Ulubiony kiosk WRZEŚNIOWY NUMER - PRZEJRZYJ ONLINE Live Sound PRZESYŁKA GRATIS >>

Tutoriale

Kultowe urządzenia i systemy. Drawmer, dbx i BSS

Kultowe urządzenia i systemy. Drawmer, dbx i BSS

Dodano: czwartek, 24 sierpnia 2017

Kontynuacją tematu dotyczącego legendarnych „staroci” jest dziś materiał poświęcony trzem wyjątkowym urządzeniom. Okazja do prezentacji jednego z tych urządzeń jest szczególna, bo pojawiło się ono na rynku w 1982 roku, czyli dokładnie 35 lat temu.

 

Dwa pozostałe plasują się w podobnej grupie wiekowej.

BRAMKI, KOMPRESORY


Bramki szumów oraz kompresory są znane i używane od bardzo dawna. Są one tak powszechnie stosowanymi urządzeniami, że nikt – nawet przez chwilę – nie zastanawia się nad tym, kiedy powstały, ani od jak dawna znajdują się w użyciu. Szczególnie dziś, gdy każda konsoleta cyfrowa udostępnia procesory przeznaczone do kształtowania dynamiki sygnału, wydawać by się mogło, że tak było zawsze. Procesory takie jak bramki szumów oraz kompresory po prostu są na pokładzie. Taki jest obowiązujący dziś standard, więc każdy przechodzi nad tym do porządki dziennego. Zaskoczeniem dla dzisiejszego użytkownika byłaby raczej sytuacja odwrotna, czyli taka, w której niespodziewanie okazałoby się, że kilku wiodących producentów konsolet cyfrowych nie wyposażyło swoich produktów w tego rodzaju urządzenia, wymagając tym samym stosowania wielu procesorów zewnętrznych. Nie sądzę, by którykolwiek z producentów zechciał sprawdzić empirycznie konsekwencje takiej decyzji...

Większość z nas nie zdaje sobie sprawy z faktu, że z bramkami szumów i kompresorami spotykamy się w wielu codziennych sytuacjach. Oczywiście nie są to zwykle tak bliskie spotkania, jak podczas samodzielnej realizacji koncertów. Jednak w wielu prozaicznych, codziennych sytuacjach pośrednio doświadczamy efektu wykorzystania bramek szumów i/lub kompresorów przez wielu inżynierów. Sytuacje takie mają miejsce, gdy przykładowo włączamy radio w domu lub samochodzie, gdy słuchamy muzyki (bez względu na nośnik i urządzenie odtwarzające), gdy oglądamy programy TV, jesteśmy w kinie, słuchamy książek czytanych przez lektora, no i oczywiście podczas uczestniczenia w koncertach ulubionych wykonawców.

Na podstawie przedstawionej „wyliczanki” można zaryzykować stwierdzenie, że bramki szumów i kompresory są wszechobecne! Urządzenia te są jak atmosferyczne powietrze, nad którego obecnością również nikt na co dzień się nie zastanawia.

W przeciwieństwie do efektów modulacyjnych i przestrzennych, które z łatwością identyfikowane są przez każde – nawet niezbyt wprawione – ucho, bramki i kompresory pozostają najczęściej dla przeciętnego słuchacza „anonimowe”. Pomijam tu oczywiście pewne zamierzone opcje kreatywnego wykorzystania tych urządzeń, choć i te nie każdy słuchacz potrafi rozpoznać z taką łatwością, jak na przykład rozpoznaje efekt pogłosu.

Myślę, że po tym dość obszernym wprowadzeniu nadszedł już odpowiedni moment, by zaprezentować wspomnianego na początku jubilata, którym jest najpopularniejsza na świecie bramka szumów marki

DRAWMER MODEL DS 201


Tak, popularna „201” jest najczęściej „uczestniczącym” w naszym codziennym życiu urządzeniem tego typu. Wynika to z faktu, że od chwili pojawienia się na rynku była ona najczęściej typowanym urządzeniem przez realizatorów, producentów, artystów oraz inżynierów studyjnych. Od 1982 roku bramki szumów DS 201 zostały zainstalowane w większości najważniejszych studiów nagraniowych, rozgłośniach radiowych oraz systemach nagłośnieniowych, stając się niezastąpionym narzędziem, które dobrej klasy dźwiękowi potrafiło nadać jeszcze lepszy, niezrównany lub wręcz oszałamiający wymiar jakości.

