Ulubiony kiosk PRZEJRZYJ ONLINE LISTOPADOWE WYDANIE Live Sound PRZESYŁKA GRATIS

Prezentacje

Teatr Śląski w Katowicach. Nowy system nagłośnieniowy Dużej Sceny

Teatr Śląski w Katowicach. Nowy system nagłośnieniowy Dużej Sceny

Historia Teatru Śląskiego, a w zasadzie budynku w którym się znajduje, rozpoczyna się jeszcze w czasach, gdy Katowice nazywały się Kattowitz i znajdowały się w granicach ówczesnego Cesarstwa Niemieckiego. Budowany przy Rynku w latach 1905-1907, według projektu kolońskiego architekta Karla Moritza, gmach stał się siedzibą Teatru Miejskiego.

 

I tak przez pierwsze 15 lat istnienia teatr funkcjonował jako niemiecki ośrodek kultury, zaś po powrocie Śląska do granic Polski w październiku 1922 roku rozpoczął działalność jako Teatr Polski w Katowicach. Pierwszym dyrektorem katowickiej sceny został Tadeusz Wierzbicki. Dzięki staraniom kolejnych dyrektorów, przede wszystkim Mariana Sobańskiego, który kierował teatrem od 1927 roku do wybuchu II wojny światowej, na katowickiej scenie miały premiery najważniejsze sztuki z repertuaru klasyki polskiej, od „Dziadów” Adama Mickiewicza po dramaty Stanisława Wyspiańskiego, którego imię Teatr Polski otrzymał w 1936 roku. Po II wojnie światowej teatr stał się przystanią dla zespołu Polskiego Teatru Dramatycznego z Lwowa, zmieniając też nazwę na Teatr Śląski.

 

CZASY WSPÓŁCZESNE


Placówka stara się spełniać rolę sceny narodowej na Śląsku. W jej repertuarze, przede wszystkim na Dużej Scenie, stałe miejsce mają wybitne pozycje klasyki polskiej i światowej. Na powstałej w 1981 roku Scenie Kameralnej najczęściej wystawiane są współczesne dramaty autorów polskich i zagranicznych. Trzecim miejscem prezentacji jest Scena w Malarni, utworzona w listopadzie 1992 roku w dawnej loży masońskiej (sala inicjacji), mieszczącej się w budynku należącym obecnie do Teatru. Wychodząc z założenia, że z natury swej teatr jest dziedziną syntetyzującą sztukę, oferta artystyczna Teatru Śląskiego poszerzana jest o spotkania literackie, prezentacje plastyki i muzyki. Realizowane są w ten sposób idee patrona katowickiej sceny, Stanisława Wyspiańskiego.

Ostatnio w repertuarze Teatru Śląskiego pojawiło się kilka nowych propozycji artystycznych. W związku z modernizacją nagłośnienia na Dużej Scenie uruchomiono cykl Muza w Śląskim, którego celem jest organizacja koncertów i prezentacja charyzmatycznych wokalistek (we wrześniu odbył się akustyczny koncert Renaty Przemyk, w listopadzie Gaba Kulka przyjedzie ze swoim najnowszym materiałem muzycznym).

TECHNIKA


Jak to w polskich teatrach bywa, kwestia techniczna, a konkretnie sprzętu nagłośnieniowego, do niedawna nie była najmocniejszym punktem ośrodka. Używany jeszcze do lata tego roku sprzęt nagłośnieniowy był klasycznym przenośnym zestawem głośnikowym, który do zastosowań w instalacjach stałych nie był bynajmniej optymalizowany. Trudno było sensownie ukryć sporych rozmiarów zestawy głośnikowe, tak aby z jednej strony nie rzucały się w oczy widzom, a z drugiej dźwięk przez nie emitowany nie został zbytnio „stłamszony” przez ścianki, kotary czy inne przeszkody akustyczne. Nie zapewniał też równomiernego pokrycia dla całej widowni, a w przypadku Dużej Sceny Teatru Śląskiego nie jest to proste zadanie, z racji aranżacji architektonicznej samej sali.

