Ulubiony kiosk PRZEJRZYJ ONLINE WRZEŚNIOWE WYDANIE Live Sound ZAMÓW Z PRZESYŁKĄ GRATIS

Tutoriale

Gitara akustyczna. Nagłaśnianie „pudła” bez pudła

Gitara akustyczna. Nagłaśnianie „pudła” bez pudła

Dodano: środa, 7 października 2015

Gitara akustyczna nie jest może jakoś specjalnie „wrednym” instrumentem do nagłaśniania, jednak dobre „wpasowanie” jej w miks wymaga pewnych umiejętności.

 

Nie to, żeby jakichś specjalnych, ale dobrze wiedzieć to i owo o samym instrumencie, specyfice jego „pracy” oraz o tym, na co zwrócić uwagę, gdy na scenę wkroczy „chłopiec z gitarą” (może być też i dziewczynka – nie jestem szowinistą). Takich kilka podstawowych informacji- porad, szczególnie dotyczących „ukręcenia” właściwej korekcji, znajdziecie w tym artykule.

ŁYK HISTORII


Instrumenty strunowe szarpane o skracanych strunach dotarły do Europy z dwóch środowisk pozaeuropejskich – z Persji i starożytnego Egiptu. Te drugie przywędrowały z Egiptu do starożytnej Grecji. Miały dwa ramiona połączone jarzmem, a budowane były pierwotnie ze skorupy żółwia i rogów antylopy. Pierwsze zaś dotarły do Europy za pośrednictwem Arabów.

Miały one kształt połowy gruszki i niewielką liczbę strun przebiegających nad szyjką, zaczepionych w silnie odgiętej ku tyłowi komorze kołkowej.

Z nich powstała około XIII wieku europejska lutnia, której nazwa wywodzi się od arabskiego „al ud” (drzewo). Jako najczęściej spotykany instrument strunowy przetrwała ona długie wieki, stąd też budowniczych wszelkich instrumentów strunowych nazywano lutnikami.


Do drugiej grupy instrumentów, tych pochodzenia egipskiego, należała przede wszystkim starogrecka kitara i mniejsza od niej, lecz podobnie zbudowana, lira.

Później, dla umożliwienia skracania strun, dodano środkową szyjkę, wobec czego zanikały boczne ramiona. Została natomiast inna cecha – płaski kształt pudła rezonansowego z boczkami, w odróżnieniu od brzuchatego kształtu lutni. W ten sposób grecka kitara przekształciła się w średniowieczną cytarę (nie mylić z cytrą), mającą dużą liczbę strun zaczepionych na ściance, chwytnik z progami i rombową główkę.

W końcu cytara ustąpiła w XIII wieku miejsca gitarze – niektóre jej cechy zachowały się jedynie gdzieniegdzie w instrumentach ludowych, np. ukraińskiej bandurze.

Najmłodszym instrumentem szarpanym jest cytra, która pojawiła się dopiero w wieku XVIII w krajach alpejskich, stanowiąc połączenie gitary z małą harfą. Co się zaś tyczy gitary, to pojawiła się ona – jak już wspomniałem – w XII wieku w Hiszpanii, gdzie w późnym średniowieczu wykształciła swój obecny wygląd i rozpowszechniła się w całej Europie, zwłaszcza we Włoszech. Od swojego pierwowzoru, czyli cytary, różni się przede wszystkim bocznymi wcięciami (talią) korpusu.

GITARA I JEJ BUDOWA


Gitara, zarówno akustyczna, jak i klasyczna, ma korpus w kształcie szerokiej ósemki. W wierzchniej płycie, która najczęściej zrobiona jest ze świerku, wykonany jest okrągły otwór rezonansowy. Płytę tę ozdabiają zwykle inkrustacje, które w tanich instrumentach zastępowane są malowanymi wzorkami. Obie płyty (oprócz gitar Ovation, które dolną płytę mają wykonaną w formie wypraski z tworzywa sztucznego) podklejone są od wewnątrz podłużnymi, poprzecznymi i skośnymi beleczkami.


Struny zaczepione są na strunniku naklejonym wprost na płycie – na strunniku natomiast znajduje się niski podstawek. Szyjka gitary jest szeroka i płaska, a umieszczony na niej chwytnik sięga do otworu rezonansowego, a niekiedy i ponad ten otwór.

Chwytnik podzielony jest progami, przy czym próg 3, 5, 7 i 12 są specjalnie oznakowane (kropką lub innym znakiem, w droższych gitarach z macicy perłowej). Struny nawija się na maszynkach podobnych do mandolinowych.

Powszechnie w użyciu znajdują się gitary o sześciu strunach – strój ich jest pozostałością stroju lutni i brzmi: E, A, d, g, h, e1. Można też spotkać gitary 12-strunowe, o podwójnych strunach – 4 niższe struny zdwojone są górną oktawą, a dwie wyższe unisonem.