DS 201 ma też swoją zabawną historię. Powstała ona w dość anegdotycznych okolicznościach, ale o tym będzie za chwilę, a w tym miejscu pozwolę sobie na kilka zdań na temat jej producenta.

Wszystko zaczęło się w 1981 roku i, jak to często bywa w podobnych sytuacjach, o wielu zdarzeniach zdecydował przypadek, a także splot różnych sprzyjających okoliczności. W tymże właśnie roku niejaki Ivor Drawmer założył w Yorkshire firmę, której użyczył własnego nazwiska – w charakterze nazwy. Ivor Drawmer był pasjonatem, którego duszą zawładnęły dwie wielkie namiętności. Jedną z nich było zainteresowanie elektroniką, a ściślej mówiąc wszelkimi układami elektronicznymi, które można było wykorzystać w procesie przetwarzania dźwięku. Drugą słabością pana Drawmera była natomiast muzyka i początkowo właśnie ta druga namiętność zdominowała na jakiś czas jego życie.

W pewnym okresie życia Ivor Drawmer udzielał się jako klawiszowiec w lokalnym zespole w Yorkshire. Zespół zafascynowany był dokonaniami tych, którym udało się szybko „wdrapać” na szczyt popularności. Tak samo jak wiele innych, podobnych im grup w tamtych latach, również oni snuli marzenia o zrobieniu błyskawicznej kariery. Niestety, nie wszystko układało się jednak tak, jak pan Drawmer się tego spodziewał. Szczerze mówiąc, to właściwie nic nie toczyło się zgodnie z jego oczekiwaniami. Grupa wciąż tkwiła w zatłoczonej „poczekalni” przed drzwiami z napisem „Sława”. Te – póki co – wciąż pozostawały dla niej (i wielu innych) zamknięte, a miejsce było na tyle dalekie od upragnionego celu, że Drawmer coraz bardziej odczuwał dyskomfort powodowany świadomością upływającego, a co gorsza bezproduktywnie marnowanego czasu.

Zachęcony przez kilku przyjaciół zwrócił się więc ku swojej drugiej namiętności – czyli projektowaniu urządzeń elektronicznych. Pierwszym urządzeniem skonstruowanym w założonej przez niego firmie była stereofoniczna linia opóźniająca, której nadał nazwę „Multitracker”. Na rynek trafiła zaledwie niewielka partia tych produktów, co nie zmienia faktu, że były one inauguracją działalności oraz zapowiedzią obecności na rynku kolejnych produktów marki Drawmer.


Przełomowym dla wchodzącego na rynek przedsiębiorcy miał się okazać rok 1982. Opracowana bramka szumów DS 201 zrewolucjonizowała technologię produktów tej klasy. Do jej powstania przyczyniła się w znacznym stopniu współpraca ze znanym producentem muzycznym, Philem Chapmanem. To właśnie Chapman poprosił Drawmera o zaprojektowanie dla niego urządzenia o pewnych ściśle sprecyzowanych właściwościach. W tym miejscu należy wyjaśnić, że Ivor Drawmer nie wymyślił bramki szumów jako pierwszy. Urządzenia tego typu – w dość prymitywnych wersjach – były stosowane już wcześniej w wielu studiach nagraniowych. Co ciekawe, Drawmer nie tylko nie miał żadnego doświadczenia w zakresie działania tego typu urządzeń, ale też nie miał praktycznie żadnej wiedzy odnośnie ich wykorzystania w studio. Opierając się wyłącznie na wytycznych Chapmana oraz własnym wyobrażeniu zaprojektował i wykonał prototyp urządzenia, które pod wpływem sygnału o określonym poziomie otwierało się, pozostawało w pewnym przedziale czasu otwarte, po czym zamykało się, ponownie odcinając sygnał. Jak nie trudno się domyślić, tak działające urządzenie całkowicie nie sprawdziło się w praktycznym zastosowaniu, ale i tak było to ważne doświadczenie, nakazujące szukania dalszych rozwiązań.

