Ulubiony kiosk PRZEJRZYJ ONLINE LISTOPADOWE WYDANIE Live Sound PRZESYŁKA GRATIS

Tutoriale

Miksowanie gitar elektrycznych

Miksowanie gitar elektrycznych

Dodano: wtorek, 30 grudnia 2014

Gitara to – szczególnie w przypadku zespołów rockowych, metalowych, itp. – zasadniczy instrument, który jest zarówno instrumentem prowadzącym, rytmicznym, jak i solowym.

 

Z tego powodu musi mieć swoje należne miejsce w ogólnym miksie, a wbrew pozorom nie jest to taka prosta sprawa – musi być on bowiem odpowiednio słyszalny, a z drugiej strony nie może „przykrywać” wokalu ani też… perkusji. Tak, tak, często niestety jest tak, że słychać ze sceny wszechobecne gitary, a to, co nadaje rytm i energię kawałkowi, czyli stopa-werbel (szczególnie werbel), ginie w tle gitarowego „jazgotu”. Poza tym musimy mieć na uwadze, że gitarzyści często całe godziny spędzają na uzyskaniu odpowiedniego brzmienia swojego wiosła, szczególnie gdy grają na przesterze, a więc nie możemy ot tak jednym ruchem korektora „umordować” ciężko wypracowanego brzmienia, robiąc z gitary grającej jadowitym, kąśliwym przesterem brzmienia ciężkiego i masywnego (np. wyżynając środek i podbijając górę), bo nie taki był zamysł muzyka.

Jak widać, porządne zmiksowanie gitary nie jest taką łatwą sprawą, jak się niektórym wydaje, a co dopiero gdy mamy

DWIE GITARY


W zasadzie miksowanie dwóch gitar nie różni się znacząco od miksowania jednaj gitary, oprócz jednego dodatkowego kroku.

Zanim jednak weźmiemy się za „kręcenie gałami” musimy zidentyfikować, jakie role pełnią oba instrumenty w zespole/ utworze. Czy gitarzysta z prawej (zakładając, że są ustawieni jeden z jednej a drugi z drugiej strony sceny – co jest najczęstszym przypadkiem) będzie muzykiem „wiodącym” czy tylko rytmicznym, który z nich częściej gra solówki, a może obu trzeba potraktować równorzędnie (jak np. w Iron Maiden, gdzie nota bene obecnie jest aż trzech gitarzystów – to dopiero jest „jazda”!).


Dla przykładu załóżmy, że jeden z naszych „wioślarzy” będzie gitarzystą wybitnie rytmicznym, podczas gdy drugi oprócz grania podkładowego będzie grał solówki oraz „wiodące” riffy w kawałkach. No i oczywiście obaj grają na gitarach elektrycznych, nie ograniczając się tylko do gry czystymi brzmieniami.

GITARA NR. 1


Zaczniemy od tego, który gra tylko podkłady lub też przeważnie gra podkłady, a tylko okazjonalnie jakieś solo czy prowadzący riff.

1. Zaaplikuj filtr górnoprzepustowy. Najniższe częstotliwość to „królestwo” stopy i basu, dlatego też zostawmy ten zakres dla nich, „oczyszczając” go z innych instrumentów, które same z siebie mogą grać nisko, a wcale nie jest nam to do niczego potrzebne. Szczególnie dotyczy to gitar przesterowanych, które w zakresie niskich częstotliwości mogą w miksie tylko niepotrzebnie „nabrudzić”. Jak to zwykle w życiu bywa, nie ma złotej zasady typu „gitary elektryczne trzeba zawsze odcinać na 120 Hz” – wszystko zależy od brzmienia (gitary, rodzaju przesteru, pieca czy też kolumny gitarowej itd.). Najlepiej zacząć od 100 Hz i powoli przesuwać się z punktem odcięcia w górę. Aby jednak zabiegł ten odniósł zamierzony skutek, nie ma sensu robić tego słuchając tylko samej gitary, bo wtedy być może już przy 100 Hz stwierdzimy, że ta gitara nie brzmi dobrze (a co dopiero przy 150 czy 200 Hz). O ile brzmienie stopy, werbla, kotłów itp. można sobie wstępnie ustawić, prosząc perkusistę, aby kolejno kilkukrotnie uderzał w poszczególne elementy swojej perkusji, o tyle brzmienie gitary najlepiej „ukręcać”, gdy gra ona wraz z perkusją i basem. Wtedy dopiero, załączając i przestrajając filtr górnoprzepustowy, usłyszymy, kiedy w paśmie basowym zrobi się klarownie, i to będzie odpowiednia wartość filtru HPF dla naszej gitary.

I nie zmieniajmy już tego, nawet jeśli wystraszymy się tego brzmienia, gdy gitarzysta zagra coś bez basu i perkusji. Bowiem częstotliwości filtr rzędu 250-280 Hz wcale nie muszą oznaczać, że z naszym słuchem coś nie tak – takie wartości filtru HPF są jak najbardziej spotykane, i jeśli w ogólnym miksie wszystko nam się dobrze zgrywa, to znaczy, że są one jak najbardziej OK. Sprawa oczywiście przestaje mieć znaczenie, jeśli mamy filtr o stałej częstotliwości – po prostu załączamy go, i kropka. Ewentualnie aby pozbyć się częstotliwości powyżej filtru, które nam będą śmiecić, musimy spróbować dokonać tego za pomocą korektora (o ile jest taka możliwość, tzn. dysponujemy filtrem parametrycznym).

