Ulubiony kiosk PRZEJRZYJ ONLINE LISTOPADOWE WYDANIE Live Sound PRZESYŁKA GRATIS

Prezentacje

DSO w warszawskim metrze - Roboty "od metra"

Metro w Warszawie to jedyne tego typu "urządzenie" w Polsce. Nie ma się wszak czym podniecać - w wielu stolicach europejskich ten środek komunikacji funkcjonuje od dekad. Nasze dopiero od półtorej. Jednak nie o to w tym artykule chodzi. Ponieważ jesteśmy magazynem traktującym o  zagadnieniach dźwiękowych i  oświetleniowych, to zapewne domyślacie się, że coś tu "jest na rzeczy".

TOMMEX
 

Oświetlenie w metrze jest, jakie jest, zwyczajne. Dlatego, drogą prostej dedukcji, na pewno już sami doszliście, że rzecz się będzie tyczyć dźwięku, a konkretniej dźwiękowego systemu ostrzegawczego, jaki w owym warszawskim metrze został zaaplikowany. Aby poznać szczegóły tejże instalacji udałem się na ulicę Arkadową 29, gdzie swą siedzibę ma firma Tommex, wykonawca "metrowej" instalacji. Rozmawiałem tu z Łukaszem Kamińskim, Dyrektorem ds. Technicznych i  Rozwoju, oraz Bogdanem Lenartem, który w Tommexie pełni funkcję Kierownika Działu Projektowo-Instalacyjnego.

ROZMOWA

Spotkanie zacząłem od rozmowy z panem Kamińskim, z którym debatowaliśmy o realiach rynku instalacyjnego. Pierwsze pytanie, jakie zadałem, brzmiało: kiedy Tommex zaczął zajmować się instalacjami? Otóż głównym "zajęciem" firmy jest wciąż dystrybucja sprzętu, i robi to ona od dwudziestu lat. Natomiast od 2001 roku projektuje i wykonuje dźwiękowe systemy ostrzegawcze. Jak podkreślił mój rozmówca, jest to część ogółu stałych instalacji nagłośnieniowych, realizowanych przez Tommex. W dorobku firmy znajdują się także realizacje zwykłych systemów przywoławczych, które z założenia nie pełnią roli DSO, a jedynie komunikacyjną.

W Polsce obowiązuje rozporządzenie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, z dnia 21 kwietnia 2006 r., które jasno określa jakie obiekty muszą zostać wyposażone w system ostrzegawczy. Wśród nich wymienione jest również metro. A że takowe istnieje tylko w Warszawie, toteż w domyśle zapis odnosi się właśnie do niego. Istnieją państwa, w których kwestia instalacji DSO pozostaje wciąż czysto uznaniowa, a więc należy powiedzieć, że pod tym względem jesteśmy nieco przed szeregiem.

W centrali znajduje się "czarna skrzynka", która rejestruje, w sposób ciągły, wszystkie zdarzenia, jakie miały miejsce w obrębie całego systemu.

Oczywiście, istnienie systemu ostrzegawczego w danym obiekcie ma niebagatelny wpływ na obniżenie kosztów jego ubezpieczenia. Są jednak tacy inwestorzy, którzy mimo wszystko woleliby na tym zaoszczędzić. Jednak dzięki rozporządzeniu, o którym wspomniałem, możemy być pewni, że każde centrum handlowe, większy hotel czy metro, do tematu którego wkrótce wrócimy, wyposażone jest w system, który w razie zagrożenia - bo przecież nie mówimy tu wyłącznie o pożarze - ułatwi nam bezpieczną ewakuację. Realizacja systemu DSO nie zawsze jest wdzięcznym zajęciem. Po części wynika to stąd, że architekci, rysując swoje, często wizjonerskie projekty, nie biorą pod uwagę konieczności jego wykonania. Mimo iż projektant przedstawia odpowiednie symulacje, wykazujące, że np. w danym pomieszczeniu jest zbyt duży pogłos i konieczne jest wyposażenie go w jakieś ustroje akustyczne, które by ów pogłos zmniejszyły, często nie uwzględniają tych zaleceń i nie wybierają niezbędnych rozwiązań architektonicznych ani odpowiednich materiałów, a braki te muszą być później nadrabiane improwizacją. Często też na przeszkodzie stają pieniądze, o czym za chwilę. Od projektantów DSO oczekuje się wówczas, iż problemy te da się rozwiązać za pomocą sprzętu. A to nie tędy droga. Pomieszczeniami, które pod tym względem sprawiają najwięcej trudności są parkingi i klatki schodowe. Wiadomo, wokół praktycznie sam beton. Największym być może problemem w realizacji systemów DSO jest jednak to, że z reguły są one instalowane "na gotowe", kiedy budynek jest już ukończony.