Kolejną próbę rozpoczął więc Drawmer od zebrania solidnej porcji informacji dotyczących stosowania tego typu urządzeń podczas pracy w studio. W poszukiwaniu niezbędnych informacji odwiedzał kolejne studia nagraniowe, przyglądając się, do jakich celów wykorzystywane są w nich bramki szumów. Poczynione obserwacje szybko okazały się po prostu bezcenne. Drawmer od razu zwrócił uwagę na pewien powtarzający się we wszystkich odwiedzanych studiach problem. Był nim mozolny proces poszukiwania optymalnych ustawień, przez jaki musieli przechodzić wszyscy inżynierowie. Proces ten był przede wszystkim bardzo czasochłonny, gdyż opierał się głównie na metodzie „prób i błędów”, a to sprawiało, że ustawianie bramki było zajęciem nudnym i niewdzięcznym. Odseparowanie sygnału użytecznego od niepożądanego hałasu lub przesłuchu o relatywnie wysokim poziomie stanowiło dla inżynierów nie lada wyzwanie. Takie sytuacje miały miejsce w studio bardzo często, a wiązały się one głównie z nagrywaniem zestawu perkusji. Bramka szumów, stosowana przykładowo dla odseparowania sygnału z werbla, przysparzała inżynierom wielu problemów. Dźwięk hi-hatu znajdującego się w sąsiedztwie werbla powodował otwieranie bramki i przenikał do toru werbla poprzez dedykowany mu mikrofon. Ustawienie progu zadziałania bramki w torze werbla na wyższym poziomie rozwiązywało ten problem – zamieniając go niestety na inny! Otóż przy wysoko ustawionym progu niektóre programowo słabsze uderzenia w werbel – stanowiące fragmenty nagrywanego materiału – nie otwierały bramki, rujnując tym samym nagranie i zmuszając wszystkich do jego powtórzenia po skorygowaniu ustawień. Często zdarzały się sytuacje, że czynność ta musiała być powtarzana wielokrotnie, co i tak nie zawsze przynosiło w pełni oczekiwany rezultat.

Drawmer pojął w lot, że potrzebna jest zupełnie inna konstrukcja tego rodzaju urządzenia. Zgromadzone spostrzeżenia przyczyniły się do powstania nowego, nie stosowanego wcześniej przez nikogo rozwiązania. Drawmer zmodyfikował swój poprzedni projekt, a dzięki zebranym informacjom wyposażył zaprojektowaną bramkę szumów w dwa przestrajane filtry – HPF i LPF. Dodatkowo zaprojektował też rozwiązanie pozwalające inżynierom na monitorowanie wyznaczonego przez filtry zakresu (key listen), dzięki czemu mogli oni szybko ustawić optymalne parametry reagowania bramki, eliminując za pomocą filtrów przenikanie niepożądanych częstotliwości.

Wracając do przedstawionego wcześniej przykładu werbla i hi-hatu, nowe rozwiązanie pozwalało teraz na łatwe uzyskanie reagowania bramki tylko dla niskich częstotliwości wytwarzanych przez werbel. Przedostawanie się do toru werbla niechcianych częstotliwości z hi-hatu, które w innych konstrukcjach z łatwością otwierały bramkę, teraz było łatwe do wyeliminowania – właśnie za pomocą przestrajanych filtrów. Co ważne, dzięki nowej konstrukcji stało się to możliwe bez zagrożenia dla prawidłowego przebiegu procesu bramkowania sygnału użytecznego.