Widownia główna, na parterze, zaczyna się dosłownie tuż przy scenie (a konkretnie kanale dla orkiestry, który jednak jest zamykany, tworząc proscenium), podczas gdy kilka ostatnich rzędów „ukrytych” jest pod stosunkowo nisko zawieszonym balkonem. Ten pierwszy balkon otacza całą widownię na parterze, zaczynając się właściwie jeszcze nad sceną, a jeszcze piętro wyżej, ponad balkonem I, znajduje się sporych rozmiarów balkon II (spójrzcie na zdjęcie powyżej). Widać więc, że właściwe dobranie odpowiedniego systemu nagłośnieniowego to nie lada wyzwanie, tak dla projektanta, instalatora, jak i producenta/dostawcy odpowiednich komponentów systemu.

PROJEKT


Mniej więcej dwa lata temu dyrekcja teatru podjęła decyzję, iż użytkowany dotychczas sprzęt trzeba wymienić na nowy, w lepszym stopniu dopasowany do warunków pracy w takim zabytkowym obiekcie, jakim jest Duża Scena Teatru Śląskiego. Po konsultacji z zespołem technicznym podjęto decyzję, aby nie ogłaszać przetargu na zakup sprzętu według własnych specyfikacji, ale w pierwszym kroku ogłosić konkurs publiczny na projekt systemu nagłośnieniowego Dużej Sceny, wykonany przez profesjonalistów zajmujących się tego rodzaju tematami. Konkurs ogłoszono wiosną tego roku i został wygrany przez firmę Telos. „To nie była najtańsza oferta” – mówi Mikołaj Lichtański, szef działu akustyki Teatru Śląskiego w Katowicach. „W zasadzie była to jedna z najdroższych ofert, jednak z uwagi na dotychczasowe dokonania firmy i jej referencje postanowiliśmy wybrać właśnie ją. I dopiero na podstawie otrzymanego od firmy Telos projektu systemu nagłośnienia w czerwcu tego roku został ogłoszony przetarg na dostarczenie i zainstalowanie systemu”. Projekt został dołączony do specyfikacji istotnych warunków zamówienia i według niego wyłoniony w przetargu wykonawca miał wykonać instalację systemu.

Jakie były założenia owego projektu? Po pierwsze, sprzęt nagłośnieniowy musiał zniknąć ze sceny. „Zestawy głośnikowe poprzedniego systemu, zresztą bardzo dobre, ale nie przeznaczone do instalacji teatralnych, stały w lożach technicznych przy scenie” – kontynuuje Lichtański. „Nie dość, że notorycznie przeszkadzały, to jeszcze znajdowały się w mocno niesprzyjającej przestrzeni akustycznej, co było szczególnie uciążliwie w dole pasma. Ponadto zestawy te były zasłonięte czarną kotarą, która bynajmniej nie była przeźroczysta akustycznie, stąd kolejny wpływ na brzmienie, tym razem w górze pasma”. Oprócz więc samego fizycznego pozbycia się sprzętu ze sceny nie mniej ważne było maksymalne wyciszenie sceny – to było drugie założenie projektu. Trzecim, bodajże najważniejszym, była jego „niewidoczność”, tj. możliwe najlepsze wkomponowanie w otoczenie – czyli „walka” na polu projektant systemu-konserwator zabytków. I wreszcie ostatnie założenie, ale wcale nie najmniej ważne (Anglosasi mają na to trafne określenie – last, but not least) to „niesłyszalność” systemu, w sensie jego przeźroczystości akustycznej (możliwe najwierniejsze przetwarzanie sygnałów), i takie jego skonfigurowanie, aby słuchacz nie miał wrażenia dochodzenia dźwięków z głośników, ale ze sceny. Wszystkie te aspekty zostały uwzględnione w projekcie systemu i takie warunki musiała spełnić firma, która stanęła do przetargu.

