Ulubiony kiosk TU PRZEJRZYSZ BIEŻĄCE WYDANIE Live Sound ULUBIONYKIOSK.PL - PRZESYŁKA GRATIS

Testy

pokaż: marki
Powersoft Ottocanali 4K4. Wzmacniacz instalacyjny ośmiokanałowy

Powersoft Ottocanali 4K4. Wzmacniacz instalacyjny ośmiokanałowy

Rodzaj sprzętu: Sprzęt instalacyjny, marka:

Ze wzmacniaczami marki Powersoft, także tymi z rodziny Ottocanali, kilkukrotnie mieliśmy okazję już się spotkać, a i przy okazji zaznajomić z nimi naszych Czytelników.

 

W niniejszym numerze zapoznamy Was z kolejnym modelem. Ponieważ spotkanie z produktami tego włoskiego producenta zawsze stanowi okazję do obcowania z najwyższej jakości zaawansowanym i dopracowanym technologicznie sprzętem, toteż trudno tu mówić o jakimś jego testowaniu.

Dlatego poniższy tekst nie będzie testem sensu stricte, a przybliżeniem Czytelnikom „sylwetki” kolejnego członka rodziny Ottocanali. A zatem zaczynamy.

CHARAKTERYSTYKA OGÓLNA


Znajomość języka włoskiego nie jest obligatoryjna. Dlatego ktoś, kto nigdy nie miał do czynienia ze wzmacniaczami Ottocanali, może nie wiedzieć, że Otto nie jest w tym przypadku męskim imieniem, a włoskim właśnie liczebnikiem „osiem”. Jeśli tę nowo zdobytą wiedzę zestawi sobie z drugim członem nazwy bohatera niniejszej prezentacji, a więc „canali”, to z pewnością samodzielnie dojdzie do wniosku, że mowa jest o wzmacniaczu ośmiokanałowym. I będzie miał rację.

Powersoft Ottocanali 4K4 jest wzmacniaczem o przeznaczeniu instalacyjnym, którego stopnie mocy pracują w klasie D. Z racji tego, iż on dysponuje ośmioma niezależnymi kanałami, które na dodatek mogą być przełączane do pracy zarówno nisko-, jak i wysokoimpedancyjnej, i to dla poszczególnych kanałów oddzielnie, w tym samym czasie – co w rezultacie daje możliwość skonfigurowania wzmacniacza na 28 różnych sposobów – można wykorzystać go jako fundament całkiem rozbudowanej, rozproszonej sieci rozgłoszeniowej. Oczywiście rozwiązanie opierające się na pojedynczym wzmacniaczu ma swoje zalety i wady. Do grona pierwszych na pewno należy zaliczyć uproszczenie instalacji i redukcję zajmowanej przestrzeni oraz kosztów. Bezsprzeczną wadą jest natomiast to, że awaria wzmacniacza może oznaczać, w zależności od charakteru usterki, unieruchomienie systemu w całości. Jest to więc trochę tak, jak z nowoczesnymi twardymi dyskami komputerowymi – pozwalają one przechowywać ogromne ilości danych, ale niech się któryś zepsuje…

Wzmacniacz toleruje obciążenie pojedynczego kanału impedancją nawet 2-omową, podając wówczas do 450 watów mocy na każdy kanał. Przy 4 omach jest to 500, a przy 8 – 340 W. Oczywiście kanały Ottocanali 4K4 można też parami mostkować. Minimalna impedancja obciążenia dla trybu mostkowego to 4 omy i w takim przypadku możemy liczyć na 900 watów mocy maksymalnej na kanał. Podwyższenie impedancji do 8 omów zwiększa tę moc do 1.300 W. Jeśli natomiast podwoimy impedancję jeszcze raz, wówczas zmostkowanym kanałem możemy transmitować 650 W. Z kolei w przypadku instalacji wysokoimpedancyjnej moc maksymalna na każdym kanale jest jednakowa niezależnie od napięcia – czy to 70, czy 100 V – i wynosi 500 W.

CO WIDAĆ I CZEGO NIE WIDAĆ – PANEL PRZEDNI


Nie będę się tu rozpisywał na temat wyglądu zewnętrznego 4K4, a to z dwóch przyczyn. Po pierwsze, to nie konkurs piękności, którego zresztą – nawet gdyby był – Ottocanali 4K4 raczej by nie wygrał. Nawet wówczas, gdybym ja zasiadał w jury. Po drugie zaś wygląd zewnętrzny wzmacniacza, a instalacyjnego chyba w szczególności, ma dla meritum sprawy – czyli sprawności i efektywności jego działania – znaczenie równie duże, co wzorek na koszuli instalującego go technika. A więc żaden.