Wszystkie struny gitary akustycznej są metalowe (w gitarze klasycznej nylonowe oraz owijane cienkim drutem metalowym z rdzeniem w postaci nylonowych nitek), z których przeważnie tylko dwie najwyższe nie są owijane.

NAGŁAŚNIANIE GITARY


Pierwszy sposób nagłośnienia gitary, najwygodniejszy z punktu widzenia realizacji „live”, to skorzystanie z wbudowanej przystawki (najczęściej piezo). Dotyczy to oczywiście „pudeł”, które takowe „ustrojstwo” mają, czyli w zasadzie gitar elektroakustycznych. Z tego rozwiązania ucieszy się i realizator monitorów (łatwiej zapanować nad sprzężeniami), jak i realizator FOH. Co jeśli instrument w takowe „cudo” nie jest wyposażony? Nie ma wyjścia, trzeba „podstawić” mikrofon. I tutaj zaczynają się „schody”.

Po pierwsze – jaki mikrofon (schodek numer jeden)? Pierwsza odpowiedź, jaka się nasuwa, to „taki, który mamy”. Ale porzućmy ograniczenia natury finansowo - technicznej i rozpatrzmy przypadek idealny, gdy możemy wybierać, co tylko chcemy. Najlepszym wyjściem będzie zastosowanie mikrofonu pojemnościowego, a to choćby z tego powodu, że mając mikrofon na statywie ciężko uzyskać niewielką (i stałą!) jego odległość od źródła – stąd „pojemniki”, oferujące generalnie większą czułość niż „dynamiki”, sprawdzą się tutaj lepiej. Tylko nie przetworniki dookólne lub – co gorsza – ósemkowe, ale tradycyjne kardioidy lub superkardioidy. To, czy będzie to mikrofon mało-, czy wielkomembranowy jest sprawą drugorzędną – w studiu można sobie „wybrzydzać”, na scenie nie ma to tak wielkiego znaczenia.

Schodek numer dwa – jak ustawić mikrofon? No cóż, bardzo wiele zależy od tego, czy gitarzysta jest „stacjonarny” (czyli najlepiej siedzi na krzesełku), i czy tylko gra, czy również udziela się wokalnie. Najgorszy przypadek to gitarzysta będący jednocześnie wokalistą-frontmanem, grający i śpiewający na stojąco. W tym przypadku w zasadzie mikrofon możemy ustawić jakkolwiek – byle „frontem do klienta”, czyli skierowany w stronę gitary – jeśli gość jest ruchliwy, to i tak nie uzyskamy stabilnego (w kwestii odległości i miejsca, w które mikrofon celuje) omikrofonowania. Jeśli jednak muzyk grzecznie siedzi i nie wykonuje zbyt gwałtownych ruchów, starajmy się ustawić mikrofon w miarę blisko – ale tak, żeby nie przeszkadzał w grze i w przypadku jakiegoś poruszenia się do przodu nie było „kraksy” instrumentu z przetwornikiem – kierując go mniej więcej w okolicy 12-14 progu na gryfie.

Ta zasada pewnie w jakichś 90% przypadków da najlepszy, a już na pewno zadowalający efekt w postaci w miarę naturalnego brzmienia.

Jeśli jest czas (a przeważnie nigdy go nie ma w nadmiarze), można poeksperymentować z ustawieniem mikrofonu, np. nieco bliżej otworu (ale nie centralnie na sam otwór – to chyba najgorsze z możliwych rozwiązań), czyli gdzieś w okolice 17-18 progu, albo wprost przeciwnie – bliżej główki, czyli np. w okolice 8-10 progu. Można też spróbować skierować mikrofon w miejsce na pudle rezonansowym za mostkiem. Najbezpieczniej jednak, gdy nie mamy czasu na eksperymenty, jest wycelować w miejsce, gdzie gryf łączy się z pudłem, czyli właśnie w okolice 12-14 progu (w zależności od menzury).

Jest też wyjście niejako pośrednie, które dobrze jest stosować w przypadku „ruchliwych” gitarzystów, grających na instrumencie niewyposażonym w przystawkę. Mam na myśli mikrofony przypinane na pudle rezonansowym, jak np. DPA d:vote 4099 Guitar czy choćby Audio- Technica ATM 350.

Dzięki takiemu rozwiązaniu zapewniamy sobie stałą odległość i niezmienną pozycję przetwornika względem instrumentu. Dzięki temu możemy pracować ze stosunkowo niewielką czułością na mikserze, co z jednej strony pozwala uzyskać odpowiedni margines od sprzężeń (jeśli muzycy używają „klasycznych” monitorów podłogowych), a z drugiej większą separację od innych źródeł, a więc mniej „śmieci” w kanale gitary.