REALIZACJA


„Bardzo ważną dla nas kwestią, i to staraliśmy się mocno egzekwować, było to, aby instalację nagłośnieniową wykonała firma specjalizująca się w tego typu pracach, a nie importer czy dystrybutor sprzętu, co jest nagminnym zjawiskiem u nas w Polsce” – podkreśla szef działu akustyki Teatru Śląskiego. „Miał to być niezależny wykonawca, który u odpowiedniego dystrybutora zakupi sprzęt pasujący do projektu. I tak też się stało”.

Przetarg na dostawę i instalację systemu wygrała firma Power Box z Zabrza. Power Box to firma Mirosława Matusiaka, zajmująca się zarówno produkcją (skrzynie transportowe, mobilne rozdzielnie elektryczne, kable wieloparowe), dystrybucją sprzętu (LD Systems, Defender), jak również usługami (nagłośnienie imprez, instalacje systemów nagłośnieniowych itd.). Wykonała m.in. nagłośnienie Sceny Kameralnej, którą Mikołaj Lichtański bardzo chwalił. W przypadku Dużej Sceny Power Box sięgnął do bogatej oferty firmy Fohnn, której dystrybutorem w Polsce – jak już zapewne wiecie z naszych łamów – jest firma Dysten.

Niemiecki producent specjalizuje się w sprzęcie nagłośnieniowym przystosowanym do pracy w instalacjach wymagających dyskrecji wizualnej, a jednocześnie o wysokiej jakości brzmieniowej, i do tego – dzięki technologii sterowania szerokością i kątem dyspersji wiązki dźwięku – świetnie sprawdzającej się w salach o trudnej akustyce. I faktycznie, o ile pierwotnie Duża Scena Teatru Śląskiego charakteryzowała się bardzo dobrą akustyką, o tyle po przeprowadzonym w latach 90. bez konsultacji ze znającymi się na rzeczy akustykami remoncie straciła swoje walory i szczególnie z tyłu sali, pod balkonem, w kwestii rozchodzenia się dźwięku nie jest kolorowo (szczególnie uciążliwe jest sumowanie i wzmacnianie się tam najniższych częstotliwości, przejawiające się nadmiernie wyeksponowanym basem). Stąd też wybór firmy instalującej okazał się jak najbardziej trafny, ale o tym za moment.

SYSTEM NAGŁOŚNIENIOWY


Jak konkretnie wygląda konfiguracja nowego systemu nagłośnieniowego teatru? Generalnie można wyróżnić trzy strefy nagłośnienia, pokrywające trzy piętra widowni – największą z nich, odpowiedzialną za nagłośnienie parteru, można też podzielić na trzy podstrefy. I tak, „jadąc” od góry, tj. od dużego balkonu na II piętrze, za zapewnienie dobrej słyszalności dla widzów tam siedzących odpowiada zawieszony centralnie nad sceną zestaw PT-6, będący zresztą nowością w ofercie niemieckiego producenta.

Zestaw ten, wyglądający jak duży głośnik w obudowie, jest tak naprawdę minisystemem liniowym, zawierającym w sobie 6 głośników 6,5-calowych oraz trzy drivery ciśnieniowe o średnicy wylotu 1,4”. Konfiguracja zestawu tworzy jakby trzy kolejne moduły systemu line array, z symetrycznym rozmieszczeniem przetworników – dwa woofery po bokach plus driver z falowodem między nimi. PT-6 jest zestawem bi-ampowym i tak też jest zasilany w opisywanej instalacji, tj. z dwóch osobnych kanałów wzmacniacza Fohhn D-4.1200 (więcej o wzmacniaczach nieco później). Pasmo przenoszenia PT-6 zawiera się w granicach 65 Hz-20 kHz (-10 dB), zaś jego dyspersja wynosi 100 stopni w płaszczyźnie horyzontalnej i tylko 30 stopni w płaszczyźnie wertykalnej. Zestaw zasilany mocą (nominalną) 900 + 210 W jest w stanie „odwdzięczyć się” maksymalnym szczytowym poziomem ciśnienia akustycznego równym 135 dB (sekcja nisko-średniotonowa) i 138 dB (sekcja wysokotonowa). Zastosowany w Teatrze Śląskim PT-6 dobrany został kolorystycznie – podobnie jak wszystkie pozostałe zestawy – tak, aby nie wyróżniał się na tle białej ściany, a więc jego obudowa również wykonana jest w kolorze białym.