Muszę jednak napisać kilka zdań na temat topografii i wyposażenia przedniego i tylnego panelu urządzenia, jakkolwiek nie będzie tu wielu odstępstw od tego, co swego czasu napisał nasz redakcyjny kolega Marek Kozik, charakteryzując model Ottocanali 1204 DSP+ETH (ale nie będę Was zmuszał do przekopywania archiwalnych numerów, tym bardziej że naprawdę nie pamiętam, w którym wydaniu LSI znalazł się ów test). No cóż, przedni panel 4K4 jest praktycznie taki sam, jak w 1024, tyle że… dwukrotnie większy. Na jego „wyposażenie” składają się dwie perforowane osłony z blachy stalowej, kryjące filtry pochłaniające kurz, który próbowałby dostać się do wnętrza wraz z powietrzem chłodzącym, wciąganym przez wentylatory.

Zanim pójdę dalej z opisem, chciałbym w tym miejscu uczynić pewną dygresję. Otóż pisząc test wzmacniacza Powersoft Duecanali 3904 (LSI 01/2013) narzekałem nieco na jakość spasowania wierzchniej ściany obudowy, a konkretnie na obecność dość wyraźnej szpary, przez którą ów kurz mógłby się dostawać do środka wzmacniacza, omijając filtry. W przypadku bohatera niniejszej prezentacji problem ten nie istnieje. Zapewne producent sam zauważył występowanie takiej wady i skutecznie ją wyeliminował. Koniec dygresji. A więc wracając do osłon… Osłony te, a konkretnie tylko jedna, lewa, oprócz filtra skrywa m.in. regulatory, a właściwie tłumiki, poziomu sygnału wyjściowego na poszczególnych kanałach oraz przełączniki DIP, które służą do włączania i wyłączania systemu oszczędzania energii – jego aktywacja odnosi się do par kanałów, co ma oczywiście związek z możliwością ich mostkowania.

Muszę przyznać, że kiedy przeczytałem informację o istnieniu tej funkcji, spodziewałem się czegoś działającego bardziej spektakularnie, choć właściwie sam nie wiem, dlaczego. W każdym razie funkcja ta działa w odniesieniu do kanałów, które wzmacniacz automatycznie przełącza w tryb uśpienia, co domyślnie następuje po upływie 4 sekund od zaniku sygnału wejściowego. I cóż się okazuje… Otóż jeśli tryb Energy Save Mode jest nieaktywny, wówczas uśpiony kanał pobiera 58 W mocy. Po uaktywnieniu trybu oszczędnego owo zużycie energii spada do 35 W. W sumie nie jest to więc znów jakaś porażająca oszczędność, no ale przy ośmiu kanałach daje nam to 8x23 W, czyli 184 waty. Jeśli dodatkowo weźmiemy pod uwagę, że wzmacniacze instalacyjne często pracują po kilkanaście godzin dziennie, a bywa że i przez całą dobę na okrągło (szczególnie w przypadku instalacji DSO), to nietrudno dojść do wniosku, że w ciągu miesiąca oszczędności energii mogą wynieść ponad 100 kWh. Nie jest to może wartość powalająca ani robiąca szczególne wrażenie – zwłaszcza na administratorach np. dużych centrów handlowych – ale gdyby wszystkie urządzenia na całym świecie były równie „eko”, to może nie pojawiłby się wówczas problem globalnego ocieplenia?

Chyba troszeczkę odbiegłem od tematu. Wróćmy zatem do opisu przedniego panelu. No więc w sekcji sterowania wzmacniaczem znajdujemy jeszcze przełącznik PWS OUT (o jego działaniu napiszę dalej) oraz element, który… nie funkcjonuje. Spokojnie, nie działa on nie dlatego, że coś tu jest zepsute, a jedynie z powodu unifikacji całej linii wzmacniaczy. Otóż mam na myśli zestaw „prztyczków” do sterowania procesorem DSP, którego po prostu w 4K4 nie uświadczymy. Na środku przedniej ściany wzmacniacza znajduje się płytka z zestawem wielofunkcyjnych diod LED, sygnalizujących m.in. poziom sygnału w poszczególnych kanałach.

