Ulubiony kiosk PRZEJRZYJ ONLINE LISTOPADOWE WYDANIE Live Sound PRZESYŁKA GRATIS

Prezentacje

Teatr Muzyczny Roma. Nowy system nagłośnieniowy teatru

Teatr Muzyczny Roma. Nowy system nagłośnieniowy teatru

Musical to specyficzna forma przedstawienia scenicznego. Jest to połączenie spektaklu teatralnego z występem tanecznym i koncertem.

 

Szczerze mówiąc, jeszcze do niedawna nie byłem tej formie szczególnie przychylny. Kiedy chciałem iść na koncert, po prostu szedłem na koncert, a kiedy miałem ochotę obejrzeć spektakl, wybierałem się do „ zwykłego” teatru.

Jednak często bywa tak, że z czasem, gdy człowiek się starzeje – przepraszam, dojrzewa – zaczyna dostrzegać wartości tam, gdzie wcześniej ich nie widział. Tak też jest ze mną i musicalem. Po prostu zrozumiałem, że pewnych dzieł nie da się przedstawić w innej postaci. Dlatego z ogromną radością przyjąłem „zlecenie” przygotowania artykułu o nowej instalacji nagłośnieniowej w warszawskim Teatrze Muzycznym Roma. Tym bardziej, że „wymagało” to ode mnie obejrzenia przedstawienia „Deszczowa piosenka”. Ale, aby zadośćuczynić tradycji, nim przejdę do meritum, kilka słów o samym teatrze i jego historii.


DOM PRZY NOWOGRODZKIEJ 49

Siedzibą Teatru Muzycznego Roma jest wzniesiony w 1936 roku Dom Akcji Katolickiej im. Papieża Piusa XI. Działało w nim m.in. kino o nazwie Roma, wyposażone w najwyższej podówczas klasy sprzęt projekcyjny. Oprócz niego ośrodek dysponował organami koncertowymi Wurlitzera. Sala kinowa Roma była wykorzystywana także przez Niemców okupujących Warszawę w czasie II wojny światowej. Tu odbyła się m.in. projekcja filmu „Jude Suss”, mająca miejsce w ramach Dni Kultury Niemieckiej w 1941 roku. Budynek przy Nowogrodzkiej 49 ocalał z pożogi Powstania Warszawskiego i krwawej operacji wyburzania, jaką Niemcy przeprowadzili w Warszawie po jego upadku. Dzięki temu już we wrześniu 1948 budynek mógł przyjąć pod swój dach Operę i Filharmonię Warszawską. Opera Warszawska działała na Nowogrodzkiej do roku 1965, gdy po przekształceniu jej w Teatr Wielki Opery i Baletu przeniosła się do gmachu Teatru Wielkiego na Placu Teatralnym. Jej miejsce z kolei zajęła Operetka Warszawska, by ostatecznie osiąść tu na stałe, przeprowadzając się z ulicy Puławskiej. O 10 lat wcześniej Nowogrodzką opuściła natomiast Filharmonia Warszawska, powracając „na stare śmieci”, czyli do odbudowanej siedziby przy ulicy Jasnej, i uzyskując miano Filharmonii Narodowej. W roku 1953 przeprowadzony został pierwszy gruntowny remont i przebudowa budynku Romy, drugi nastąpił w roku 1970 – wymieniono wówczas m.in. cały sprzęt oświetleniowy.

Od samego początku placówka tętniła życiem artystycznym. Świadczy o tym liczba premier – do roku 1980 miało ich miejsce ponad 50. Wystawiane były tu dzieła największych twórców polskich i zagranicznych. Operetka Warszawska przestała być operetką, przynajmniej z nazwy, wraz z powierzeniem funkcji dyrektora artystycznego Bogusławowi Kaczyńskiemu, który nadał placówce nazwę obecną – Teatr Muzyczny Roma. Główna sala widowiskowa Romy mieści ponad 900 widzów. Jednak w 2009 roku teatr otworzył drugą, mniejszą, pod nazwą NOVA SCENA. Tu, w znacznie bardziej kameralnych warunkach, prezentowane są spektakle i sztuki o charakterze poetyckim, poezja śpiewana, monodramy, przedstawienia dla dzieci, a bywa, że goszczą też kabarety.