Balkon na I piętrze, który otacza widownię zlokalizowaną na parterze (w kształcie litery U), nagłaśniają dwa zestawy LX-600 zainstalowane w lożach technicznych I piętra.

Te zestawy z serii Linea charakteryzują się jeszcze węższym kątem dyspersji w płaszczyźnie wertykalnej, wynoszącym 20 stopni (100 stopni w horyzoncie), a zbudowane są z 6 głośników 6,5-calowych, uzupełnionych czterema 1-calowymi driverami ciśnieniowymi, współpracującymi z falowodem Fohhna. Maksymalna nominalna moc zestawu równa 1.000 W gwarantuje maksymalny szczytowy SPL równy 136 dB, przy paśmie pracy 75 Hz-20 kHz (-10 dB). Tym razem, z uwagi na to, że zainstalowane zostały na ścianach o czarnym wykończeniu, ważące 29 kg „kolumny” mają czarne obudowy.


Schodząc już całkiem „na ziemię” docieramy do widowni zlokalizowanej na parterze, którą nagłaśniają 4 kolejne typy zestawów głośnikowych firmy Fohhn. Jako nagłośnienie główne pracują dwa (lewy-prawy), podwieszone z przodu pod balkonami, zestawy AT-35, należące do rodziny Arc-Series.

Są to pasywne „paczki” dwudrożne, wykonane w obudowie bass-reflex (w tym przypadku w kolorze białym), wyposażone w głośniki 12” i 1”. Taka kombinacja pozwala na pracę w szerokim paśmie akustycznym, bowiem już od 45 Hz do 20 kHz (-10 dB). Pięćset watów mocy maksymalnej dostarczanej głośnikom pozwala im zagrać maksymalnym szczytowym poziomem ciśnienia dźwięku równym 130 dB. Zestawy mogą być podwieszone poziomo lub pionowo, na co pozwala obracana o 90 stopni tuba głośnika wysokotonowego. I właśnie w tej pierwszej pozycji pracują AT-35 w Teatrze Śląskim (patrz zdjęcia).

Z uwagi na to, że spora część „parterowej” widowni ukryta jest pod balkonem I piętra, aby również widzom tam siedzącym zapewnić komfortowe warunki odsłuchowe, na bocznych filarach firma Power Box – zgodnie z projektem – zainstalowała kolejne dwa zestawy głośnikowe, tym razem w formie kolumny LFI-120. A więc znów wracamy do serii Linea, z tym że tym razem mamy do czynienia z jedynymi zresztą zestawami aktywnymi, tzn. z wbudowanymi wzmacniaczami. Tak gwoli ścisłości, również aktywny subwoofer znajduje się na wyposażeniu kabiny akustyka, no ale to już nie jest sprzęt nagłośnienia widowni.


LFI-120 to smukła kolumna głośnikowa w aluminiowej obudowie, zawierająca 8 głośników o średnicy 4” oraz cyfrowy, ośmiokanałowy wzmacniacz klasy D z DSP. Jak widać, każdy głośnik jest sterowany własnym DSP i zasilany z osobnego wzmacniacza, a to wszystko po to, aby móc sterować wiązką dźwięku. LFI- 120 oferuje sterowanie zarówno szerokością wiązki (w płaszczyźnie wertykalnej – od 0 do 90 stopni, w krokach co 0,1º), jak i jej ukierunkowaniem (±40º, w krokach co 0,1º). Pozwala to precyzyjnie wycelować odpowiednio dobraną wiązkę dźwięku, co w opisywanej sytuacji sprawdza się znakomicie – udało się w ten sposób zminimalizować odbicia od niskiego sufitu, czyli de facto podstawy balkonu.