Pytacie, co z tego? Ano to, że na początku realizacji inwestycji są pieniądze na wszystko. Jednak wraz z biegiem robót następują opóźnienia, przytrafiają się niespodziewane wydatki ekstra, że o marnotrawstwie materiałów nie wspomnę. No i kiedy przychodzi do instalowania DSO okazuje się, że kiesa inwestorska jest już pusta. I choć koszt zaprojektowania i wykonania DSO to zazwyczaj nie więcej niż 3 procent kosztów całej inwestycji, to jednak trzeba te 3 procent mieć… No więc bywa różnie. A przepisy są nieubłagane. Dlatego inwestorzy zwyczajowo kręcą nosem, kiedy wykonawca instalacji mówi np. o konieczności zainstalowania linii redundantnej. No bo przecież jedna powinna wystarczyć… Niestety, często tak właśnie bywa - i nie dotyczy to przecież tylko Polski - że bezpieczeństwo schodzi gdzieś na dalszy plan, zaś priorytet zyskują aspekty natury stricte finansowej.

Śmiem podejrzewać, że gdyby nie wspomniane rozporządzenie MSWiA w wielu obiektach system DSO nie zostałby w ogóle zainstalowany. Inny problem, jaki wiąże się z odpowiednim zaprojektowaniem i funkcjonowaniem DSO, ma źródło w… miejscu, w którym jest on zainstalowany. O czym mówię? Otóż jeśli mamy do czynienia z systemem zainstalowanym w biurowcu, to można liczyć, że zarządca danego budynku dba o to, by zgodnie z przepisami, raz do roku, na terenie obiektu były przeprowadzane ćwiczenia ewakuacyjne, czyli tzw. alarm ćwiczebny. W takim przypadku pracownicy danego biurowca mniej więcej znają już drogi i system ewakuacji.

W obiektach takich jak metro czy galeria handlowa sytuacja jest dużo trudniejsza. Znajdują się tam zwykle osoby przypadkowe, w różnym wieku - również dzieci i starcy - także o różnych przypadłościach. Wszystkie te osoby muszą otrzymać zwięzłe i, przede wszystkim, zrozumiałe instrukcje dotyczące zachowania i sposobu wydostania się z zagrożonego rejonu. Dlatego, jak mówi Łukasz Kamiński, głośność dźwięku, jaką wytwarzają głośniki systemu ostrzegawczego, to dopiero drugi co do ważności parametr instalacji DSO.

Znacznie ważniejszym jest tzw. wskaźnik zrozumiałości mowy (ang. Speech Transmission Index - STI), bo przecież to komunikaty słowne mają tu największe znaczenie. Musi on mieć wartość co najmniej 0,7. Niegdyś owa zrozumiałość była oceniana "komisyjnie", przez gremium złożone z fachowców w dziedzinie akustyki i ochrony przeciwpożarowej. Obecnie jednak istnieją przyrządy, które pozwalają zbadać ten parametr w sposób absolutnie obiektywny. To tyle, jeśli chodzi o  moją rozmowę z panem Łukaszem. Jak obiecałem, wracamy do kwestii systemu DSO w warszawskim metrze. Na ten temat rozmawiałem również z Bogdanem Lenartem. A więc do rzeczy…

STRUKTURA

Komunikaty na peronach przekazywane są również za pomocą kolumn głośnikowych firmy Dynacord.