Innowacyjnym rozwiązaniem, które również opracował Drawmer, był dobór zakresów regulacyjnych czasów ataku i powrotu, dający możliwość wyboru ultraszybkiego ataku (rzędu mikrosekund) oraz stosunkowo długiego czasu powrotu. Pozwalało to na zachowanie naturalności brzmienia, niezależnie od rodzaju dźwięku poddawanego procesowi bramkowania. Bramka mogła być również sterowana (wyzwalana) sygnałem zewnętrznym, co dawało kolejne możliwości jej kreatywnego wykorzystania.

DS 201, w postaci dwukanałowego urządzenia, została umieszczona w standardowej obudowie typu rack 19” o wysokości 1U. Konstrukcja pozwalała na jej niezależne wykorzystanie jako dwóch samodzielnych urządzeń, lub linkowania obu kanałów. Z czasem na rynek wprowadzony został model DS 404, który był urządzeniem czterokanałowym, o nieco uproszczonych możliwościach regulacji parametrów działania.


Wprowadzając opisane powyżej rozwiązania Ivor Drawmer nie tylko zrewolucjonizował technologię, ale stworzył też nową filozofię wykorzystania bramki szumów. Urządzeniu działającemu wcześniej na zasadzie prostego „przełącznika” nadał on charakter narzędzia o potężnych możliwościach, odgrywającego ważną rolę w nowoczesnych produkcjach muzycznych. Nic więc dziwnego, że DS 201 została natychmiast uznana w świecie za przemysłowy standard dla tego typu urządzeń. Co ciekawe, od momentu pojawienia się DS 201, na przestrzeni ponad 30 lat jej obecności na rynku, w konstrukcji bramki niewiele się zmieniło. Drobne zmiany, które zostały z czasem wprowadzone, miały raczej charakter kosmetyczny i praktycznie pozostawały bez wpływu na pierwotną konstrukcję oraz sposób działania urządzenia.

Warto w tym miejscu wspomnieć, że za oceanem pojawiły się bramki szumów, które mogły stanowić realną konkurencję dla urządzenia pana Drawmera. Mam tu na myśli dwa urządzenia wyprodukowane przez firmę Aphex, a konkretnie modele 622 i nieco wcześniejszy 612. Z charakterystycznym dla produktów amerykańskich „zadęciem” urządzenia te były bardzo efektownie reklamowane. Przedstawiano je jako „przykład milowego kroku na drodze rozwoju technologii bramkowania sygnału”, przypisując im „fenomenalne właściwości akustyczne, niekonwencjonalne rozwiązania konstrukcyjne, niespotykaną stabilność, precyzję wyzwalania” itd.

Faktem jest, że były to rzeczywiście dobre urządzenia. Marketingowe informacje zaczerpnięte wprost z kart katalogowych – jakkolwiek nieco ubarwione językiem reklam – wcale nie były jakoś nad wyraz przesadzone. W przeszłości zdarzyło mi się kilkakrotnie korzystać z 622, i mogę to potwierdzić. Swego czasu właśnie model 622 zadomowił się w firmie Clair Bros, tworząc tym samym pewien standard we wszystkich jej oddziałach na świecie. Nierozwiązaną zagadką pozostanie powód, dla którego urządzenia te nie zyskały szerszej popularności w Europie, ale rynek sprzętu akustycznego pełen jest zaskakujących, nigdy nie rozwiązanych zagadek.

dbx 160


Drugim urządzeniem, które chciałbym teraz zaprezentować, jest kompresor/limiter. Od chwili pojawienia się w połowie lat 70.„protoplasty” tej rodziny kompresorów stał się on niemal natychmiast jednym z najpopularniejszych urządzeń na świecie, rezerwując sobie na wiele dekad miano przemysłowego standardu, a tym samym miejsce we wszystkich profesjonalnych firmach nagłośnieniowych, studiach nagraniowych oraz ważniejszych instalacjach elektroakustycznych.

Urządzeniem tym jest oczywiście dbx 160 – wraz ze wszystkimi, pojawiającymi się na przestrzeni lat indeksami obok cyfrowego oznaczenia modelu.