Co ciekawe, zestaw może wytworzyć dwie niezależnie sterowane wiązki, co pozwala pokryć dwie różne przestrzenie, np. widownię główną i balkon. Co jeszcze bardziej interesujące, środek akustyczny obu wiązek można wybierać dowolnie, lokując go w wybranym miejscu kolumny, poczynając od jej dolnej krawędzi, na górnej kończąc. W Teatrze Śląskim z tego dobrodziejstwa nie korzysta się, kolumna wytwarza jedną wiązkę o kącie dyspersji równym 22 stopnie i skierowaną -10 stopni z poziomu 70% wysokości kolumny.

LFI-120 pracuje w paśmie 60 Hz-17 kHz, co jest rewelacyjnym wynikiem, biorąc pod uwagę, że kolumna wyposażona jest tylko w jeden typ przetworników (nie ma driverów), zaś maksymalny szczytowy SPL, jaki jest w stanie wytworzyć, wynosi 124 dB. Dzięki zastosowanym przetwornikom neodymowym oraz aluminiowej obudowie jest leciutka – waży tylko 8 kg – a jej wymiary (13 × 125 × 12 cm) pozwalają na jej wpasowanie w strukturę konstrukcyjną pomieszczenia. Z uwagi na to, że ściany boczne widowni katowickiego teatru są pomalowane na biało, taki też kolor ma obudowa kolumn.


Ponieważ scena, a w zasadzie wysunięte proscenium, znajduje się bardzo blisko pierwszych rzędów widowni, nie zapomniano też o widzach zajmujących te właśnie miejsca (często VIP-owskie), dogłaśniając je za pomocą aż 8 frontfilli, w rolę których wcieliły się malutkie LX-10. Są to rzeczywiście niewielkie „paczuszki” (13 × 13 × 12 cm i 1,4 kg wagi), wyposażone we współosiowy głośnik złożony z neodymowych przetworników o średnicy 4” i 0,75”. Głośnik zasila się maksymalnie 50 watami mocy, co pozwala im zagrać maksymalnym poziomem ciśnienia akustycznego równym 109 dB, w paśmie 90 Hz-20 kHz (-10 dB). Nominalna dyspersja LX-10 wynosi 100 × 100 stopni. Zestawy są niewidoczne dla widza, bowiem ukryte są w ścianie proscenium, a ich lokalizację ujawniają tylko kwadratowe przesłonki o kolorze zbliżonym do tkaniny, którą ściana ta jest obita.

Głośniki te można było zainstalować w ten sposób tylko dzięki ich niewielkim wymiarom, bowiem podłoga proscenium jest opuszczana, przez co w jego miejscu powstaje kanał dla orkiestry. Gdyby zainstalowane w ścianie czołowej proscenium zestawy były dłuższe niż grubość muru, manewr taki nie byłby możliwy, tzn. nie można byłoby ich tak sprytnie ukryć, gdyż nie pozwalałyby na odsłanianie kanału orkiestrowego.

Zestawy te są wykorzystywane jako frontfill w konfiguracji teatralnej, bowiem system można szybko przełączyć w tryb koncertowy, w którym „maluchy” te zostają wyciszone, a jako frontfill pracują wtedy podłączane specjalnie na tę okazję trzy zestawy AT-08. Są to pasywne, dwudrożne „paczki”, wyposażone w dwa głośniki 6-calowe i 1 calowy tweeter z membraną kopułkową (nie jest to driver ciśnieniowy!), który współpracuje z krótką tubą. Zestaw o nominalnej dyspersji 90 × 40 stopni i paśmie przenoszenia 50 Hz-20 kHz może zagrać maksymalnym szczytowym poziomem ciśnienia równym 118 dB, przy zasileniu mocą nominalną 150 W. W sytuacji gdy zestawy te nie są wykorzystywane jako frontfille – a z tego, co powiedział mi Mikołaj, do tej pory takiej potrzeby nie było, bowiem nawet podczas koncertów, które odbyły się we wrześniu, system grał w konfiguracji teatralnej, gdyż „LX-dziesiątki” bez problemu sprawdziły się w roli frontfilla – zestawy AT-08 można wykorzystać (i tak faktycznie już było) jako monitory odsłuchowe.