EQ


Kiedy już dobraliśmy odpowiedni mikrofon i skierowali go tak, aby uzyskać satysfakcjonujące brzmienie wyjściowe, lub po prostu podłączyliśmy gitarę kabelkiem do naszego miksera (najlepiej za pośrednictwem D.I.-boxa), czas najwyższy „ukręcić” odpowiednie brzmienie. Tutaj mamy dwie sytuacje. Pierwsza – gdy gitara jest jedynym instrumentem (albo i w ogóle naszym jedynym źródłem dźwięku), czyli np. mamy gitarzystę/tkę, który akompaniuje sobie lub innemu wokaliście, wokalistce lub wokalistom. Drugi – gdy gitara jest jednym z kilku instrumentów występującego na scenie zespołu. W pierwszym przypadku możemy próbować „cyzelować” brzmienie gitary, tak aby było możliwe najwierniejsze i „najpiękniejsze”. Szczególnie dotyczy to gitarzystów występujących solo, jeśli dochodzi nam bowiem wokal, to już musimy pójść na pewien kompromis i zostawić w tym – nieprzeładowanym co prawda źródłami, ale jednak – miksie miejsce na wokal czy wokale. Mimo wszystko można w tym przypadku ukręcić naprawdę bardzo naturalnie brzmiącą gitarę, szczególnie gdy „zbieramy” ją dobrym mikrofonem pojemnościowym (z przystawki już takiego naturalnego brzmienia nie uzyskamy, choć da się również i w tym przypadku „skręcić” całkiem ładnie brzmiącą gitarę).

Przypadek drugi będzie wymagał od nas trochę więcej „gimnastyki”, tym większej, im więcej instrumentów gra w tym samym czasie na scenie. Generalnie i w pierwszym i w drugim przypadku pierwszą i zasadniczą czynnością, jaką powinniśmy wykonać, zanim w ogóle zaczniemy kręcić korekcją, będzie załączenie i – jeśli mamy taką możliwość – odpowiednie ustawienie częstotliwości filtru górnoprzepustowego. W zasadzie wszystko co poniżej 100 Hz nic sensownego nie wnosi do brzmienia gitary, a tylko wprowadza do miksu niepotrzebne „śmieci”. Mało tego, niczym zaskakującym będzie, jeśli dla dobrego wpasowania gitary w miksie będzie ona przycięta filtrem HPF już od 200 czy 250 Hz. Wszystko zależy od tego, ile musimy zmiksować nisko brzmiących źródeł (stopa, bas, klawisze, itp.) i czy musimy do nagłośnienia gitary użyć mikrofonu pojemnościowego dość mocno wysterowanego („ruchliwy” gitarzysta), co będzie powodowało zbieranie przez ten mikrofon wielu niepotrzebnych dźwięków (zwłaszcza gdy zespół będzie dość głośny i do tego będzie używał mocno odkręconych klasycznych monitorów podłogowych).

Na jakie zakresy częstotliwości powinniśmy najczęściej zwrócić uwagę przy equalizacji gitary akustycznej? –– 150-300 Hz – podbicie tego zakresu może wzmocnić tony podstawowe gitary, które w przypadku tego instrumentu mieszczą się w zakresie od ok. 90 Hz do ok. 600 Hz (przy czym dla strun „pustych” jest to 90-330 Hz). Zbytnie jednak podbijanie tego pasma może „zamulić” brzmienie gitary, jak i całego miksu, toteż należy go stosować jedynie wtedy, gdy daje to WYRAŹNIE SŁYSZALNĄ poprawę brzmienia

–– 300-600 Hz – można lekko podbić, jeśli gitara same z siebie (zbierana z mikrofonu) czy też z przystawki brzmi dość „cienko”
–– 600-800 Hz – zakres „mięsistego” środka. Jeśli nie zależy nam na tym, aby gitara brzmiała w ten sposób (np. gdy jest tylko instrumentem rytmicznym, a nie prowadzącym), dobrze jest lekko podciąć ten zakres, dzięki czemu można będzie lepiej odseparować gitarę od innych instrumentów
–– 900-1.500 Hz – unikałbym podbijania tego zakresu, a prędzej polecałbym nieco go wycinać. Zbytnie wyeksponowanie okolicy 1 kHz przeważnie daje w efekcie bardzo „nosowe” brzmienie, które ani nie jest ładne, ani naturalne, a tylko utrudnia dobre wpasowanie gitary w miks
–– 2,5-4 kHz – podbicie częstotliwości z tego zakresu pozwoli „wypchnąć” gitarę w miksie do przodu. Zabieg ten można zastosować w przypadku, gdy gitarzysta „palcuje” na instrumencie, a także w przypadku gitary prowadzącej/solowej
–– 7-16 kHz – ten zakres delikatnie podbity pozwoli dodać brzmieniu gitary blasku i może sprawić, iż gitara wybije się w miksie, ale go nie zdominuje (jak w przypadku zakresu 2,5-4 kHz). Jeśli chcemy dodać do gitary rytmicznej trochę „dzwonków”, najlepiej zastosować filtr półkowy 8-10 kHz (w zależności od nachylenia). Podcięcie tego zakresu da w efekcie ciemniejsze brzmienie instrumentu – zabieg ten może przydać się w przypadku solówek granych na pudle oraz instrumentów o jasnym brzmieniu (lub w przypadku świeżo założonych strun).