Podejrzewam, że płytka drukowana, do której owe diody są przylutowane, a właściwie cały moduł jest dokładnie taki sam (podobnie jak opisany przed chwilą panel sterowania pracą wzmacniacza), jak w modelu 1024 – a także w pozostałych wersjach Ottocanali – a jedynie maskownica ma dwukrotnie większe wymiary. Diody, których w każdej kolumnie jest siedem – pięć zielonych oraz po jednej żółtej i czerwonej – sygnalizują gotowość danego kanału do pracy, obecność sygnału wejściowego o poziomie powyżej -60 dBV, poziom sygnału wyjściowego od -24 dB do progu obcinania wierzchołków, a oprócz tego wzrost temperatury radiatorów powyżej 70 (dioda żółta) lub 80 stopni (dioda czerwona). Trzeba tu zaznaczyć, że nawet jeśli owo przegrzanie dotyczy tylko jednego toru, zaświecają się diody danego koloru we wszystkich słupkach. Należy więc o tym pamiętać i nie wpadać w panikę, kiedy spostrzeżemy, że zaświecił cały rządek, a nie tylko jedna z diod. Taka reakcja wzmacniacza ma jednak swoje uzasadnienie praktyczne – pozwala nam stwierdzić, iż właśnie nastąpiło przegrzanie, a nie że po prostu poziom sygnału wyjściowego w danym kanale osiągnął poziom ostrzegawczy. Problem jest jedynie taki, że z poziomu samego urządzenia nie jesteśmy w stanie stwierdzić który kanał się „zagotował”.

Ale to jeszcze nie wszystko. Przegrzanie choćby jednego kanału powyżej 80 stopni, oprócz zaświecenia całej linijki czerwonych diod, powoduje automatyczne wyciszenie WSZYSTKICH kanałów (wzmacniacz powraca do normalnej pracy, gdy radiatory schłodzą się poniżej 70 stopni). Tego akurat rozwiązania nie uważam za najszczęśliwsze. Ponadto kłopot ze wskazaniem problematycznego toru jest taki sam, jak opisany przed chwilą. Wydaje mi się to tym bardziej dziwne, że Ottocanali 4K4 – jak by nie było, jest to przecież wzmacniacz instalacyjny – nie został wyposażony w żaden interfejs komunikacyjny. Żadnego Ethernetu, RS-a, zupełnie nic! Domyślam się zatem, że sygnalizacja sytuacji awaryjnej realizowana jest za pośrednictwem złączy ALARM, współtworzących blok GPIO, o którym nieco więcej powiem jednak za chwilę. A wracając do diod, to ostatnia funkcjonalność dotyczy pierwszej, a więc najniższej w kolumnie, w kolorze zielonym. Jej miganie sygnalizuje, iż dany kanał otrzymuje sygnał z alternatywnego wejścia AUX.

Jeśli chodzi o panel przedni, to by było wszystko. Pora rzucić okiem na

PANEL TYLNY – TU WIDAĆ WSZYSTKO


Jak na wzmacniacz instalacyjny przystało, wszystkie złącza, zarówno wejściowe, sterujące, jak i wyjściowe, w jakie wyposażono Ottocanali 4K4, mają formę gniazd blokowych Phoenix lub, jak kto woli, Combicon. Wraz ze wzmacniaczem otrzymujemy komplet stosownych wtyków.


Linie głośnikowe podłącza się za pośrednictwem złącz ośmiostykowych. Przy okazji należy tu wspomnieć o trzech rzeczach dotyczących mostkowego łączenia kanałów. Otóż, po pierwsze, łączone one mogą być kolejnymi parami nieparzysty-parzysty, czyli 1-2, 3-4 itd., ale np. 4-5 już nie. Po drugie, mostkując kanały łączymy styk dodatni nieparzystego z ujemnym parzystego, a nie – jak to zazwyczaj bywa – styki dodatnie obu. Trzecią rzeczą, o której wspomina instrukcja, jest to, iż podczas pracy w mostku sygnał wejściowy musi być doprowadzony równolegle do obu mostkowanych kanałów.