Metro w Warszawie obejmuje obecnie 21 stacji, plus STP czyli Stację Techniczno- Postojową na Kabatach. DSO na każdej stacji pasażerskiej stanowi system na wpół autonomiczny. Co to znaczy? W zakresie alarmowania i uruchamiania procedur ewakuacyjnych działa niezależnie, w sposób całkowicie automatyczny. Jednak dyspozytor, którego miejsce pracy znajduje się na STP Kabaty, może wysłać komunikat słowny do nagłośnienia wybranej stacji lub ich grupy. W centrali tej znajduje się też "czarna skrzynka", która rejestruje, w sposób ciągły, wszystkie zdarzenia, jakie miały miejsce w obrębie całego systemu - gdzie, kiedy i jaki naciśnięto przycisk, jaki komunikat został wyemitowany, wykrycie awarii itd. Nic się tu nie ukryje.

Sprzęt na stacjach kontroluje się sam - taka zdolność jest zresztą także wymagana przepisami. Odpowiedni moduł kontroluje wszystkie żywotne parametry pracy systemu - m.in. funkcjonowanie linii głośnikowych i samych głośników, a także działanie zasilania sieciowego oraz rezerwowego. Każdy system stacyjny obejmuje dwie strefy: publiczną i techniczną. Te zaś dzielą się na łącznie trzy do pięciu, nazwijmy to, podstref. Publiczna obejmuje peron oraz antresolę - czyli zwykle pasaż handlowy w obrębie stacji. Z kolei strefa techniczna dzieli się na część techniczną, strefę tzw. torów odstawczych i podperony, to znaczy pomieszczenia techniczne znajdujące się, jak sama nazwa wskazuje, pod peronami. Dlaczego tych podstref jest trzy do pięciu? No cóż, nie na każdej stacji znajduje się pasaż handlowy i nie każda stacja musi być wyposażona w tory odstawcze.

Dla przykładu, na stacji Ursynów nie ma ani jednego, ani drugiego, za to stacja Centrum ma dużą antresolę z wieloma sklepami oraz węzeł odstawczy. Przygotowanie i wykonanie instalacji na starszych stacjach zajmowało około pół roku. Tyle samo czasu miał Tommex na realizację DSO na wszystkich nowych stacjach, tyle że jednocześnie. Nic więc dziwnego, że musiał wesprzeć się podwykonawcami. Warto jeszcze wspomnieć o tym, że na STP znajduje się "centrum zarządzania kryzysowego", uaktywniane w chwilach poważniejszych zagrożeń. Z pomieszczenia tego można przejąć kontrolę nad całym systemem ostrzegawczym, odpowiednio kierując akcją ratowniczą.

DZIAŁANIE SYSTEMU

Działanie DSO jest w zasadzie bardzo proste. Dźwiękowy system ostrzegania jest niejako organizmem podrzędnym względem systemu wykrywania zagrożeń. Ograniczmy się tu do najbardziej typowego, jakim jest pożar. Gdy system wykrywania stwierdza jego pojawienie się, uruchamia alarm w danej strefie. Jednocześnie powiadomione zostają odpowiednie służby ratownicze. Ewakuowana jest tylko strefa zagrożona bezpośrednio. Jeśli więc ogień wybuchł w części technicznej, alarmy i odpowiednie komunikaty ewakuacyjne - zapisane w dedykowanym module, pod postacią plików mp3 - są transmitowane jedynie do strefy technicznej, zaś publiczna nie jest o tym informowana.

Podobnie jest w odwrotnym przypadku. Oczywiście, sytuacja bywa dynamiczna i w razie rozprzestrzenienia się ognia system uruchamia procedury ewakuacji z kolejnych obszarów. Jeżeli ewakuowana jest strefa publiczna, wówczas system wykrywania zagrożenia otwiera bramki, uwalniając ich kołowroty. Dzięki temu ewakuowani pasażerowie mogą przechodzić przez nie bez zakłóceń.

SPRZĘT

Szafa z modułami sterującymi i wzmacniaczami szwajcarskiej firmy g+m elektronik ag - robi wrażenie, prawda?