Serię zapoczątkował wspomniany klasyk – model dbx 160 – do dziś używany w wielu studiach nagraniowych. Po nim następowały kolejne modele, takie jak 165, 160X, 160XT, a następnie 160A. Patrząc z perspektywy czasu na wymienione modele wchodzące w skład rodziny urządzeń, nie powinno dziwić, dlaczego stały się one tak popularne i w tak szerokim zakresie zdominowały rynek. Masywna konstrukcja, znakomite cechy akustyczne, doskonałe właściwości regulacyjne, a do tego znakomicie rozwiązany sposób monitorowania poziomu sygnału na wejściu, wyjściu oraz monitorowanie przebiegu zachodzącego procesu, pozwalające na dokonanie oceny sytuacji – dosłownie jednym spojrzeniem.

Popularna „160-ka” mieściła się w standardowej obudowie typu rack 19” o wysokości 2U, ale kolejne modele obniżono do wysokości 1U. Były to głównie urządzenia jednokanałowe, ale zostały zaprojektowane w sposób umożliwiający łączenie dwóch urządzeń w parę, dla której wyznaczanie parametrów pracy realizowane było za pomocą regulatorów i przycisków urządzenia nadrzędnego (master).


Panel przedni dbx 160 – oprócz wspomnianych wcześniej wskaźników poziomu i redukcji sygnału – udostępniał trzy funkcje regulacyjne, kontrolowane za pomocą potencjometrów. Pozwalały one na wyznaczenie progu działania, współczynnika kompresji oraz poziomu wyjściowego. Dodatkowo na panelu umieszczono cztery przyciski pozwalające na pominięcie procesu (bypass), wyznaczenie statusu urządzenia (master/slave), wyznaczenie trybu dodawania kompresji – tak zwanego rodzaju kolana (hard / overeasy). W trybie „hard” kompresja, zgodnie z wyznaczonym współczynnikiem, dodawana była natychmiast, gdy tylko sygnał przekroczył wyznaczony próg zadziałania. W trybie „overeasy” kompresja była dodawana łagodnie. Proces rozpoczynał się poniżej wyznaczonego progu – od wielkości współczynnika 1:1. W miarę jak poziom docierającego do wejścia sygnału wzrastał, prezentując coraz wyższe wartości, podążała za nim również dodawana kompresja, której współczynnik wzrastał aż do osiągnięcia wielkości wyznaczonej potencjometrem „Ratio”.

Działanie tej funkcji kompresora zobrazowane zostało przez trzy diody: zielona – sygnalizowała brak reakcji na sygnał, żółta – sygnalizowała wstępne dodawanie kompresji, oraz czerwona – sygnalizująca pełną kompresję o wyznaczonym przez użytkownika współczynniku. Posługując się dużym uproszczeniem można powiedzieć, że kompresja w trybie „hard” zależna była od wartości wyznaczonego progu. Natomiast kompresja w trybie „overeasy” zależała raczej od zmiany poziomu sygnału na wejściu, niż wyznaczonego progu, i dodawana była łagodnie, aż do uzyskania współczynnika wyznaczonego przez operatora. Czas ataku wyznaczany był wyłącznie automatycznie i zależał on od cech prezentowanych przez kompresowany materiał.

Jak widać, urządzenie było bardzo przyjazne użytkownikowi. Uzyskanie pożądanego efektu nie wymagało w tym przypadku czasochłonnych, karkołomnych zabiegów. Pomimo swojej (tylko pozornej) prostoty i bardzo skąpej oferty możliwości regulacyjnych słynna „160-tka” gwarantowała wysoką jakość działania, przez wiele lat spełniając oczekiwania najbardziej wymagających inżynierów.