Pozostało nam jeszcze „do obsłużenia” najniższe pasmo, za reprodukcję którego odpowiadają cztery subwoofery AS-10 (po dwa na stronę), praktycznie niewidoczne dla widzów, są bowiem ukryte pod schodkami prowadzącymi na scenę, po jej prawej i lewej stronie. Subbasy te, zbudowane w oparciu o dwa przetworniki 6-calowe, mogą pokryć pasmo od 40 do aż 500 Hz, a moc, jaką dysponują wynosi 300 W. Niewielkich rozmiarów (43 × 25 × 38 cm) i wagi (9 kg) doskonale nadają się do systemów instalacyjnych wymagających dyskrecji wizualnej, a z drugiej strony oferują mocny, dobrze zarysowany bas – to tak wybiegając nieco myślą wprzód.


Zamykając temat głośników obsługujących Dużą Scenę Teatru Śląskiego trzeba jeszcze wspomnieć o czterech zestawach LX-100, które również – jak AT-08 – nie są zainstalowane na stałe, a wydobywane z magazynu w sytuacji, gdy wystąpi potrzeba dogłośnienia, tym razem nie widowni, a sceny. Pracują one bowiem w roli sidefilla, ukryte we wnękach lóż technicznych sceny (tam gdzie do tej pory znajdowały się poprzednie zestawy nagłośnieniowe). LX-100 to zestawy z rodziny Linea Series, wyposażone w 8 przetworników 4-calowych i jeden ciśnieniowy driver o średnicy wylotu 1”, współpracujący z falowodem własnej konstrukcji. 400 W „żywej” mocy, jaką mogą przyjąć LX-100, pozwala im na wytworzenie 126 dB maksymalnego SPL. Ich pasmo pracy zamyka się w granicach 65 Hz-20 kHz, a nominalna dyspersja pokrywa 140 stopni w horyzoncie i tylko 25 stopni w wertykalu. Neodymowe głośniki zamknięte są w aluminiowej obudowie, dzięki czemu LX-100 ważą tylko 7 kg, co nie jest bez znaczenia w sytuacji, gdy pełnią one rolę zestawów mobilnych.


To tyle, jeśli chodzi o zestawy głośnikowe, które można znaleźć na scenie lub widowni Dużej Sceny, ale nie wszystkie, w jakie został wyposażony Teatr Śląski. Albowiem w kabinie akustyka również zainstalowano system pozwalający na podsłuchiwanie akcji scenicznej, złożony z dwóch malutkich zestawów AL-10 (podobnych z wyglądu do LX-10, ale wyposażonych w tylko jeden przetwornik 3,3”) oraz aktywnego subbasu XS-10 (dwa głośniki 6”, max. SPL 120 dB, pasmo 40-130 Hz), którego wbudowany wzmacniacz zasila też zestawy AL-10.

Wszystkie zestawy głośnikowe są odpowiednio opóźnione w stosunku do źródeł dźwięku na scenie, z opisanym przed momentem systemem w kabinie akustyka włącznie, przez co ma się wrażenie, że dźwięk dobiega ze sceny, a nie z i tak mało widocznych głośników. Dotyczy to również miejsca pracy akustyka – nawet podczas odsłuchiwania nagrania z płyty CD, siedząc przed konsoletą w kabinie, miałem wrażenie, że muzyka dobiega ze sceny, pomimo tego że jedynymi źródłami dźwięku były tam wtedy tylko młotki i wkrętarki akumulatorowe pracującej akurat ekipy technicznej, przygotowującej scenografię do wieczornego spektaklu.