2. Pozbądź się tego, co wkurza. I nie chodzi tu o denerwującego kolegę z zespołu, ale o te częstotliwości, które „wiercą uszy” i denerwują. Metody są dwie, oczywiście jeśli ktoś nie ma słuchu absolutnego i od razu wie dokładnie, które częstotliwości drażnią. Pierwsza polega na ustawieniu 6-decybelowego tłumienia jednego z filtrów korektora (i, jeśli jest to filtr pełnoparametryczny, szerokość 1 oktawy) i przemiataniu od 250 Hz w górę – do mniej więcej 4 kHz. Gdy trafimy na wkurzające nas pasmo, usłyszymy, że gitara lepiej „siedzi” w miksie i można wtedy spróbować trochę zawęzić szerokość filtru, żeby niepotrzebnie nie wycinać zbyt szeroko. Druga metoda to – przeciwnie do poprzedniej – ustawienie ok. 6-decybelowego podbicia filtru i znów przemiatanie od 250 Hz w górę, aż usłyszymy, że częstotliwości, które nas denerwują, jeszcze bardziej zaczynają świdrować nam uszy (i mózg). Wtedy „odkręcamy” wzmocnienie filtru w drugą stronę, tzn. wycinamy owo pasmo i – podobnie jak poprzednio – możemy jeszcze spróbować zmniejszyć szerokość filtru i nieco dostroić jego częstotliwość środkową.

3. Dodajmy prezencji. Kiedy już wycięliśmy to i owo, można jeszcze pomyśleć nad „upiększeniem” brzmienia gitary, podbijając nieco zakres prezencji. Jeśli mamy jeszcze wolny filtr ustawmy mu podbicie rzędu 3-4 dB i szerokość 1-2 oktawy, a następnie „przelećmy” pasmo od 1 kHz do 5 kHz, poszukując tego zakresu, który doda brzmieniu gitary trochę „życia”.

 

GITARA NR. 2


Wykonujemy dokładnie te same 3 kroki, co w powyższym przykładzie, a następnie dodajemy do miksu „tajemny składnik”, który pozwoli nam uzyskać pewną

SEPARACJĘ


dzięki czemu będzie można rozróżnić w ogólnym miksie dwie gitary.

Pamiętamy – mamy jedną gitarę „czysto” rytmiczną i drugą, rytmiczno-prowadząco- solową. Jasne, że to właśnie ta druga powinna bardziej wyróżniać się w ogólnym miksie. Podbijanie głośności tejże gitary nie do końca jest dobrym zabiegiem. Oczywiście w partiach solowych czy prowadzących można nieco podgłośnić tenże instrument, chyba że gitarzysta jest na tyle kumaty, że używa innego, głośniejszego brzmienia podczas grania solówek czy istotnych riffów. Aby jednak uwypuklić nieco fakt, że – w naszym przypadku – druga gitara odgrywa w danym utworzę ważniejszą rolę niż pierwsza, dokonajmy pewnego prostego, ale skutecznego triku.

Spójrzmy na ustawienia korektora drugiej gitary (tej prowadzącej) i zobaczmy, gdzie dodaliśmy jej nieco prezencji – załóżmy, że było to 2,5 kHz. Wróćmy teraz do gitary pierwszej i dokładnie to samo pasmo lekko podetnijmy – tak ze 2-3 dB. W efekcie uzyskamy jaśniejsze brzmienie gitary prowadzącej, dzięki czemu będzie ona lepiej przebijała się w miksie, niż gitara rytmiczna, bez konieczności jej podgłaśniania. Prosty trik, a działa – sprawdźcie sami! Dodatkowo można jeszcze trochę podbić pasmo prezencji w gitarze drugiej, dzięki czemu jeszcze bardziej uwypuklimy ją w miksie.

„Zabawa” zaczyna się, gdy w jednym utworze prowadzącą jest gitara 1, w drugim z kolei gitara 2, a potem przez dwa utwory znów 1 itd. No cóż, jeśli jesteśmy realizatorem na stałe współpracującym z zespołem, takie rzeczy nas nie powinny zaskoczyć, a wprost przeciwnie, znając setlistę możemy sobie od razu przygotować dwa różne snapshoty czy sceny, gdzie w jednym korekcja „wiodąca” będzie ustawiona dla gitary 1, a w drugim dla gitary 2. Jeśli zaś „kręcimy” nieznany nam zespół, pozostaje nam tylko czujność i szybka reakcja, żeby nie okazało się, że przez cały utwór wybija się gitara rytmiczna, a wszystkie riffy i solówki giną w tle.



Powyższy „patent” możemy też spróbować wykorzystać, gdy mamy zespół, w którym jest dwóch gitarzystów, ale grających na gitarach akustycznych. Jeśli jedna z nich jest instrumentem wiodącym, a drugi gitarzysta tylko „bije” akordy, również tą pierwszą można uwypuklić, stosując opisaną wyżej metodę.

Piotr Sadłoń