Niestety, urządzenia serii 160 podzieliły los wielu innych zasłużonych klasyków. Nie wytrzymały one próby czasu, a co gorsza nie chodzi tu wcale o to, że się zestarzały i przestały spełniać swoje funkcje. To bolesne stwierdzenie, ale trudno w tej sytuacji o bardziej trafne – stały się niemodne, a w dobie wszechobecnej technologii cyfrowej również „niepraktyczne”. Wiele z tych urządzeń spotkamy jeszcze dziś w szanujących się studiach nagraniowych. W profesjonalnych firmach nagłośnieniowych zmieniły się standardy, więc jeśli nawet jeszcze tam są, to coraz rzadziej ktoś okazuje im zainteresowanie…

BSS DPR-402


Ostatnim urządzeniem w tym materiale jest również kompresor. Tym razem jest to BSS model DPR-402. Zaprojektowany przez Chasa Brooksa, od 1980 roku – podobnie jak dbx 160 – stał się standardowym wyposażeniem wielu studiów nagraniowych oraz profesjonalnych firm nagłośnieniowych. To urządzenie również zostało umieszczone w standardowej obudowie typu rack 19” o wysokości 1U.

DPR-402 był urządzeniem zestawionym z dwóch kanałów o identycznej konstrukcji, funkcjach kontrolnych i możliwościach. Obydwa kanały mogły być wykorzystywane niezależnie – jako dwa oddzielne tory sygnału – lub jako stereofoniczna para. Pomimo identycznej wielkości obudowy urządzenie to nie było tylko prostym kompresorem – jak opisany wcześniej dbx 160. DPR-402 oferował funkcje kompresora, limitera oraz de-essera. Dostęp do wszystkich elementów regulacyjnych był wyjątkowo łatwy, gdyż zostały one umieszczone na przedniej płycie obudowy urządzenia. Charakterystyczne dla DPR-402 były widoczne z daleka dwa czerwone, podświetlane przyciski, które sygnalizowały załączenie aktywności, oddzielnie dla danego kanału.

To jednak nie wszystko. DPR-402 miał swój sekret, który nadawał mu wyjątkowy charakter. Otóż na tylnej płycie obudowy znajdowała się listwa zaciskowa. Połączenie odpowiednich zacisków tej listwy pozwalało na kompresowanie (lub limitowanie) wybranych częstotliwości. Stosując to rozwiązanie Chas Brooks wyprzedził o wiele lata własne czasy. Był to projekt wyposażony w możliwości, do których inni producenci dochodzili przez okres następnych dwudziestu lat. Mówiąc inaczej, wiele funkcji oraz możliwości oferowanych przez urządzenia konstrukcji Brooksa w latach 80. pojawiło się w późniejszym okresie, w o wiele droższych urządzeniach innych producentów.

DPR-402 wyznaczył również określony standard. Urządzenia te były w każdym szanującym się studiu i firmie nagłośnieniowej. Niestety, z czasem ich popularność zaczęła maleć. Przyczyny sytuacji – tak jak w przypadku innych urządzeń – były prozaiczne. Jedną z nich było niewątpliwie to, o czym wspomniałem już wcześniej. Wszechobecna technologia cyfrowa nieubłaganie wbijała gwóźdź do trumien kolejnych urządzeń. Jednak zanim to nastąpiło, już wcześniej urządzenia te przestały być „trendy”. Nastał czas, gdy rynek zwrócił się ku dużym kompresorom, o okazałych płytach czołowych wysokość kilku U, wyposażonych w duże (często stylizowane) gałki, no i oczywiście prezentujących odpowiednio wysoką cenę, która nie zawsze korespondowała z oferowaną jakością i możliwościami. Reklamowali je (zwykle bardzo hałaśliwie) dystrybutorzy ze Stanów, i powiedzmy tu wprost – wiele reklamowanych urządzeń ustępowało jakością i możliwościami DPR-402, którego wadą był wyłącznie „przestarzały” wygląd. Gdyby DPR-402 został wyprodukowany przez jakąś butikową manufakturę – na przykład w Kaliforni – gdyby w swojej nazwie posiadał koniecznie słowo „Labs”, i gdyby jego cena kształtowała się na poziomie przekraczającym 3.000 $, to mając na uwadze jego jakość i możliwości, prawdopodobnie jego los potoczyłby się zupełnie inaczej.


Marek Witkowski