), impedancja wejściowa wynosi - odpowiednio - 20 lub 10 kiloomów.

Złącza wejściowe, w których umieszcza się wtyczki ze stykami zaciskowymi, zlokalizowano - podobnie jak regulatory głośności - na tylnej ścianie urządzenia. Wtyki otrzymujemy w komplecie ze wzmacniaczem. Także i terminale głośnikowe znajdują się z tyłu i jest to jak najbardziej zrozumiałe. Jedna tylko uwaga. Terminale głośnikowe znajdują się w takim miejscu, że zwisające przewody mogą nieco utrudniać dostęp do sekcji wejściowej 5 i 6 kanału. To jednak w zasadzie szczegół.

Skoro jesteśmy przy sekcjach wejść… Jest ich trzy i odpowiadają za sposób pracy trzech par kanałów. Każdą parę, 3-4 i 5-6, można skonfigurować tak, aby pobierała sygnał z wejść 1 i 2 lub z własnych. Daje to dość szerokie możliwości krosowania sygnałów: 1-2, 3-4 i 5-6; 1-2, 1-2 i 5-6; 1-2, 3-4 i 1-2, 1-2, 1-2 i 1-2. Wyboru dokonuje się za pomocą stosownych przełączników, podobnie jak tryb pracy poszczególnych kanałów wyjściowych - równoległy lub w mostku. W przypadku pracy mostkowej mamy do czynienia z sytuacją, w której sygnały z danej pary wejść nie są sumowane - pobierany jest wyłącznie sygnał z wejścia o nieparzystym numerze. Z jednej strony zapobiega to powstawaniu problemów z kancelacją sygnałów, ale z drugiej nieco zawęża możliwości ich krosowania.

ZABEZPIECZENIA

Generalnie rzecz biorąc, montaż jest schludny i wzbudzający zaufanie.

Wnętrze wzmacniacza jest chłodzone poprzez wymuszony obieg powietrza. Wpada ono otworami wentylacyjnymi na przedniej ścianie, wsysane przez pracujący w bocznej części urządzenia wentylator, który przymocowany jest do wspomnianego już aluminiowego radiatora. Wentylator może pracować z jedną z dwóch prędkości. Po prostu, kiedy wewnątrz robi się gorąco, odpowiedni układ sterujący „wrzuca” wyższy bieg. W sytuacji, gdy wlotowe otwory powietrza zostaną zablokowane, co doprowadzi do nadmiernego wzrostu temperatury wewnętrznej, wzmacniacz wyłącza się.

Stopnie mocy są zabezpieczone również przed przeciążeniem i pojawieniem się składowej stałej. Zadziałanie układów zabezpieczających, polegające na odłączeniu stopni mocy, sygnalizowane jest świeceniem diod na przednim panelu urządzenia.

Trzecim elementem bezpieczeństwa jest funkcja „soft start”. Ma ona na celu przede wszystkim ochronę głośników przed wystrzeleniem membran lub przepaleniem cewek, ale także układów elektronicznych wzmacniacza, którym nagły „strzał” prądowy mógłbym nie wyjść na zdrowie. Jej działanie polega na tym, że stopnie mocy są załączane dopiero po kilku sekundach od włączenia zasilania, po ustabilizowaniu się napięć operacyjnych. Należy uznać, że pod względem zabezpieczeń LX6-150 został zaprojektowany tak, aby zapewnić urządzeniu możliwie najwyższe bezpieczeństwo działania.

BRZMIENIE

Tu w zasadzie nie ma powodów do rozpisywania się. Wzmacniacz robi, co do niego należy, to znaczy wzmacnia sygnały audio podane na jego wejścia. Nie powoduje przy tym zakolorowania dźwięku, przynajmniej w skali, którą dałoby się odczuć na pierwszy rzut ucha, i to przy rożnych ustawieniach potencjometrów głośności. Prawidłowy dobór przewodów wejściowych pozwala też uchronić przedwzmacniacze przed przesterowaniami, gdyż urządzenie samo z siebie wytwarza zniekształcenia harmoniczne o w pełni akceptowalnym poziomie 0,25% dla częstotliwości 1 kHz. No, i pięknie. Mam jednak jedno małe „ale”. Myślę, że przydałaby się możliwość choćby globalnej, półkowej regulacji poziomu częstotliwości wysokich i niskich. W takiej postaci wzmacniacza, z jaką mamy do czynienia obecnie, aby mieć pełny komfort korzystania z niego, trzeba uzupełnić go przynajmniej prostym korektorem.

Jak już wspominałem na początku, Damping Factor wynosi w testowanym wzmacniaczu powyżej 300. Założona sprawność wzmacniacza w zakresie przetwarzania niskich częstotliwości potwierdziła się w testach odsłuchowych. Doskonale poradził sobie we współpracy z zestawami głośnikowymi, wyposażonymi w woofery o średnicy 8 cali - a przecież instalacyjne zestawy głośnikowe rzadko miewają większe. Również do wierności przetwarzania w zakresie średnicy i góry nie można mieć większych zastrzeżeń. Żeby tylko mieć choć najprostsze korektory…

PODSUMOWANIE

LX6-150 jest dość udaną konstrukcją, zarówno pod względem jakości wykonania, jak i brzmienia oraz możliwości konfiguracji. To, co mi się nie podobało, wytknąłem w tekście. Jednak jest to oczywiście moje subiektywne zdanie, z którym Czytelnicy wcale nie muszą się godzić.

A zatem, planując zastosowanie LX6-150 w projektowanej instalacji, należy wziąć pod uwagę, że: (a) jest to praktycznie sześciokanałowa końcówka mocy, nie dająca żadnych możliwości modyfikowania brzmienia. Chcąc zachować taką możliwość, oprócz samego wzmacniacza trzeba zaopatrzyć się w korektory zewnętrzne, a najlepiej w mikser, który pozwalałby na wyprowadzenie sześciu niezależnych sygnałów, a tym samym wykorzystanie wszystkich kanałów LX6-150.

Użycie miksera, lub przynajmniej jakiegoś preampu, jest wskazane także wtedy, gdy planuje się wzmacnianie sygnału z mikrofonu; (b) dostęp do regulatorów poziomu, w zależności od sposobu zabudowy urządzenia, może być mocno utrudniony, a biorąc pod uwagę, że przedwzmacniacze nie są wyposażone w żadne układy kontroli poziomu, regulatory te będą prawdopodobnie wykorzystywane dość często.

Poza tymi uwagami trudno mieć większe zastrzeżenia do LX6-150. W niedużych, mało rozbudowanych instalacjach nagłośnieniowych sprawdzi się na pewno.