NAGŁOŚNIENIE


Przejdźmy już do tego, co nas interesuje najbardziej – do nagłośnienia głównej sali widowiskowej. Dźwiękowcy z Romy od dawna wyrażali pragnienie, by dotychczas wykorzystywany sprzęt zastąpiony został systemem Meyer Sound. W ich przypadku można powiedzieć, że „warto mieć marzenia”. Bo oto takowego się doczekali.

Obecnie główny system nagłośnieniowy w Romie, dostarczony przez przedstawiciela Meyera w Polsce, czyli firmę Polsound, tworzy 28 modułów MINA – dwa grona, lewe i prawe, po 11 sztuk, oraz grono centralne, składające się z kolejnych 6.

Czemu wybrano akurat tę linię? Powodów jest kilka. Jak powiedział Włodek Kowalczyk, główny dźwiękowiec Romy, „System MINA oferuje wyraziste brzmienie oraz zakres dynamiki, który pozwala zachować wszelkie subtelności dźwięku w teatrze muzycznym. Pozwala mi uzyskać to, co chcę osiągnąć, bez żadnych kompromisów”. Konstrukcja ta ma szereg zalet, jeśli chodzi o zastosowania teatralne. Przede wszystkim brzmienie, ale opinię o nim już przytoczyłem. Po drugie gabaryty. Wiadomo, że jednym z najważniejszych elementów sceny w teatrze jest scenografia. Nie można więc dopuścić, by była ona zasłaniana, choćby w części, przez nagłośnienie czy inne wyposażenie techniczne.

Ponieważ MINA jest modułem kompaktowym, a więc bardzo dyskretnym, toteż może posłużyć jako „budulec” nawet większych gron, które da się bez większego trudu wkomponować w wystrój sali, a przynajmniej go nie zaburzyć. Kompaktowość modułu decyduje także o niskiej jego masie. To zaś przekłada się na łatwość montażu oraz bezpieczeństwo całej konstrukcji. Łatwo wszak policzyć – wiedząc, że pojedyncza sztuka MINA waży niecałe 19 kilogramów – iż jedno z dwóch głównych gron w Romie ma masę zaledwie około 200 kilogramów.

Kolejną zaletą MINY, szczególnie gdy rozważa się zastosowanie tego systemu w teatrze, jest to, że pomimo iż na pokładzie modułu pracują trzy cyfrowe wzmacniacze klasy D, mające łączną moc niespełna 1 kilowata, całość chłodzona jest metodą konwekcyjną, bez użycia wentylatorów. Oznacza to, że urządzenie pracuje nie wytwarzając żadnego hałasu (oczywiście nie mówimy tu o nieumiejętnie skonstruowanym miksie).

Aby muzyka w Romie mogła zagrać pełnią brzmienia i z odpowiednią siłą, konieczne było wyposażenie teatru w subwoofery. W ich charakterze zastosowano cztery, skonfigurowane jako kierunkowy system w układzie end-fired, subniskotonowe zestawy głośnikowe 1100-LFC. Zostały one umocowane na specjalnej ramie zamontowanej pod sufitem, tuż za środkowym gronem FOH. Rama ta jest dziełem firmy UniRob Marcina i Pawła Kubickich z Warszawy.