Ottocanali 4K4 istotnie różni się od 1204 pod względem sposobu przygotowania kanałów wzmacniacza do pracy w trybie wysokoimpedancyjnym. Otóż w 1024 wymagało to zdemontowania wierzchniej płyty oraz zainstalowania „wynalazku” o nazwie BatFormer, czyli specjalnie zaprojektowanego transformatora, po jednym dla każdego kanału, który miał zasilać linię głośnikową 100 czy 70 V. W 4K4 znacznie tę kwestię znacznie uproszczono, co można chyba interpretować jako konsekwencję zastosowania odmiennej koncepcji konstrukcyjnej.

Obok każdego wyjścia głośnikowego znajduje się blok czterech przełączników DIP, z których dwa dotyczą bezpośrednio uruchomienia wysokoimpedancyjnego trybu pracy. Jednym go aktywujemy/dezaktywujemy, drugim zaś wybieramy wartość napięcia na linii głośnikowej. Oczywiście także pozostałe dwa mają związek z pracą wysokoimpedancyjną: pierwszy służy do włączania i wyłączania filtru górnoprzepustowego, drugim zaś ustawiamy częstotliwość odcięcia tegoż filtra – 35 bądź 70 Hz. Gdy przełącznik trybu pracy ustawiony jest na Lo-Z, czyli na tryb niskoimpedancyjny, wówczas ustawienie pozostałych trzech „prztyczków” nie ma znaczenia. Niemniej jednak należy zwrócić na nie uwagę w chwili przełączania z Lo-Z na Hi-Z.


Chciałbym teraz wrócić do już zasygnalizowanego tematu, czyli bloku złącz GPIO. Oprócz wspomnianych złączy ALARM znajdziemy tu kolejne cztery. Pierwsze, AUX SEL. IN, jest złączem GPI, które służy do przełączania wejść z głównych na pomocnicze AUX, na przykład podłączone do systemu DSO. Może z nim współdziałać drugie złącze, PWS OUT, podające napięcie 24 V, które można wykorzystać do sterowania owym przełączaniem wejść (jakkolwiek nie jest to jedyna funkcja złącza PWS OUT) lokalnie, z poziomu samego wzmacniacza. Aby jednak było to możliwe, oba złącza należy spiąć zworką, a do dokonania właściwego przełączenia konieczne jest jeszcze użycie przełącznika PWS OUT na przednim panelu. O funkcjach trzeciego złącza, V EXT. IN, nic instrukcja obsługi nie wspomina. I w sumie zupełnie się temu nie dziwię, albowiem w modelu 1024 służy ono do zasilania modułu ethernetowego z zewnątrz, w sytuacjach awaryjnych, a skoro w 4K4 moduł taki nie występuje, toteż i zasilać nie ma czego. Ostatnie zaś złącze, opisane jako REM. OFF IN, pozwala na zdalne włączanie i wyłączanie wzmacniacza. Wyłączenie następuje po podaniu stałego napięcia 24 V na styki tegoż gniazda, natomiast po jego odłączeniu Ottocanali powraca do normalnego trybu działania.

Na tylnym panelu zamontowano też dwa wentylatory o zmiennej prędkości obrotowej, regulowanej stosownie do temperatury radiatorów, wymuszające przepływ powietrza chłodzącego wnętrze wzmacniacza od przodu do tyłu.

WEWNĄTRZ


Projektant 4K4 nie miał chyba na względzie wygody serwisantów, przynajmniej jeśli chodzi o demontaż wierzchniej płyty. Aby dostać się do wnętrzności wzmacniacza, trzeba użyć dwóch śrubokrętów krzyżakowych różnej wielkości, a oprócz tego małego klucza imbusowego, gdyż tylko za jego pomocą można odkręcić „zakładki” zachodzące z tyłu na wentylatory. Wewnątrz, jak to u Powersofta jest w standardzie, panuje ład i porządek. Elektroniczna konstrukcja wzmacniacza składa się z dwóch monobloków, z których każdy zasilany jest za pomocą odrębnego zasilacza impulsowego. Każdy z nich zasila jedną sekcję czterech kanałów. Są to zasilacze wykorzystujące, podobnie jak te w 1024, technologię PFC, czyli Power Factor Correction. Dzięki niej wzmacniacz bardzo efektywnie gospodaruje pobieraną energią elektryczną, osiągając wartość współczynnika „cos fi” nawet 95%! Inaczej mówiąc, wykorzystuje ową energię niemal w całości z pożytkiem.