Nie bójmy się – jeśli mamy czas i możliwości – eksperymentować, stosując z pozoru bezsensowne ustawienie korekcji (aczkolwiek bez przesady, szczególnie w ustawieniach tłumienia/wzmocnienia filtrów korektora). Nie ma też co tracić czasu na „idealne” ukręcenie brzmienia samej gitary, jeśli jest ona jednym z wielu instrumentów grającego zespołu, a skupić się na ogólnym miksie i odpowiednim wpasowaniu każdego instrumentu (w tym naszej gitary) w ogólny miks. Toteż po zgrubnym ustawieniu barwy dla gitary, gdy muzyk „brzdąknie” sam parę razy w struny, poprosić, aby zagrał cały zespół i poświęcić czas na zrobienie dobrego miksu. Jeśli nam się to bowiem uda, może się potem okazać, że brzmienie samej gitary będzie drastycznie różne od tego, które ustawiliśmy na początku i wręcz „niejadalne” solo. Jeśli jednak miks będzie OK., wszystkie instrumenty będą słyszalne i nasza gitara również będzie „siedziała” w miksie, to nie ma tego co „naprawiać”. Chyba że pojawi się kawałek, w którym gra (albo zaczyna) utwór sama tylko gitara (plus ewentualnie wokal czy jakiś jeden dodatkowy instrument), wtedy można spróbować ustawić alternatywne EQ dla gitary, które można bądź zapisać w osobnej scenie, bądź szybko wywołać z biblioteki ustawień, bądź też dwoma-trzema szybkimi ruchami gałek korektora je „chwilowo” ustawić.

PROBLEMY

Jakie problemy możemy napotkać w przypadku nagłaśniania gitar? Pomijam tu już „zwykłe” problemy, wynikające z „padniętych” baterii w gitarze czy D.I.-boksie, kiepskich lub przerwanych kabli itp.

Jeśli nagłaśniamy gitarę z przystawki, ważne jest, aby muzyk ustawił odpowiednią głośność swojej gitary – tak aby nie przesterowywał nam się preamp w mikserze ani też nie trzeba było mocno podkręcać gain, podbijając niepotrzebnie szumy – i już tego nie ruszał. Podobnie kwestia „pokładowego” korektora w gitarze. Jeśli mamy czas, możemy poświęcić go na uzyskanie dobrego wyjściowego brzmienia gitary, konsultując to z gitarzystą. Jeśli czas nie pozwala, a nie mamy pewności, że muzyk jest „świadomy” i „umiejętny”, tzn. barwę swojej gitary (za pomocą wbudowanego korektora) ustawił właśnie w sposób świadomy i umiejętny, najlepiej poprosić go o wyłączenie lub wyzerowanie korektora w gitarze.


Kolejny problem to struny. Struny w gitarze są jak olej w silniku samochodowym – na starym oleju silnik też pojedzie, ale ani to jest dla niego dobre, ani pomaga w pracy. Tak samo stare struny – co prawda gitara będzie grała i może nawet jako tako stroiła, ale brzmienie może być co najmniej „dyskusyjne”, a często wręcz „tragiczne”. Do tego często mogą pojawić się problemy ze strojem gitary, której nie będzie dało się nastroić tak, aby stroiła na wszystkich chwytach we wszystkich pozycjach.

Cóż więc można zrobić w takiej sytuacji? Jeśli nie mamy zapasowej gitary z dobrymi, świeżymi strunami to…w zasadzie nic. Jeśli jest odpowiednia ilość czasu i jest taka możliwość, można spróbować po próbie namówić muzyka do wymiany strun (nie rokuję tu jednak dużych sukcesów). Jeśli żadne z tych wyjść nie wchodzi w grę, pozostaje spróbować „ukręcić z gówna bata”, co, jak każdy wie, jest praktycznie niewykonalne, albo po prostu…maksymalnie jak się da ściszyć (a najlepiej całkiem wyciszyć) gitarę. No cóż, życie jest brutalne, a to i tak bardziej subtelne rozwiązanie niż… obcięcie strun w gitarze! W każdym razie – powodzenia!

Piotr Sadłoń