Oczywiście nagłośnienie frontowe to nie wszystko, zwłaszcza gdy publiczność zasiada nie tylko na poziomie przed sceną, ale i na balkonach, a scenę dzieli od pierwszego rzędu widowni odległość zaledwie 1 metra. Dlatego w Romie zastosowano dwa rodzaje „fillów” – frontfill, złożony z ośmiu zestawów UPM-1P, oraz corner fill (dogłośnienie skrajnych miejsc z przodu widowni), który tworzą dwie sztuki UPA-1P. To, oczywiście, również aktywne zestawy z logo Meyer Sound. Do sterowania i strojenia całego systemu nagłośnieniowego głównej sceny Romy wykorzystuje się dwa procesory głośnikowe Galileo 616, mogące obsłużyć łącznie 32 tory wyjściowe.

System nagłośnienia zaprojektowali i zestroili Krzysztof Polesiński i Arek Wielgosik, zaś koordynatorem realizacji projektu ze strony wykonawcy, czyli firmy Polsound, był Łukasz Wiśniewski.

SYSTEMY BEZPRZEWODOWE


Trudno sobie wyobrazić, by aktor musicalowy mógł śpiewać i tańczyć, ciągnąc za sobą przewód mikrofonowy. Zwłaszcza w czasach, gdy systemy bezprzewodowe są ogólnie dostępne. Tyle że w Romie – zważywszy na fakt, iż teatr znajduje się w samym centrum Warszawy, gdzie poziom zakłóceń i interferencji radiowych jest niezwykle wysoki – nie można było zastosować wirelessów pierwszych z brzegu. Sięgnięto zatem po sprawdzone rozwiązania najwyższej jakości, czyli systemy marki Shure.


System „ze sceny” obejmuje 24 kanały z 6 sztukami poczwórnych odbiorników ULXD4Q, współpracującymi z 24 nadajnikami przypinanymi i 8 nadajnikami ręcznymi z kapsułą Beta58. Odbiorniki ULXD4Q podpięte zostały do sieci cyf rowej dystrybucji dźwięku DANTE, poprzez którą sprzęgnięto je z interfejsami Shure MXWANI8, służącymi do słuchawkowego monitorowania sygnału z odbiorników – rozwiązanie takie było jednym z technicznych wymogów obsługi teatru. Z kolei system „na scenę” tworzy 6 nadajników PSM900 oraz 8 odbiorników osobistych. Wszystkie wspomniane urządzenia mobilne Shure są zasilane akumulatorami Li-Ion SB900, które zapewniają 12 godzin pracy w przypadku mikrofonów i do 8 godzin dla odsłuchów bezprzewodowych. Wszystkie też precyzyjnie informują o pozostałym czasie pracy akumulatorów, podając go w godzinach i minutach.

WRAŻENIA


Aby dopełnić opisu własnymi wrażeniami odsłuchowymi udałem się – o czym już wspomniałem – na przedstawienie pt. „Deszczowa piosenka”, czyli „romowską” adaptację jednego z najbardziej znanych filmów muzycznych świata, w reżyserii dyrektora teatru, Wojciecha Kępczyńskiego. Reżyserami pierwowzoru byli Stanley Donen oraz Gene Kelly, który zresztą zagrał w filmie główną rolę. Scenariusz do tego dzieła napisali Betty Comden i Adolph Green, zaś autorami piosenek byli Nacio Herb Brown (muzyka) oraz Arthur Freed (słowa). Światowa premiera „Deszczowej piosenki” (tytuł oryg. Singin’ in the Rain) miała miejsce w 1952 roku, zaś polska prapremiera wykonania teatralnego nastąpiła 29 września ubiegłego roku, w tymże samym Teatrze Muzycznym Roma.