WZMACNIACZE I STEROWANIE


Z uwagi na to, że większość zestawów głośnikowych wykorzystanych w systemie nagłośnieniowym Dużej Sceny Teatru Śląskiego to urządzenia pasywne, dostarczono też niezbędny set wzmacniaczy, a konkretnie trzy Fohhn D-4.1200 i dwa D-4.750.

Jak można się domyślić z oznaczeń, są to końcówki 4-kanałowe, z wbudowanym DSP obsługującym wszystkie te kanały plus dodatkowe 2. To sprawia, że do tych dodatkowych wyjść, już po obróbce w procesorze, można podłączyć zwykły wzmacniacz (bez DSP) zasilający kolejne zestawy lub – tak jak to ma miejsce w przypadku kolumn LFI-120 – zestawy aktywne, mające swoje własne, wbudowane końcówki mocy. Różnica między tymi dwoma typami wzmacniaczy tkwi głównie w mocy, jaką mogą dostarczyć (co również można wywnioskować z ich nazwy) – pierwszy z nich oferuje 4 × 1.200 W/4 Ω lub 4 × 750 W/8 Ω, a drugi 4 × 740 W/4 Ω lub 4 × 390 W/8 Ω. Cały processing odbywa się oczywiście z wykorzystaniem wbudowanych DSP wzmacniaczy, nie było więc konieczności instalowania dodatkowego procesora głośnikowego, co tylko niepotrzebnie zwiększyłoby koszt całej instalacji.

Wszystkie wzmacniacze pracują w sieci Fohhn-Net, która jest również dostępna poprzez Ethernet (w tym również bezprzewodowo) dzięki urządzeniu NA-3 Fohhn-Net Ethernet, będącym mostem (bridge) łączącym te dwa „światy”. Dostęp do ustawień DSP wzmacniaczy jest więc możliwy – oczywiście chroniony hasłem – z każdego miejsca, gdzie jest pokrycie lokalną siecią Wi-Fi. Ponadto system skonfigurowany jest do pracy w 4 trybach – teatralnym i koncertowym, w tym oba z nich mają swoje dwie wersje. Pierwsza z nich, „lokalna”, jest stosowana podczas pracy miejscowych ekip akustyków, natomiast druga, charakteryzująca się o 6 dB niższym poziomem wysterowania całego systemu, pozwala na zabezpieczenie głośników podczas ewentualnej pracy zewnętrznej ekipy nagłośnieniowej. Czym zaś się różnią presety „teatralny” i „koncertowy” wspominałem już wcześniej – w przypadku pierwszego z nich frontfill stanowi osiem zestawów LX-10, zaś w drugim przypadku LX-y są wyciszone, a jako frontfill podłącza się i ustawia na scenie trzy zestawy AT-08. Nieco inny jest też poziom sygnału subbasów. Wyboru konkretnego presetu dokonuje się szybko, za pomocą dedykowanej klawiaturki, ale oczywiście można też to robić z poziomu komputera podłączonego do sieci.

PRACE INSTALACYJNE


Po otrzymaniu projektu systemu nagłośnienia, wykonanego przez firmę Telos, w czerwcu tego roku został rozpisany przetarg na dostarczenie i wykonanie instalacji nagłośnieniowej, w oparciu o założenia projektowe. Jak już wspomniałem, przetarg ten wygrała firma Power Box z Zabrza. Wybrała ona i zakupiła w firmie Dysten opisane wyżej urządzenia nagłośnieniowe produkcji Fohhn. Tuż po zakończeniu sezonu teatralnego, tj. początkiem lipca, Power Box, pod kierownictwem Mirka Matusiaka, zabrał się ostro do pracy, instalując niezbędne okablowanie oraz montując zestawy nagłośnieniowe, szafy techniczne ze wzmacniaczami i osprzętem sieciowym oraz system odsłuchowy w kabinie akustyka. Prace trwały mniej więcej miesiąc i z początkiem sierpnia większość z nich została zakończona. Do końca miesiąca miały miejsce tylko niewielkie prace wykończeniowe. W pierwszych dniach września, u progu nowego sezonu, system został odebrany, zaakceptowany przez „wszystkich świętych” i był gotowy do pracy.