Zawarta we wnętrzu 4K4 elektronika zawiera też wszelkie układy zabezpieczające – oprócz przegrzania chronią one wzmacniacz przed zbyt dużym spadkiem lub wzrostem napięcia zasilającego, pojawieniem się napięcia stałego na liniach głośnikowych, a także bardzo wysokich częstotliwości i obcinaniem wierzchołków sygnału oraz zwarciami. Tak naprawdę jednak wspominam tu o tym jedynie z obowiązku – wszak takie „ficzery” to w nowoczesnych wzmacniaczach standard i „jazda obowiązkowa”.

 

INFORMACJE:


Moc (kanał lub mostek): 450 W/2 Ω,
500 W/4 Ω, 250 W/8 Ω, 900 W/4 Ω (mostek), 1.300 W/8 Ω (mostek), 650 W/16 (mostek), 500 W (70/100 V)
Klasa: D
Pasmo przenoszenia (-0,5 dB):
20 Hz-20 kHz (1 W/4 Ω)
Damping Factor: >10.000 (100 Hz/lo-Z)
THD+N: <0,05% (8 Ω)
Slew rate: 50 V/μs (8 Ω)
Zasilanie: 100-240 V, 50/60 Hz
Wymiary: 483 x 89 x 360 mm
Waga: 14 kg
Cena: info u dystrybutora

Dostarczył:
SoundTrade, ul. Kineskopowa 1
05-500 Piaseczno, tel.: 22 632 02 85
www.soundtrade.pl

SUCHE DANE


Zbliżając się do końca prezentacji rzucę garść suchych danych technicznych, których przecież nie powinno zabraknąć. O mocy pisałem już na wstępie. Spektrum przetwarzanych częstotliwości pokrywa pełen zakres tonów, jaki może usłyszeć człowiek ze zdrowymi uszami, przy czym – w odróżnieniu od modelu 1204 – nie ulega ono zawężeniu wraz z przełączeniem wzmacniacza w tryb wysokoimpedancyjny. Tak przynajmniej wynika ze specyfikacji. Szum własny wytwarzany przez wzmacniacz nie przekracza poziomu -67 dBV (w pełnym paśmie, A-ważony), zaś poziom przesłuchów międzykanałowych nie przekracza wartości -67 dB. Z kolei współczynnik zniekształceń harmonicznych (THD+N) utrzymuje się w zakresie poniżej 0,05%. Na uwagę zasługuje natomiast bardzo wysoka wartość współczynnika tłumienia, czyli damping factor. Otóż zmierzony dla częstotliwości 100 Hz, w trybie niskoimpedancyjnym, wynosi on aż ponad 10.000! Oznacza to bardzo skuteczną kontrolę ruchu membrany głośnika przez wzmacniacz w zakresie niskich częstotliwości, co przekłada się na dokładność przetwarzania najniższego pasma.

Wzmacniacz ma wymiary 483 (szer.) × 89 (wys.) × 360 (gł.) milimetrów, zaś jego masa wynosi 14 kilogramów.

PODSUMOWANIE


Wzmacniacz Powersoft Ottocanali 4K4, który przyszło mi tu prezentować, z całą pewnością jest urządzeniem wysokiej klasy, niezawodnym i spełniającym określone oczekiwania. W porównaniu z modelem Ottocanali 1204, do którego kilkakrotnie się w niniejszym tekście odwoływałem, jest jednak nieco uboższy funkcjonalnie – nie dysponuje ani procesorem sygnałowym, ani interfejsem ethernetowym. Na pewno góruje jednak wskaźnikami mocy. No cóż, należy chyba stąd wysnuć wniosek, że producent kieruje oba modele do odbiorców o nieco odmiennych wymaganiach. Wszak nie w każdej instalacji konieczne jest pół kilowata mocy na każdej linii głośnikowej, a i funkcja scentralizowanego nadzoru i sterowania pracą wzmacniaczy nie wszędzie jest niezbędna. Krótko mówiąc, każdemu według potrzeb.

Spotkanie z produktami tej włoskiej marki zawsze stanowi okazję do obcowania z najwyższej jakości zaawansowanym i dopracowanym technologicznie sprzętem… zaraz, chwila! Przecież ja już raz to napisałem! No tak, ale czyż można było tego nie powtórzyć, skoro producent udziela aż czteroletniej gwarancji na swój wyrób?

Marek Korbecki


Więcej informacji o prezentowanym wzmacniaczy, jak i innych produktach firmy Powersoft na stronie internetowej producenta: www.powersoft-audio.com oraz polskiego dystrybutora: www.soundtrade.pl.