Zacznę od wrażeń ogólnych. Jak już pisałem we wstępie, musical – jako formę sceniczną – „odkryłem” dopiero niedawno, nie mogę więc nazwać siebie koneserem ani znawcą tej dziedziny, a powinienem raczej określić się jako wręcz laik. Jako takiemu, „Deszczowa piosenka” w wykonaniu artystów z Romy bardzo przypadła mi do gustu. Tak pod względem artystycznym, jak i realizacyjnym. Podobała mi się rozkrzyczana Barbara Kurdej-Szatan (gra też konsultantkę w „celebryckiej” serii spotów reklamowych sieci komórkowej Play) w roli Liny Lamont, podobnie Ewa Lachowicz jako Kathy Selden, a także Tomasz Więcek vel Don Lockwood. Jako rzeczony laik nie podejmuję się porównywania obejrzanego spektaklu z filmowym pierwowzorem, którego – przyznaję bez bicia – nigdy nie oglądałem. Zresztą, czy o porównania tu chodzi…? Podobało mi się, i basta!

Także choreografia taneczna i scenografia trafiły w mój gust. Jednak za absolutny hit w tej ostatniej kategorii uważam sztuczny, choć z prawdziwej wody, deszcz. Teatr na swojej witrynie internetowej ostrzega nawet, że widzowie zajmujący miejsce w tzw. strefie deszczu mogą zmoknąć! I rzeczywiście, o ile nie skorzystają z wypożyczanych okryć, zostaną zmoczeni wodą rozchlapywaną ze scenograficznych kałuż! Rewelacja. Podsumowując, jestem pod dużym wrażeniem. Z minusów wymieniłbym natomiast – choć nie dotyczy to przedstawienia, a samej sali widowiskowej – niewygodne siedzenia i brak należytej wentylacji. Mam nadzieję, że i te elementy zostaną z czasem ulepszone.

Wróćmy jednak do tematu, który zawiódł mnie pod dach Romy. Nie wiem, jak działało nagłośnienie, które pracowało w Romie dotychczas, ale MINA robi to rewelacyjnie. W tym względzie muszę się w pełni zgodzić ze słowami Pawła Danikiewicza z Polsoundu, który – zacytowany w mini-artykule na stronie internetowej Meyer Sound – stwierdził, że MINA pasuje do tej sali idealnie i brzmi jak duży system hi-fi. Muszę też powiedzieć, że mimo iż nie siedziałem na głównej widowni, a w loży na najwyższym poziomie, wszystko słyszałem bardzo dokładnie i selektywnie – muzyka brzmiała tak, jak powinna brzmieć muzyka żywej orkiestry, a słów wypowiadanych przez aktorów nie musiałem się domyślać. Krótko mówiąc, perfetto! Kto nie wierzy, niech czym prędzej kupuje bilet do Romy. Wydanych pieniędzy nie pożałuje!

PODSUMOWANIE


Cieszy mnie ogromnie fakt, że teatry w naszym kraju zdobywają możliwości technologiczne, dzięki którym wystawiane widowiska coraz bardziej zyskują na atrakcyjności. Wygodne fotele i ładna wykładzina na podłodze wszak nie wystarczą, by widzowie wychodzili usatysfakcjonowani. Oczywiście same, choćby najbardziej zaawansowane i najumiejętniej wykorzystane środki techniczne przedstawienia nie zrobią, ale pozwalają w ogromnym stopniu wzbogacić jego treść i wzmocnić przekaz. A wziąwszy pod uwagę, że dźwięk w teatrze jest równie ważny, co i dobry widok na scenę, w teatrze muzycznym chyba w szczególności, to nie dziwię się, iż dźwiękowcy z TM Roma są uradowani faktem otrzymania tak dobrego narzędzia pracy, jak opisany system. Co więcej, potrafią go świetnie wykorzystać. Dlatego też myślę, że Roma zyskała w mojej skromnej osobie kolejnego stałego bywalca. Może da się załatwić jakąś zniżkę na bilety? :)

Marek Korbecki


Więcej informacji o teatrze Roma na stronie internetowej: www.teatrroma.pl, a o sprzęcie nagłośnieniowym, w jaki teatr został wyposażony, na stronach producentów: www.meyersound.com i www.shure.com oraz polskiego dystrybutora: www.polsound.pl.