WRAŻENIA


Pierwszy „test odsłuchowy” Mikołaj zafundował mi jeszcze w kabinie akustyka – chodziło bardziej o wrażenia z odsłuchu systemu tam zainstalowanego, ale również o nauszne przekonanie się, że zestrojenie czasowe systemu faktycznie daje efekt dobiegania wirtualnych dźwięków ze sceny, pomimo tego że głośniki, z których wydobywała się muzyka, wisiały pół metra nad moją głową, a na scenie była tylko wspomniana ekipa „maszynistów”.

Jednak „gwoździem programu” był system nagłośnienia widowni, którego miałem okazję podsłuchać w różnych miejscach tejże widowni, zarówno na balkonie II piętra, jak i balkonie piętro niżej i oczywiście na widowni głównej na parterze. System, jak powiedział mi Mikołaj, został zestrojony przez znanego już czytelnikom LSI Ralfa Freudenberga w ten sposób, aby osiągnąć maksymalnie płaską charakterystykę częstotliwościową. W przypadku zestawów Fohhna było to o tyle ułatwione, że urządzenia te są właśnie w dużej mierze konstruowane tak, aby uzyskać możliwe najbardziej płaską charakterystykę przenoszenia. Wystarczyło więc tylko zniwelować wpływ pomieszczenia i system zagrał bardzo liniowo. Dzięki temu korekcja na sumie w konsolecie jest zerowa, a korekcje poszczególnych mikrofonów używanych podczas koncertów w zasadzie ograniczają się do podcięcia niskich częstotliwości. To wystarcza, aby uzyskać wierne brzmienie wokali, a zejście aktorów/wokalistów ze sceny na widownię nie stanowi już żadnego problemu dla realizatora – pojęcie sprzężenia, w normalnym zakresie użytkowania, w zasadzie już nie istnieje w Teatrze Śląskim.

PODSUMOWUJĄC


Teatr Śląski w Katowicach to kolejna placówka kulturalna w Polsce, która nie tylko nie musi się wstydzić wyposażenia nagłośnieniowego, ale wręcz ma się czym chwalić. Nie sztuka bowiem zakupić za ciężkie pieniądze cały „wór” sprzętu, który przez 95% dni w roku będzie leżał niewykorzystywany w magazynie, bowiem ktoś zaprojektował klasyczny „przerost formy nad treścią” – a takie rzeczy niestety się, o dziwo, pomimo przywoływanego co rusz kryzysu i związanych z tym cięć budżetowych, u nas zdarzają. Nie jest też wielkim problemem zakupić – również za niemały grosz – topowy system nagłośnieniowy uznanego producenta, przeważnie typu line array, który owszem, poprawnie zainstalowany i zestrojony zapewni ładne, wyrównane brzmienie, ale którego za skarby świata nie da się dyskretnie zamontować tak, żeby nie rzucał się w oczy zaraz po wejściu na widownię. Natomiast umiejętne skorzystanie z urządzeń, które są zaprojektowane i wykonane właśnie do tego, żeby nie tylko dobrze, „przeźroczyście” zagrać, ale również nie zdegradować efektu wizualnego zabytkowego wnętrza, to już najwyższy poziom umiejętności projektowo- realizatorskich, i tym właśnie popisał się tercet firm odpowiedzialnych za nowy system nagłośnieniowy katowickiego teatru, tj. Telos-Power Box-Dysten/Fohhn.

Zresztą systemu nie trzeba specjalnie reklamować, bo doskonale broni się sam. Kto nie wierzy, niech zajrzy do Teatru Śląskiego w samym sercu Katowic – do czego zresztą wszystkich szczerze zachęcam.

Piotr Sadłoń


Więcej informacji o firmach odpowiedzialnych za projekt i realizację nowego systemu nagłośnieniowego Teatru Śląskiego w Katowicach na stronach internetowych: www.telos-audio.eu, www.powerbox.com.pl, www.dysten.pl, www.fohhn.com.