Dźwiękowy system ostrzegawczy musi spełniać szereg wymogów. Dotyczy to nie tylko jego architektury i funkcjonalności, ale także zastosowanych urządzeń. Tommex buduje swoje DSO w oparciu o produkty szwajcarskiej firmy g+m elektronik ag, która od ponad 35 lat specjalizuje się w produkcji kompleksowych rozwiązań tego typu. W jej ofercie znajdują się wszelkie moduły, jakie tylko mogą być potrzebne do budowy DSO. Zresztą, jak mówi pan Łukasz, pozwala to "uszyć" system na miarę indywidualnych potrzeb każdego klienta.

System DSO musi działać w warunkach nie tylko np. pożaru, ale i odbywającej się akcji gaśniczej. Oznacza to, że wymaga się od niego pełnej sprawności, gdy wokół temperatura znacząco rośnie, szaleje ogień, a za chwilę zaczyna lać się woda, czy to ze spryskiwaczy, czy węży strażackich. DSO musi zachować pełną funkcjonalność co najmniej przez czas potrzebny na ewakuację obiektu, z pewnym, rzecz jasna, naddatkiem. Dlatego tak właśnie konstruowane są urządzenia g+m, aby wytrzymały te ekstremalnie trudne warunki, w jakich zwykła elektronika bardzo szybko przestałaby działać.

W instalacji DSO w metrze użyto także niepalnego okablowania. Ponadto poszczególne stacje połączone są z centralą światłowodową linią redundantną. Oczywiście, na omawianie szczegółów projektu brak tutaj miejsca. Ponieważ w  razie pożaru objęty nim obiekt zazwyczaj zostaje odcięty od dopływu energii elektrycznej, to system ewakuacyjny musi dysponować własnym, autonomicznym zasilaniem awaryjnym - akumulatorowym. Z uwagi na to, że łączna moc instalacji ostrzegawczej może osiągać nawet kilka kilowatów (a w ekstremalnych przypadkach, np. w dużej galerii handlowej, jak np. Arkadia w Warszawie, kilkudziesięciu - tu moc ta wynosi aż 35 kW!), aby zapewnić działanie systemu przez pół godziny ilość zgromadzonej energii musi być całkiem duża, a nawet ogromna. Największym jej "konsumentem" są, jak się domyślacie, wzmacniacze.

Dlatego te oferowane przez g+m to urządzenia pracujące w klasie D, która zapewnia bardzo wysoką efektywność wykorzystania energii. Kilka słów o głośnikach. W tym zakresie stosowane są produkty norweskiej firmy DNH, głównie modele SAFE 66T oraz VES 561T, oraz amerykańskiej Community. DNH to producent wielce uznany w swej dziedzinie. Działa na rynku już od 1946 roku, a więc można powiedzieć, ze zgromadził ogromne doświadczenie. Dzięki temu jego produkty spełniają najbardziej rygorystyczne wymogi bezpieczeństwa, a także jakości i wzornictwa. Podobnie jest zresztą z wyrobami Community, z tą różnicą, że firma jest o całe 22 lata młodsza od DNH. Ale przecież nie o to tu chodzi.

PODSUMOWANIE

Wydaje się, że Tommex wykonał w warszawskim metrze kawał solidnej - na dodatek wszystkim potrzebnej - roboty. Panowie, z którymi rozmawiałem, to fachowcy w każdym calu i wsiadając do metra nie mam wątpliwości, że w razie zagrożenia opracowany i wdrożony przez firmę system niezawodnie pomoże mi wydostać się w bezpieczne miejsce. A trzeba powiedzieć, że opisana tu instalacja to jedno z najbardziej zaawansowanych tego typu rozwiązań w Europie.

Skoro więc Tommex poradził sobie z takim wyzwaniem, to niewątpliwie oznacza to, że nie ma dla niego projektów nie zrealizowania i problemów nie do rozwiązania.

Więcej informacji o firmie, która zaprojektowała i zrealizowała opisany system DSO na stronie: www.tommex.pl.

autor: Marek Korbecki